Polecam
Wyprawy
Lata poprzednie
Rok 2017
Rok 2018

Fizyka Życia - Dziennik

Rok 2018

2018.09.30 Niedziela

 

Czy warto być uczciwym wobec...

 
Wygrywając z Amerykanami, Polacy zakwalifikowali się do finału MŚ w siatkówkę. Nie obejrzałem tego meczu, bo nie miałem ochoty na negatywne emocje, a nasi komentatorzy (polsat) byli defetystami. Nie lubię stylu "włażenia w cztery litery", który stosowany jest przez komentatorów głównie do potencjalnych faworytów. "Och jak ci Amerykanie świetnie grają! Och i Ach!". No i skutecznie mnie zniechęcili...

Na trawie pierwszy przymrozek...

Danusia za chwilę biegnie maraton... Potem impreza imieninowa, a w domu trzy koty...

Budzę się o 5.00 i przeglądam fejsa na telefonie i tam jeden wpis zmienia moje plany. Nie będę pisał o mechanizmach politycznych, napiszę o iterowanym dylemacie współpracy rozgrywanym w grupie.

 

Drugi policzek i bezbożna nauka

Ponieważ pytanie to zadał Paweł - nauczyciel matematyki - to nie mogłem nie odpowiedzieć. Tym bardziej, że od lat noszę się z opracowaniem materiału dydaktycznego poświęconego iterowanemu dylematowi aresztowanych rozgrywanemu w grupie.

Odpowiedzi na pytanie Pawła w stylu "Oczywiście, że nie warto. Tylko frajerzy tak robią." lub "Dane dobro zawsze wraca do dającego." to przykłady myślenia redukcjonistycznego, które w największym skrócie polega na poszukiwaniu jednej prostej reguły, która wszystko ma wytłumaczyć lub rozwiązać. Myślenie to, choć powszechne, jednak słabo sprawdza się w sytuacjach życiowych.

W Ewangelii wg Św. Mateusza czytamy: Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi (Mt 5,39). I oczywiście większość z nas interpretuje to zdanie w sposób redukcjonistyczny. Na przykład jak bloger:

Chyba wszyscy na pamięć znamy słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka. Są one jednymi z najbardziej znanych i zarazem jednymi z wzbudzających najwięcej kontrowersji i nieporozumień cytatów z Ewangelii. Wiele osób, traktując je bardzo dosłownie, zniechęciło się do Kościoła, uznając, że jest on dla frajerów i „ofiar losu”. Ktoś nas bije, oszukuje, wykorzystuje — no to pozwólmy mu na to i jeszcze zachęćmy by dalej to robił. Przecież to głupota, to stoi w sprzeczności z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, ja mam swoją godność, chrześcijaństwo jest zbyt radykalne jak dla mnie myślimy sobie. Z drugiej strony niektórzy katolicy, także biorąc sobie do serca słowa Jezusa, przyjmują postawę całkowicie odmienną i w dobrej wierze pozwalają na krzywdzenie siebie, godzą się na zło. Wydaje mi się, że Chrystus ucząc nas nadstawiania drugiego policzka, pragnął przekazać nam zupełnie co innego, chciał nauczyć nas miłości nie cofającej się nawet przed największymi poświęceniami, miłości nie tylko do bliskich nam osób ale i do nieprzyjaciół. Ale zarazem miłości dojrzałej a nie naiwnej.
W ostatnich zdaniach bloger interpretuje słowa Ewangelii na swój sposób. Oczywiście, każdy z nas, podobnie jak i on, ma z tym słynnym ewangelicznym wersem sporo kłopotu. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Chrystus mówi "nadstaw mu i drugi", a nie mówi "daj mu się lać bez końca po obu", ani też "pozwól mu na obcięcie ci ręki".

Czy myśl Jezusa można przeanalizować naukowo? Okazuje się, że jak najbardziej. Choć nauka zwykle kojarzy nam się z postawą antyreligijną, to jednak okazuje się, że niektóre dyscypliny naukowe zajmują się podobnymi zagadnieniami. Jednak jak do tej pory w kwestii "nadstawiania drugiego policzka" nie zajęły jasnego stanowiska. Spróbujmy zatem to zrobić, może się uda.

Badając naukowo szeroko rozumiany temat życia, prędzej czy później natrafiamy na matematyczną teorię gier, nieco później na jedno z kluczowych jej zagadnień - dylemat aresztowanych. A jeśli jesteśmy na prawdę mocno zmotywowani i chcemy temat gruntownie zgłębić to w końcu dochodzimy do iterowanego dylematu aresztowanych. Jeszcze dalej, jeśli nie zadowolimy się wyłącznie zrozumieniem tego o co w nim chodzi, lecz zaczniemy go badać przy wykorzystaniu analizy wrażliwości, dojdziemy do arcyciekawego wniosku: Jeśli rozpoznajemy drugą osobę pod kątem tego czy nadaje się ona do współpracy to Chrystus miał rację.

