Polecam
Tematy
Lata poprzednie
Rok 2011
Rok 2012

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2012

2012.05.16 Środa

 

Jak walczyć z nadużyciem władzy? (cd.)

Ciąg dalszy temetyki związanej poruszonej dnia 2012.05.14.

Ludzie władzy nie spodziewają się kilku rzeczy i na tym należy opierać strategię i taktykę:

  1. Że walczący też znają prawo, ustawy i procedur

  2. A jeśli nie znają to są zdeterminowani w ich poznaniu. I w związku z tym mogą czytać pisma, ustawy, poznawać sprawy związane pośrednio z tematem, śledzić całościowo temat i protokoły posiedzeń itp.

    Umysł walczących tworzy barierę "o rety to musimy tak strasznie wniknąć w temat". A ponieważ walczący muszą pokonać swój oportunizm, bariera jest silna. W praktyce ogarnięcie tematy zajmuje trochę czasu. Ale w miarę wnikania staje się ono coraz szybsze. Przydają się tu dwa powiedzenia: Konfucjusza - Żeby przejść 5000 li trzeba zrobić pierwszy krok i Napoleona - Trzeba się zaangażować, a potem się zobaczy, co można sparafrazować: Trzeba się zaangażować, a potem sprawa sama nas wciągnie i wskaże co robić.
    Trzeba krok po kroku budować model problemu i trzeba być cały czas przygotowanym na wprowadzanie doń korekt (nadążność). Trzeba myśleć racjonalnie i nie dopuszczać przesądów. Na każdym etapie i w stosunku do każdego źródła trzeba być wnikliwym. Błędy popełniają obie strony, również w stosunku do własnych ocen. Sprawdza się zasada, że geszefciarz i władza nie wkładają altruistycznego wysiłku w solidne rozwiązanie tematu. Ich decyzje są pobieżne. Wynika to z:
    a/. wygodnictwa lub
    b/. ze zbyt dużej ilości spraw lub też
    c/. z niewiedzy na dany temat (radni z reguły nie mają wiedzy merytorycznej na temat problemu i ulegają lobby konkretnych rozwiązań i ich zwolenników, urzędnicy mają, ale kierują się własnym interesem - wygodnictwo, lobbying, łapówka).
    d/. korzyści osobistych

  3. Współpracy walczących: solidarności, komunikacji, organizacji, wojskowego wykonywania zadań. Pospolite ruszenie źle się komunikuje ze sobą, nie działa razem, jest chwiejne. Nie lubi struktur dowodzenia (hierarchi) co stanowi ogromny problem.

    Duży wkład niosą ludzie samozmotywowani. Widzą rzeczy ze swojej strony i jak wykażą determinację i dociekliwość współpraca jest świetna. Pokazują inne ścieżki, znajdują inne materiały. Wystarczą 2 fajne osoby i temat leci do przodu.

    Ważne jest by 1-2 osoby pełniły rolę rozdzielaczy zadań (wątków) i pilnowały ich realizacji, ważny jest również sekretarz - zapisujący chrologię wydarzeń i rejstrujący dokumenty. Najlepiej na dostępnej dla zainteresowanych stronie internetowej.

  4. Ludzie władzy nie spodziewają się, że możemy znać charkterystyki ich zachowań (np. wiemy, że rządzi nimi zorganizowana ściema). Jeśli dobrze wiemy jakie mają podejście i taktyki, są tym zaskoczeni.

  5. Władza nie spodziewa się, że możemy rozumieć tematy z ich poletka lepiej niż oni sami. A to prosta rzecz, wystarczy lekko pogrzebać np. w księgowości budżetu dzielnicy i za chwilę widać jak sami się gubią w niejasnych zasadach. Raz coś przedstawiają tak, raz siak. Nie prowadzą własnej działalności gospodarczej dlatego też ich księgowość jest zorientowana sprawozdawczo, a nie pod kątem analizy mającej na celu realizację projektu.
  6. Należy unikać złych emocji, trzeba trzymać się pozytywnej energii. Dobre na froncie są miłe twarze zaagnażowanych pań. Kobiety, łagodzą obyczaje i potrafią na mężczyznach wymóc swoje racje. Mężczyźni rządzą światem, a kobiety rządzą mężczyznami.
  7. Działac merytorycznie i stanowczo, sprawdza się metoda porucznika Columbo - ciągłego powracania do tematu, aż osiagnie się cel.
Do metodyki działania inspirację można czerpać z wojskowości. Ponieważ walka z urzędami to walka nielicznych z wielką instytucją, warto przeczytać o obronie Groznego kiedy Czeczeńcy zniszczyli dziesiątki czołgów i wozów bojowych sił, wielokrotnie przeważających ich, Rosjan:

http://www.obronanarodowa.pl/artykuly/display/i-obrona-groznego/

Mieli precyzyjnie znać konstrukcje wozów bojowych i wiedzieć, między które koła strzelać z granatnika aby trafić w magazyn amunicji w czołgu.
Mieli wybierać za kryjówki palące się domy, bo Rosjanie nie podejrzewali w nich zasadzki.
Mieli liczyć kroki do wyjścia z zasadzek aby w razie kontrakcji w dymie mogli uciec po omacku.
Mieli świetnie zorganizowane grupy bojowe.
Żaden z bojowników nie miał prawa przypisywać sobie samodzielnie zwycięstwa. Zasługa szła na zespół.

Wynikiem tej konfrontacji były bardzo małe lub czasem żadne straty po stronie Czeczeńcow, natomiast Rosjanie (ponoć pijani, niewyszkoleni i źle dowodzeni) - przegrali.

Obrona Groznego etap I się udała. Potem Rosjanie dostosowali taktykę i Grozny zdobyli w drugim etapie. Dlatego taktyki należy kryć przed przeciwnikiem - władzą. Warto je publikować tylko dla zaufanych ludzi.


 

2012.05.15 Wtorek

 

Podczas opracowywania cytatów z książki Joseph'a Pearce'a "Sołżenicyn. Dusza na wygnaniu" wpadłem na cytat, którego nie mogę tu nie zamieścić:

Muszę przyznać, że ludziom wykształconym polityka zajmuje, proporcjonalnie, stanowczo za dużo czasu. Są nią przesiąknięte wszystkie czasopisma i gazety, chociaż wiele omawianych w nich spraw ma charakter bardzo ulotny i krótkotrwały. Oczywiście, wszędzie na świecie są ludzie, nie tylko pisarze, którzy zajmują się sprawami wyższego rzędu, ale zawsze mają oni skromną publiczność, a czasem wydają się wręcz jakąś grupą dziwaków z obrzeży życia. Tymczasem prawda jest taka, że wyższych kwestii duchowych i czegoś tak diabelnie błahego jak polityka nie da się w ogóle porównać. Różnicę jeszcze bardziej uwypuklają fundamentalne problemy życia i śmierci, których współczesna ludzkość nie jest już zdolna poruszać. Ludzie gotowi są napychać sobie głowy czymkolwiek i rozmawiać na każdy temat, byle tylko nie dopuścić do siebie rozmyślań na ten najważniejszy. Jest to przyczyna postępującej małostkowości naszego społeczeństwa, tego, że skupia się ono na sprawach drobnych i nieistotnych.

Powiedziałbym, że skupia się na interesie nie szerszym niż własne ja i nie dalszym niż własny nos. W istocie, myślenie o rzeczach fundamentalnych jest bardzo, bardzo rzadkie.

Dlatego też taki słaby jest odbiór "Cybernetyki i charakteru" Mazura, "Psychologii tłumu" Le Bona no i mojej "Fizyki życia"


 

2012.05.14 Poniedziałek

 

Jak walczyć z nadużyciem władzy?

James Madison sformułował kluczowy dylemat rządzenia, który brzmi: "jakie prerogatywy dać rządowi, by faktycznie mógł sprawować władzę oraz jak kontrolować rząd, by danej mu władzy nie nadużył".

Z tą kontrolą nadużyć to jest duży problem, władza bowiem sama sobie wzmacnia prerogatywy sprawowania władzy. Madison miał tego świadomość i dletego był orędownikiem posiadania broni palnej przez obywateli - w razie czego (w tamtych czasach) można zorganiozować rewoltę przeciw władzy, a ta z kolei mając tego świadomość będzie się bała nadużyć.

Broni co prawda nie mamy, ale oto garść cennych rad, jak możemy działać tu i teraz.
Informacje te otrzymałem od osoby z komitetu walczącego przeciwkom likwidacji jednego z warszawskich liceów. Ich działania odniosły sukces, a w walkę zaangażowanych było ponad 2000 osób.

Jeśli są przestępstwa to składa się zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariusza państwowego.

Przestępstwa są różne:


Zasady walki z urzędem miasta lub dzielnicy

Na pracę podległych np. burmistrzowi urzędników skarżyć się trzeba do burmistrza, formalnie odpowie zastępca. Są różne obszary merytoryczne które podlegają burmistrzowi, więc różne ciała władzy stanowiące (np. rada dzielnicy Y) i nie stanowiące-egzekucyjne mogą być zamieszane i są różne uwarunkowania prawne i procedury. To także się zmienia. Terminy. Pewne procesy można skarżyć do sądu ale nie działania, a podjęte decyzje, do sądu administracyjnego.

Realne pytanie, które trzeba sobie zadać na samym początku brzmi: jaki jest cel skargi. Jeśli wyrażenie niezadowolenia, to będą albo rozmywać to, uciszać i nie będzie zmiany, albo będą zasłaniać się prawnymi przepisami, chować za nimi, lub opiniami i papierami urzędów zależnych występujących w sprawie. Na zasadzie: przekazano nam takie papiery, to wynika z tego i tego i zrobiliśmy i jesteśmy perfect. Na zasadzie ja za to nie odpowiadam i nie jestem osoba decyzyjną, choć w rzeczywistości odpowiada i jest decyzyjny. Oddalenie od siebie petetnta poprzez pokazaniu mu ogromu trudności i miażdżcej struktury urzędu i procedur.

Pytanie więc o cel akcji. Jeśli celem jest doprowadzenie do konkretnych rozstrzygnięć, to cel podstawowy wejść na poziom analizy prawnych odpowiedzialności, procedur, przepisów (trzeba sie wgryźć w ustawy, to idzie szybko ale tylko jak jesteśmy zmotywowani) i NIE LICZYĆ NA ŻADNĄ DOBRĄ WOLĘ. A więc metoda twardych ruchów na poziomie znajomości prawa.

Należy do tego dodać zachowanie (na pewnym etapie) SŁODKIEJ TWARZY: "Jesteśmy prawnie wyedukowani, bardzo życzliwi emocjonalnie, ale dobrze znamy temat ustawowo, rozumiemy strukturę i zależności danego organu i nie wchodzimy w emocje i epitety". Czyli jak to się mówi taktyka Gorbaczowa - "słodki uśmiech, lecz stalowe szczęki".

Niemniej, u podstaw leży twarda znajomość przynajmniej bazy prawnej. Dla umysłów ścisłych nie jest to trudne zwykła logika zapisów.

Jednocześnie trzeba, pomimo pozornej nieznajomości struktury władzy i organów, należy rozpocząć bombardment (baraż) wszystkich instytucji, a w szczególności osób związanych z danym obszarem merytorycznym którego skarga dotyczy. W nastroju "prosimy o pomoc", interwencję. Celem jest manifestacja determinacji i pokazanie otoczeniu, że "coś się dzieje". Oni będą robić swoją ściemę, że dany organ lub persona nie jest odpowiednia do tego i tego, że my nie możemy tego i tamtego - NIe należy się tym przejmować tylko dalej tworzyć dokumenty. Sednem jest aby stworzyć świadomość sytuacyjną. A więc chronologia, dostęp do dokumentów i ich krótki opis wraz z oceną (Sukces, porażka, itp)

Jeśli sytuacja mocno dotyka jakieś licznej grupy społecznej można rozpocząć informowanie społeczności lokalnej o danej sytuacji. Tutaj ważne są cyferki, by władza wiedziała, że przekaz trafia do społeczności lokalnej. Stąd na froncie liczba rozdanych ulotek. Jeśli ulotki rozdaje się pod kościołem, bo szybko idzie (tłumy), wchodzi aspekt zaangażowania wyższych wartości. Obecna władza ma konflikt ideologiczny z Kościołem więc jest to atut korzystny wizerunkowo aczkolwiek może być postrzegany jako nie neutralny światopoglądowo. Jedna osoba w godzinę pod kościołem rozda 200-500 ulotek. Na ulotce: krótkie hasłowe informacje czego protest dotyczy, link do strony internetowej afery. Przy zbieraniu podpisów pod kościołem zbierać maile (będzie baza mailingowa).

Jeśli władza wykazuje arogancję, to skuteczna staje się manifestacja pod siedzibą władzy. Grzecznie spokojnie ale z tablicami, poinformować koniecznie wcześniej media lokalne, miejskie i tak dalej (np. redakcja@agora.pl) o akcji (precise targetting - łatwo znaleźć redaktorów piszących z danej dzielnicy). Władza manifestacji się boi, bo to natychmiastowy antagonistyczny zły wizerunek. Cały czas ma być bez epitetów, lecz mogą być już emocje, są wręcz wskazane. Manifestacja to etap pokazania emocji.

W przypadku gdy decyzja jako propozycja uchwały pojawia się do zatwierdzenia przez organ stanowiący np. radę dzielnicy, należy szybko rozpocząć poszukiwania wsparcia w grupie władzy przeciwnej czyli dziś PIS. Oni mają fasadowy konflikt z władzą obecną, nie ugryzą ich, ale w zakresie nadszarpywania wizerunku pomogą. Na poziomie decyzji chodzi aby na radzie w trakcie decyzji nie zebrała się wymagana większość. Skład rad można znaleźć w internecie np.: bip.warszawa.pl.

Przy zagęszczonym potencjale PR-owym akcji na pewnym etapie przygotowania można uderzać w media mając na uwadze, że dziennikarze to lenie i nic sami nie zrobią. Im bardziej będziemy przygotowani i im lepiej zredagowane materiały im dostarczymy, tym oni będą mieć większą determinację, by wesprzeć nasz temat. Uwaga jednak na układy personalne dziennikarzy z władzą. Jeśli jest układ, nie będą tematu drążyć.

Ekstremalizacja:
Jeśli władza ma brudny cel, geszeft i jest zdeterminowana, otwieramy program szukania haków personalnych. To w dobie internetu nietrudne. Ludzie piszą, robią strony i dany kierownik organu władzy wykonawczej ma już na pewno przykrą historię, z poprzedniej kadencji, z innego miasta i tak dalej. Prawdopodobnie nie przestrzega zakazu nie uczestniczenia w przedsięwzięciach konfliktu interesów (np. doradza firmie korzystającej z wsparcia danej dzielnicy). Należy przestudiować oświadczenia majątkowe dostępne na Bip. Jeśli haki się znajdą, należy lekko je zaprezentować ale jednemu z w miarę neutralnych graczy, który ma swoje cele ale jest w związku z tymże kierownikiem organu władzy wykonawczej lub jego ludźmi. On na pewno puści parę przy najbliższym z nim spotkaniu. Wówczas taki kierownik i jego ludzie otrzymuje w tle komunikat: "tam są jacyś ludzie i coś mieszają, coś co może ci (nam) zaszkodzić". Jeśli sprawy jeszcze nie zaszły za daleko tak, że nie da się już nic wyciszyć, to jest szansa na dogadanie się i ludzie zapomną więc trzeba się z nimi dogadać.

Należy być w pełni świadomym, że ludzie zależni finansowo od decyzji burmistrza (wszyscy, którym on płaci lub wspuiera finansowo lub inaczej) będą jak przerażone kurczaki i oficjalnie nie wystąpią. Chyba że mają mocną zadrę ale to kryją. Wówczas dadzą informacje ale będą siedzieć cicho.

Taktyka i strategia przejrzysta.
Wszystko co robimy, robimy przejrzyście, na www bez emocji, ocen, suche fakty, analiza, interpretacja, pełna komunikacja dla obywateli. Komunikujemy znajomość prawa, wszystko w imię demokracji.

Tracking.
Staramy się każdą obietnicę notować w jakiejś formie. Oczekujemy wyraźnych obietnic. Zapamiętujemy, publikujemy w słodkich słowach, że tak życzliwy Pan burmistrz obiecał to i to i leci to na stronę. Jak nie dotrzyma, mamy dowód, iż to robił. Notujemy (Trakujemy) na stronie nasze działania.

Wnioski, a informacje publiczne.
Mamy prawo do składania wniosków o udostępnienie informacji publicznej.

Składamy zapytania krzyżowe. Szukamy i zdobywamy dowody przekrętów. Teoretycznie brak odpowiedzi na wniosek o informację publiczną jest obarczony karnie. W praktyce rzadkie przypadki nie mniej prawnie jest ewentualna możliwość złożenia zawiadomienia o przestępstwie jeśli informacja publiczna na wniosek obywatela nie została udostępniona. Krzyżowy intensywny bombardment daje sygnał "ktoś tutaj czegoś chce się dokopać".

Organizacje kontrolujące władzę.
są tacy co władzę chcą kontrolować. Warto z nimi od razu wejść w kontakt:

  1. Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej
  2. http://watchdog.org.pl
  3. Fachowcy (patrz następny akapit)
  4. Partie opozycyjne
Powinni pomóc merytorycznie. Trzeba krótko i konkretnie transferować sytuację i ssać wiedzę - mają mało czasu.

Fachowiec:
Rozmawiałem wstępnie z panią, która profesjonalnie robi to co opisałem. Powiedziała, że jakby przekazać jej szczegóły, to zrobi plan działania i może wesprzeć. Ona ma duże doświadczenie i robi to na platformie nie ekstremalistycznej (bez haków). Ma duże doświadczenie w walce z geszeftami w sektorze edukacji.

Dalsza część tej tematyki będzie jeszcze omawiana dnia 2012.05.16.


 


2012.05.12 Sobota

 

Systemy strumieniowe

Od 1000 prowadzę dwa wykłady w ASBIRO - Alternatywnej Szkole Businessu i Rozwoju Osobistego. Na sali może nieco ponad 50 osób zainteresowanych zagadnieniem prowadzenia własnego przedsiębiorstwa. Zjeżdżają się z całej Polski, by posłuchać co mają im do powiedzenia ci doświadczeni, którym udało się osiągnąć tzw. sukces rynkowy czyli z grubsza nie splajtować przez kilkadziesiąt lat.

Przedstawiam ścieżkę rozwoju naszej firmy ("Własna firma - trudna recepta na ciekawe życie"), po czym opowiadam czym w rzeczywistości jest prowadzenie własnej firmy ("Czym jest własny business?"). I oczywiście w obu wykładach przemycam informacje o fizyce życia. Ale jak można nie przemycać, jeśli stanowi ona podstawę?

Audytorium młode, ale jest kilka osób starszych. Audytorium ludzi przedsiębiorczych - ci nie obrażają się, gdy mówię, że nie mają wiedzy, natomiast ci starsi jeszcze potakująco kiwają głowami. Kontakt z publicznością jest, mówię dość gładko, sporo czasu przeznaczam na omówienie tego, że komórka, człowiek i firma są de facto systemami strumieniowymi. A zarządzanie sprowadza się głównie do kontroli strumieni. Widzę nawet, że jest spore zainteresowanie gdy mówię o kontroli strumienia pracowników.
Koniec.
Czy są pytania?

Cisza... kurcze, plotłem, o nic nie chcą zapytać... Ale to typowe dla nas Polaków, obawiają się. Gdy w końcu pada pierwsze pytanie inni się rozkręcają. Pytania, jak zwykle, o konkrety, o ścisłe recepty: "Co robić, by zatrzymać ludzi?". No cóż z odpowiedziami jest drobny kłopot, bo życie i prowadzenie firmy to gra i gotowych recept nie ma, trzeba stosować taktyki. Tłumaczę: wy gracie w brydża, jesteście po licytacji i już w trakcie rozgrywki i pytacie mnie co teraz zagrać, a ja przecież nie znam ani licytacji, ani tego jakie karty do tej pory zeszły, mogę zatem mówić tylko o ogólnych zasadach, o tym czym jest np. impas ale nie mogę dać wam odpowiedzi: "W twoim przypadku zaimpasuj". Jest zrozumienie. Po części oficjalnej długo jeszcze rozmawiamy na temat konkretnych przypadków i jak ja u siebie je rozwiązałem.

W trakcie pytań padło pytanie o charakterze syndromu Machiavellego - ktoś zasugerował, że jestem zwolennikiem teorii, że ludzie w gruncie rzeczy są źli. Odpowiedziałem oczywiście, jak zwykle: "Są dobrzy i źli, są nawet bardzo dobrzy i bardzo źli, ale każdy z nas jest obiektem żywym i w związku z tym optymalizuje czerpanie z zasobów", a to prowadzi to typowych procesów społecznych...

Żeby dobrze prowadzić przedsiębiorstwo trzeba zacząć je prowadzić i uczyć się na własnych błędach,
wtedy nawet czerpanie wiedzy teoretycznej będzie o wiele łatwiejsze i bardziej zrozumiałe.

Dobre audytorium, potencjalni Atlasi... byle system organizacji państwa pozwolił im działać.


 

2012.05.10 Czwartek

 

Nie ważne jaki, byle fanatyzm

Jesienią 1956 roku w Buenos Aires Willem Sassen zaczął sesję nagraniową z Adolfem Eichmanem. Powstało w sumie 67 taśm. Na jednej z nich Sassen pyta: "Czy pan nienawidził Żydow?", Eichmann odpowiada: "Oczywiście, że nie! Moja macocha była Żydowką! Podziwiałem w Żydach ich niezłomną wolę życia. Gdybym był Żydem, sam zostałbym fanatycznym syjonistą. W istocie prawdopodobnie zostałbym tak gorliwym syjonistą, jak tylko można sobie to wyobrazić. Nie jestem antysemitą. Byłem tylko politycznym przeciwnikiem Żydow, ponieważ odbierali nam chleb potrzebny do życia"

"Dziennika nazisty, wyznania Eichmanna" Stana Lauryssens'a, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008, str. 114

Wyznania skrajnego grabieżcy.


 

2012.05.01 Wtorek

 

Kto z mediami zadrze, ten z nich znika

Media to pierwsza władza. Faktyczną władzę mają ci, którzy kontrolują media.

"Powierzchowność i pośpiech to choroby psychiki XX wieku, które najpełniej wyrażają się w działaniu prasy. Głęboka analiza problemu jest tam przeciwwskazana, nie leży w naturze prasy, która wychwytuje tylko sensacyjne wieści [...]. Prasa stała się potęgą w państwach zachodnich, bardziej wpływową niż władza ustawodawcza, niż administracja i sądownictwo". Niemniej jej potęga była głęboko niedemokratyczna: Kto [...] wybrał dziennikarzy zachodnich i dał im władzę, którą dysponują? - Aleksander Sołżenicyn.

Więcej cytatów na temat media i dziennikarze. Sama liczba tych wpisów świadczy o tym, że z nimi zadarłem :). No cóż, zgadzam się, że to pierwsza władza i twierdzę, że niestety nie najlepsza.


 

2012.04.30 Poniedziałek

 

Miguel de Unamuno (1864–1936)

Nawet nie wiedziałem, że taki się kiedyś narodził. Encyklopedia podaje, że to hiszpański filozof, pisarz, dramaturg i poeta.

Czytając ksiażkę "Kres możliwości" (możliwości poznania) natrafiłem na jego cytat, który mnie zaintrygował:

Najwyższym tryumfem rozumu jest zwątpienie w swoją własną słuszność

Poszperałem jeszcze trochę i znalazłem kilka następnych, równie ciekawych:

  • Świadomość jest chorobą
    im więcej wiem o mechanizmach społecznych tym bardziej męczy mnie świadomość, że można im zaradzić.

  • Jadąc tramwajem elektrycznym do opery, można zadać sobie pytanie: co w tym przypadku ma większą użyteczność, tramwaj czy opera?
    pytanie o resergię, Unamuno musiał ją czuć.

  • Tylko od życia można nauczyć się żyć i żadna pedagogika tej nauki nie zastąpi
    dokładnie tak - teorii gier teoretycznie nauczyć się nie da

  • Kto nigdy nie mówi głupstw, jest głupi od stóp do głów


 

2012.04.29 Niedziela

 

Coś w tym jest

A na lyzwach jezdze do dzis. Ciagle ostrzone na rowek...
PRL byl jednak boski....Nie wiem dlaczego ludzie tak narzekaja.
W porownaniu z dzisiejszymi pokoleniami my mielismy wszystko wlacznie ze wspomnieniami. Nie zamienilbym tych wspomnien na bogactwa zachodu, na dziecinstwo uciekinierow Zielinskich w Szwecji...nawet jak klalem w kolejce w sobote rano bo przegapilem Teleranek czy 5-10-15...Cudowne czasy.
nasze pokolenie PRL moze zylo skromnie ale BOGACTWEM i DOSWIADCZENIAMI zyciowymi , i poczuciem wspolnoty nie mamy sobie rownych.
My wiemy co to drugi czlowiek , wspolnota = komuna - bo nas tego uczyli...
Dzis wspolnota to wrzucenie zdjec na odczepke na Facebooka dla "przyjaciol" ktorzy cie maja w 4 literach, trzymanie wszystkich na dystans, bo " ja to wyksztalcony i wlasnie wrocilem z Egiptu " . Kapitalizm, jak sama nazwa mowi, budowanie kapitalu , swego wlasnego, po trupach...a to de facto budowanie muru izolacji i samotnosci na stare lata.

Piekny Zloty Wiek PRL minal...Dzis mamy wiek Egoizmu.
Panie Grzegorzu ...Dzieki za wspomnienia tak przy okazji,...
Ciagle zywe.

Tak, wtedy byliśmy w przymusie i przymusie współpracy, no i wtedy nie było komputerów. Zgodzę sie z gościem, że teraz w okresie, wbrew pozorom i tego co się mówi, wielkiego dobrobytu gubimy więzy społeczne.

Mniej musimy razem, więcej możemy sami, a poza tym tak na prawdę żyje się o wiele prościej niż za komuny.


 

2012.04.26 Czwartek

 

Nadążność

Witam,

kontemplowałem wczoraj i dzisiaj rano w wannie temat z Pana linku i ksiażki FŻ w temacie nadążności i charakterystyk obiektu. Pojawiło mi się wówczas zdefiniowanie pojęcia "zaskoczenia" w temacie nadążności i gier.

I narazie zdefiniowałbym je jako przejawienie w grze takiej taktyki zachowań lub taktyki struktury przez dany obiekt/gracza albo inaczej własności, która jako charakterystyka nie była znana graczom wcześniej.

Można więc rozróżnić zaskoczenie na 2 rodzaje:

  • niecelowe, kiedy po prostu obiekt nie przejawił danej cechy nigdy wcześniej
  • celowe, tj. obiek świadomie kamuflował swoje niecodzienne możliwości.
To generalnie w przypadku taktyki struktury może być wystawienie trzeciej czółki z jadem. Taki element jest często w horrorach typu obcy albo "Rzecz". Zwłascza "Rzecz", gdzie obcy wykształca w dowolnej chwili dynamicznie dziwaczne narzędzia działania.

W przypadku taktyki zachowań to jakaś niecodzienna taktyka, pozorna ucieczka, w każdym razie wcześniej nieznana.

Temat pewnie da się rozwinąć ale teoretyczne podstawy w nadżąności są extra. Jak Pan już zdefiniował wcześniej zaskoczenie to super, ale to do mnie teraz w wannie dzisiaj dotarło.

pozdrawiam
t.m.

Tak, zgadzam się absolutnie: teoretyczne podstawy w nadążności są extra - nadżąność to kopalnia wiedzy i materiału do przemyśleń

Co do zaskoczenia to ja problem widzę tak:

  1. W taktyce (zarówno struktury, jak i zachowania) może pojawić się nowy element (przypadkiem lub może być wymyślony) i teraz jeśli ten element wejdzie do łańcucha sukcesji genetycznej wówczas staje się on czynnikiem wiktoria.

  2. W walce sportowej bada się charakterystyki potencjalnych przeciwników. W judo robi się to analizując walki historyczne, w siatkówce głównie rejestrując bieżące zdarzenia na boisku (trzech analityków pracujących w sieci natychmiast wprowadza dane z obserwacji, a trener otrzymuje profile drużyny przeciwnej. Wprowadzanie i obróbkę realizuje się specjalistycznym programem np. takim jak Q-Volley). W sporcie znane jest pojęcie zachowania bezprofilowego - trenerzy często się wkurzają bo tacy zawodnicy walczą, a na zewnątrz wygląda to jakby byli niedoszkolonymi patałachami - natomiast cechuje ich bardzo wysoka skuteczność wygrywania. Być może dobrym przykładem (ale gdyby ktoś się z tym nie zgodził wcale nie będę obstawał przy swoim) w tej materii byłby Kazimierz Deyna - przez wielu uważany za fuksiarza, który nie potrafił poprawnie grać w piłkę, a jednak piłkarza, który w konkursie tygodnika "Piłka nożna" zdobył tytuł najlepszego piłkarza XX wieku.

A tak na marginesie: coś w wannie musi być, bo Archimedes też w niej coś ważnego odkrył ;)


 



2012.04.24 Wtorek


 

Socjotechnika

~Tirger777 do ~indi: Kolego zastraszony, czy wiesz co to takiego Socjotechnika ?
Właśnie tą metodę stosują media ( np.TVN ) i politycy PO - SLD, wobec Polaków - Socjotechnika, ogół metod, środków i działań praktycznych zmierzających do wywołania pożądanych przemian w postawach lub zachowaniach społecznych, np. oddziaływanie (pozytywne lub negatywne) na społeczne zachowania konsumpcyjne. Działania socjotechniki stanowią też jeden ze środków walki o władzę, rozwiązywania konfliktów społecznych, komunikacji społecznej itp. Podstawowe metody socjotechniczne to np. perswazja, manipulacja, intensyfikacja lęku. W praktyce oddziaływania socjotechniczne kierowane są zarówno na emocje (strach, współczucie, miłość), jak i na intelekt (prezentacja danych statystycznych, powoływanie się na badania i autorytety naukowe i społeczne).

I kawałek z Wikipedii [stan 2012.04.24] na temat technik:

  • pozorny wybór
    adept socjotechniki przedstawia podmiotom manipulacji kilka punktów widzenia, ale zdanie zgodne z jego poglądami w zawoalowany sposób ukazuje w bardziej pozytywnych barwach;


  • ośmieszanie
    manipulator stara się ośmieszyć nieodpowiadające mu idee;


  • autorytatywne świadectwo
    socjotechnik powołuje się na powszechnie akceptowany autorytet;


  • transfer (przeniesienie)
    osoba manipulująca społecznością stara się skojarzyć swoje przesłanie z pozytywnym pojęciem ugruntowanym wśród jego odbiorców, często poprzez tworzenie zbitek słownych;


  • niezależne zdanie
    adept inżynierii społecznej tak kształtuje przekaz, aby stworzyć wrażenie, że nie zależy mu na przekonaniu odbiorców do swojego zdania;


  • selekcja faktów
    manipulator wybiera fakty tylko dla niego wygodne i pozwala odbiorcom na dostęp tylko do jego przekazów;


  • zamiana nazw (nowomowa)
    socjotechnik tworzy nowe pojęcie, któremu nadaje silne tło emocjonalne, a potem wykorzystuje je masowo w konstruowaniu komunikatów przekazywanych manipulowanym osobom;


  • wskazywanie negatywnych grup odniesienia (wskazywanie wroga)
    manipulator wskazuje wroga, który ma zagrażać grupie odbiorców jego przekazu, co pozwala na jej konsolidację wokół promowanych przez niego idei;


  • zdanie większości
    adept inżynierii społecznej twierdzi, że jego zdanie podziela większość i twierdzi, że wszyscy swoi tak mówią;


  • kłamstwo
    socjotechnik kłamie, ale stara się uprawdopodobnić swoje twierdzenia i ogranicza dostęp odbiorcy do innych źródeł informacji, łączy kłamstwa z faktami;


  • tworzenie stereotypów
    osoba manipulująca grupą tworzy stereotyp, a potem stale go używa, aby wzmocnić jego siłę;


  • powtarzanie sloganów
    specjalista od socjotechniki wymyśla slogan, który stara się potem jak najbardziej rozpowszechnić;


  • kształtowanie tła emocjonalnego
    osoba stosująca inżynierię społeczną stara się swój przekaz skojarzyć z elementami budzącymi pozytywne uczucia, poprzez tworzenie miłej atmosfery, czy pozytywnego tła.


I jak tu mówić, że człowiek obiektywnie patrzy na rzeczywistość, skoro zanurzony jest w takim sosie kłamstw i manipulacji?


 

2012.04.22 Niedziela

 

Urzędnicza wydajność

Papierki przykryły e-kartę, sprawa dotyczy 37,5 mln Polaków
[pełny tekst]

Elektroniczna karta ubezpieczenia zdrowotnego już dawno powinna znajdować się w kieszeniach Polaków. Tymczasem dziś planowana jest jedynie jej prowizorka, którą obsługiwać będzie 224 nowych urzędników, biorących rocznie pensje na kwotę 22,6 mln zł.

Ustawa zdrowotna z 2004 r. nakazała ministrowi zdrowia wydanie rozporządzenia ws. elektronicznej karty ubezpieczenia zdrowotnego. I wprowadzenia samej e-karty. Do dziś nie ma ani tego papierka, ani ogólnokrajowej elektronicznej karty zdrowotnej. [...]

No cóż w tej kwestii nic się nie zmienia od lat. Oto cytat z pamiętników Samuela Pepysa, wysokiego urzędnika w urzędzie d/s Zaopatrzenia Marynarki i członka parlamentu Angielskiego w XVII wieku:

6 maja [1666 r]. (Niedziela) Do kościoła, a potem aż do nocy siedziałem przyprowadzając do porządku papiery dotyczące zaopatrzenia floty, których dla mnogości spraw i uciech nie przeglądałem od paru miesięcy.

7 maja. Wstałem wcześniej dalej nad papierami mego urzędu Nadzorcy Zaopatrzenia Floty, żeby je mieć w porządku na przyjście sir W. Coventry’ego, bedąc świadom, że nie łatwo mi będzie dać mu dobre odpowiedzi, jeśli mnie zacznie pytać o sprawy zaopatrzenia.

Dla mnogości spraw i uciech urzednik ten przez parę miesięcy nie zajmował się tym za co pobierał wysokie pobory.

Więcej cytatów związanych z urzędnikami

Internauta ~dpalec: podsumowuje dążność demokracji:

~dpalec: rece opadają...skoro tak prostej sprawy nie mogli załatwic przez tyle lat , to jak sie mają inne wazniejsze sprawy państwowe.....amatorszczyzna do kwadratu... czy w tym kraju ktos jeszcze mysli kategoriami dobra wspólnego? ...jestem coraz bardziej podłamany.... na nastepne wybory nie idę. juz postanowione. Nie widze żadnej opcji która w tym kraju cos moze... bezsilność...

Władza to władza - może wszystko, i dlatego teraz dla mnogości swych spraw i uciech przedłużyła obowiązek pracy i podniosła ceny benzyny, a w zeszłym roku podniosła podatek VAT.

Zaczynam rozumieć słowa Wyspiańskiego: Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur.


 

2012.04.21 Sobota

 

Kot

Piotr K. - kolega z liceum - po śmierci żony zaczął pisać wiersze. Jeden z nich przypadł mi do gustu na tyle, że "zmusił" mnie do napisania mojego własnego:

Kot

Kula futra i energii.
Przyczajony,
Miękko stanie, żwawo skoczy,
To znów wełnę gdzieś potoczy.
Grzbiet wypręży, miło mruczy,
Łapą pacnie lub podrapie.
Mysz rozerwie. Smacznie chrapie.

Wąsy, oczy i języczek.
Czasem w domu, na ulicy,
Raz na dachu, raz w piwnicy.
Zew natury - gna za ptakiem,
Nic nie widzi, cios... zderzakiem.

W zasadzie z kotami mam niewiele wspólnego, ale w tym wierszu zawarłem wszystkie moje migawki myślowe, które mi się z nimi kojarzą.

Poniżej oryginał Piotra:

Kotek

Kłębek futra i energii,
Piękno kształtów, gracja ruchów.
Zmysłów pełna doskonałość.

Szybkość, zwinność i przebiegłość,
Ruch i zamęt, zaskoczenie,
Głośny tupot i miauczenie.

Cicho siadasz po zabawie.
Oczy mrużysz, futro gładzisz,
W mruku miękkim się zapadasz.


 

2012.04.19 Czwartek

 

Scenariusz Ayn Rand

Ci co przeczytali "Atlasa Zbuntowanego" Ayn Rand mogą zauważyć, że wydarzenia gospodarcze i polityczne zaczynają biec zgodnie ze scenariuszem przedstawionym w tej książce. Atlasi (pracujący z sensem) wycofują się:

Maszynista zatrzymał pociąg. Dostanie nagrodę
[http://wiadomosci.onet.pl/kraj/maszynista-zatrzymal-pociag-dostanie-nagrode,1,5108737,wiadomosc.html]

Minister transportu Sławomir Nowak zamierza wystąpić do szefa PKP Cargo o nagrodę dla maszynisty, który wczoraj zatrzymał pociąg na trasie Warszawa-Katowice.

Maszynista miał wątpliwości co do wskazań semafora i odmówił dalszej jazdy. Dwa semafory przy wjeździe na stację powinny pokazywać te same sygnały. Tymczasem według maszynisty pierwszy semafor informował, że przy wjeździe na stację Baby będzie można jechać z maksymalną prędkością. Drugi nakazywał ograniczenie prędkości do 40 km/h.

Ze względu na remonty ruch na tym odcinku odbywał się wczoraj po jednym torze. Po zatrzymaniu składu na magistrali węglowej natychmiast utworzył się korek, w którym stanęło około dziesięciu składów pasażerskich.

A przecież powinno się ukarać tego co do takiego bałaganu doprowadził.

I jak zwykle treściwy komentarz internauty:

~cox..: Dobrze, że dostał nagrodę, tylko dziwi mnie to, że zaczyna się rozdawać nagrody za coś, co przecież jest (a przynajmniej powinno być) normalnym zachowaniem..

To trochę tak jakby dać nagrodę budowlańcowi za to, że wybudował dom, który się nie zawalił, lub lekarzowi za to że wyleczył pacjenta (a nie doprowadził do kalectwa lub śmierci)... a kierowcy, że zatrzymał się na czerwonym świetle...

Może to i dziwne, ale widocznie w tym kraju normalne zachowania i postępowanie zgodnie z obowiązującymi przepisami i normami - jest czymś nadzwyczajnym! W sumie obserwując codzienność, w którym normą jest zachowanie "nienormalne" - przestaje mnie to dziwić...

Właśnie do takich sytuacji doprowadza zachowanie rządzących dokładnie przedstawione w Kluczowym dylemacie władzy co zresztą opisałem w rządzeniu w pigułce.


 

2012.04.19 Czwartek

 

Rządzenie w pigułce

Znalezione w sieci:

~ina do ~K: cały naród pracuje teraz na emerytury i utrzymanie administracji unijnej. Reszta sie na razie nie liczy.
Wszystko jest nie potrzebne tylko konsumpcja, wypoczynek, urlopy, święta. i wiele innych bzdetów. Taki kierunek obrał rząd i parlament ślepo wpatrując się w samozwańców unijnych. Po co pracować, państwo ma nadrukować pieniędzy i rozdawać obywatelom. Sprzedaje wszystko , żeby jakiś czas żyło sie władzy lepiej. Jak sie skończy eldorado będą namawiać, żeby pracować bo nie będzie na chleb.

Eldorado już się kończy, "państwowi" zaproponowali podniesienie wieku emerytalnego. Natomiast wybrani "państwowi" na emerytury odchodzą w wieku 40, a ci wybrani najbardziej mają emerytury ponad 13000 zł miesięcznie.


 

2012.04.18 Środa

 

Manager - kwintesencja

Dostałem od Tomka Maciejewskiego maila, no i zezłościłem się sam na siebie. W mailu było bowiem o liderze:

Mam ciekawą sytuację z moim menedżerem.

Przyszedł pełen pomysłów i optymizmu. Że będzie projektować serwisy internetowe i to samo będzie szło. Ma 23 lata. Ma świetne umiejętności miękkie, mocne wyczucie marketingowe ale nie ma umiejętności twardych. DTP nie umie, programować nie umie, grafiki nie umie. Sprzedawać umie, pisać teksty umie, rozmawiać umie.

I miał wizję że jak tylko dostanie dobre stanowisko w firmie to wszystko świetnie pójdzie i świat jego.

Dałem mu projekt jako kierownikowi, powiedziałem kto ew. będzie brał udział (programista, ja, drugi programista, podwykonawca grafik). Jest klient, jedna z firm inwestora, jego sekretarka.

I rzuciłem go na głęboką wodę. Budżetujesz ty, rozmawiasz ze wszystkimi ty, egzekwujesz ty i tak dalej.

Wczoraj do mnie pisze maila zestresowany, że wszystko się rozjechało. Programista chociaż obiecywał pracę spieprzył i olewa nas, klient pomimo rzetelnych próśb nie dosyła materiałów, grafik nie zrobił tego co chcieliśmy i ze świetnych założeń marketingowych (19 stron!) olał 60% i tak dalej. A na dodatek kasa z firmy klienta do niego nie trafiła, a jemu się kończy i jak on ma żyć i w ogóle coś robić.

Napisałem mu: wybacz, ale celowo wcisnąłem cię w ten projekt abyś zobaczył co to znaczy menedżerowanie i własny biznes. Projekty ładnie harmonogramowane świetnie wyglądają tylko w Microsoft Project. W życiu to się wszystko pi**doli.

A to chciałem Ci zakomunikować dając Ci pełną odpowiedzialność w projekcie:

Dobry menedżer to nie koleś od harmonogramowania we wspaniałych warunkach, ale koleś, który w sytuacji kiedy pi**doli się dokładnie wszystko umie wszystko na czas wyprowadzić na prostą i jeszcze spiąć wszystko finansowo.

Załamał się.

Jest to genialnie - krótko i zwięźle - sformułowane i w tych kilku nośnych zdaniach wyraża istotę rzeczy. W trakcie dyskusji zrobiliśmy jeszcze małe podsumowanie:

Spiąć finansowo to oczywiście domyślne sedno biznesu. Można doprecyzować jeszcze bardziej i dodać, że projekt ma się skończyć w sensownym czasie (bo to też pieniądz) oraz co ważne klient musi czuć, że oprócz efektu była też:

  1. fachowa obsługa,
  2. że nie był terroryzowany, robiony w głupa, naciągany i tak dalej,
  3. że był informowany na bieżąco o postępach prac,
Ważne jest bowiem nie tylko co zrobiliśmy ale to jak zrobiliśmy, jak robiliśmy i jak traktowaliśmy klienta. Z kolei z drugiej strony trzeba pilnować, by klient:
  1. nas nie naciągał,
  2. nie opóźniał prac (ci przedstwiciele klienta, którym nie zależy opóźniają),
  3. brał aktywny udział w konsultowaniu problemów,
  4. zgłaszał zastrzeżenia w sposób merytoryczny,
  5. terminowo płacił za wykonane prace.
I w ten oto sposób zabawa w menadżerkę zaczyna być wymagająca.

Jeden z naszych młodych ludzi tak to skomentował:
Ja bym powiedział, że to bardzo typowa sytuacja. Sam wiem po sobie - na początku wszystko wygląda świetnie i banalnie, niestety potem wszystko jest weryfikowane według zasady "jak coś ma pójść źle, to pójdzie źle". Czytając to odnosiłem wrażenie, że część tego jest o mnie i pewnie o większości początkujących.

A jedna z naszych wieloletnich managerek:
Ha ha! Samo życie! My musimy lawirować pomiędzy projektami, mysleć o ludziach, o terminach, o realizacji fizycznej i pomysłach. Do tego nawalanka z klientem, fochy kolegów.
Samo życie. To lubię.


 

2012.04.14 Sobota

 

Kogo obchodzi francuski chłop?

Ano mnie obchodzi. Wczoraj w wieku 74 lat zmarł Emil - francuski chłop, weteran wojny w Algerii, twórca wspaniałej rodziny, wymagający ojciec. A dzieci, wiadomo, tego nie lubią. Szorstki, z sercem jak gołąbek. Człowiek, który zaraz po powiedzeniu "Bonjour" pytał czy masz gdzie spać i co jeść. Całe życie pracował, wraz z żoną wybudował nowy dom, wychował trójkę wspaniałych dzieci i doczekał się ośmiorga wnuków.

To właśnie dzięki tej rodzinie, w latach osiemdzieśiątych XX wieku, dowiedziałem się dlaczego Francja jest bogata, a Polska biedna. Nie powiedzieli mi tego wprost, ale pojąłem to przyglądając się temu jak żyją. Bogactwo wynika z pracy z sensem, a nie socjalistycznego gadania o równości społecznej.

Pochowano go z pompą przysługującą weteranom - trzykrotnie opuszczno flagi państwowe na jego trumnę. Wojna była kolonialna, ale on sam się na nią nie wybrał, wysłało go "państwo". Synowa na pytanie czy była msza odpowiedziała, że w kościele odbyła się ceremonia religijna. O tempora, o mores! Tak właśnie mówi urzędnik świecki - francuska nauczycielka. Tak mnie to zaintrygowało, że pytałem jeszcze kilka razy i w końcu przyznała: "Tak, była msza... z księdzem".