Dylemat aresztowanych,
jest kluczowym modelem poznawczym w matematycznej teorii gier. Wyobraźmy sobie, że aresztowano Jana i Ewę podejrzanych o udział w przestępstwie, zagrożonym karą 10 lat pozbawienia wolności. Jednak by wystąpić o taki wymiar kary prokurator nie ma dostatecznych dowodów. Może jednak każdą z tych osób skazać, jeśli druga złoży fałszywe zeznanie obciążające. Składa zatem Ewie (i Janowi) następującą propozycję: Ewo (Janie) zeznaj fałszywie przeciwko Janowi (Ewie), to puszczę cię wolno, jeśli nie zeznasz to posadzę ciebie dwa lata, paragraf się znajdzie.



Ryc. Ilustracja Dylematu Aresztowanych

 

W zależności od tego co każdy z nich zrobi efekt końcowy może być następujący:

  1. jeśli zachowają się lojalnie wobec siebie i będą milczeć, można ich będzie skazać tylko na dwa lata więzienia za jakieś mniejsze występki.
    Bilanse: Jana=-2, Ewy=-2, Jana i Ewy jako Grupy=-4;

  2. oboje mogą złożyć fałszywe zeznanie, każdy z nich będzie obciążać drugiego; wtedy co prawda nie dostaną maksymalnej kary, ale oboje otrzymają wyroki po 5 lat.
    Bilanse: Jana=-5, Ewy=-5, Jana i Ewy jako Grupy=-10;

  3. Natomiast gdy jedna osoba złoży fałszywe zeznanie przeciwko drugiej natomiast druga nie, wówczas druga osoba zostanie skazana na 10 lat odsiadki, natomiast pierwsza wyjdzie na wolność.
    Bilanse: Jana=0, Ewy=-10, Jana i Ewy jako Grupy=-10; (lub odwrotnie: Jana=-10, Ewy=0;)

Rozprawy obu aresztowanych są niejawne i żaden z nich nie wie, co zrobi ten drugi: czy zezna, czy też nie. Dylemat polega na tym, co gracz ma zrobić? Wyobraźmy sobie siebie na miejscu jednego z nich: najlepsza sytuacja dla mnie zachodzi, gdy ja go obciążę, a on mnie nie. Jednak nie jestem głupi i wiem, że tamten też to wie. Co zatem zrobić? Nie obciążać się nie opłaca, bo a nóż tamten mnie obciąży – i wtedy trafiam do więzienia na 10 lat. Bezpiecznie jest go obciążyć, bo jest szansa, co prawda mała, że tamten akurat mnie nie obciąży i wtedy zostanę puszczony wolno. Dylemat pogłębia się, gdy aresztanci przebywają w tej samej celi i mogą się dogadać. Oczywiście ustalą, że nie będą się nawzajem oskarżać, ale jakież katusze będą przeżywali podczas swojej rozprawy! Oszukać czy nie oszukać? Oszuka czy nie oszuka?

Dylemat aresztowanych jest świetną ilustracją tego, że:

  • wynik gry nie zależy wyłącznie od akcji pojedynczego gracza, lecz i od tego, jaki ruch wykona jego przeciwnik,
  • by grupa osiągała maksymalne korzyści, wszyscy jej członkowie muszą przestrzegać ustalonych umów,
  • maksymalny zysk osobisty osiąga ten, kto nie dotrzymuje ustalonych umów, podczas gdy pozostali lojalnie ich przestrzegają,
  • informacja (w postaci podjętej decyzji) steruje światem materialnym (konkretny wymiar kary).

Iterowany dylemat aresztowanych
polega na ciągłym rozgrywaniu dylematu aresztowanych. Ci sami gracze rozgrywają go wielokrotnie ze sobą. Decyzję o tym co mają zrobić (czy fałszywe oskarżyć przeciwnika czy nie) w rozgrywanej rundzie opracowują na podstawie informacji o tym co zrobił przeciwnik we wcześniejszych rundach.

Zagadnieniem tym w 1984 roku zajął się Robert Axelrod (1943-), amerykański politolog i matematyk, autor książki „Ewolucja współpracy”. Zaproponował on zorganizowanie turnieju, w którym w sposób ciągły rozgrywano by dylemat aresztowanych, kumulując wyniki uzyskiwane przez każdą ze stron. Wprowadzenie tej iteracyjności jest dość abstrakcyjne, bo jakiż sens ma stawianie oskarżonym raz za razem tej samej propozycji i przyglądanie się, jaki łączny wyrok sobie nawzajem fundują? Gdyby jednak nie chodziło o wyrok, lecz, na przykład, o pieniądze lub punkty przetrwania, zagadnienie miałoby jak najbardziej życiowy charakter. Turniej oczywiście rozegrano, a obserwacje okazały się nader ciekawe.