Pokój jego duszy. Odszedł Atlas, człowiek szorstki, lecz przyjazny innym ludziom.

Lubiłem go, nawet pomimo tego, że kiedyś niechcący przejechał mi piłą łańcuchową po pięcie. Spore, lecz niegroźne draśnięcie zalaliśmy samogonem jego produkcji.

Po wyżerce jaką nam, biednym Polakom, zaserwował w 1988 z okazji swoich 50 urodzin (było na niej ponad 100 osób) i dodatkowym dniu odpoczynku w komfortowych warunkach, razem z Kolarzem dokonałem swego największego wyczynu wspinaczkowego zdobyłem Dru.


 

2012.04.13 Piątek

 

Smutne

Podsumowanie znalezione w sieci:

~WM do lmorgoth: Polska jest biurokratyczno-mafijnym państwem bezprawia, w którym znaczna część dochodu narodowego - wypracowanego ciężką pracą obywateli - ulatnia się do kieszeni wąskiej grupy cwaniaczków z powodu napęczniałej biurokracji, wprost niewyobrażalnej korupcji i na skutek panowania "kolesiowskiego kapitalizmu" (ang. crony capitalism) zamiast gospodarki wolnorynkowej.

Mamy więc bardzo wysokie – i zarazem niezwykle regresywne - obciążenia podatkowe, gęsty gąszcz praw i regulacji, armię urzędników, masę tworzących niewielką wartość dodaną firm żywiących się na nadmiernej biurokracji - przyklejonych do niewrażliwego na ceny sektora publicznego, wysokie koszty pracy, nieprzyjazny klimat dla przedsiębiorców, pełen patologii i absurdów wymiar sprawiedliwości, nierzadko stojący po stronie przestępcy, afery zamiatane pod dywan. Polska należy też do grona krajów z najwyższym rozwarstwieniem płac pomiędzy kadrą kierowniczą a pracownikami średniego szczebla. Artykuł na ten temat.

W rezultacie, nawet połowa ceny większości produktów lub usług nabywanych w Polsce to tzw. nawis korupcyjno-biurokratyczno-mafijny. Inaczej: gdyby nie ogromna korupcja, biurokracja i mafijne układy ceny w Polsce byłyby 50% niższe (albo płace 100% wyższe).

I to jest odpowiedź na nurtujące wielu Polaków pytanie, dlaczego ceny i koszty utrzymania są jak na Zachodzie, a płace 4-krotnie niższe, pomimo wielu lat swobodnego przepływu ludzi, towarów, technologii i kapitału.

Ale wysoka w stosunku do przeciętnych zarobków struktura kosztów w gospodarce to nie jedyna cena jaką płaci przeciętny Polak za ten spaczony system. Haracz jest także uiszczany w postaci niskiej jakości produktów i usług np. fatalna jakość dróg i kolei, nowe stadiony i autostrady-buble, fatalna służba zdrowia, złe planowanie przestrzenne w miastach, niska i pogarszająca się jakość żywności, niska etyka biznesu, wysyp różnej maści naciągaczy i firm-krzaków itd.


 

2012.04.12 Czwartek

 

Mieć dzieci, czy nie mieć?

Oto jest pytanie.

Dlaczego nie chcemy mieć dzieci?
[http://dziecko.onet.pl/74963,6,9,dlaczego_nie_chcemy_miec_dzieci,artykul.html]

W 2011 roku urodziło się 391 tys. dzieci, o 22 tys. mniej niż rok wcześniej – wynika z danych GUS. Blisko 30 procent z nas nie myśli o potomstwie, właśnie ze względu na sytuację materialną. Dzisiaj młodzi ludzie liczą pieniądze i coraz częściej mówią: "nie stać nas na dziecko".

Obecnie nawet te rodziny, które nie stawiają na pierwszym miejscu kariery, ale chcą mieć potomstwo, odkładają tę decyzję na lepsze czasy. Boją się tego, co przyniesie kryzys. Zastanawiają się, czy stać ich będzie na utrzymanie kolejnej osoby. Anna, redaktorka z Warszawy ma już jedno dziecko. Jaś chodzi do zerówki. Dwa lata temu planowała z mężem drugie, marzyła im się córeczka. Chcieli, żeby nie było zbyt dużej różnicy wieku między rodzeństwem. Ale wtedy odłożyli tę decyzję, bo mąż zmieniał pracę.

- Dziś już w ogóle nie wiemy, co czeka nas w przyszłości. Niektórzy mogliby powiedzieć, że przesadzamy, bo przecież mieszkamy w Warszawie i nasz budżet w sumie wynosi jakieś 7 tysięcy złotych miesięcznie. Dla moich koleżanek, które zostały w rodzinnym Ełku, to prawdziwy majątek. Ale połowę dochodów pochłaniają nam kredyty: na mieszkanie, na samochód i konsumpcyjny. Na życie zostaje niewiele ponad 3 tysiące złotych. Opłacenie rachunków, przedszkola, codziennie zakupy, a trzeba się jeszcze ubrać. Wydajemy wszystko, co do gorsza – wylicza Anna.
[...]

I tak dalej w podobnym tonie.
I oczywiście, jak zwykle, w komentarzach można znaleźć bardzo sensowną odpowiedź na to jednostronne dziennikarskie spojrzenie na sprawę:

~Super tata
Piszecie takie bzdury na portalach i młodzi ludzie, którzy dopiero wchodzą w życie faktycznie stwierdzają, że ich nie stać. Mam trójkę dzieci i nie zarabiam 10 tys miesięcznie. 700 zł na dziecko karmione piersią? Bzdura jakich mało. Jesteście zwyczajnymi leniami i tchórzami o egoizmie nawet nie wspomnę. Na nowego iphona i inne gadżety z pewnością nie brakuje. Życzę wszystkim, którzy myślą podobnie aby się obudzili na stare lata z przysłowiową reką w nocniku. Tylko wtedy będzie za późno.
Posiadania dziecka nie wolno przeliczać na pieniądze(jak kupno samochodu - stać nas czy nie stać) haha Obyście nigdy nie zaznali radości, gdy dziecko stawia pierwsze kroki, wypowiada pierwsze słowo ( mama czy tata ? :-)), cieszy się światem, dodaje sił codziennie rano swoim uśmiechem, obdarza bezgraniczną miłością itd. Zostaniecie sami na starość i komu zostawicie to swoje KUPIONE mieszkanie i resztę majątku za którym tak pędzicie bez opamiętania.
PIENIĄDZE TO NIE WSZYSTKO!! - STNIEJĄ INNE WARTOŚCI W ŻYCIU NIŻ KASA.

Pozdrawiam wszystkich normalnych posiadających dzieci..


 

2012.04.09 Poniedziałek Lany

 

Prawnicy

Kilka dni temu podczas wprowadzania cytatów, zatrzymałem się nad fragmentem z książki Feliksa Zandmana, polskiego Żyda, który po wojnie wyemigrował do USA i tam zaczął prowadzić interesy na dość dużą skalę:

Być może prawa fizyki wyryte są w kamieniu, ale prawa ludzkie - nie. Wynik procesu zależy od czynników innych niż prawda. Jeśli uda nam się osiągnąć sprawiedliwy wyrok, to tylko dzięki szczęściu.

Kilka miesięcy temu zaznaczyłem ten fragment i opatrzyłem tagiem "prawnicy". Kilka dni temu zastanawiałem się czy w ogóle umieszczać go w spisie cytatów, jest bowiem dość ogólny i mało precyzyjny. Jak bowiem zdefiniować w wielu przypadkach "sprawiedliwy wyrok" i co oznacza "szczęście", oba te terminy są wysoce subiektywne.

Zastanawiałem się i przy okazji natknąłem się na książkę "Czerwona prokurator. Opowieść o przemocy, władzy i korupcji w Chinach." Rzeczywiście, by zrozumieć o co Zandmanowi chodzi trzeba przeczytać wspomnienia Chinki, która od bardzo młodych lat, jako komunistyczny prokurator musiała wydawać surowe wyroki.

Książkę tę "wciągnąłem w trzy dni i tak na szybko o niej napisałem:
Całe te komunizmy i inne nazwy, to jedna wielka lipa, system społeczny zawsze wraca do tego samego: uciskani i władza. Chłop w komunistycznych Chinach nie miał żadnych praw (sic!). W kraju komunistycznym, w którym każdy powinien mieć te same prawa, jedni mieli emerytury, a inni nie. System zawsze dąży do stanu pan-niewolnik.


 

2012.04.06 Piątek

 

Tak się to kręci

Na kanale Planete jakiś film o Toruniu, Malborku i krzyżakach. W pewnym momencie lektor powiedział mniej więcej coś takiego:

Mikołaj Kopernik 21 marca 1522 roku publicznie wygłosił swój Traktat o monetach, jednak nie odbiło sie to żadnym echem, ponieważ psucie pieniądza jest zawsze korzystne dla rządzących i ich popleczników.

Uczymy się o Koperniku - wstrzymał Słońce ruszył Ziemię, obawy na reakcję kościoła,... itp. OK, rzeczy ważne, lecz jaki mają one na nas wpływ? Praktycznie żaden. O wiele większy ma notoryczne psucie pieniądza przez rządzących i całokształt kłamstw z tym związanych.

I właśnie o tym trzeba uczyć!

I warto to robić już w szkołach podstawowych przy okazji mówienia o Koperniku. A nie robi się. Dlaczego? Bo tak to się kręci, że władza nie jest zainteresowana, by o tym uczyć. Władza uczy o swojej wielkości, skwapliwie przemilczając swoje mierności.

Uczyć choćby tak jak jak robi to na swojej stronie liceum im. Kopernika: W swym traktacie Kopernik mówił, że na skutek spadku wartości pieniądza ceny wciąż rosną, a handel zagraniczny staje się coraz trudniejszy. Dobre monety srebrne są wychwytywane i przetapiane na gorszą monetę, z czego zyski czerpią miasta dające prawo bicia monety oraz kupcy, którzy sprzedają swe towary według wartości złota. Pierwszy pieniądz wypiera z obiegu lepszy.

Link do streszczenia traktatu o monetach.
Treść traktatu [od strony 169]
Zbiór cytatów dot. słowa inflacja


 

2012.03.28 Środa

 

Model wspólnoty

Znalezione w sieci:
Mieć receptę, a zdobyć dla niej poparcie to dwie różne rzeczy. Lud lubi być przekupywany, dlatego głosuje na polityków, którzy coś im obiecają, że dadzą. Korwin mówi, że nic im nie da, bo nic im nie weźmie - to jak widać w demokracji nie działa. - Paweł Grobelny

I tak to działa, wolimy tych, którzy obiecują.

Od kilku lat obserwuję naszą wspólnotę mieszkaniową, każdy jest mądry, każdy zaangażowany... na zebraniu, o ile przyjdzie. Poza zebraniem narzekanie i kontestacja. Wybór przewodniczącego wspólnoty polega na tym, że nikt nie chce, choć jest jeden. Nazwijmy go Zgłosio - mówi mało, ale przekonująco, nie wysuwa się na przewodniczącego ale nie mówi nie. Wszyscy w swej próżności głosują na niego - to już nie ja będę musiał się kłopotać, lecz on zawalczy o nasze wspólne dobro - uff jaka ulga. Budynkiem wspólnoty zarządza jakaś firma - nazwijmy ja Fi. Każdy wydatek lub plan wydatku musi zaakceptować wspólnota. No i zaakceptowała - naprawiamy przeciekające balkony. A tych jest kilkanaście. Plan finansowy zaakceptowany, naprawy ruszają. Na pierwszy ogień idzie balkon Zgłosia, koszt 60 tys. zł. (średnia pensja to około 3666 brutto, w tym podatki i ubezpieczenia stanowią około 30%), na drugi - balkon jego sąsiada, a potem... naprawy stają i przez ponad rok Fi niczego już nie naprawia.

Wspólnota się piekli, a Zgłosio gładko tłumaczy.

Członkowie wspólnoty postanowili wyremontować swoje balkony ze wspólnych funduszy (bo zapłacę mniej - inni się dołożą), przegłosowano tych co mają balkony dobre. Wybrano Zgłosia (bo nie ja będę musiał tego wszystkiego pilnować). Kto skorzystał? Zgłosio.

Kto stracił?

Wracając do cytatu: Zgłosio nawet niczego nie obiecywał, łaskawie zgodził się tylko na bycie przewodniczącym...


 

2012.03.27 Wtorek

 

Praca

Syn znajomego pracował w naszej firmie przez niecały rok, chłopak niegłupi, coś tam zrobił, po czym stwierdził, że interesuje go coś innego i poszedł do innej firmy. W niej też pracował około roku, po czym odszedł, bo dostał pracę w wielkim europejskim ośrodku naukowym pod Genewą. Po kilku miesiącach przekazał następującą informację: W porównaniu z poprzednimi moimi pracami tu pracuje się, delikatnie mówiąc, "na luzie".

U nas dostawał zadanie, wykazywał godziny poświęcone na jego realizację i był wynagradzany na podstawie stawki godzinowej. Z tego co mówił znajomy to w drugiej firmie miał podobne warunki, z tym tylko, że deklarował ile będzie kosztowało to co robi i nie mógł tej kwoty przekroczyć. A więc ani tu ani tam nie poznał co to stres, napięte terminy oddania i ukryta niechęć do współpracy przedstawicieli klienta. Tak więc w Polsce miał luz. To co ma teraz tam?

Jest młody, swoją obserwację oparł na porównaniu z firmami prywatnymi, a komunikat przesłał rodzicom. Gdyby nie pracował wcześniej i nie miał ojca, który ciężko pracuje, pomyślałby, że obijanie się w europejskim centrum naukowym to norma. I że tak właśnie wygląda prawdziwa praca.

Czy po kilku latach "pracy na luzie", za pieniądze lepsze niż górnik w kopalni i chłop na roli nie będzie gorącym orędownikiem swojego europejskiego centrum naukowego? Czy nie będzie wspierał władz, by zwiększyły opodatkowanie tegoż górnika i chłopa, w celu finansowania jego bardzo "potrzebnych" społeczeństwu prac naukowych? Prac "na luzie".


 

2012.03.26 Poniedziałek

 

Najlepsi

Jak prowadziłem szkolenia wspinaczkowe w Klubie Wysokogórskim Warszawa zauważyłem pewne ciekawe zjawisko: najlepsi w początkowej fazie po roku, dwóch się wykruszali, a najlepszymi długoterminowo stawali się, ci którzy na starcie byli w drugim i trzecim szeregu. Jak to zauważyłem? Otóż, za kurs wszyscy płacili, ale ja dla najlepszych organizowałem dodatkowe bezpłatne wyjazdy szkoleniowe. Udawało mi się załatwić pieniądze z klubu na tak zwaną "inwestycję we właściwych ludzi", ale po dwóch latach okazało się, że właśnie ci ludzie już się nie wspinają. Motywacja tych z drugich szeregów zwyciężała przed talentem tych z pierwszych. Ci, którzy nie załapywali się na dodatkowe wyjazdy, trenowali po swojemu, poza tym bardzo chcieli być pierwszymi i to ich mocno dopingowało. Dużo trenowali i wypracowywali własne metody treningowe. Gdy w pewnym momencie okazywało się, że depczą po piętach najlepszym lub wręcz są od nich lepsi, dotychczasowi mistrzowie "wymiękali" i odchodzili. Początkowo wydawało mi się to dziwne, ale w sumie wyszło, że całkiem logiczne.


 

2012.03.20 Wtorek

 

Dług

[http://wiadomosci.onet.pl/swiat/usa-zolnierz-ktory-dokonal-masakry-w-afganistanie-,1,5063512,wiadomosc.html]
38-letni sierżant sztabowy Rober Bales, weteran czterech misji zagranicznych, stoi w obliczu oskarżenia o oddalenie się od swojej bazy w południowym Afganistanie 11 marca i zastrzelenie 16 afgańskich cywilów, w tym dziewięciorga dzieci i trzech kobiet. Masakra wywołała nowy, głęboki kryzys w stosunkach amerykańsko-afgańskich.

Według Browne'a, nie wydaje się aby Bales miał problemy alkoholem lub osobiste, które mogły wpłynąć na jego postępowanie. Miał natomiast problemy finansowe, w tym dług hipoteczny od posiadanych nieruchomości, który przewyższył już ich wartość.

W tym artykule nie napisał, ale żołnierz ten miał kiedyś wypadek drogowy, podczas którego doszło do uszkodzeń mózgu.

Sporo się ostatnio nasłuchałem o zgubnych i niekorzystnych efektach pożyczek, stąd też ten wpis.

  • Bierzemy je jak jest dobrze i ekonomia się rozwija, spłacamy często w chwilach trudnych i bardzo trudnych.
  • Pożyczenie trwa szybko, spłata długo.
  • W ludowych przysłowiach jest na prawdę wiele mądrości: dobry zwyczaj nie pożyczaj.
  • Biorąc kredyt wierzymy, że bez problemu go spłacimy - wierzymy w siebie i nie wierzymy, że warunki mogą się zmienić na gorsze.

Warto się zastanowić nad następującym procesem: jak facet mało wydający i dobrze zarabiający stał się zadłużony po uszy?
Kiedyś nie miał nic, poszedł do państwowego wojska, wziął kredyt w miłym banku i kupił nieruchomość w czasie boomu. Boom się skończył, ceny lokali spadły, a kredyt pozostał. Przyplątała się jeszcze inflacja, z jednej strony koryguje ją wzrost państwowej pensji, ale miły bank, który nie informował, że wartość nieruchomości może polecieć w dół, sam przed inflacją się zabezpieczył - i zgodnie z FIBORAMI podnosi wierzycielowi raty do spłaty. Wierzyciel czuje się wykorzystany, oszukany i zaszczuty, a na dodatek ten nasz ma karabin maszynowy. Zginęli niewinni.

W tym czasie jakiś prezes banku "dostał" milionową premię, za dobre wyniki finansowe...


 

2012.03.19 Poniedziałek

 

Bóg - Ludzie

Ludzie bardziej pragną Boga, który rozwiąże ich problemy,
a mniej, który pokaże, że biorą się one z grzesznej natury każdego z nas.

Sparafrazowałem myśl z kazań wolnorynkowych księdza Jacka Gniadka i w tej postaci w pełni współgra ona z fizyką życia.


 

2012.03.18 Niedziela

 

Bilans resergetyczny

Największe wydarzenie medialne ostatnich tygodni - śmierć maleńkiej Madzi. Dziecko wypada matce z rąk i w wyniku upadku ponosi śmierć. Matka wraz z mężem zakopują zwłoki w jakimś lesie, po czym matka z pustym wózkiem udaje się do galerii handlowej i tam zgłasza porwanie dziecka...

Media i policja szukają, do akcji włącza się najbardziej znany w Polsce prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski - dla jednych mistrz swego fachu, dla innych oszust i hochsztapler. W końcu to on odkrywa prawdę...

Internauta ~pax dokonał bilansu resergetycznego dla obiektu społeczeństwo, czyli podliczył jakie koszty społeczne spowodowało to wydarzenie oraz pokazał kto na tym zarobił:

~pax: "Nie będę sie zastanawiał, czy “matka Madzi” zabiła czy nie, ani jak duży wkład miał ojciec w ukrycie ciała. Fascynuje mnie inna sytuacja.

Przez wiele dni Policja prowadziła poszukiwania (pomijam ich skuteczność). Dziesiątki, jeżeli nie setki funkcjonariuszy przetrząsało Sosnowiec i okolice, prowadzono badania, analizy, itd. Robiono to w przekonaniu, że dziecko jest rzeczywiście porwane. Po wyjawieniu paskudnej prawdy, status matki zmienił się na chwile na podejrzaną (jakoś tak), ale zaraz się wszystko odmieniło. Panienka wyszła z aresztu i pojechała w siną dal. W całej sytuacji kręcił się mężulek, ciągle zmieniający ubrania, z dziwnym uśmieszkiem na swej gębie, patrzący w dół, unikający jakichkolwiek ciężkich pytań.

Nie interesuje mnie, że Policja wyszła na całkowitych głąbów. Ale, czy ktoś nie powinien wystawić rodzicom rachunku za ogromne poszukiwania w celowo i świadomie sfałszowanej sprawie? Setki nadgodzin, itd., zostały zapłacone przez sosnowiecką Policję swoim funkcjonariuszom. Pamiętacie, jak niedawno sędzina odtajniła dane i gębę telefonicznego dowcipnisia, który zadzwonił „z bombą” do szpitala, a w wyniku ewakuacji zmarł pacjent? Dlaczego owi „rodzice” Madzi nie mogą zostać pociągnięci do takiej odpowiedzialności? Powiecie, że nie mają pieniędzy by zapłacić za akcje? To niech siedzą, jak inni. Chociaż znając media i Rutkowskiego, niedługo ukaże się książka pt. (prawdopodobnym) „O tym jak mordercy Madzi chcieli porwać moją żonę zakonnicę i dlaczego uwikłany w to jest stary Olewnik”. Więc kasa na spłacenie kosztów operacji policyjnej się znajdzie.

Powiecie, że matka działała w stresie i nie powinna płacić? Zdrowe/normalne matki dzwonią po POGOTOWIE a nie fingują porwanie.

Niedawno obydwoje „rodzice” odmówili składania zeznań, a „mamusia” odmówiła udziału w wizji lokalnej. I wyjechali na wczasy do Rutkowskiego. Czy sosnowieckim prokuratorom już całkowicie odbiło? Ile setek przedsiębiorców i bandziorów SIEDZI miesiącami i latami w tzw. „areszcie wydobywczym” lub by uniemożliwić im „matactwo w sprawie”? Dlaczego w tak publicznej i szokującej sprawie pozwolono tej parce zniknąć? Prokuratorki przestraszyły się, że dostaną takie same medialne baty jak Policja? Dlaczego nie ma żadnych zarzutów?

Na koniec – ostatnie zagrania medialne tatusia przypominają mi bandytów pewnych, że uszło im wszystko płazem i odgrywających się na świadkach lub na „krzywdzących osądach mediów”, itd. Widzicie z jakim uśmiechem domaga się on od mediów by „zostawiły ich w spokoju”? Mają media zostawić w spokoju osoby odpowiedzialne za największe wydarzenie medialne 2012 roku, wydarzenie ujawniające tragedie wychowawczą w polskich domach, ujawniającą niekompetencje Policji i służb wszelakich? Czy WY zostawilibyście w spokoju gębę cwaniaczka nie patrzącego w „oko” kamery?

Dziecko nie żyje, „rodzice” nic nie mówią, nie ma dowodów (za ANI przeciw, poza ewidentnym „udziałem osoby trzeciej”, tzn. drugiej która pomogła zakopać zwłoki). Jedyni którzy wiedzą wszystko balują na wolności (i bez zarzutów) u pseudo detektywa i piszą scenariusz dla TVNu.

Hańba dla kraju i kolejna porażka jego instytucji."

Media "do przodu", policjanci i prokuratorzy "do przodu", kasa społeczna uszczuplona, społeczeństwo ogłupione, a mądrzejsza jego część tracąca wiarę w instytucje państwa. Bilans ten świetnie ukazuje jaką rolę odgrywają: sposoby wydawania pieniędzy w dylemacie "ja/grupa".


 

2012.03.15 Środa

 

Nauczyciele

Ciekawy artykuł o mechanizmach uczenia:

Problem studentów ws. kierunków studiów [http://wiadomosci.onet.pl/kraj/problem-studentow-ws-kierunkow-studiow,1,5058650,wiadomosc.html]

Wybrali studia, które gwarantowały elitarny zawód. Niebawem już nie będą potrzebne do jego wykonywania – czytamy w "Dzienniku Polskim".

Zarządzanie, pośrednictwo, inwestycje na rynku nieruchomości to bardzo popularne kierunki studiów. Ich absolwenci po odbyciu praktyki mieli otwartą drogę do licencji i pracy w zawodach, w których po deregulacji nie będzie wymagane nie tylko wykształcenie kierunkowe, ale żadne.

- Zostaliście oszukani. My też zostaliśmy oszukani – mówił studentom cytowany przez gazetę prof. Stanisław Belniak, wybitny specjalista zajmujący się nieruchomościami.

I jak zwykle wszystko tłumaczące niezawodne komentarze internautów:

~obiektywny: No, proszę wybaczyć . Ale jeżeli tzw. profesor wykładał przez 5 lat o obrocie ciał stałych (nieruchomości) wmawiając biednym żakom , że to bardzo skomplikowany proces, a jego odpowiedzialność jako nauczyciela, za poznanie owych procesów, jest równie niesłychanie ważna? No, to co ma teraz powiedzieć tzw. profesor osobom które oszukiwał przez 5 lat , a mógł towarzystwo wyedukować w rok, w np. szkole policealnej?

euro_kolchoznik: Przeprasza co to za głupoty. Po to się uczą żeby mieć wiedzę konieczną do zawodu a nie przywileje. To że nie będą wymagane licencje to nie znaczy że jełop będzie się cieszył większym zaufaniem od specjalisty z dyplomem. Tacy młodzi a już tak nastawieni na "szarpanie". Normalnego kraju to my nie wybudujemy tak szybko jak widać

~bubu: jako licencjonowany pośrednik nieruchomości z stażem w tej branży od 20 lat uważam że skandalem było ustanowienie licencji.
jak ktoś jest dobry w tym co robi to nie jest mu potrzebna licencja. jak jest zły to nic mu nie pomorze. I tak można zobaczyć całą Polskę zalicencjonowaną.

~obserwator: Ci ludzie czyli studenci zostali oszukani przez uczelnie czyli rektorów i profesorów. Stworzono kierunki które dają imitację zawodu. Aby byc dobrym handlowcem, pośrednikiem nieruchomości czy zarządzajacym trzeba miec do tego talent. Dlatego w tych zawodach w większości pracują ludzie, których zweryfikowało życie a nie studia. Stworzono kierunki na uczelniach dla zarobku uczelni, szczególnie takie które wymagają minimalnych nakładów. Za to czesne jest odpowiednie do apetytów profesorskich.
Przyszedł do nas absolwent zarządzania. Na pytanie co umie nastąstąpiła pełna konsternacja.
Ludzie, żeby zarządzac firmą lub czymkolwiek trzeba miec minimum praktyki. Życie pokazuje że często ludzie którzy byli przeciętnymi studentami lub mają wykształcenie średnie a mają naprawdę tzw. żyłkę do wykonywanej pracy są najlepszymi. Tak jest na całym świecie. Panowie profesorowie. Przestańcie wmawiac swoim studentom, że kończąc waszą uczelnie dostaną napewno dobrą pracę oczywiście dobrze płatną. Uczcie ludzi życia. Powiedzcie im że dopiero rzeczywistośc zweryfikuje czy studia im coś dały i czy rzeczywiście studiowali odpowiedni kierunek. Inaczej to wy z pobudek egoistycznych oszukujecie swoich słuchaczy.

  • Wprowadzamy licencję - i już zarabiamy na jej udzielaniu (najlepiej cyklicznie - więcej się zarobi)
  • Komplikujemy na maksa przepisy i język (ci co już mają licencje są tym zainteresowani bo to wzmacnia zapotrzebowanie na nich)
  • Tworzymy uczelnie, na których wykładamy te przepisy i te zawiłości językowe (zarabiamy ucząc, no i rozdajemy sobie tytuły. Nie dość, że zarabiamy to i prestige rośnie). Ludzie chcą się uczyć, bo w teorii zdobywają "cenny zawód" - dobre zarobki za minimum wysiłku i zero odpowiedzialności.
  • Tak wykształceni ludzie w tak ustawionej branży zatracają istotę przedsięwzięcia, i branża się rozpieprza


 

2012.03.09 Piątek

 

"Państwo"

Celny wpis pod artykułem o raporcie NIK nt. katasrofy smoleńskiej:

NIK opublikowała raport dotyczący katastrofy smoleńskiej
[http://wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/nik-opublikowala-raport-dotyczacy-katastrofy-smole,1,5051738,wiadomosc.html]

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport z kontroli dotyczącej katastrofy smoleńskiej. Poinformował o tym w "Sygnałach Dnia" w Programie Pierwszym Polskiego Radia prezes NIK, Jacek Jezierski.

Jezierski powiedział, że procedury, dotyczące lotów najważniejszych osób w państwie, były łamane od wielu lat. Powiedział on też, że nie ma kompleksowego systemu zapewnienia bezpieczeństwa tym osobom.

Kontrola wykazała między innymi, że sytuacja w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego była bardzo zła.

Doświadczeni piloci odchodzili z jednostki, a tym, którzy zostali nie umożliwiono wykonywania wystarczającej liczby lotów szkoleniowych. Aby móc latać, piloci fałszowali więc dokumentację dotyczącą szkoleń. Jacek Jezierski powiedział, że prezydencki samolot nie mógł lądować w Smoleńsku, gdyż lotnisko to nie było czynne.

Roni.onet: Wyjaśnię wam po co jest tzw. strefa budżetowa - wojsko, policja, szkolnictwo, służba zdrowia - otóż nie po to żeby świadczyć usługi na rzecz społeczeństwa, tylko po to żeby zapewnić dostatek i przywileje swoim pracownikom. Żadna inna branża nie ma takich osłon socjalnych, emerytalnych i przywilejów jak budzetówka. Oczywiście że są niedoinwestowane - skoro 2/3 budżetu przejadają płace... Co do specpułku i armii ogólnie - moze i jest w złej kondycji - ale nie jeżeli chodzi o korpus generalski - tylu dobrze zabezpieczonych generałów nie mają nawet bogatsze i większe armie...

Przez półtora roku nikt nie podał się do dymisji, ani nikt nie został pociagnięty do odpowiedzialności. Nieźle nawzajem się wspierają...

~kosynier: Ostatnio byłem na przyjęciu imieniniwym u dalekiego kuzyna w innym mieście.Towarzystwo po wypiciu udowadniało,kto jest lepszy.Policjant ile to dziennie jeleni upoluje,strażnik więzienny udowadniał jaki to on jest dobry dla więźniów i celnik z ruskiej granicy mający władzę jakich inni nie mają. Pochodzę z innego świata(prywatna inicjatywa) i nie mogłem zrozumieć,jak ci wykolejeńcy na państwowych urzędach mogą pracować. Dla nich normalny obywatel jest tylko jeleniem,skarbonką i celem do premii lub łapówki. Oglądam program*Państwo w Państwie* i kosa w kieszeni się otwiera na tych wszystkich urzędasów-ważnych śmieci-co niszczą ludzi.


 

2012.03.08 Czwartek

 

Jak funkcjonujemy

Fragment z ciekawego artykułu nt. fizjologii porodu, z informacjami na temat hormonów, których nie znajdzie się w encyklopedii:

Ekspert o praktyce porodów: znajdujemy się na dnie przepaści
[http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ekspert-o-praktyce-porodow-znajdujemy-sie-na-dnie-,1,5050278,wiadomosc.html]

[...]

W tym kontekście ważna okazuje się znajomość koncepcji antagonizmu pomiędzy działaniem adrenaliny (zwaną hormonem stresu i ucieczki), a oksytocyny, czyli "hormonu miłości", bez którego nie dojdzie do porodu. Kiedy ssaki (m.in. ludzie) uwalniają adrenalinę, nie mogą wydzielać oksytocyny.

"Adrenalina wyzwala się w sytuacjach stresowych - gdy jesteśmy przestraszeni, zmarznięci albo czujemy się obserwowani. W takich sytuacjach nie będziemy uwalniać oksytocyny, niezbędnej do porodu. Kobieta, aby urodzić, musi czuć się bezpieczna, znajdować się w ciepłym miejscu i nie czuć się obserwowana" - tłumaczył Odent. Praktyka jednak często sprzyja adrenalinie: kobieta rodzi w świetle jarzeniówek, w asyście kilku osób, czasami nawet kogoś z rodziny z kamerą. Zdaniem Odenta poród przebiega wiele lepiej, jeśli rodzącej towarzyszy jedynie nienarzucająca się położna. To zaspokaja jej podstawową potrzebę, by nie czuła się obserwowana.

W zrozumieniu fizjologii porodu pomaga też wiedza nt. aktywności kory nowej - tłumaczył Odent. Owa struktura mózgowa, zwana też neokorteksem, odpowiada za racjonalność, myślenie i wyższe czynności intelektualne. A ponieważ poród nie zależy od woli - przeszkadza w nim wszystko, co wiąże się z pobudzeniem neokorteksu - wyjaśniał.

- Natura znalazła jednak na to sposób. Można powiedzieć, że podczas porodu neokorteks przestaje działać - tłumaczył naukowiec.
- Dlatego rodząca powinna być chroniona przed czynnikami, które go stymulują. Co go pobudza? Używanie racjonalnego języka, zadawanie pytań, które zmuszają do logicznego myślenia.
[...]

I już wiadomo czemu kadra zarządzająca nie jest czuła i miła: Kiedy ssaki (m.in. ludzie) uwalniają adrenalinę, nie mogą wydzielać oksytocyny.


 

2012.03.02 Piątek

 

Lewiatan

Jestem na zorganizowanych przez Asbiro (Alternatywna Szkoła Biznesu i Rozwoju Osobistego) rekolekcjach wolnorynkowych ks. Jacka Gniadka. Rekolekcjach w formie konferencji.

Pierwszy temat przytłaczający. Starszy pan pokazuje film animowany "Crulic - droga na drugą stronę". Fabuła filmu została oparta na autentycznych wydarzeniach z lat 2007 - 2008. Twórcy postanowili opowiedzieć historię Claudiu Crulica – rumuńskiego więźnia, który zmarł w wyniku czteromiesięcznej głodówki prowadzonej w krakowskim areszcie. Oskarżony o kradzież mężczyzna protestował przeciwko wątpliwym przesłankom zatrzymania. Aby zwrócić uwagę na swoją krzywdę rozpoczął strajk głodowy, który doprowadził go do śmierci na oczach społeczeństwa. - [więcej]

Najkrócej można powiedzieć, że film pokazuje jak machina urzędnicza zabiła człowieka, machina złożona z ludzi myślących, w teorii moralnych, ludzi, których zsumowane działania doprowadziły do śmierci.

Opowiem w migawkach:

  • Claudiu Crulic - prosty człowiek z Rumunii, mechanik samochodowy. Jego protoplaści przybyli do Rumunii z Polski - stąd Królik. Teraz on szuka lepszego życia w Polsce.
  • Był notowany przez polską policję - był podejrzany o coś drobnego, ale w trakcie śledztwa wyszło, że jednak jest niewinny. Ślad w kartotece jednak został.
  • W sklepie obuwniczym w Krakowie ktoś okradł jakąś prawniczą szychę. Złodziej wyciągnął z kieszeni karty bankomatowe (z napisanymi na nich pinami) i trochę pieniędzy...
  • Po pewnym czasie podejrzenie padło na, notowanego już wcześniej, Crulica.
  • Crulic zostaje osadzony w areszcie, próbuje walczyć, ale bez skutku - rozpoczyna zatem głodówkę.
  • Znajduje się świadek, który potwierdza, że w dniu przestępstwa podejrzany był w Mediolanie, a nie w Krakowie - machina nie bierze tego pod uwagę.
  • Głodówka trwa już bardzo długo, zapada postanowienie karmienia na siłę za pomocą sondy. W trakcie jej umieszczania zostaje przebite płuco podejrzanego. Ponoć sondę osadzał, ktoś wybitnie niekompetentny.
  • Podejrzany w stanie agonalnym zostaje wypisany ze szpitala więziennego i przeniesiony do szpitala państwowego.
  • Tam umiera
Każdy z machiny we własnym mniemaniu robił wszystko zgodnie z prawem i przepisami, a jednak zginął człowiek - zgniotła go machina "Państwa". I nikt nie ma sobie nic do zarzucenia. Choć...

Starszy Pan to Zygmunt Lizak:

Czystka po śmierci

Dyrektor Generalny Służby Więziennej zdymisjonował dyrektora aresztu śledczego w Krakowie przy ul. Montelupich i dyrektora małopolskiego Inspektoratu Służby Więziennej. Decyzja ma prawdopodobnie związek z ujawnioną przez „Tygodnik” śmiercią Rumuna Claudiu Crulica, który zagłodził się na śmierć w krakowskim areszcie.

Oficjalnego komunikatu w tej sprawie Centralny Zarząd Służby Więziennej nie wydał. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że obaj zdymisjonowani są tą decyzją zaskoczeni. Dotychczasowy dyrektor aresztu płk Stanisław Potoczny, który zlekceważył doniesienia o głodówce aresztanta i zareagował zbyt późno, miesiąc temu odszedł na urlop zdrowotny. – Przedstawił zaświadczenie, z którego wynikało, że ma kłopoty z odpornością psychiczną i potrzebuje odpoczynku – informuje nieoficjalnie jeden z pracowników aresztu. Za pół roku Potoczny miał odebrać nagrodę jubileuszową za nienaganną służbę. W rozmowach z kolegami z pracy nie ukrywał, że obarczanie go odpowiedzialnością za śmierć traktuje jak niesprawiedliwość.

Odwołany został również dotychczasowy dyrektor inspektoratu mjr Zygmunt Lizak, który po ujawnieniu skandalu tłumaczył, że o rozgrywającym się niedaleko jego biura dramacie przeczytał dopiero w prasie. Decyzji CZSW nie chce komentować. O ile na temat płk. Potocznego w środowisku oficerów SW krążą różne opinie – część kadry zarzuca mu bezwzględność i małe zainteresowanie sprawami wewnętrznymi aresztu, to mjr Lizak kojarzony jest z „ludzką twarzą” służby więziennej. Przebojowy, kontaktowy, przez wiele lat próbował zmienić wizerunek aresztu przy ul. Montelupich, który jeszcze długo po 1989 roku cieszył się złą sławą.

Przypomnijmy: wewnętrzny raport, sporządzony przez CZSW po ujawnieniu okoliczności śmierci Rumuna, wskazywał na rażące zaniedbania w przepływie informacji pomiędzy dyrekcją szpitala a personelem. Niewykluczone, że stanowisko straci również kierująca więziennym ambulatorium stomatolog Krystyna Mamczur. [http://tygodnik.onet.pl/0,62,10739,czystka_po_smierci,artykul.html]

Lizak nie wiedział, bo nie był informowany przez dyrektora aresztu - nie ma przepisu, który kazałby informować wyżej o głodówce. Postanowił wyjaśnić całą sprawę, wyjaśniał i go zdymisjonowano. Choć nie wiedział, czuje się moralnie odpowiedzialny i dlatego teraz o tym mówi i pokazuje ten film, który w sposób animowany, a więc chyba nieadekwatny, pokazuje tragedię człowieka.

W jednej z końcowych scen, jakiś urzędnik mówi: "Zginął, bo nie chciał współpracować". I to przytłacza najbardziej: brak odpowiedzialności, brak inicjatywy i wspaniałe wytłumaczenia własnych zaniechań.


 

2012.02.29 Środa

 

Wielki cytat

Tak wielki i prawdziwy, że aż postanowiłem zamieścić go w wyjątkowym dniu roku:

 

Aby robić ciągłe postępy należy skupić się na dwóch najważniejszych rzeczach:

treningu i rywalizacji.

 

Celem treningu jest nauka, pozyskiwanie wiedzy, dążenie do perfekcji wykonania, doskonałej techniki i pewności własnych działań. Z kolei rywalizacja, to sprzeżenie zwrotne, które dostarcza informacji, jak w rzeczywistości jesteśmy efektywni i czy metody treningowe są właściwe.

Jeśli chcesz być mistrzem (w czymkolwiek) pamiętaj:

Trening i Konfrontacja Zastosowania

Innej drogi nie ma! Choć jednak jest - rzadki przypadek.


 

2012.02.28 Wtorek

 

Życie

Zauważyłem, że definicja życia na polskiej Wikipedii, została mocno rozbudowana o elementy, których nie ma w wersji angielskiej i rosyjskiej. Najważniejszy z nich to poziomy organizacyjne życia:

Biologia tradycyjnie wyróżnia kilka poziomów organizacji układów związanych ze zjawiskiem życia. Wiążą się z nimi poszczególne nauki biologiczne, różniące się przedmiotem badań i metodologią. Zwykle wyróżnia się następujące poziomy organizacji i odpowiadające im nauki biologiczne:

  1. Subkomórkowy ("części składowych komórki", "zorganizowanej materii organicznej"), przedmiot badań biologii molekularnej; obejmuje poziom molekularny (związków chemicznych, w tym szczególnie białek i kwasów nukleinowych, badany także przez biofizykę i biochemię) i poziom struktur subkomórkowych oraz wirusów. Chociaż na poziomie molekularnym opis zjawisk można sprowadzić do praw fizyki i chemii (tak bada ten poziom biofizyka i biochemia), to molekuły białek i kwasów nukleinowych mają szczególnie duże rozmiary i różnorodność. Wchodzą one w skład struktur wyższego rzędu, które są z kolei elementami struktur bardziej złożonych. Istnieje hierarchia struktur o rosnącej organizacji (np. cząsteczka DNA - chromosom - jądro komórkowe). Hierarchii struktur odpowiada hierarchia funkcji - wzajemna kontrola i zależność procesów fizycznych i chemicznych. Integracja funkcji nie jest jednak całkowita i nie możemy nazwać struktur (układów) tego poziomu żywymi. Struktury subkomórkowe nie funkcjonują poza strukturą komórki. Pewnym wyjątkiem są tu mitochondria, które funkcjonują po wyizolowaniu z komórki i umieszczeniu w odpowiednich warunkach oraz chloroplasty, które nie tylko funkcjonują w takich warunkach, ale nawet udało się przeprowadzić ich jednorazowy podział.
  2. Komórkowy (organizmu jednokomórkowego), przedmiot badań biologii komórki - cytologii. Na tym poziomie zachodzi pełna integracja funkcji i pojawiają się typowe właściwości organizmu żywego (kryteria życia). Komórka jest więc najprostszą jednostką życia, najprostszym żywym integronem. Mogą więc istnieć i istnieją organizmy jednokomórkowe.
  3. Organizmu wielokomórkowego - układu złożonego z wielu (nieraz miliardów) komórek, tworzących morfologiczną i funkcjonalną całość (integron), uporządkowanych w takie podukłady jak tkanki (podpoziom tkankowy, przedmiot badań histologii), narządy i układy narządów (przedmiot badań anatomii i fizjologii).
  4. Ponadorganizmalny (ponadosobniczy) - obejmujący takie układy (integrony), jak stado, populacja, biocenoza i planetarny system żywy, czyli biosfera (geobiocenoza), przedmiot badań ekologii, genetyki populacji, socjobiologii, ewolucjonizmu.
[Stan 201202]

Jednak oceniam, że moja definicja życia jest bardziej logiczna i bardziej spójna wewnętrznie:

Definiens:

to cecha zbioru replikatorów syntetyzujących przyswajających (czerpiących) zasoby zewnętrzne aż do swego podziału, które wygenerowały proces ewolucji biologicznej, który z kolei zaczął wpływać na kolejne ich pokolenia.


Nieco szerzej:

Replikatory syntetyzujące (będące obiektami typu RPD) wraz z procesem ewolucji biologicznej (którego podstawą jest proces gerpedelucji), stanowią system autodynamiczny, który w sposób ciągły zmienia kolejne pokolenia replikatorów syntetyzujących, przekształcając je w znane nam obiekty żywe.

Jak głosi II Zasada Fizyki Życia: Dynamika zmian pokoleniowych w taktykach struktury (budowie) i taktykach zachowań (zachowaniu) obiektów żywych odbywa się w wyniku działania ewolucji biologicznej. Ewolucja biologiczna ma dwie charakterystyczne składowe, wpływające na kształtowanie taktyk struktury (budowy) i taktyk zachowań kolejnych pokoleń obiektów żywych: agregację współpracy i eskalację konfliktu. (Co stanowi treść IV Zasady Fizyki Życia). Składowe te spowodowały, że w chwili obecnej na Ziemi:

  1. rozróżniamy 5 poziomów organizacyjnych obiektów żywych,
  2. a najbardziej zaawansowane obiekty żywe realizują cel obiektów żywych w sposób nadążny, czyli są obiektami o charakterze samodzielnych obiektów nadążnych


 

2012.02.27 Poniedziałek

 

Triki politiki

Na portalu emetro.pl ciekawy artykuł:

(Prawie) wszystkie triki polityków
Mariusz Jałoszewski
[http://www.emetro.pl/emetro/1,88815,11226082,_Prawie__wszystkie_triki_politykow.html]

Metoda 1 - na przykrywkę
Gdy jest jakaś wpadka, afera i trąbią o tym wszystkie media, trzeba wykreować nowego "newsa", który odciągnie uwagę mediów i społeczeństwa (przykryje starego newsa). [...]

Metoda 2 - na czarne jest białe, a białe jest czarne
Zamiast mówić, że jest porażka, mówi się, że jest sukces. [...]

Metoda 3 - na przeczekanie
Można stosować równolegle z przykrywkami. Pozwala zyskać czas na obronę. Stosuje się ją, gdy wybucha afera opisana przez jednego dziennikarza. Blokuje się wtedy dostęp innym dziennikarzom do informacji. Na pytania odpowiada się po 14 ustawowych dniach lub wcale. News znika, bo traci aktualność.

Metoda 4 - na atak
Zamiast tłumaczyć się, trzeba mówić, że jest się celem ataku, pomówienia i niesłusznych oskarżeń, najlepiej przez kogoś inspirowanych. [...]