Zadaniem zaproszonych z całego świata naukowców było opracowanie w postaci podprogramów komputerowych najskuteczniejszych strategii rozgrywania tej gry. Strategię należy rozumieć dokładnie tak, jak została zdefiniowana: realizujący ją podprogram musi wyznaczyć akcję, którą ma wykonać gracz w bieżącej rundzie. W pierwszym kroku rozgrywki komputer prosił strategię gracza A o podanie akcji: „Co robisz? Zeznajesz czy nie?”, jednocześnie to samo pytanie zadawał strategii gracza B. Na podstawie udzielonych odpowiedzi odczytywał z tabelki wyroki i dodawał je do kont poszczególnych graczy. W każdym kroku obie strategie udzielały odpowiedzi, nie wiedząc, jaką akcję w tej rundzie podjęła strategia konkurencyjna, natomiast obu strategiom znane były wszystkie ruchy zrealizowane w poprzednich rundach oraz wszelkie informacje pochodzące z dotychczas przeprowadzonych rozgrywek pomiędzy innymi strategiami.

Kolejne rundy przebiegały dokładnie według tego samego scenariusza: strategie niezależnie od siebie udzielały odpowiedzi i na ich podstawie z tabeli wypłat odczytywane były wyroki i ponownie dodawane do kont graczy. Gra toczyła się, aż w pewnym losowym momencie ją kończono. Za zwycięską uważana była ta strategia, która uzyskała najmniejszy łączny wyrok.

Do turnieju zgłoszono następujące strategie:

Tabela różnych strategii
Nazwa Opis działania strategii L
Przyjazny Wet za Wet Zaczyna od współpracy, później robi to co zrobił przeciwnik w rundzie poprzedniej Nie
Nieprzyjazny Wet za Wet Zaczyna od fałszywego oskarżenia, później robi to co zrobił przeciwnik w rundzie poprzedniej Nie
Przyjazny Wet za Wet z losowością Zaczyna od współpracy, później robi to co zrobił przeciwnik w rundzie poprzedniej losowo jednak zmieniając tę decyzję Tak
Przyjazny Pawłow Zaczyna od współpracy, jeśli ruch okazał się korzystny to nie jest zmieniany w następnej rundzie, jeśli okazał się niekorzystny to jest zmieniany Nie
Skruszony Zdrajca Tak jak Przyjazny Wet za Wet, lecz czasem fałszywie oskarża zamiast współpracować. Jeśli przeciwnik na jego fałszywe oskarżenie odpowie fałszywym oskarżeniem to z powodu wyrzutów sumienia odpowiada współpracą. Nie
Naiwny Siewca Pokoju Tak jak Przyjazny Wet za Wet, czasem zmieniając fałszywe oskarżenie na współpracę Tak
50% Losowy Wariat Decyzję podejmuje losowo, z prawdopodobieństwem 50% na 50% Tak
Ponury Zdrajca Zawsze fałszywie oskarża Nie
Lojalny aż do bólu Zawsze współpracuje Nie
Niewybaczający Współpracuje, lecz gdy przeciwnik fałszywie oskarży, nigdy nie wybaczy i zawsze będzie fałszywie oskarżał Nie
Dostosowujący się Zaczyna w,w,w,w,w,o,o,o,o,o po czym podejmuje takie decyzje, które przyniosły mu najlepszy wynik w poprzedniej rundzie Nie
Powolny Współpracuje do momentu, gdy przeciwnik go fałszywie oskarży, po czym oskarża przeciwnika tyle razy ile ten go oskarżył, następnie dwukrotnie współpracuje. Nie

Turniej wygrała strategia nazwana przyjazny wet za wet. Zasada jej działania była dość prosta: w pierwszym kroku nigdy nie oskarżała fałszywie, a w następnych robiła dokładnie to samo co jej przeciwniczka w rundzie poprzedniej. Ciekawostką jest, że porównujący ją z innymi strategiami matematycy przypisali jej pewne ludzkie cechy, podając przy okazji bardzo ścisłe, matematyczne ich definicje:

Tabela cech strategii
Nazwa cechy Opis cechy
Przyjazna Zaczyna od współpracy
Gotowa do współpracy Nie zrywa współpracy jako pierwsza
Mściwa Bo na brak współpracy natychmiast odpowiada brakiem współpracy
Potrafiąca wybaczyć Na współpracę natychmiast odpowiada współpracą
Niezazdrosna Nie stara się osiągnąć wyniku lepszego niż przeciwnik
Przejrzysta Jest łatwa do zrozumienia przez przeciwnika
Sprawiedliwa (zapewniająca równość) Gwarantuje uzyskanie wyniku nie gorszego niż przeciwnik, gorszy może być zaledwie o stratę w pojedynczej rundzie. W porównaniu z przeciwnikiem nie straci dużo

Jak już wiemy turniej wygrał przyjazny wet za wet. Wracając do słów Chrystusa zauważamy jednak, że strategia ta nie nadstawia drugiego policzka. Wręcz przeciwnie, gdy ktoś ją uderzy ta od razu zwrotnie uderza w następnej rundzie. Czy Chrystus przesadził? Otóż okazuje się, że wcale nie. To naukowcy rozgrywający turniej spoczęli na laurach i nie przebadali tematu do końca. Zresztą trudno ich winić, bowiem analiza wrażliwości jako metoda naukowa i dziś nie jest popularna, a 30 lat temu tym bardziej mało kto o niej słyszał.

Analiza wrażliwości
jest znana w ekonomii i naukach technicznych. Polega ona na badaniu zachowania modelu dowolnego systemu spowodowanego:

  • zmianą warunków początkowych,
  • zmianą parametrów systemu,
  • zmianą struktury systemu,
  • zmianą warunków zewnętrznych,
  • wpływem zaburzenia.

Szczególnie ważne jest badanie wpływu tak zwanych zaburzeń, czyli zmian z pozoru nieistotnych, rzadko występujących lub wręcz nieprzewidywalnych.

Nietrudno jest sobie wyobrazić grę dwóch strategii przyjazny wet za wet. Obie w pierwszym ruchu nie oszukują i każda z nich otrzymuje najniższy wymiar kary - 2 lata, później obie robią dokładnie to co zrobił przeciwnik w rundzie poprzedniej, czyli również nie oszukują. I tak za każdym razem dodawane są do ich kont koleje 2 letnie wyroki. Dla przykładu, jeśli grają ze sobą dwie strategie przyjazny wet za wet to po 5 rundach każda z nich ma na swoim koncie po 10 punktów. Sumarycznie jest to wyrok najmniejszy z możliwych. Bo gdy zagrają ze sobą dajmy na to: przyjazny wet za wet z nieprzyjaznym wetem za wet to po pięciu rundach ten pierwszy będzie miał 30 (lat do odsiedzenia), a ten drugi 20.

Najlepszy wynik osiągną również i inne pary, na przykład: przyjazny wet za wet z przyjaznym pawłowem oraz przyjazny wet za wet z naiwnym siewcą pokoju. Jak nietrudno zauważyć wynik ten można osiągnąć wyłącznie wtedy, gdy cały czas obie strony nie oszukują, jakiekolwiek oszustwo, nawet jednorazowe, z dowolnej strony zawsze skutkuje gorszym wynikiem dla obu stron.

Przeanalizujmy teraz grę dwóch przyjaznych wetów za wet przy użyciu analizy wrażliwości. Wprowadźmy do ich gry zaburzenie. Wyobraźmy sobie, że w drugiej rundzie jedna ze strategii nagle, z niewiadomych przyczyn, oszukała. Taka jest istota zaburzenia - dzieje się coś czego wytłumaczyć się nie da, czego przyczyny nie znamy, to coś ma jednak wpływ na wynik. Wypłaty w kolejnych rundach układają się tak: (pierwsza strategia dostaje 2, druga dostaje 2) w drugiej rundzie pierwsza strategia z niewiadomych przyczyn oszukuje i od tego momentu wypłaty wynoszą (0,10), a potem (10,0), (0,10) i w piątej rundzie (10,0). Co daje łączny wynik 22 dla pierwszej strategii i 22 dla drugiej. A więc wynik zdecydowanie gorszy od najlepszego, który jak pamiętamy, po 5 rundach, wynosił (10,10)

Jak zatem widać gra dwóch najlepszych taktyk nie jest odporna na przypadkowe zaburzenie. Co zatem proponuje Chrystus? Jeśli ktoś fałszywie cię oskarży nie traktuj tego jako przejawu złej woli - nadstaw drugi policzek i sprawdź czy przypadkiem nie zrobił tego przez pomyłkę. Jeśli oberwiesz po raz drugi - to w tym momencie będzie to dla ciebie jasny sygnał, że to nie był żaden przypadek, lecz że masz do czynienia z egoistą, który dba wyłącznie o swój interes i to na dodatek twoim kosztem. Jeśli jednak nie nadstawisz drugiego policzka to przypadkowe zaburzenie sprawi, że obaj stracicie.