Metoda 5 - na ukrycie newsa lub wrzutę
O kontrowersyjnych pomysłach rządu rzecznicy nie informują. [...]

Wrzuta. Jakiś polityk daje nieoficjalnego newsa. Media to opisują. Toczy się dyskusja. Gdy ludziom pomysł się podoba, to rząd potwierdza, że nad tym pracuje. Gdy jest krytyka, rząd mówi, że to bzdury. [...]

Metoda 6 - na odbijanie piłeczki
Gdy pada niewygodne pytanie, polityk potwierdza: świetne pytanie, ale to nie temat tej konferencji.

Metoda 7 - na oplucie przeciwnika
To zna chyba każdy telewidz programów z politykami. Partie mają tzw. harcowników, którzy w kryzysowych sytuacjach wkraczają do akcji i robią medialny dym. Gnębią przeciwników, odwracają uwagę, biorą na siebie całą krytykę, żeby ocalić wizerunek partii i wodza. [...]

A na koniec - lans w mediach [to raczej nie na koniec, lecz "ueber alles"]
Politycy dbają, żeby dobrze wypaść w telewizji. To nic złego, każdy chce dobrze wyglądać. Ale to nie przypadek, że premier ostatnio występuje na niebieskim tle. To kolor, który budzi zaufanie, uspokaja. Sprawia, że mamy wrażenie, że premier nad wszystkim panuje. Na tle niebieskiego nie widać też zaczerwień na twarzy, ten kolor maskuje zdenerwowanie. [...]

Mediów nie wolno lekceważyć [...]
Tak, bo to one tworzą władzę.

Media tworzą władzę, władza tworzy media

[politycy]


 

2012.02.26 Niedziela

 

Hymn władzy

Nie rzucim żłobów, to nasz cel. Wykurzyć się nie damy.
Z udziałem naszych rąk i nóg, tych żłobów się trzymamy.
Niech się nie łudzi głupi lud.
Tak nam dopomóż Bóg.

Do krwi ostatniej kropli z żył, bronimy apanaży,
By jak najdłużej zostać tu, każdy z nas jedynie marzy.
By nie przeszkodził nam w tym lud.

Tak nam dopomóż Bóg.

A gdy wyborów przyjdzie czas, to wszystko obiecamy:
Każdy robotę znajdzie z was, no i podwyżki zaraz damy.
Niech nas wybierze ciemny lud.

Tak nam dopomóż Bóg.

A po wyborach, gdy znów powrócim na fotele,
Za pracę weźmiem się, by rosły nam portfele.
Bo w nosie mamy głupi lud.

Tak nam dopomóż Bóg.

Przesłanie takie damy wam, ludziska wy kochane,
Co obiecuje poseł wam, na wodzie jest pisane.
Nie zmieni tego żaden cud.

Tu nawet nie pomóże Bóg.

[Znaleziony w zakamarkach internetu i lekko podretuszowany przeze mnie]


 

2012.02.25 Sobota

 

Internauta

~maciek: Pomoc dla Grecji? To nie tak, ani jedno euro nie trafi do Greków jako ludności. Te pieniądze w całości zostaną przekazane na spłatę zadłużenia czyli trafią do zachodnich banków. Ta cała pomoc dla Grecji to rodzaj pompy przepompowującej podatki obywateli unii do prywatnych banków pod pretekstem ratowania Grecji. My też się do tego dokładamy. Po raz kolejny wychodzi na to że kryzys to nie skutek. To METODA. Kryzys to dla banków czas złotych żniw. Jak podała niedawno KNF w ciągu ostatniego kryzysowego roku zyski banków w Polsce wzrosły o ponad 40 %. Nawet mafie narkotykowe nie mogą się pochwalić takim wzrostem zysku.


 

2012.02.23 Czwartek

 

Thatcher

Byłem wraz z żoną na filmie wczoraj. Uczyłem się na studiach o Pani Margaret i byłem zafascynowany (i dalej jestem). Ale film mnie zawiódł. Myślałem że będzie taki jak w zwiastunie czyli film o jej osiągnięciach politycznych o reformach itd. było tak tylko w 1/4 filmu. Reszta czyli 3/4 filmu pokazuje ją jaką osobą chorą która ma zwidy rozmawia z nieżyjącym mężem pod ciągła opieką rodziny która się martwi i nie chce jej wypuścić z domu samej nawet na spacer. To jest przykre. Niestety starość taka jest ale w jej przypadku to jest nie istotne i krzywdzące gdyż była to osoba pełna życia mająca swoje cele które realizowała i o tym powinien być cały film.
[opinia internauty]

Ja też byłem na tym filmie i też mi się nie podobał. Rodzina Margaret Thatcher premierę filmu ostentacyjnie zignorowała. Wiem, że jest wolność słowa, ale według mnie to Pani premier powinna dostać wielkie odszkodowanie za tego gniota.

Jak wiadomo filmy krecą głównie artyści, a ci głównie lewicują. No i lewacy chyba postanowili rozprawić się ze znienawidzoną przez siebie ikoną liberatrianizmu. Co prawda lewacy przy okazji zwykle feminizują, stąd też i stanęli w rozkroku. Ani to film o starości, ani biograficzny, ani o meandrach polityki. Film, żeby upieprzyć postać. Udało się. Większość niezależnych, internetowych recenzji też nie pozostawia suchej nitki na autorach, jako jedyny jasny punkt podając świetną grę aktorki odtwarzającej główną rolę. A zatem film promuje aktorkę i dołuje wybitną postać historyczną - polityka, który wyciągnął Wielką Brytanię z kryzysu gospodarczego.

Generalnie gniot i wypociny, jednak kilka perełek było, przy czym myślę, że niestety przeciętny widz ani ich ani nie dostrzeże, ani nie zrozumie.

  1. Scena gdy koledzy partyjni, chcą ugiąć się przed żądaniami strajkujących, a Margaret Thatcher mówi, że nie wolno i w krótkich słowach opisuje Kluczowy dylemat władzy. Ustąpienie oznacza obniżenie wytwórczości. Przerażające jest to, że ta scena ukazuje dążność polityków, dowolnej zresztą opcji, nie do właściwego sprawowania rządów mających na celu rozwój gospodarczy i intelektualny kraju, lecz do ustępst. Jak widać celem polityka jest zdobycie władzy i życie z niej, natomiast cała reszta go nie obchodzi. Ponieważ nie płacą ze swoich pieniędzy i nie ponoszą odpowiedzialności w dłuższym wymiarze czasowym w zdecydowanej większości wybierają umarzanie długów (ewentualnie podwyżki dla coraz mniej wydajnych) powodując stopniową degenerację społeczeństwa.
  2. Jak nie ma się argumentów merytorycznych lub ma małą wiedzę to atakuje się osobę. Któryś tam z nich rzuca obelgę: "Córka sklepikarza". A cóż to za obelga? Córka ciężko pracującego gościa, który oczywiście, jak każdy, zaspokaja swoją chciwość ale poprzez pracę, a nie kradzież. Zdecydowanie lepiej być córką porządnego sklepikarza, niż pustego arystokraty, który przepieprza czas żyjąc z funduszy publicznych. [Tu polecam cytat z pamiętników takiego arystokraty >>>].
  3. Z ekranu padają też bardzo ważkie słowa: Anglia jest silna właśnie siłą małego biznesu, głównie tacy, między innymi, sklepikarze budują jej potęgę. Film zezwala na wypowiedzenie tych słów, ale na pełniejsze wytłumaczenie tego scenariusz nie daje już czasu - ważniejsze są halucynacje i to, że taksówkarz nie chce przyjąć zapłaty kartą kredytową.
Perełek mało, natomiast nic o tym na czym polegała jej wielkość. Film zostawia w pamięci niedołężną starość i nieporadną młodość, a te kilka ważnych scen politycznych szybko rozpływa się w zapomnieniu. Starość wszystko przytłacza.

A wielkość polega na tym, że że jej drobnosklepikarska ekonomia to ekonomia prawdziwa! To ekonomia przynosząca zysk wszystkim, a nie tylko wybranym. To ekonomia interesu globalnego - interesu wszystkich. A ci wszyscy pseudopolitycy i pseudoekonomiści działają według interesu własnego! Co mi bowiem za różnica, ustąpią teraz i wszyscy będą zadowoleni, a to że za chwilę pierdzielnie? Co ich to obchodzi, i tak swoją pensję i swoje chwilowe zaszczyty dostaną.


Na koniec kilka cytatów Żelaznej Damy:

  • Być potężnym – to tak samo jak być damą. Jeśli musisz zapewniać, że nią jesteś – to nie jesteś.
  • Dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą.
  • Gdyby moi przeciwnicy zobaczyli, że przechodzę suchą stopą po Tamizie, powiedzieliby, że nie umiem pływać.
  • Nieszczęścia własne nie uprawniają nas do unieszczęśliwiania innych.
  • Nie chcemy takiego społeczeństwa, w którym państwo odpowiada za wszystko, a nikt nie odpowiada za państwo.
  • Nie idź za tłumem, bo nigdzie nie dojdziesz.
  • Nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo. Są tylko pojedynczy mężczyźni, kobiety i rodziny.
  • Podobanie się wszystkim nie jest zajęciem dla polityków.
  • UE jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Wielka Brytania jest najlepszym krajem Europy. W ciągu mojego życia sprawcami wszystkich problemów były kontynentalne kraje Europy, a ich rozwiązywaniem zajmowały się anglojęzyczne państwa świata.

I ciekawe, że gdy byłem nastolatkiem, to w przeciwieństwie do cytowanego na wstępie internauty wcale nie byłem zafascynowany Thatcher'ką, a wręcz jej nie lubiłem. To uczucie wyzwalały emocje, a nie rozum.


 

2012.02.22 Środa

 

Atlasi/Grabieżcy

Przedsiębiorcy rezygnują z biznesu

W urzędowym spisie wszystkich polskich firm figurowało w końcu ub. roku ponad 254 tys. przedsiębiorców, którzy zawiesili działalność gospodarczą, podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Oznacza to, że w ciągu 12 miesięcy ta liczba zwiększyła się o jedną trzecią. Statystycznie rzecz biorąc każdego dnia w minionym roku działalność zawieszało ponad 170 firm. To znak, że porażka w działalności gospodarczej jest coraz częstszym zjawiskiem - komentują eksperci.

Taką tezę potwierdzają inne dane GUS o liczbie wyrejestrowanych w ub. roku firm. Z gospodarczej mapy Polski zniknęło ponad 310 tys. podmiotów - ok. 100 tys. więcej niż rok wcześniej.
[http://niezalezna.pl/23920-przedsiebiorcy-rezygnuja-z-biznesu za PAP]

Rośnie armia urzędników.

Koszt - dodatkowe 1,6 mld złotych

Rośnie armia urzędników. Mamy ich już prawie pół miliona. Wzrost liczby urzędników nastąpił już po zapowiedzi premiera dotyczącej redukcji zatrudnienia w sektorze publicznym. Ograniczanie etatów miało być jednym z działań oszczędnościowych wspierających walkę z deficytem budżetowym. Tymczasem zamiast ograniczenia liczby urzędników nastąpił wyraźny wzrost ich liczby.
[http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,9076044,Rosnie_armia_urzednikow__Mamy_ich_juz_prawie_pol_miliona.html]

Jak stwierdza "Rzeczpospolita", problemem jest także niska jakość pracy urzędników. Zauważyło to Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, które chce przeszkolić ponad 7 tys. pracowników władz lokalnych mających najgorsze wyniki w pracy - ustaliła gazeta.
[http://www.rmf24.pl/fakty/news-w-polsce-rosnie-armia-urzednikow-jestesmy-w-unijnej,nId,434282]

I kilika komentarzy internautów:

euro_kolchoznik: Poziom "ugnojenia" Polskiego biznesu przez pasożytów (urzędników) stale rośnie. Od początku roku mamy dwie podwyżki składki na ZUS Jedne 50 zł od stycznia zafundowała przedstawicielka Partii Zielonych Cór Koryntu, podnosząc pensje minimalną drugie 50 zł zafundował Tusk ze swoją ferajną podnosząc składkę rentową od lutego. Podwyżki o 100 zł w jednym roku jeszcze nie było. (Oczywiście w myśl zasady *****, ****** łba nie urwie rekompensatę tej podwyżki w kwocie 500 mln. zł zafundował pasożytom) Czyli mała Kazio prowadzący firmę zapłaci podwójnie. Raz za podwyżkę drugi raz zżuci się na urzędniczą hydrę by ta nie odczuła skutków. To takie dwa przykłady gnojenia i nierównego traktowania Polaków. To tylko w sprawie finansów. Gdy by pisać o przepisach które coraz bardzie dokręcają śrubę powstała by wielotomowa encyklopedia.

~damian: Niechaj dalej podnoszą ZUS to za rok będziemy czytać o jeszcze większej skali.
Przeciez ci co zarabiają, to jak będize wyższy ZUS to się wyniosa do innego kraju i będą tam zarejestrowani, a działalność będzie w Polsce i ZUS zamiast miec dzisiejsze 800 zł ... nie będzie miał tych 800 zł, czy 2.000 jak sobie tak wymysli, a człowiek zapłaci w innym kraju 500 zł.
Rozwiązujemy problemy NIE podnosząc danin na rzecz Państwa !!! Może po prostu ograniczyć ilość osób, które w wieku 30 lat przechodzą na zasłużoną emeryturę, może zająć się KRUS-em, może zwolnić 50% urzędasów. Mam porównanie w pracy w urzędzie państwowym i w firmie prywatnej. Wydajność pracy o 200% inna. Nie ma tekstów - Zosiu zrobisz mi też kawkę... Zosia idzie i zrobienie 2 kaw zajmuje jej 52 minuty (to było sprawdzone z zegarkiem w ręku). W prywatnej firmie zaś zrobienie kawy to ok. 2-3 minut. Szybkość obsługi klienta nieporównywalna. A spróbujecie wejść do urzędu i firmy 15 minut przed końcem pracy ... oszczędzę wyśmiewania urzędasów, ale sami wiecie jak to się skończy.

~max do ~knsnr: Rozwijające się w Polsce działy "gospodarki" to:

  • opieka zdrowotna - cobyśmy się dobrze czuli,
  • edukacja - cobyśmy mądrzy byli,
  • administracja rządowa i samorządowa - coby był porządek,
  • wojsko - coby było bezpiecznie
  • policja - j/w
  • straż, straż graniczna, miejska, służba wiezienna i inni - j/w
  • agencje rządowe, instytuty itp - coby ludzie robotę mieli.
Wszystkie ww. zatrudniają miliony ludzi przy średniej płacy znacznie wyższej niż średnia w sektorze prywatnym i przywilejach rodem z wczesnego Gierka (mundurówka, karta nauczyciela itp.).
Sektor prywatny to drobne firmy próbujące związać koniec z końcem i utrzymać to świetnie działające państwo (patrz powyższa wyliczanka). Nie twierdzę, że ww. profesje są niepotrzebne, ale sa one jak zaplecze w wojsku (kucharze, kwatermistrze i inne wojskowe dziewki). Jeżeli chcemy iść dalej, wygrywać bitwy to musimy mieć jeszcze sprawne jednostki frontowe - w tym przypadku sprawne, wysoce konkurencyjne firmy mogące sorzedawać swoje wysoko przetworzone, specjalistyczne produkty/usługi na cały świat uzyskując sporą marżę i przewagę konkurencyjną (jak np. Apple, Boeing, BMW).


 

2012.02.22 Środa

 

Media

W mediach dwa główne nurty: bankrutująca Grecja i podwyższanie wieku emerytalnego przez rząd. Gadania i wątków bardzo dużo, ale dwie zasadnicze kwestie dotyczące obu tych tematów są nieobecne w ogóle lub śladowo:

  1. Czy przypadkiem nasz rząd nie robi dokładnie tego samego co robił rząd Grecji kilka lat temu?
    A robi dokładnie to samo: tworzy pusty pieniądz i wpycha w ludzi małoproduktywnych czyniąc ich jeszcze bardziej nieproduktywnymi lub wręcz społecznymi pasożytami.
  2. Czy zamiast podwyższać wiek emerytalny producentów, nie lepiej ograniczyć rozpasanie rządu, jego agend i instytucji przezeń finansowanych?
    Temat nieefektywności pracy stale rosnącej rzeszy urzędników ( i nie tylko, bo i pseudonaukowców patrz choćby wpis z wczoraj) jest tematem tabu. Mówią o tym jedynie jakieś gazety niszowe.

    I jeszcze kwestia dodatkowa:

  3. Skoro jest takie bezrobocie, to dlaczego nie budujemy autostrad?
    Oczywiście jakiś "lewo rezolutny" powie, bo nie ma pieniędzy, ale przecież to nieprawda - rząd pieniądze ma, bo pożycza i drukuje.
Zamiast dyskutować o efektywności Państwa i produktywności wszystkich obywateli, w mainstreamie obecne są tylko dwa sposoby na poradzenie sobie z kryzysem: rządu - podniesienie wieku emerytalnego i opozycji - podwyżka podatków.


Na koniec ciekawostka z radia. Jedna z najwięcej obecnych dziennikarek pewnej gadanej stacji radiowej, w śmieszny sposób ugryzła się w język. Mówiła o kryzysie w Grecji i o tym, że nas kryzys też może nie ominąć. I zaczęła się rozczulać nad młodymi:

- Bo kryzys dotyka szczególnie ludzi młodych, ludzi, którzy myślą właśnie o...
I tu się zacięła, bo normalnie wszyscy w tym kontekście powiedzieliby "o zakładaniu rodziny", jednak nasza, highly trendy, dziennikarka, piewczyni wolnych związków monopłciowych i różnego rodzaju patologii, której rodzina zawsze i wyłącznie kojarzy się z "przemocą w rodzinie" zgrabnie zakończyła:
- o planowaniu przyszłości!

Mysłałem, że pęknę ze śmiechu.

Przyczyną kryzysów są niestety roszczeniowe, niedouczone, próżne i narcystyczne media, które zamiast spełniać rolę sprzężenia zwrotnego do poczynań "państwa", ogłupiają ludzi, wzmacniając tym samym nadużycia władzy.


 

2012.02.21 Wtorek

 

Działania obywatelskie

W nawiązaniu do wczorajszego wpisu na temat wywierania sprzężenia zwrotnego przez resztę społeczeństwa na rządzących otrzymałem od Tomka M. taki komentarz:

Trafiłem na stronę Instytutu Spraw Publicznych i oni mają program "Decydujmy razem". Czyli zaangażowanie społeczeństwa w działania obywatelskie. I tam napisali z 10 publikacji na ten temat.
Naukowo, prawniczo i tak dalej.

I co?

I żadnej publikacji-instruktażu. Gdzie byłoby napisane:

  • w jakich sprawach do jakiej instytucji samorządowej/państwowej uderzać
  • jakie są moje prawa
  • jakie są obowiązki instytucji, i co jeśli się z nich nie wywiązuje
  • jakie mam możliwości [pisma, skargi, procesy, odwołania]
  • jak rozwiązywać zagwozdki [piszemy skargę na instytucję do instytucji nadrzędnej, a ta odpowiada, że skarga jest zasadna i tyle. Sprawy nie popycha]
  • jaka są procedury procesowania głosu publicznego
  • jak to robić (instruktaż)
  • i tak dalej
Cała ta ich pisanina, to takie bla bla bla. Dziwią się, że zaangażowanie obywatelskie jest zerowe, a totalnie nie rozumieją, że te ich jakieś pseudo naukowe dyrdymały nic nikomu nie dają. Oni się tylko podpięli do kasy i się promują, a ich prac i tak nikt nie czyta. Kogo zresztą obchodzi 128 stron dyrdymał i teoretyzowania, z których nic praktycznego nie wynika.

To naprawdę jest masakra. Ci ludzie są ślepi.

Jeśli się zarabia, to jest się ślepym. Powołano instytucję w teorii potrzebną społeczeństwu, a w praktyce pasożytującą na nim. Ci ludzie sobie coś piszą i sami się na wzajem chwalą, a opłacani są z tzw. pieniędzy publicznych zabieranych nam wszystkim lub dodrukowywanych/pożyczanych co finalnie i tak kończy się na tym, że zabieranych.

Tak ludzie są ślepi, że nie widzą, jak są nikomu do niczego nieprzydatni!

Ludzie są ślepi, że nie widzą, jak zabierają innym.

I dalej:

Ogólnie to są ci ludzie śmieszni i żałośni. Wyobrażają sobie społeczeństwo obywatelskie gdzie obywatele będą zaangażowani w sprawowanie władzy. W sensie że będą się angażować, współpracować z władzą i tak dalej.

Marzenie ściętej głowy.

Władza ma kasę z tego co robi, a oczekuje, że jej dupsko nie będzie się palić za gówniane decyzje i sposobem na to jest zaangażowanie obywateli w tę władzę. Oczywiście za darmo. Za darmo się mają angażować i uczestniczyć. Ale oni za to władza kasę będzie za to dostawać.

Takie pieprzenie albo celowa ściema, że to społeczeństwo się nie angażuje. Oni się nie angażują ale kasę biorą. A społeczeństwo się ma angażować, ale za darmo. Żałosne śmieszne absurdalne.

Jedynie pan profesor stwierdził istotne słowa, że władza nie ma interesu w edukowaniu prawnym obywateli. To jedyne zdanie jakie ma sens. Ale czy pan profesor ma interes w edukowaniu obywateli? Otóż on też nie ma. Dostał od władzy grant na zrobienie pracy, napisał wiele przemyśleń, ale instruktażu praktycznego już nie. A więc działa dokładnie tak samo. Za kasę państwową, pan profesor przyłączył się programu ściemy i robi tylko to co władzy wygodne oraz promuje SIEBIE.

Jak już robić dla siebie to coś WYTWARZAĆ i sprzedawać dla wzrostu ogólnego, a nie pieprzenie o obywatelskim zaangażowaniu za pieniądze obywateli i ku niczyjej korzyści.

[naukowcy] [władza] [dylemat Madisona]


 

2012.02.20 Poniedziałek

 

Dziennikarz niezależny

Niezależny dziennikarz niejaki James Corbett prowadzi na stronie The Corbett Report - niezależne źródło informacji. Jest jego wydawcą, webmasterem, twórcą materiałów i producentem.

Poniżej próbka jego pracy na temat jak media wmanipulowują społeczności:

I mój komentarz dotyczący jego jedynego stwierdzenia: społeczeństwo niczego się nie nauczyło

Niestety taka jest fizyka zjawiska: społeczeństwo nie ma przełożenia na władzę.

Typowy model społeczny to:
Wódz (to ten, który potrafi każdemu zabrać lub przypierdzielić) wraz ze swoimi poplecznikami
Szaman (to ten, który ma jakiś wpływ na wodza) wraz z poplecznikami
i reszta - między innymi dóbr producenci, na których wpływ mają dwie powyższe grupy.

Bardzo rzadko dochodzi do wpływu odwrotnego. Dylemat ten sformułował James Madison. Jak się do tej pory okazuje dylemat ten generuje tak zwany cykl rewolucji.

I w takim trójkącie, od momentu gdy stado małp oprócz wodza zaczęło mieć szamana, wszystko się kręci.
Media mainstreamowe przyporządkowałbym do sfery szamańskiej działającej ręka w rękę z władzą, która albo im płaci albo udziela koncesji.

Do tej pory pozytywny rozwój społeczny zawdzięczaliśmy konkurencji między państwami. Najbardziej niekompetentni rządzący (grupa wodza z grupą szamana) zajeżdżali swe kraje (swe koryta) i przestawali być rządzącymi. Problemem jest globalizacja i brak tej konkurencji. Rządzący stają się coraz bardziej bezczelni.


 

2012.02.18 Sobota

 

Wiedza niechciana

Piotr podesłał mi linka do filmu BBC "Dangerous knowledge". Tytułowe niebezpieczeństwo wiedzy wynika stąd, że intensywnie dociekający do prawdy ludzie prędzej czy później przez swe odkrycia stają się niepoczytalni lub popełniją samobójstwa. Film przedstawia życiorysy i osiągnięcia czterech wielkich matematyków: Georg'a Cantor'a, Ludwig'a Boltzmann'a, Kurt'a Gödel'a and Alan'a Turing'a.

Dla mnie jednak ważniejszy był końcowy wniosek, o którym za chwilę.

  1. Georg Cantor (1845-1918) uchodzi za twórcę teorii mnogości. W ostatnich latach swojej pracy naukowej odkrył pewne paradoksy w teorii mnogości. Długie lata cierpiał na ciężkie depresje (parokrotnie był z tego powodu hospitalizowany). Pod koniec życia zajmował się mistycyzmem – rozwijał koncepcję Absolutnej Nieskończoności, którą utożsamiał z Bogiem. Z powodu choroby i niemożności uniknięcia paradoksów zaprzestał publikowania prac naukowych. [Wikipedia, stan 20120218]
    Odkrył zatem coś co w fizyce życia stanowi podwaliny rachunku populacyjnego i jako jeden z pierwszych dostrzegł, że otaczająca nas rzeczywistość może wynikać z nierozwiązywalnych dylematów ( a w fż jeszcze czynników ortogonalnych.

  2. Ludwig Boltzmann (1844-1906) określił związek między termodynamiką a mechaniką statystyczną. Był obrońcą teorii atomistycznej budowy materii, która była na przełomie XIX i XX wieku mocno krytykowana. Jego najważniejszymi adwersarzami byli Ernst Mach oraz Wilhelm Ostwald. Boltzmann zginął śmiercią samobójczą. Powiesił się w czasie wakacji w miejscowości Duino we Włoszech. Jego śmierć była spowodowana najprawdopodobniej przez depresję... [Wikipedia, stan 20120218].
    Być może wiedział, że ma rację ale czuł się niedoceniony, no cóż nie zdawał sobie sprawy, że naukowcy-rówieśnicy prędzej dokopią niż przyznają geniusz kolegi, a wielkie odkrycia wprowadzają dopiero następne pokolenia.
    Boltzmann w praktyce wykazał, że właściwości obiektów nadrzędnych są wynikiem właściwości ich elementów składowych, odkrył również zależność systemów od ich historii, co narrator podsumował stwierdzeniem, że ukierunkował strzałkę czasu. To według mnie było pierwszym krokiem w kierunku matematycznej teorii gier.

  3. Kurt Gödel (1906-1978) najbardziej znany jest z udowodnienia słynnego twierdzenia o niezupełności. Wykazał on, że w aksjomatycznej niesprzecznej teorii matematycznej zawierającej pojęcie liczb naturalnych da się sformułować takie zdanie, którego w ramach tej teorii nie da się ani udowodnić, ani obalić. Zakończyło to definitywnie wiele lat prób zaksjomatyzowania całej matematyki, gdyż z twierdzenia Gödla wynika wprost, że jest to zadanie niewykonalne. Z twierdzenia tego wynika też, że matematyka nie jest i nie może być nauką zamkniętą i zakończoną, jak niektórzy do tego czasu sądzili. [Wikipedia, stan 20120218].
    Dokładnie takm samo jak ekonomia, która jest sumą stanów równowagowych i nie da się sterować doktrynami.
Uczeni ci wykazali niewłaściwość myślenia redukcjonistycznego i jednocześnie dali podwaliny do myślenia teoriogrowego. Gödel po emigracji do USA starał się uzyskać obywatelstwo amerykańskie. W tym celu należało między innymi zdać „egzamin” ze znajomości konstytucji Stanów Zjednoczonych. Gödel, przygotowując się do egzaminu uznał, że sama konstytucja jest wewnętrznie sprzeczna logicznie, co usiłował udowodnić przed komisją egzaminacyjną. Na jego szczęście obecni przy tym przyjaciele matematyka nie pozwolili mu na to. [Wikipedia, stan 20120218].

A obecni politycy i dziennikarze nic na te tematy nie wiedzą. Dla nich wszystko jest jasne, proste i rozwiązywalne w pięć minut.

Najważniejsze było podsumowanie tego filmu. Narrator stwierdził, że życie regulowane jest dylematami wynikającymi z czynników ortogonalnych, ale ludzie zamiast zajmować się szukaniem ich optymalnych rozwiązań wolą z nimi żyć. Bo myślenie redukcjonistyczne jest prostsze i bardziej nośne, a to niestety oznacza, że zamiast wejść z zagadnieniami społecznymi na kolejny wyższy poziom, powtórzymy dotychczasowe błędy, ot choćby takie jak wojny światowe XX wieku.

Bardzo celnie podsumowane.


 

2012.02.16 Czwartek

 

Stylebook

Sukces Polonii. Koniec "polskich obozów śmierci"
[RZ / PAP http://wiadomosci.onet.pl/swiat/sukces-polonii-koniec-polskich-obozow-smierci,1,5028231,wiadomosc.html]

Po długiej kampanii protestów ze strony Polonii amerykańskiej, agencja prasowa Associated Press zabroniła swoim dziennikarzom używania określenia "polskie obozy śmierci" w odniesieniu do niemieckich obozów koncentracyjnych w Polsce w czasie II wojny światowej.

Jak poinformował prezes Fundacji Kościuszkowskiej Alex Storozynski, agencja AP zmieniła swoją instrukcję pisania depesz (tzw. Stylebook) nakazując w niej, by zamiast pisać "polskie obozy śmierci", używać sformułowania: "obozy śmierci w okupowanej przez nazistów Polsce".

Do zmiany przyczyniła się akcja zbierania podpisów pod petycją do AP zorganizowana wśród Polonii amerykańskiej przez Fundację Kościuszkowską. Zebrano ponad 300 000 podpisów.

Z serwisu agencji AP korzysta ponad 1700 gazet i ponad 5000 stacji radiowych i telewizyjnych w USA. Jak podkreślił Storozynski - który sam jest znanym dziennikarzem i laureatem Nagrody Pulitzera - "Stylebook AP" to najszerzej stosowany podręcznik pisania depesz agencyjnych w USA.

Pytanie pierwsze: kto tam ten zapis umieścił?

Odpowiedź: Nigdy się nie dowiemy.

I drugie: dlaczego władza chce zamknąć wolny internet?

Odpowiedź: Bo wolny internet myśli głębiej i rzeczowiej niż wszyscy dziennikarze razem wzięci:

~precision language: Dalej nie rozumiem czemu nie mozna bylo nazwac tego po imieniu czyli: HITLEROWSKIE OBOZY SMIERCI byloby to w pelni precyzyjne i nie dawaloby juz zadnego pola do zadnych naduzyc ,do nadinterpretacji i "niedointerpretacji". Oczywiscie nie wierze ze zaden czlowiek w zadnej agencji nie wpadl na pomysl tak "genialnego" okreslenia jak HITLEROWSKIE OBOZY SMIERCI , czyli ze... kazde inne okreslenie jest tylko tuszowaniem historii...do momentu az "mgla zapomnienia spowije historyczna rzeczywistosc"

~Kubol do ~precision language: Widocznie komuś zależy by używać sformulowania "polskie" zamiast "hitlerowskie" - moim zdaniem skrót myślowy z "hitlerowski obóz koncentracyjny na terenie okupowanej Polski" na "polski obóz koncentracyjny" jest robiony świadomie a nie wynika z ignorancji. Wogóle dlaczego też nie nazywac tego po "imieni niemieckie obozy koncentracyjne " jakoś nie przypominam sobie państwa Hitlerland ani narodu hitlerowcy

~Hadron: Gorące sowa uznania i szacunku dla Polonii USA.Gdyby nie Polonia,to nasze MSZ nadal niczego by nie osiągnęło.Jednakże ta "zmiana" nadal jest mocno "przypudrowana".Zamienili "polskie obozy ŚMIERCI" na "niemieckie obozy KONCENTRACYJNE",a jesli już mowa o ludobójstwie,to w formie"obozy śmierci w okupowanej przez NAZISTÓW Polsce".Teraz dzieci będą zastanawiać się, skąd się wzięła wojna Polski z Niemcami?.

~o do ~Dokładny: Niemcy zbudowali obozy koncentracyjne we wszystkich okupowanych przez siebie krajach, bądź wykorzystali już istniejące. Ale jakoś w gazetach nikt się nie myli i nie pisze "francuskie obozy koncentracyjne", "holenderskie obozy koncentracyjne", "łotewskie", "austriackie" itd.
Ta dziwna przypadłość dotyczy tylko Polski...

~Julian: Niebawem Izrael to znowu skoryguje na pierwotny zapis i będzie wszystko po staremu. A nasz rząd pokłoni się i wyśle następną śmieszną notę. Żenada.


 

2012.02.14 Wtorek

 

Prawda, niestety.

Porządkując archiwum cytatów natrafiłem na coś, chyba niestety, ciągle aktualnego:

Otóż wraz z podbojem rzymskim uległ zerwaniu związek między nauką i polityką, tzn. klęskę poniósł zamysł pierwszych władców hellenistycznych, by użyć nauki jako instrumentu władzy; o wiele skuteczniejsze w tym względzie okazały się organizacja militarna i prawo.

- cytat z książki Zapomniana rewolucja. Grecka myśl naukowa, a nauka nowoczesna autorstwa Lucio Russo.


 

2012.02.10 Piątek

 

Media

Tragiczna śmierć Madzi
- czyli niesamowita pożywka dla rządowych mediów
[http://niewygodne.info.pl/artykul/00062.htm wpis nr 62 - 05/02/2012]

Nie można nie zauważyć, że przez ostatnich kilka dni media głównego nurtu były wręcz przepełnione informacjami w sprawie zaginięcia i tragicznej śmierci półrocznej Madzi z Sosnowca. Telewizje (TVN24, PolsatNews, TVPinfo) oraz portale internetowe (Onet.pl, Wp.pl, Interia.pl) nieustannie, bez przerwy, informowały Polaków o nowych ustaleniach detektywa Rutkowskiego i policji. Niewątpliwa tragedia rodzinna wyrosła w polskojęzycznych mediach mainstreamowych na temat nr 1 do tego stopnia, że w głównym wydaniu TVN-owych "Faktów" ( serwis informacyjny nadawany w tzw. "prime time") z 03/02/2012, które trwały 26 minut, pierwsze 13 minut poświęcono tylko tej sprawie.

Warto się zastanowić dlaczego wspomniane media przez ponad tydzień wałkowały tylko ten temat? Dlaczego bez umiaru żerowały na tragedii rodzinnej, zamiast rzetelnie informować o najważniejszych informacjach z kraju i świata? W moim przekonaniu, w ciągu ostatnich kilku dni, mieliśmy do czynienia - nie ujmując sprawie zaginięcia i śmierci półrocznej Madzi niczego z charakteru tragedii - z promowaniem przez mainstream idealnego tematu zastępczego, który, przy odpowiednim uwypukleniu sfery emocjonalnej, jest w stanie całkowicie zająć uwagę milionów odbiorców medialnego przekazu na kilka-kilkanaście dni. To też pokazuje jak bardzo ogólnopolskie stacje telewizyjne i główne portale internetowe są pro-rządowe. Śmiem bowiem twierdzić, że polskiemu establishmentowi sprzyja podnoszenie do rangi tematów dnia prywatnych tragedii rodzinnych, byleby tylko nie wspominano o problemach naprawdę ważnych dla całego państwa, za które odpowiedzialność ponosi władza.

Należy podkreślić, że w tym samym czasie, kiedy media w całości były pochłonięte sprawą Madzi:

  • Gazprom ograniczył do Polski dostawy gazu ziemnego;
  • Pojawiły się informacje, że minister sportu zatrudniła na stanowisku dyrektorskim swojego prywatnego fryzjera;
  • Rząd prowadzi intensywne prace w sprawie ostatecznego kształtu reformy emerytalnej (wydłużenie wieku emerytalnego dla Polaków do 67 lat; ograniczenie znaczenia OFE);
  • Rząd przyznaje się do błędów w sprawie procedury prac nad ACTA;
  • Kryzys spowodowany ustawą refundacyjną nadal nie został w pełni rozwiązany;
  • Hucznie otwarty przed tygodniem przez władze Stadion Narodowy musi zostać zamknięty z uwagi na nie spełnianie podstawowych kryteriów bezpieczeństwa;
  • Rosja zagroziła umieszczeniem strategicznych rakiet "Iskander" bezpośrednio przy granicy Polskiej w Obwodzie Kalingradzkim.

* * *

W kontekście powyższego przypominają mi się od razu słowa Piotra Skwiecińskiego. Publicysta ten, w jednym ze swoim artykułów na temat wolności mediów, wspomniał o Ryszardzie Kapuścińskim, który gdy trafiał do obcego kraju miał zwyczaj włączania nieznanej mu stację radiową. Jeśli słyszał, że nadaje ona tylko muzykę przeplataną serwisami informacyjnymi w stylu "w Urugwaju urodziło się dwugłowe cielę", to wiedział od razu, iż jest to radiostacja prorządowa. Wiedział, że tak jest, chociaż w programie rozgłośni nie było żadnej agitacji na rzecz władzy, i w ogóle słowa o polityce. Bo władzy sprzyja cisza... Polskiej władzy aktualnie sprzyjają tematy zastępcze, które, dzięki kampaniom mediów mainstreamowych, skutecznie przysłaniają prawdziwe problemy naszego państwa.

A mnie gdy miałem 10 lat zaskoczyło, że radzieckie radio podawało codziennie rekordowe wyniki w jakimś wybranym (zagubionym nie wiadomo gdzie w bezkresach Sojuza) kołchozie. To były takie ważne wiadomości dla narodu, że aż dziesięć lat później system się rozsypał.

Władza to władza, i największym nieporozumieniem jest to, że podświadomie zakładamy, iż ona nam sprzyja. Mainstreamowe media - przydupasy władzy, robią wszystko, by zdobyć zaufanie większości i w odpowiednich momentach wlewać w mózgi propagandę. Propagandę tejże władzy, która te media stworzyła lub tak jak w naszym przypadku daje łaskawe przyzwolenie, by działały.

A czym jest władza? Ano podnosi podatki i wydłuża wiek emerytalny - czyli mamy więcej oddawać i dłużej pracować. A komu więcej oddawać? Ano tejże władzy, która zostawi sobie po uważaniu, a resztę rozda swoim przydupasom.

Dojeni zmniejszą wydajność, a pazerności władzy wzrośnie. Strumień konsumpcji przestanie się bilansować ze strumieniem produkcji - i tak dojdziemy do kryzysu, zafundowanego w ten oto sposób przez władzę. Oczywiście ona potem zwali wszystko na producentów, dokładnie tak, jak przerabialiśmy to u schyłku komuny. I oczywiście będzie robić wszystko, by z tym kryzysem walczyć. I oczywiście ani media, ani profesorowie nawet się nie zająkną skąd się biorą kryzysy. Czyż gryzie się bowiem rękę, która karmi? Raczej liże...


 

2012.02.07 Wtorek

 

Smutna starość wielkich gwiazd

Pod takim tytułem ukazał się artykuł na Onecie: Niegdyś piękni, bogaci, pożądani, wielbieni przez miliony. Na starość samotni, schorowani, zrujnowani finansowo, opuszczeni przez wszystkich. Wielkich gwiazd kina, które nie zawsze odchodziły w blasku i chwale, było więcej niż myślimy.

I jak zwykle najciekawsze są komentarze:

~tkr: Co tak naprawdę siedzi w głowie popularnej i uwielbianej osoby publicznej ( aktora-ki)? Otórz same uwielbienie. Aktorzy błędnie sądzą, że popularność ich nigdy nie zagaśnie. A w życiu wszystko przemija.
Prawdziwe Ja uwidacznia się w chwili, gdy coś nagle w życiu nie wychodzi. Stresy załamania psychiczne,brak samokrytycyzmu i brak pokory, często doprowadzają aktorów do totalnego załamania. A finanse to kolejne aspekty posiadania, wynikające często ze sztucznej popularności nadmuchanej przez media. Kasa leje się z nieba i sam aktor z początku nie wie za co, później już wierzy, że tak ma już być zawsze. Aktor jak żyła złota dopuki na nim się zarabia to dobrze a jak się żyła kończy to pozostaje tylko sam sobie aktor bez pokory , bez kasy i "przyjaciół". To przecież stara jak świat bajka i wypływający z jniej morał.

~sidartha: a co mają powiedzieć zwykli ludzie, czasami mam wrażenie że społeczności plemienne żyjące gdzieś w dżunglach na wyspach itd, są najszczęśliwszymi pod słońcem, wszyscy się wspierają i nikogo nikt nie odrzuca, cywilizacja niszczy w nas człowieczeństwo, dotychczasowy bilans cywilizacji to powodzenie nielicznych kosztem życia, zdrowia, poczucia godności większości, i niby dlaczego mam popierać postęp,

~swell do ~sidartha: Akurat, wszyscy się wspierają! Aleś się bajek naoglądał. To wspieranie zaczyna się od porzucania bądź zabijania noworodków, które mają jakieś wady, a kończy na wygnaniach z plemienia osób niezdolnych do pracy ze starości. Jak ktoś zachoruje to zazwyczaj mówią, że opętał go zły duch i w najlepszym przypadku też musi opuścić plemię. W najgorszym, wiadomo...

~jotef1 do ~sidartha: Kto ci takich bzdur naopowiadał??? Społeczności plemienne "dbają" o swój byt i członków plemienia którzy nie są w stanie się wyżywić sami - po prostu wywalają ze społeczności./ Nowa Gwinea/

~ja62: "Irena Kwiatkowska (1912-2011). I do samego końca zachowała pogodę ducha. Jak podkreślała, udało się jej to, gdyż zawsze starała się nie żyć przeszłością. – Człowiek jest wtedy tak zajęty rozpamiętywaniem, że teraźniejszość przechodzi mu koło nosa – tłumaczyła."
I to jest prawdziwa złota myśl!!!

~scholastyka: Gdy człowiek jest na szczycie, ogarnia go coś na kształt pychy, nadmiernej pewności siebie i nie pamięta, że tych na szczycie otacza rój pochlebców, fałszywych przyjaciół, że mija uroda i sława, kończą się pieniądze wydawane zbyt rozrzutnie a wraz z tym znikają pochlebcy. Człowiekowi brakuje pokory i skromności.


 

2012.02.06 Poniedziałek

 

Nauczyciele

Michał od miesiąca nie ma lekcji fizyki. Pani poszła na macierzyński, a dyrektorka nie może nikogo zatrudnić na jej miejsce. Według "Państwa" gwarancja świadczeń medycznych polega na możliwości zapisania się do kolejki oczekujących, a gwarancja uczenia na odwiedzaniu budynku szkolnego.

Praca nie jest świadczona, natomiast pracę świadczący jest wynagradzany. Tracą na tym przyszłe pokolenia.

Czy ktokolwiek zatrudniony na podobnych warunkach jak ta nauczycielka (Bogu ducha winna kobieta) powie, że system jest zły? Nie ma takiej opcji. I to jest istota socjalizmu. Jednak gry ewolucyjne pokazują, że jako społeczeństwo tracimy.

Socjalizm zatem nie pojawia się ani za sprawą głosowania, ani przewrotu zbrojnego, lecz jako skutek serii drobnych odstępstw i przekrętów, które w końcu prowadzą do faktu dokonanego. [Ayn Rand (1905-1982)]


 

2012.02.05 Niedziela

 

Władza, a sen

Ojciec cybernetyki polskiej - Marian Mazur - w swej książce "Cybernetyka i charakter" wytłumaczył dlaczego zwierzęta potrzebują snu. (Do tej pory w filmach i publikacjach naukowych i popularnonaukowych mówi się, że przyczyna snu jest nieznana, a Mazur to dość sensownie wytłumaczył). Otóż sen jest obroną organizmu (samodzielnego obiektu nadążnego) przed wewnętrznym chaosem komunikacyjnym. Rozwija się on w wyniku dostarczania przez czujniki lawiny wrażeń oraz ich analizy przez analizatory. W organizmie zaczyna krążyć coraz więcej komunikatów, których narastająca liczba może w końcu doprowadzić do rozregulowania się organizmu. Krótko mówiąc, sen to metoda organizmu na zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego systemu przed bezpieczeństwem zewnętrznym. Dlaczego? Bo aby walczyć o swoje istnienie, trzeba przede wszystkim istnieć.

A co cały ten wywód ma do tytułu? Otóż narasta w naszym Państwie chaos komunikacyjny. Jeden z naszych klientów zgłosił reklamację, że program do obsługi apteki się zepsuł, bo nie "wciąga" faktur. Po kilku minutach analizy owej "niewciągniętej faktury" stwierdziliśmy, że jest ona niezgodna z ustawą o VAT. Były na niej zarówno wpisy od netto do brutto (metoda liczenia przy sprzedaży hurtowej) oraz wpisy od brutto do netto (metoda liczenia przy sprzedaży detalicznej). Ustawa o VAT takich dokumentów nie dopuszcza. Wszyscy, zarówno my jaki i księgowi firmy się z tym zgodzili. Prezes jednak, sam z siebie bardzo dociekliwy człowiek, skontaktował się z firmą, która tę fakturę wystawiła. Okazało się, że minister zdrowia Bartosz Arłukowicz (lekarz pediatra), w związku z ostatnimi zmianami przeprowadzanymi przez Ministerstwo zdrowia, zalecił taki właśnie sposób wystawiania faktur: leki refundowane liczymy od brutto do netto, a pozostałe od netto do brutto. Chyba nie uzgodniono tego w Ministerstwem Finansów. Jaki skutek? Posiedzenia, narady, niepotrzebne modyfikacje systemów komputerowych...