Przejdźmy teraz do kolejnej gry, która powinna zainteresować każdego nauczyciela: matematyki (ze względu na matematyczną teorią gier), biologii (zachowania społeczne obiektów żywych) i WOS (wiedzę o społeczeństwie). Grę tę można rozegrać na lekcji każdego z wymienionych przedmiotów, dzieci nieźle się będą bawiły, przy okazji będą mogły wyciągnąć ważne dla siebie wnioski, a nauczyciel w interesujący sposób przekaże swoim podopiecznym ogrom, mało znanej, wszak bardzo ważnej wiedzy.

Iterowany dylemat życia w grupie
jest rozbudowaną wersją iterowanego dylematu aresztowanych. Polega na tym, że gra kilkunastu graczy. Na sygnał prowadzącego uczestnicy losowo dobierają się w pary i podejmują decyzje o tym co zrobić. Następnie sprawdzają w tabeli wypłat, ile punktów zyskali i dopisują je do swojego konta. W grze tej można wykorzystać klasyczną tabelę wypłat:

Tabela wypłat w dylemacie aresztowanych
Jan oszukał
Jan nie oszukał
Ewa oszukała Ewa wyrok: 5
Jan wyrok: 5
Ewa wyrok: 0
Jan wyrok: 10
Ewa nie oszukała Ewa wyrok: 10
Jan wyrok: 0
Ewa wyrok: 2
Jan wyrok: 2

Tabela ta jest jednak dość trudna w interpretacji - wygrywa ten kto dostaje najniższy łączny wyrok. Wydaje się, że ze względów dydaktycznych ciekawszą będzie inna tabela - "Jak to w życiu". Tutaj gracze nie oskarżają się wzajemnie, lecz albo deklarują chęć współpracy z drugim graczem albo chęć okradzenia go. Jeśli złodziej trafi na złodzieja to razem tracą po trzy punkty, jeśli złodziej trafi na chętnego do współpracy to przejmuje jego 50 punktów - dochodzi do klasycznej kradzieży: to co zyskuje jeden, traci drugi. Jeśli okradany nie ma 50 punktów to zabierane mu są wszystkie, które posiada, a on sam wypada z gry. Natomiast para, w której obaj gracze wykażą się chęcią współpracy "wypracowuje" dla każdego po 10 punktów. Tabela ta wygląda w sposób następujący:

Tabela wypłat w dylemacie życia w grupie
Gracz 1 kradnie
Gracz 1 współpracuje
Gracz 2 kradnie Gracz 1: -3
Gracz 2: -3
Gracz 1: -50
Gracz 2: +50
Gracz 2 współpracuje Gracz 1: +50
Gracz 2: -50
Gracz 1: +10
Gracz 2: +10

Każdy z graczy na początku gry ma na swoim koncie 250 punktów. Przy takiej punktacji nauczycielowi łatwiej jest grę uwiarygodnić, ponieważ jak głosi jej nazwa bardziej odpowiada warunkom spotykanym w życiu. Co więcej, łatwiej jest również postawić jasny cel: wygrywa ten kto zgromadzi więcej punktów. A same punkty można po prostu porównać do pieniędzy - wygra ten kto będzie bogatszy.

Gdy kilka laty temu, na jakimś szkoleniu, sam grałem w tę grę, zabawa zaiste była przednia, a wnioski same wchodziły do głowy. Grę tę można dodatkowo urozmaicić i rozegrać ją w środowisku małej wioski, gdzie każdy każdego zna i każdy wie jak dany gracz zagrał w poprzednich rundach. Albo rozegrać w anonimowym wielkim mieście, gdzie w każdej z rund absolutnie nic o przeciwniku nie wiemy. Ciekawym urozmaiceniem może być wprowadzenie reguły, że aktualny stan konta każdego gracza jest znany i można odmówić rozegrania rundy skutkujący tym, że ten kto odmawia traci 1 punkt, a ten komu odmówiono ani nic nie traci, ani nic nie zyskuje.