A teraz pytanie jeśli sen tłumi chaos komunikacyjny w organizmach (obiekty typu WSS) to co tłumi chaos komunikacyjny w grupach społecznych (obiekty typu PSS)? Jak zwykle do tej pory wojna i rewolucja, a z rzadka coś takiego, jak ustawa Wilczka.


 

2012.02.04 Sobota

 

Thomas Alva Edison

Obejrzałem film biograficzny o Thomas'ie Alva Edison'ie (1847-1931). Dwa cytaty zwróciły moją szczególną uwagę:

Palaczy nie zatrudniam.

Cóż mogę powiedzieć o teorii Einstein'a? Nic nie mogę powiedzieć, bo jej po prostu nie rozumiem.

Dziś mało kto by się do tego przyznał, wszyscy są za teorią, pomimo, że tak, jak Edison, nikt jej nie pojmuje.


 

2012.02.02 Czwartek

 

Solidna robota

Diabeł, jak zwykle tkwi w szczegółach:
Praca to zagadnienie liniowe dla producenta (cała beczka miodu, a w niej tylko jakaś pierdóła)
i nieliniowe dla nabywcy (łyżka dziegciu w beczce miodu - to ja nie chcę tej beczki).
[Więcej o kryteriach obiektowości]

Żeby odbiorcy dobrze nas postrzegali musimy zapinać wszystkie szczegóły - to jasne.
Ale w praktyce zostawiamy te pierdóły na później, traktując je jako mało istotne w tej chwili.
Potem mszczą się one na nas lub na tych, którym podłożyliśmy taki pasztet.

Cechą solidnego fachowca jest załatwianie szczegółów od razu.
Wiem, że czasem powoduje to lawinę kolejnych wątków, ale pierdóły trzeba wyrywać z korzeniami.
Jeśli tego nie umiemy, to nie będziemy postrzegani jako fachowcy i nigdy nie wejdziemy wyżej niż przeciętne popychadło.

Na dodatek zasada korekty mówi: im korekta późniejsza tym droższa.

A więc natychmiastowe lokalizowanie pierdół i szybkie ich wyrwanie wraz z korzeniami - to z nas czyni prawdziwych fachowców.

Oczywiście jest to warunek konieczny, aczkolwiek nie wystarcza sam jeden.


 

2012.01.29 Niedziela

 

O czym media nie mówią?

A przecież to sensacja i prawdziwa demokracja:

~ciekawy: CZYJŚ KOMENTARZ cytuję
"A słyszeliście o kryzysie w Islandii?? A wiecie jak to się zakończyło...?? NAJWIĘKSZA TAJEMNICA MEDIALNA XXI WIEKU- ISLANDIA Islandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod dyktando światowej finansjery zubożyć islandzki naród zgodnie ze scenariuszem aktualnie "przerabianym" przez Grecję podał się w komplecie do dymisji! Główne banki w Islandii zostały znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali jednogłośnie zadeklarować niewypłacalność długu, który został zaciągnięty przez prywatne banki w Wielkiej Brytanii i Holandii. Doprowadzono też do powołania Zgromadzenia Narodowego w celu ponownego spisania konstytucji. I to wszystko w pokojowy sposób. To prawdziwa rewolucja przeciw władzy, która doprowadziła Islandię do aktualnego załamania. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione? Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego pytania: Co by się stało, gdyby reszta europejskich narodów wzięła przykład z Islandii? Oto krótka chronologia faktów: Wrzesień 2008 roku: nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii, Glitnir Banku, w wyniku czego giełda zawiesza swoje działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju. Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde oraz całego socjaldemokratycznego rządu, a następnie przedterminowe wybory. Sytuacja ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent. W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej rewolucji. Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia referendum w powyższej sprawie. Luty 2010 roku: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe referendum, w którym 93 procent głosujących opowiada się za niespłacaniem tego długu. W międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić winnych doprowadzenia do zaistniałego kryzysu. Zostają wydane pierwsze nakazy aresztowania bankowców, którzy przezornie odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii. W tym kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą nauki z dopiero co "przerobionej lekcji". W tym celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej spośród 522, którzy stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej 25 - poza nieposiadaniem żadnej książeczki partyjnej - była pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających ich osób). Ta nowa rada konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej przez nią "Magna Carty". Czy ktoś słyszał o tym wszystkim w europejskich środkach przekazu? Czy widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście - NIE! W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję bezpośredniej demokracji oraz niezależności narodowej i monetarnej całej Europie pokojowo sprzeciwiając się Systemowi. Minimum tego, co możemy zrobić, to mieć świadomość tego, co się stało, i uczynić z tego "legendę" przekazywaną z ust do ust. Póki co wciąż mamy możliwość obejścia manipulacji medialno informacyjnej służącej interesom ekonomicznym banków i wielkich ponadnarodowych korporacji. Nie straćmy tej szansy i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka..."

Prawda, że zatanawiające? Trabią na okragło jak to rządy i banki bedą nas ratować z kryzysu, do którego same nas doprowadziły, ale ani słowa na temat innych metod.

Swoją drogą to rządy walczą właśnie z tym co przedstawia ten wpis: z siłą internetu wynikajacą z wielości stanowisk prowadzącej do obiektywności, a nie "jedynego słusznego stanowiska".

[media] [dziennikarze] [demokracja]


 

2012.01.24 Wtorek

 

Grunt, to być dobrze nadętym

Najważniejsze witryny rządowe są pod ochroną systemu bezpieczeństwa teleinformatycznego ARAKIS-GOV, za który Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (wraz z NASK) otrzymała w 2010 r. nagrodę "Teraz Polska". Jak widać, ani ARAKIS, ani prestiżowe godło nie pomogły. Strony www najważniejszych instytucji państwa padły po prostych atakach hakerów. Powód? Atak hakerów był zbyt… prosty.

Tak jest ze wszystkim, dużo gadania, a "król jak zwykle jest nagi"...


 

2012.01.23 Poniedziałek

 

Zarobić, a się nie narobić

...kraje zrzeszone w OPEC zarobiły w latach 2002-2006 na sprzedaży ropy naftowej 2,045 biliona dolarów, podczas gdy w analogicznym okresie wpływy głównych zachodnich odbiorców z tytułu samych podatków akcyzowych - które nie wymagają wszak żadnego nakładu pracy poza uchwaleniem odpowiednich przepisów - wyniosły 2,310 biliona, a zatem więcej, niż dochody państw, które musiały ponieść wysiłek wydobycia i wyeksportowania ropy. W dość jasny sposób ukazuje to skalę ucisku fiskalnego panującego w naszym regionie świata, dość wspomnieć, że mimo relatywnie wysokiego jego poziomu w Polsce, w innych państwach UE jest on jeszcze wyższy - w Wielkiej Brytanii udział podatków w cenie benzyny przekroczył już 60 procent, w Niemczech 56, zaś we Francji 50 procent. [http://www.pafere.org/artykuly,n1247,spotkanie_z_andrzejem_szczesniakiem__relacja.html]


 

2012.01.22 Niedziela

 

Demokracja

[Newt] Gingrich znany jest z umiejętności polemicznej argumentacji. Dobry występ w debatach w Karolinie Południowej zyskał mu tam poparcie wyborców i umożliwił pokonanie [Mitta] Romney’a.

W Karolinie Płd. Gingrich, były przewodniczący Izby Reprezentantów, zwyciężył we wszystkich hrabstwach tego stanu i we wszystkich grupach wyborców.

Komentatorzy podkreślają, że według sondaży, większego poparcia niż Romney’owi udzielili mu nawet Republikanie, dla których najważniejszym kryterium była wybieralność kandydata - czyli przekonanie, że może pokonać w wyborach Obamę.

Tymczasem republikański establishment popiera Romney’a twierdząc, że to on jest "najbardziej wybieralny".

W demokracji nie wybiera się najlepiej rządzących, lecz właśnie "najbardziej wybieralnych" - takich wygadanych, milusińskich przystojniaczków.

Polecam również kilka cytatów z literatury, które związałem z hasłem demokracja, szczególnie te z książki Cel Szwajcaria.


 

2012.01.19

 

Krótkie podsumowanie z netu

~mnm do ~obiektywny: JAK WAŁĘSA KOMUNĘ OBALIŁ !

Około 20 lat temu "obalono" w Polsce komunizm.
Obalono tak skutecznie, że żadnemu z czerwonych nie spadł nawet włos z głowy, czołowi komuniści stali się nagle socjaldemokratami, trockiści przeobrazili się w działaczy społecznych, reżyserzy, którzy udowadniali, dlaczego AKowcy byli straconym pokoleniem, w opozycyjnych intelektualistów, PRLowscy prawnicy, stali się konstytucjonalistami,redaktorzy PRL-owskiej TV właścicielami prywatnych TV, członkowie ZMS,PZPR, UBecy i kapusie - stali się kapitalistami pełną gębą i ludźmi roku Forbesa. A robotnicza hołota przemieniła się w robotniczą bezrobotną hołotę. Przemiana wody w wino jawi się na tym tle jako kuglarska sztuczka. Mieliśmy szansę zaobserwować, jak to można w naszym demokratycznym państwie prawa bezkarnie zastrzelić generała policji i jak do tej pory nie udało się ustalić mocodawców. Mogliśmy zaobserwować, jak po kolei są umarzane wszelkie procesy w sprawach gospodarczych, gdzie Polskę okradano na miliardy dolarów. Jak rozpadały się samochody inspektorów NIKu, jak odwoływano kolejnych sędziów, jak ginęli świadkowie. Zaprawdę, polscy autorzy książek sensacyjnych powinni zostać uznani za grupę zawodową, którą dotknęło strukturalne bezrobocie - jak tu cokolwiek sprzedać w takich warunkach? Jak miałaby sobie poradzić Agatha Christie ze swoim Orientexpressem, kiedy w polskich więzieniach "wiesza się" trzech kolejnych światów w sprawie Olewnika ? Dzisiaj taki Lem ze swoją wirtualną rzeczywistością, lub iluzjami wywołanymi chemicznymi substancjami z "Kongresu futurologicznego" miałby miażdżącą konkurencję ze strony miłościwie nam panującego (Pijarującego, jak kto woli) premiera Tuska i sztabu jego socjotechników oraz szpeniów od marketingu politycznego, którzy co dzień fundują nam taką matrixową rzeczywistość, że firmy informatyczne powinny podkupować od nich licencje i wdrażać, wdrażać, wdrażać. Natomiast od pamiętnego kwietnia dosłownie czuję, że jestem naocznym świadkiem, jak Wielka Historia wylewa (nomen omen) ze swoich utartych od kilkunastu lat szlaków, zatacza koło i miażdży niepokornych i pechowców. Miażdży na śmietniku smoleńskiego lotniska. Widzimy, jak po tej miazdze "nasz rząd" jest w zasadzie ekspozyturą woli Rosji i Niemiec. Widzimy jak coraz bardziej uzależniamy się od rosyjskiego gazu, że nawet KE nie może tego przemilczeć i broni polskiego społeczeństwa przed Polskim rządem. widzimy jak możni Unii Europejskiej świetnie dogaduje się z Rosją naszym kosztem (Nord Stream, helikopterowce), być może niedługo uzależnimy się w kwestii energii atomowej (najnowsza rosyjska propozycja). Widzimy jak "nasze elity intelektualne" wypisują wazeliniarskie i wiernopoddańcze odezwy do bratniej potęgi i mamy deja vu - ja już to widziałem! I nawet w tej samej aktorskiej obsadzie! Widzimy rosnącą potęgę Chin, obudowanie imperium przez Rosję rywalizującej z chinami, widzimy wycofanie się USA z obecności w Europie.
Pytanie: co dalej?

Ciekawe kto to napisał? Bo tekstu jak na komentarz dużo, a sam tekst treściwy i emocjonalny.

No cóż "nasz rząd" to tak w opinii powszechnej się myśli, że to rzeczywiście nasz rząd. W rzeczywistości jednak ludzie u władzy dzielący drukowane pieniądze, dają tym co tego układu pilnują. Władza jest pazerna i niestety małorozumna. Ale ponieważ ma władzę to może sobie wypłacać wysokie premie nawet za superniekompetentne wprowadzanie marnych reform.

Rozwiązanie kluczowego dylematu rządzenia polega na sprzeżeniu zwrotnym pochodzącym od rządzonych, a działającym na rządzących, gdy takowego nie ma to dochodzi do tego co teraz obserwujemy. Do kryzysu rozpętanego przez władzę, a który usłużne media ukazują jako zjawisko naturalne tak, jak burzę.

Państwo to wielka fikcja, z pomocą której każdy usiłuje żyć kosztem pozostałych - Frederic Bastiat.


 

2012.01.18 Środa

 

Znalezione w sieci

~rabin: Pólwysep koreanski pokzuje nam jakim syfem jest komunizm. Oba państwa startowały z podobnego poziomu, oba zniszczyła wojna w tym południe bardziej a wiekszość przemyslu byla na pólnocy. Dziś południe 8 gospodarka świata a na pólnocy żra trawe. Podobnie z Polska w 1950 roku Polska miała takie samo PKB jak Hiszpania. Gdzie jest dziś Hiszpania a gdzie polska pod względem rozwoju cywilizacyjnego? Inna para to Czechy i Austria. Małe zniszczenia wojenne podobny poziom a mimo to czechy nie dogoniły jeszcze austri. Komunizm i socjalizm zawsze wprowadza zacofanie.

~jojo do ~ghu8: Opowiadanie że Chiny rozwijają się dzięki komunizmowi to czysty idiotyzm i nieznajomość tego kraju . W Chinach nie ma komunizmu , tam tylko rządzi partyjna nomenklatura w wąskim politycznym zakresie . Kasta mandarynów i tyle . W Chinach jest drapieżny , dziewiętnastowieczny kapitalizm i dla tego mają taki wzrost gospodarczy . Jak się komuś to podoba powinien się czym prędzej się tam przenieść i doświadczyć na własnej skórze tego cudownego systemu . Osobnik taki przestał by pieprzyć od rzeczy bardzo szybko.

~sas do ~ghu8: Gwałtowny rozwój Chin nastąpił dzięki odejściu tego kraju od gospodarki planowej czyli socjalistycznej. Od kilku dekad Chiny przeżywają rozkwit dlatego, że wyzwolono wreszcie inicjatywę gospodarczą we własnym społeczeństwie. Sektor państwowy w ChRL stanowi niewielki procent gospodarki tego kraju. Do tego należy dodać, że nie ma tam tak rozwiniętego socjala jaki panuje teraz np. w Europie Zachodniej. Obecnej chińskiej gospodarce bardzo pomaga tradycja chińska, w której panuje kult pracy i szacunek do przedsiębiorczości oraz silne związki rodzinne. Proszę się zapoznać z materiałami ogólnodostępnymi na temat dzisiejszej polityki społecznej i zdrowotnej Chin. Wielu z szanownych forumowiczów może być zaskoczonych.


 

2012.01.17 Wtorek

 

Regulowana wolność

Fundacja Lux Veritatis nie otrzyma koncesji dla Telewizji Trwam na nadawanie programu na multipleksie cyfrowym - poinformowała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji po wtorkowym posiedzeniu. Przewodniczący KRRiT Jan Dworak poinformował, że wcześniej podjęte decyzje koncesyjne pozostają w mocy.
[http://wiadomosci.onet.pl/kraj/krrit-tv-trwam-nie-otrzyma-koncesji,1,5000517,wiadomosc.html]

Bez względu na to co myślę na temat TV Trwam - to mamy dobitny przykład jakimi cuglami trzyma się za pysk naszą "demokrację".

Urobieni zwolennicy tej decyzji mają wbite w mózgi coś takiego: Gdyby ta telewizja miała charakter religijny, to O.K., ale ona ma charakter POLITYCZNY !!! Poza tym dostęp do audycji religijnych jest również na TVP1, TVP2, TVP INFO. Kolejne pytanie, to skąd pochodzą pieniądze na TV kościelną i czy nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na bardziej zbożny cel - pomoc biednym, zamiast na Rydzykowe Imperium??

Wolność słowa oznacza, że każdy może głosić swoje poglądy, nawet kościół. A wiadomo, że obecnie jedynym sposobem na głoszenie poglądów jest telewizja ogólnokrajowa i w mniejszym stopniu radio.


 

2012.01.13 Piątek

 

Państwo

Świetny artykuł Marka Wesołowskiego na temat aktualnej sytuacji w służbie zdrowia:

Każdy ma receptę na służbę zdrowia, a jest dalej tak, jak jest
[http://www.sga.waw.pl/web/aktualnoci-artykuy-sga/50-aktualnoci/164-kazdy-ma-recepte-na-sluzbe-zdrowia-a-jest-dalej-tak-jak-jest]

Jakie są najczęstsze pretensje i "utuskiwania"?

  • za mało pieniędzy w systemie,
  • nie płacą za nadwykonania,
  • za nisko wycenione procedury,
  • prywatna służba zdrowia zabiera łatwe i dobrze płatne przypadki, odsyłając do publicznej przypadki trudne i powikłane, a te są nieopłacalne,
  • wymagania NFZ co do wyposażenia i standardów przekraczają potrzeby i zawyżają koszty,
  • trudno się dostać do lekarza,
  • trzeba długo czekać na leczenie,
  • tylko prywatnie mam wszystko na czas, ale drogo i tylko niektóre świadczenia.

Ile co kosztuje?
Wszystko to zbiega się do jednego mianownika - za mało pieniędzy w systemie. Być może tak, ale kto może to obiektywnie ocenić. Kalkulację kosztów robią świadczeniodawcy, więc strona zainteresowana ich podbijaniem. NFZ i MZ próbują stworzyć Agencję Taryfikacji, czyli de facto wycenić ile co kosztuje w medycynie. To również będzie ocena stronnicza, bo jako płatnicy, obie instytucje są zainteresowane zaniżaniem kosztów.

Oczywiście kalkulacja kosztów powinna być robiona. Powinna to robić niezależna grupa ekspertów, których podstawową wartością, oprócz profesjonalizmu, jest wiarygodność. Jak podadzą nieprawdziwe dane, tracą wiarygodność i miejsce na rynku, dlatego będą się starać być maksymalnie obiektywni. Nie mogą być związani ani z płatnikiem, ani ze świadczeniodawcą.

Drugim źródłem wiedzy o kosztach ma być wolny rynek. I to nie jest próba likwidacji publicznej służby zdrowia! Chodzi o realne oddzielenie płatnika od świadczeniodawcy. Realne, to znaczy przy pomocy klarownych reguł wolnego rynku.

Czy wiemy ile wyrostków, porodów, złamań, nowotworów, itp. wystąpi na danym terenie w ciągu roku? Oczywiście, że wiemy. Te liczby są znane i bardzo nieznacznie zmieniają się. Dlaczego więc nie ogłosić przetargu na leczenie tych schorzeń. Najtańsza oferta wygrywa. To trochę jak kupowanie rzeczy na aukcji. Każdy świadczeniodawca zgłasza swoją cenę i wolumen usług, które może wykonać. Płatnik wie, że powinien zakupić leczenie np. 5000 zapaleń wyrostka robaczkowego. Oferty od świadczeniodawców przychodzą, w sumie, na 8000 wyrostków po różnych cenach. Kupujemy 5000 najtańszych „wyrostków”.

Równoległa wycena przez niezależną grupę ekspertów pozwala uniknąć zawyżania cen i zmów cenowych. Szybko okaże się, ile pieniędzy potrzebujemy, żeby zapewnić koszyk gwarantowanych usług.

Koszyk po raz kolejny
Pytanie tylko, co to jest ten koszyk? Pani minister Kopacz chwaliła się ostatnio, że to właśnie ona wprowadziła ten koszyk. No cóż, może warto żeby Pani minister porozmawiała z pacjentami, którzy czekają na leczenie onkologiczne, albo ze szpitalami, które nie otrzymują pieniędzy za świadczenia wchodzące w skład „jej” koszyka, bo to są nadwykonania.

Koszyk świadczeń ma definiować te świadczenia, za które państwo jest w stanie zapłacić i dostarczyć obywatelowi w skończonym czasie (zapisanie do kolejki oczekujących nie jest terapią!!!).

„Gwarantowany” oznacza, że otrzyma go każdy obywatel! Takie podejście implikuje płatność z budżetu państwa, a nie z funduszu ubezpieczeniowego.

Podatek czy ubezpieczenie
Tu dochodzimy do problemu zbierania pieniędzy na ochronę zdrowia. Dzisiejszy system zarządzany przez NFZ, szumnie zwany ubezpieczeniem zdrowotnym, nie jest żadnym ubezpieczeniem, to zwykły podatek. Nic w tym złego, ale nie należy zafałszowywać pojęć!!!

Ubezpieczenie płacimy za samochód, za mieszkanie, itp. Wiemy co, i na jakich warunkach dostaniemy, a wszystko, co płacimy będzie obrócone wyłącznie na nasze potrzeby. Płacenie do „wspólnego kotła” i równe traktowanie wszystkich bez względu na wysokość płaconych kwot, to są cechy systemu podatkowego. Czyli płacimy PODATEK ZDROWOTNY!

Z podatku zdrowotnego Państwo ma nam zapewnić opiekę medyczną na takim poziomie, jaki jest możliwy w ramach zebranej kwoty. Co wchodzi w jej zakres (zawartość gwarantowanego koszyka), powinien ocenić specjalnie do tego powołany zespół fachowców (dobrze płatnych, bo decydują o wydatkowaniu miliardów). Zespół ten powinien najpierw stworzyć listę świadczeń medycznych, uszeregowanych od najniezbędniejszych i mających najwyższą wartość dla pacjenta i społeczeństwa. Następnie, znając koszty i liczbę wystąpień poszczególnych świadczeń w ciągu roku z jednej strony, i szacowaną kwotę podatku zdrowotnego z drugiej, powinien ocenić, które świadczenia, idąc od góry stworzonej listy, będą przez Państwo zakupione i zapłacone. To jest koszyk świadczeń gwarantowanych! Następnie NFZ realizuje na wolnym rynku zakupy z tak stworzonej listy, zaczynając od najważniejszych świadczeń, i schodzi na liście w dół dotąd, aż wyczerpie fundusze. Jest to system znany i stosowany na świecie.

Publiczna czy prywatna
Świadczeniodawcy PUBLICZNI i prywatni stają do przetargu na wykonanie tych świadczeń. Kontrakty otrzymują ci, którzy podali najniższe ceny, a przeszli poprawnie certyfikację pozwalającą na świadczenie usług medycznych.

Trzeba tu mocno podkreślić, że publiczna służba zdrowia staje do przetargów na tych samych warunkach co świadczeniodawcy prywatni. Słowo „publiczna” nie może być przyzwoleniem na niższą jakość, gorsze wyniki, słabszą efektywność. Obywatele oczekują służby zdrowia na tym samym wysokim poziomie.

Państwo może chcieć utrzymywać publicznych świadczeniodawców, jako sposób na obniżenie kosztów („u siebie” leczymy taniej). Taka postawa jest uzasadniona, jeśli wyniki placówek publicznych to potwierdzają.

Ważne jest natomiast zrównanie w prawach i obowiązkach wszystkich świadczeniodawców, bez względu na właściciela. Inaczej nie będzie mieć to sensu, a państwo będzie przyczyniać się do podziału Polski na bogatych i zdrowszych oraz biednych i gorzej leczonych.

Pozostaje pytanie czy państwo będzie dobrym zarządcą publicznych placówek służby zdrowia? W mojej opinii nie! Czy państwo powinno produkować samochody, lodówki, itp.? Każdy odpowie, że nie, bo taki zakład nie będzie dobrze zarządzany, i to prawda. Szpital „produkuje” coś znacznie bardziej skomplikowanego niż samochód czy lodówka, produkuje zdrowie. Wiara, że państwo będzie potrafiło zrobić to efektywnie, jest fałszywa. Nawet, jeśli państwo chce utrzymać własne szpitale, to powinny być one oddane w zarząd fachowcom.

Podatek, ubezpieczenie, państwo
Trzeba też zdać sobie sprawę z ograniczonej siły pieniędzy zbieranych w ramach dzisiejszego „ubezpieczenia” zdrowotnego. Za te pieniądze nie można wyleczyć wszystkich i wszystkiego. Leczenie części chorób i pacjentów nie może być sfinansowane tymi pieniędzmi, bo jest ich za mało.

Co z tym zrobić? Sprawa jest prosta, każdy może (ale nie musi) wykupić sobie ubezpieczenie zdrowotne i płacić taką składkę, jaką chce, w zamian dostając taką opiekę zdrowotną, jaka z tej składki wynika. Młodzi i zdrowi, wierzący w swoje szczęście, będą ryzykowali nie kupując ubezpieczenia, starsi i rozważniejsi wręcz przeciwnie. Każdy wie najlepiej, co mu potrzebne. Urzędnik nie powinien za nas decydować.

Jaka ma być rola państwa? Taka jak we wszystkich innych dziedzinach. Ma być regulatorem, a nie uczestnikiem rynku. Ma zapewnić leczenie tym, którzy sami sobie nie mogą zapewnić leczenia (efektywne wydatkowanie pieniędzy z podatku zdrowotnego). Tworzenie takich warunków przetargów, by odpowiedniej jakości opieka zdrowotna była dostępna w odpowiednim czasie.

Państwo ma promować i narzucać standardy postępowania medycznego. Ma dbać o odpowiednią co do czasu i jakości obsługę przypadków leczonych za pieniądze z budżetu.

Wszystkie powyższe działania nie są proste do wykonania, ale są logiczne i zrozumiałe. Dzisiejszy system, z całym jego zawikłaniem i absurdami, nie odpowiada potrzebom pacjentów i jest niezadowalający. Natomiast świetnie maskuje bałagan, niegospodarność i bezrobocie w branży medycznej. Mamy znaczący nadmiar sił i środków, w stosunku do pieniędzy z „ubezpieczenia” zdrowotnego. Nasze poradnie, szpitale, nasi lekarze, pielęgniarki, są w stanie leczyć znacznie większą liczbę pacjentów, ale nie mają za co. Wprowadzenie realnego ubezpieczenia zdrowotnego otworzy drogę do wykorzystania tego potencjału.

Zmiany w organizacji ochrony zdrowia i sposobu jej finansowania są konieczne, i to już!

Nikt z rządzących nie ma na nie ochoty, ale nie można czekać dłużej. Zacznijmy od podstaw. Z jednej strony zmieniajmy przepisy, z drugiej sprawdźmy, ile co nas kosztuje i oceńmy efektywność świadczeniodawców. Poznanie realnych kosztów leczenia pozwoli płacić odpowiednie pieniądze, tak, żeby rentowność była podobna bez względu na przypadek. To wyrówna szanse świadczeniodawców na każdym poziomie złożoności i kosztowności terapii.

Podsumowując – musimy przejść od samo-zadowalających wyobrażeń, do realnego świata i podejmować twarde decyzje zmieniające naszą służbę zdrowia. Może nowa ekipa podejmie to wyzwanie. Oby!

Artykuł klarowny i logiczny. Państwo powinno być strażnikiem zasad, a nie biznesmenem - święta prawda. Autor jednak robi jedno fałszywe założenie, uważa bowiem, że ludziom u władzy zależy na dobru państwa w którym żyjemy - nic z tych rzeczy, im zależy wyłącznie na władzy i korzyściach (pieniądzach) jakie z tego tytułu do nich płyną. Autor nie wziął pod uwagę kluczowego dylematu rządzenia tzw. dylematu Madisona. Rządzącym bardziej się opłaca robić biznesy i doprowadzać rządzony kraj do ruiny (kłamiąc przy tym ile to oni nie robią dla dobra społecznego) niż pilnować zasad. I to (niekompetencja i zakłamanie ich i wszystkich klakierów z instytucji przez nich opłacanych - czytaj państwowych) jest właśnie realnym światem.

Kraj, w którym rząd (o dowolnej orientacji) na wielką skalę zajmuje się biznesem, a nie ustalaniem i pilnowaniem zasad, prędzej czy później się zawali. W tym kontekście polecam zapoznanie się z cyklem Tytlera

Wracając do naszych problemów - sęk w tym, że społeczeństwo nie ma jak wpływać na władzę, poza tym w naszym społeczeństwie zbyt dużo jest beneficjentów, żyjących z dotacji państwa, a każdy z nich ma głos wyborczy. Nawet media przez super system koncesji wydawanych przez KRRiT są na pasku tegoż państwa. Naprawę służby zdrowia należy zacząć od naprawy mediów (ot choćby w taki sposób by ludzie mądrzy, tacy jak Marek Wesołowski, pojawiali się w ich) ale na to rząd się nie zgodzi - krytyki nikt nie lubi.

Gdzieś w internecie znalazłem bardzo mądre hasło: Skoro lekarze mają być odpowiedzialni finansowo za złe wypisanie recepty to też niech posłowie będą odpowiedzialni finansowo za swoje kłamstwa wyborcze i buble ustawowe.

[państwo] [władza]


 

2012.01.09 Poniedziałek

 

Będzie drożej

Lodówki i pralki idą w górę
[http://biznes.onet.pl/lodowki-i-pralki-ida-w-gore,18572,4992008,1,news-detal]

Sprzęt będzie drożeć. Powody: drogie euro, droga ropa i nieoficjalny eksport produktów z polskich fabryk – donosi "Dziennik Gazeta Prawna".

Dalej dziennikarskich wypocin nie ma co czytać. Istotę rzeczy, jak zwykle, tłumaczą komentarze internautów:

rolesz: Nic nie jest takie jak się nam sprzedaje to w mediach.
Tzw. ":trudności obiektywne" znane mi są z poprzedniej epoki. Za każdym razem słychać "to nie my, to oni". Tym razem jest nie inaczej. Coś mi się wydaje, że był jakiś myk z podażą pieniądza na rynek i teraz mamy odreagowanie. Jak inaczej przejść do porządku dziennego z stwierdzeniem "forint ciągnie złotego". Co ma piernik do wiatraka. To nie ceny rosną tylko pieniądz tanieje przez co relatywnie spadają zarobki.

Daleki: A kiedy z powodu wysokich cen ropy, kursu dolara i euro zaczną w górę iść pensje?! Producentom lodówek zyczę z całego serca spadku sprzedaży. [Mediom się udaje. Ten wpis świadczy o tym, że autor za źródło podwyżek uważa producentów.]

~alibabababa: Tylko debile które nie przekroczyły granic RP uwierzą w to że jakikolwiek sprzęt AGD lub RTV jest w Polsce tańszy niż za granicą jak np. Niemcy czy Holandia

~ojej: hahaha inflacja sie klania,ceny rosna co powoduje dewaluacje zlotego.Na koncu roku euro po 6 zl to scenariusz zupelnie mozliwy ale co zrobia wtedy kredyciarze.Proponuje sztucznie zablokowac ceny i zarobki moze zloty sie wtedy ustabilizuje [Mediom się udaje. To typowy wpis dla "ekonomisty" ukształtowanego przez media mainstreamowe.]


 

2012.01.08 Niedziela

 

Nauka

W trakcie prac nad fizyką życia ktoś zadał mi pytanie czy tworzę naukę, czy też paranaukę. Oczywiście emocje mówiły mi, że jak najbardziej naukę, problem był li tylko z tym, że pytający nie zdefiniował definiendum "nauka".

Wikipedia, źródło wyklęte przez "prawdziwych" naukowców w wersji polskiej podaje:

Nauka definicja 1
Nauka – autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek[1]. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki poprzez działalność badawczą prowadzącą do publikowania wyników naukowych dociekań. Proces publikowania i wielokrotne powtarzanie badań w celu weryfikacji ich wyników, prowadzi do powstania wiedzy naukowej. Zarówno ta wiedza jak i sposoby jej gromadzenia określane są razem jako nauka. [stan 2011.01.08]

i angielskiej:

Nauka definicja 2
Science (from Latin scientia, meaning "knowledge") is a systematic enterprise that builds and organizes knowledge in the form of testable explanations and predictions about the universe [stan 2011.01.08]

W czytanej przeze mnie książce Lucio Russo "Zapomniana rewolucja - grecka myśl naukowa, a nauka nowoczesna" autor zaproponował:

Nauka definicja 3
Każda teoria nosząca trzy wymienione niżej cechy będzie uznawana za naukową:

  1. Twierdzenia teorii nie dotyczą obiektów konkretnych, lecz specyficznych obiektów teoretycznych.
    Na przykład geometria euklidesowa może konstruować twierdzenia o katach czy odcinkach, termodynamika zaś – o temperaturze czy entropii jakiegoś układu; jednak w naturze nie istnieją kąty, odcinki, temperatury ani entropia.

  2. Teoria ma strukturę ściśle dedukcyjną, tzn. jest złożona z niewielu oznajmień podstawowych (zwanych aksjomatami, postulatami bądź zasadami) o własnych charakterystycznych przedmiotach i z metody – jednolitej i powszechnie przyjętej, pozwalającej wyprowadzać z niej nieograniczoną liczbę wniosków. Innymi słowy, teoria dostarcza ogólnych metod rozwiązywania nieograniczonej liczby problemów. Problemy te, formułowane w obrębie struktury danej teorii, są w rzeczywistości „ćwiczeniami”, w tej mierze, w jakiej miedzy specjalistami panuje powszechna zgoda co do metod, których można użyć do ich rozwiązywania i do sprawdzenia poprawności rozwiązań. Metodami podstawowymi są dowodzenie i rachunek. W tym więc sensie zagwarantowana jest „prawda” twierdzeń naukowych.

  3. Zastosowania do świata rzeczywistego oparte są na regułach odpowiedniości między przedmiotami [enti] teorii a obiektami konkretnymi.
    W odróżnieniu od twierdzeń zawartych w obrębie teorii, reguły odpowiedniości nie mają żadnej absolutnej gwarancji. Fundamentalną metodą sprawdzania prawomocności reguł odpowiedniości, tj. stosowalności teorii, jest eksperyment. Wszelako zakres prawomocności reguł odpowiedniości jest każdorazowo ograniczony.

E.O. Wilson w "O naturze ludzkiej" zaproponował:

Nauka definicja 4
Całokształt działań mający na celu opracowanie teorii. Gdzie teorię należy rozumieć jako: Najbardziej skrótowy model rzeczywistości

  • pozwalający ją zrozumieć oraz
  • umożliwiający w ramach założonej dokładności jej przewidywanie oraz
  • służący do realizacji wytyczonych celów (np. wygrania, wytworzenia)

Nauka definicja 5
Warto wymienić również wnioski Auguste Comte na temat rozwoju wiedzy. Otóż stwierdził on, że rozwój wiedzy odbywa się trzystopniowo. Najpierw jest

  • faza teologiczna - gdy w wyjaśnieniach zjawisk ludzie odwołują się do sił nadprzyrodzonych, istot boskich lub bóstwa, szczęścia;

    Po niej następuje:

  • faza metafizyczna – gdy ludzie wyjaśniają zjawiska poprzez abstrakcyjne pojęcia i rozumową spekulację (najczęściej oderwaną od rzeczywistości);

    Zwieńczeniem zaś jest faza pozytywna, czyli

  • faza naukowa - gdy ludzie formułują twierdzenia oparte na faktach i zależnościach współistnienia lub następstwa między faktami. W tej fazie ludzie mogą ustalać i przewidywać nieznane dotąd fakty.

Nauka definicja fizyki życia
Podsumowując: nauka to całokształ działań mających na celu tłumaczenie i jeśli się da przewidywanie rzeczywistości. A im lepiej tłumaczy i im wierniej przewiduje tym jest bardziej "naukowa".

Pomocnicze cytaty dla haseł: nauka
mit / nauka
nauka / religia


 

2012.01.05 Czwartek

 

Jak władza rządzi

W mediach wrzawa na temat wprowadzenia przez władzę ("państwo") nowej ustawy o refundacji leków. Dziennikarze nieudolnie pytają, a jak nieudolnie pytają to uzyskują nieudolne odpowiedzi. (Swoja drogą przeraża nieznajomość zagadnień, o których dywagują. Czołowi dziennikarze nie maja pojecia o ekonomii i naukach społecznych, wszystkie te ich dyskusje przypominają gadanine u cioci Kloci na imieninach. Nie potrafią jasno okreslić przyczyn problemu).

Znalazłem w necie bardzo zgrabne podsumowanie całego tego galimatiasu:

dlaczego prawdziwy problem jest zasłaniany tym, że lakarze protestują
05.01.2012 00:04
~lakarz

Pewnie wielu z Was zastanawia się o co chodzi w proteście "pieczątkowym" lekarzy. Część pewnie uwierzyła w słowa ministra zdrowia, albo szefa NFZ o niemoralnych lekarzach, którym "się nie chce", albo "są na smyczy koncernów farmaceutycznych" ewentualnie po prostu są złośliwi i odsyłanie kogoś z kwitkiem powoduje u nich wielokrotne orgazmy.

Pozwolę sobie wyjaśnić piekielność sytuacji. Niestety, będzie dość długo...

Jak wiecie, nowa ustawa weszła 1 stycznia, a w połowie grudnia zostały zapowiedziane protesty. Od czasu do czasu ktoś zarzuca, że ustawa jest znana już pół roku, a wcześniej było OK. Nie było. Już w maju poszedł pierwszy list z podpisami kilkunastu tysięcy lekarzy do minister zdrowia, że ustawa wprowadza bałagan i złe rozwiązania.
Pomijam oczywiście fakt, że rozporządzenie i lista leków zostały opublikowane na ostatnią chwilę (dokładnie 30 grudnia o 23.10 był dostępny komplet dokumentów), chyba po to, żeby nikt normalny nie miał szansy się z nimi zapoznać.

A jakie rozwiązania wprowadzają?

Nakładają kary na lekarzy, którzy przepiszą receptę niezgodnie z wytycznymi ministerstwa. Na pierwszy rzut oka oczywiste, przecież jeśli chcę brać pieniądze, muszę mieć wytyczne i ich przestrzegać. ALE:

  1. Muszę sprawdzić PEWNY dowód ubezpieczenia. W Polsce nie ma takiego dokumentu! Cały czas "jest wprowadzany" (od 2004 roku...). W związku z tym jest pełno różnych "dokumentów, które chwilowo świadczą o ubezpieczeniu". Jak to wygląda?
    Składka jest odprowadzona nie wtedy, kiedy pracodawca pobierze pieniądze z naszej wypłaty, tylko kiedy wpłaci je na konto NFZ. I to w terminie. Jeden dzień zwłoki sprawia, że na kolejny miesiąc jesteśmy nieubezpieczeni. Innymi słowy, najpowszechniejszy druk - RMUA, o niczym nie świadczy. Bo jak mogę brać odpowiedzialność za to, że ktoś zapomniał? Tak samo wygląda to z ZUSem. Jedyny pewny dowód, to potwierdzenie przelania składki z ZUS do NFZ. A takiego nie ma! Nawet dzieci, które obowiązkowo są ubezpieczone, mogą się załapać na "brak ubezpieczenia". Jak? Dzieci ubezpiecza albo "rodzic" albo "urząd" - każdy ma swoje oznaczenia. Jeśli podam na dokumencie zły kod, pacjent jest traktowany jako nieubezpieczony! A rodzice których pytam kto zgłasza dziecko do ubezpieczenia najczęściej nie wiedzą o czym mówię... Oczywiście za nieubezpieczonego płacę karę.
  2. Muszę sprawdzić, czy lek który przepisuję jest zarejestrowany w danej chorobie. Na pierwszy rzut oka znów OK. Ale tylko leki oryginalne mają pełną rejestrację. Zamienniki już nie. Dlaczego? Bo każda zarejestrowana "choroba" kosztuje. A wcześniej nikt nie dbał czy rejestracja jest czy nie, bo i tak stosowano tę samą substancję. Teraz np nie mogę dać Polocardu pacjentowi po zawale, bo tylko Aspirin ma rejestrację. A to ten sam lek. Pierwszy oczywiście dużo tańszy, ale nie ma rejestracji na zawał, mimo, że jest powszechnie stosowany. Jeśli go zapiszę, zostanę ukarana.
    Poza tym duża część leków zaczyna być stosowana poza pierwotnymi wskazaniami - na tym polega postęp w medycynie. Okazuje się, że lek działa też w innych chorobach, więc zaczyna się go tam stosować. Teraz ministerstwo tego zabrania.
  3. Muszę sprawdzić najnowsze obwieszczenie na stronie ministerstwa. Urzędnicy zapowiadają, że lista leków będzie się zmieniać tak często jak trzeba. Co to oznacza? Codziennie przed pracą będę musiała przejrzeć listę kilku tysięcy preparatów, żeby zobaczyć czy nic nowego nie doszło. Jeśli zapiszę lek ze "starej listy" nie wiedząc, że dziś rano wyszła nowa, zostanę ukarana. (PS. W momencie pojawienia się listy serwery MZ padły)
  4. Muszę mieć zaświadczenie od specjalisty. Taki druk jest ważny rok. Czyli co rok, nawet osoby które tego nie potrzebują muszą stanąć w kolejce do np. kardiologa. Tylko po papier. Jeśli natomiast dopiero rozpoznałam chorobę, np. alergię u małego dziecka, nie mogą dać mu tańszych leków od razu. Muszę mieć zaświadczenie. Czyli na kilka miesięcy (bo tyle czeka się na wizytę u specjalisty) pacjent dostaje tylko drogie leki. Dla wielu rodzin nie do wykupienia, więc dzieciak zostaje nieleczony. Jeśli się zlituję i wpiszę zniżkę, zostanę ukarana.
  5. Muszę określić, czy pacjent nie należy do jednej z 9 grup "zniżkowych" - np. kombatanci, krwiodawcy itd. Większość pacjentów nie nosi ze sobą zaświadczeń o przynależności do danej grupy. Poza tym większość tych zaświadczeń można łatwo sfałszować. I znów - to ja zostanę oszukana, ale to ja zapłacę karę.
  6. W tym całym zamieszaniu z papierami mam jeszcze mieć czas zbadać pacjenta i pomyśleć jak go leczyć. A później sprawdzić, czy urzędnik z NFZ mi na to pozwoli, bo może moja wiedza i publikacje naukowe nie wystarczą i dostanę karę...

Na przykładzie (naciągam tu trochę, ale sens jest zachowany) - przychodzi matka z małym dzieckiem. Nie wie jak dziecko jest ubezpieczone (już powinna dostać receptę na 100%). Dziecko ma alergie, musi dostać specjalne mleko, ale nie mam zaświadczenia od specjalisty (recepta 100%), w dodatku podejrzewam alergię, której objawem jest wysypka, a urzędnik NFZ uznał, że to mleko należy się tylko przy dusznościach (100%). Może jest już nowa lista i to mleko ma zniżkę, ale nie mam tego jak sprawdzić, bo strona ministerstwa padła. Tak czy inaczej do wyboru mam napisać receptę na 100%, albo przybić pieczątkę "do decyzji NFZ" - wtedy może jakaś refundacja będzie...

Musicie przyznać, że nie jest wesoło. Do teraz jakoś to działało, bo prawo było złe, ale nie było kar za naginanie go do realiów. Teraz są i muszę się sztywno trzymać. Do wyboru mam albo zaszkodzić pacjentowi, albo sobie. Nikomu nie życzę takich wyborów.

I dlatego piszę recepty z pieczątką "refundacja leku do decyzji NFZ". Żeby się wreszcie urzędasy zbudziły i zajęły tym, co powinni wprowadzić już dawno - kartą ubezpieczenia i ogólnopolskim systemem. A od leczenia wara - chyba, że chcecie się leczyć u urzędników... [http://www.tvn24.pl/1,251,24,95106048,235419458,3678400,0,forum.html]

Tak właśnie rządzi władza - zamiast tworzenia takich procesów i systemów by ułatwić życie społeczne, wprowadza system "haków", by w każdej chwili móc powiedzieć ten i ten obywatel lub ta i ta grupa społeczna to oszuści i złodzieje.

Jak widać narzucenie sprawdzania niesprawdzalnego i karanie za błąd jest jednym z elementów takiego rządzenia. Mogli by wprowadzić odpowiedzialność gdyby była norma sprawdzania czy pacjent jest ubezpieczony, ale takiej normy nie ma i co więcej władza nie potrafi jej stworzyć.

W przypadku lekarzy protest jest prosty i całkowicie zgodny z prawem - "nie mam pewności, podjęcie decyzji przekazuję urzędnikom NFZ", to, ze pacjent straci kupę czasu ni nerwów - to nie moja wina. Niestety w innych branżach nie ma jak zaprotestować przeciw podobnym antyspołecznym ustawom. W taki oto sposób władza rozwala to, czym w teorii ma zarzadzać.

[władza]


 

2012.01.02 Poniedziałek

 

Gryziński

Dostałem od Tomka Maciejewskiego link do strony o pracach Michała Gryzińskiego: http://www.cyf.gov.pl/gryzinski/

Nie wiem co z tematem Gryzińskiego zrobić.
Jego model atomu zgodny jest z moim Dualizmem Natury Rzeczy, jednak "oficjalna nauka" jedzie po nim równo.

W odniesieniu do "nauki oficjalnej" wraz z Gryzińskim siedzę na tym samym wózku, z tym tylko, że moja teoria jest sprawdzalna w każdym calu i w zasadzie przez każdego, kto zna logikę, teorię gier, teorię systemów, interesuje się biologią i naukami społecznymi oraz nie patrzy na świat po przez pryzmat własnego ja (nie jest naukowym oportunistą). Z jego teorią jest o wiele trudniej, bo nikt tak na prawdę elektronów nie widział.