Oczywiście by osiągnąć cel dydaktyczny, czyli po prostu by przekazać swoim podopiecznym wartościową wiedzę, która im się przyda w dalszym życiu należy po grze dokładnie omówić jej przebieg. W pierwszym rzędzie chodzi o metody (zwane inaczej taktykami), które podpowiadały im jak zagrać w danym spotkaniu z danym graczem. Niewątpliwie najwięcej w tym temacie będą mieli do powiedzenia zwycięzcy. Ale i ci którzy zgromadzą najmniej punktów prawdopodobnie też opowiedzą o ciekawej sytuacji jaką jest przymus współpracy. Gdy bowiem spotyka się dwóch graczy, a każdy z nich ma na koncie mniej niż 10 punktów to obopólna współpraca jest najkorzystniejszym ruchem. Na koniec zajęć można polecić obejrzenie filmu "Piekło na Pacyfiku", który opowiada o tym jak dwaj śmiertelni wrogowie znalazłszy się na bezludnej wyspie, po okresie bijatyk zaczynają żyć w pokoju. I chociaż trudno powiedzieć, że ich relacje są przyjacielskie to w końcu udaje im się porozumieć na tyle, że są wspólnie budują tratwę i podczas nawałnicy, wspierając się nawzajem, przepływają na większą wyspę, gdzie... ich dalsza historia wkracza już w kolejne, arcyciekawe zagadnienie zwane cyklem społecznym.

Myślę, że każdy kto zagra w dylemat życia w grupie, będzie dokładnie wiedział, że na pytanie Pawła nie ma jednej prostej odpowiedzi.


Prezentowane zagadnienia należą do Fizyki Życia - działu nauki, łączącego różne dyscypliny naukowe, którego celem jest wyjaśnianie problematyki życia i wzajemnych interakcji pomiędzy obiektami żywymi.

 


 

2018.09.15 Sobota

 

Somehow?

 

Jack Szostak: The Origin of Cellular Life on Earth

 

Zdjecie

01 With multiple bonds,
molecules like cyanide
and acetylene,

Zdjecie

02 And these molecules
can then start to
interact with each other

Zdjecie

03 and gradually build
up more complex
intermediates,

Zdjecie

04 ultimately leading
to the things we really
care about:

Zdjecie

05 the lipids that will
make membranes and
vesicles,

Zdjecie

06 the nucleotides that
will assemble into
genetic molecules like
RNA,

Zdjecie

07 amino acids that can
assemble into peptides,

Zdjecie

08 which may also play
roles in primitive cells.

Zdjecie

09 And somehow, and
this is the question
that my lab has really
been focused on,

Zdjecie

10 somehow all of these
molecules come together

Zdjecie

11 and assemble into
larger structures that
look and act like
cells

Zdjecie

12 that can grow and
divide.

And somehow, and this is the question that my lab has really been focused on, somehow all of these molecules come together and assemble into larger structures that look and act like cells that can grow and divide.

 


 

2018.08.25 Niedziela

 

Recenzja & Odpowiedź

 
Lektura „59 kluczy do zrozumienia zagadki życia” wywołała szereg refleksji, co oznacza że tekst jest wartościowy, bo zmusza do zastanowienia i do przemyślanej odpowiedzi na postawione w nim tezy. Moje skromne uwagi będą dotyczyły głównie spraw, że tak powiem, „ideowych”, zasadniczych. Od razu na wstępie zaznaczę, że jestem mocno krytyczny w stosunku do Teorii Ewolucji Darwina zarówno w wersji klasycznej jak i neo, więc moje opinie zapewne nie spodobają się, ale cóż to za wymiana myśli pomiędzy zgadzającymi się stronami – dopiero starcie się dwóch przeciwstawnych postaw, poglądów wprowadza ożywczy ferment.

Napiszę kiedyś dłuższy tekst ale teraz z braku czasu będzie krótko. „Klucze …” odebrałem jako przedstawienie teorii ewolucji za pomocą nowszych, elegantszych pojęć z zakresu biocybernetyki, automatyki, teorii informacji i temu podobnych. Pod tą ładną przykrywką jest stara XIX powiastka beletrystyczna uchodząca nie wiem dlaczego za teorię naukową. Jak wiesz teoria naukowa powinna być:

1 – zgodna z obserwacjami, zjawiskami i z wynikami innych udowodnionych teorii,
2 – spójna wewnętrznie – nie ma sprzeczności pomiędzy wnioskami wynikającymi z teorii,
3 – wyjaśniająca możliwie szeroki zakres znanych faktów z dziedziny której dotyczy,
4 – przewidująca nowe fakty i umożliwiająca ich doświadczalne potwierdzenie,
5 – z możliwie minimalną ilością założeń – zgodnie z „brzytwą Ockhama”.

Żaden z tych punktów nie jest spełniony a w szczególności 4. Analiza w jednym z moich tekstów który ci przesłałem. www.salon24.pl/u/piko/707301,indoktrynacja-na-poziomie-nauk-biologicznych-ewolucjonizm-v-kreacjonizm-cz-i

No i zgodnie z Poperowskimi kanonami powinna być FALSYFIKOWALNA. Co to znaczy falsyfikowalna? Zacytuję prof. Kazimierza Jodkowskiego filozofa nauki:

„Falsyfikowalność teorii wymaga, by wykluczała ona jakieś możliwe zdarzenia, i to im więcej, tym lepiej, by była do pewnego stopnia sztywna, by się nie dawała łatwo adaptować do rozmaitych możliwych faktów. Teoria absolutnie sztywna zostanie bardzo szybko odrzucona po konfrontacji z faktami, teoria absolutnie miękka nie zostanie odrzucona nigdy. Pierwsze niebezpieczeństwo nie istnieje, na szczęście wszystkie teorie są do pewnego stopnia miękkie. Jednak drugie niebezpieczeństwo jest realne.

Historia nauki zna przypadki proponowania absolutnie miękkich, czyli niepodatnych na empiryczną krytykę teorii. Jak sprawdzić, co w danej teorii jest twardym elementem? Najlepiej testować teorię. Jak wiadomo, teorię testuje się wyprowadzając z niej konsekwencje i porównując je z obserwacjami lub eksperymentami. Żeby teorię poddać testowi, musi ona coś przewidywać.

Co przewiduje teoria ewolucji?

Philip Kitcher twierdzi, że niewiele, jeśli coś w ogóle:

Gdybyśmy wiedzieli wystarczająco dużo na temat sposobów, w jakie środowiska będą się zmieniały, gdybyśmy wiedzieli wystarczająco dużo o genetyce organizmów — nie tylko samych naczelnych, ale zwierząt i roślin, z którymi wchodzą we wzajemne oddziaływania — wówczas być może moglibyśmy przewidzieć przyszłą ewolucyjną drogę naczelnych. Ale założenie, że wiemy — albo powinniśmy — wiedzieć wystarczająco dużo, jest wyraźnie absurdalne [...].

Kiedy [biologowie ewolucyjni] próbują rozwiązać problem, jak jakiś gatunek będzie ewoluował, prawie wszystko jest potencjalnie istotne. Mała środowiskowa zmiana może przenieść falę uderzeniową przez cały ekosystem, narzucając nieprzewidywalne wymogi badanemu gatunkowi. Ważne kwestie rozgałęziają się bez końca.

Dziwaczność tej sytuacji wzmaga się jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że teoria ewolucji nie jest w stanie przewidywać przyszłości, gdyż wiemy za mało o obecnym stanie rzeczy. Jednak o przeszłych epokach, o tym, co było miliony lat temu, wiemy jeszcze mniej i nie przeszkadza to snuć uczonym szczegółowe scenariusze. Nieodparcie nasuwa się podejrzenie, że większa wiedza paraliżuje ewolucjonistów, natomiast swobodnie i z rozmachem przedstawiają swoje wizje, gdy nie są krępowani znanymi faktami, gdy są bardziej oderwani od empirii.

Różnica między przewidywaniem w przod i w tył polega na tym, że tego, co będzie, kompletnie nie znamy, natomiast to, co było, jest mniej lub bardziej znane. Retrodykcja, w której teoria ewolucji święci takie tryumfy, jest przewidywaniem po fakcie. Wyjaśnienia, jakich dostarcza teoria ewolucji, to wyjaśnienia po fakcie."

Dalej są fajne przykłady pokazujące jak zapędzano ewolucjonistów w „kozi róg”.

Zacząłem pisać tekst zestawiający Teorię Ewolucji Darwina z psychoanalizą Freuda i ekonomią Marksa. Teorie te mają wspólny mianownik – nie są falsyfikowalne.

Wracając do książki – jest to bardzo dobrze i przystępnie przedstawiona dosyć szczegółowa wiedza z zakresu biologii. Natomiast wątek rozwiązania zagadki „jak to się porobiło” nie trafia do mnie (podkreślam do mnie). Również użycie pojęć z dziedzin o których wspomniałem nie rozjaśniło mi niczego. Dla mnie istotne są fakty w postaci wyników badań naukowych, a tu teoria ewolucji nie ma zastosowania. Biolodzy molekularni badają projekt a nie bawią się przypadkiem. Jak zbiorę, to Ci podeślę cytaty z wypowiedzi kilkunastu noblistów, z biologii, chemii, fizyki, matematyki, astronomii w których wykluczają przypadek jako sprawcę życia.

Dzięki za uwagi

Poskutkowały one dodaniem do wstępu dwóch akapitów:

[begin]
Naukę rozumiem jako całokształt działań mających na celu zrozumienie rzeczywistości. Do najważniejszych zadań nauki należy zatem konstruowanie modeli poznawczych i, w przypadkach w których jest to możliwe, konstruowanie modeli przewidywawczych, służących do przewidywania przyszłych zdarzeń (przewidywanie dokładne) lub trendów (przewidywanie szacunkowe). Według Fizyki Życia całkowite i bardzo dokładne przewidywanie przyszłości nie jest możliwe. Życie jest bowiem w znacznej mierze oparte na matematycznej teorii gier, statystyce i zjawiskach nieliniowych. Dlatego modele przewidywawcze Fizyki Życia przypominają modele tworzone przez meteorologów do przewidywania pogody.

Fizyka życia, nie twierdzi również, że życie powstało przypadkiem. Życie jest wynikiem takich a nie innych właściwości cząstek chemicznych, które to właściwości, na zasadzie samowzbudnej, wygenerowały proces ewolucji biologicznej, który zwrotnie zaczął zmieniać te cząstki i ich właściwości, tworząc z nich coraz to bardziej skomplikowane systemy. Od samego początku celem głównym tych systemów była absorbcja zasobów zewnętrznych w celu zbudowania się i powielenia. Od pewnego momentu systemy te zostały uznane przez nas ludzi za obiekty żywe. W procesie naprzemiennej interakcji proces ewolucji biologicznej zmieniał kolejne pokolenia tych obiektów, a obiekty zmieniały ten proces. Zarówno obiekty jak i proces stawały się coraz bardziej skomplikowane. Obiekty należące do niektórych grup tych obiektów, zwanych przez nas gatunkami, stały się w naszym ludzkim pojmowaniu obiektami doskonałymi. Czy ta doskonałość jest dziełem przypadku? Tak, ale nie przypadku pojedynczego, lecz niewyobrażalnej liczby przypadkowych zmian, z których mechanizm ewolucji biologicznej, zwany zapadką ewolucyjną, wybierał tylko te korzystne. Doskonałość, z którą mamy obecnie do czynienia jest kilkumiliardoletnim nawarstwieniem się tych korzystnych zmian.
[end]

Problemem jest zapewne to, że ty jak czytasz o życiu to wszystko od razu przykładasz do swoich poglądów w tym zakresie. I z definicji odrzucasz to co do tego poglądu nie pasuje.

"Życie nie powstało przypadkiem" - jest to intuicyjnie poprawny dogmamat, ale intuicyjnie. Mnie też on męczył aż do momentu zrozumienia mechanizmu ewolucji biologicznej, który nazwałem zapadką ewolucyjną. Mechanizm ten skumulował miliardy korzystnych przypadków, w wyniku których jesteśmy my.

"Nauka musi przewidywać" - nie musi. To kolejny dogmat zwany myśleniem redukcjonistycznym. Zauważ, że nikt nie potrafi przewidzieć kto zostanie mistrzem świata w przyszłym turnieju. Przewidzieć to zresztą złe słowo bo jeśli w turnieju bedzie grało 40 drużyn to wystarczy zaledwie 40 jasnowidzów i jeden z nich na pewno przewidzi ze 100% dokładnością :). W rzeczywistości istnieje cała gama zjawiski nieprzewidywalnych, którymi zajmują sie np. meteorologia i matematyczna teoria gier. One odpowiadają niedokładnie bo nie ma takich komputerów (i nie będzie), które mogłyby przetworzyć konieczne do dokładnej odpowiedzi dane, co więcej nie jesteśmy w stanie nawet tych danych rzetelnie zebrać:
Bariera przetwarzania informacji
Bariera obiektywnej obserwacji.

Meteorologia daje jednak w jakimś tam stopniu przybliżone zmiany pogody, natomiast mtg zdecydowanie nie potrafi odpowiedzieć na pytanie "Który z dwóch mistrzów dziś wygra?"> Mówi natomiast co trzeba robić by podnieść prawdopodobieństwo wygranej.

Co do autorytetów, to niestety je olewam. Raz bo po jednej i drugiej stronie jest ich mniej wiecej tyle samo, dwa po tym jak autorytety zobaczyły na własne oczy doświadczenie Galileusza jak zrzucił dwie kule i jednocześnie uderzyły o bruk i nie uwierzyły w to co widziały - tak były przywiazane do swoich przekonań. I trzy: obliczenia Hoyle'a choć poprawne to zostały zrobione "nie dla tego zagadnienia" - chłop rozwiazał nie to zadanie co trzeba. I po cztery: mówić "niemożliwe", "to nie tak" bez podawania własnego alternatywnego modelu poznawczego - każdy potrafi.

Wielka szkoda, że zupełnie nie przemówiły do ciebie moje opisy z innych dziedzin poza tymi znanymi biologii, z którymi w zasadzie się nie dyskutuje. Ale z pozostałymi poruszonymi przeze mnie zagadnieniami z innych dziedzin też się nie dyskutuje - one też sa oczywiste. Szkoda bo celem tej książki jest by czytelnik właśnie się na nich skupił, je poznał i w oparciu o nie zbudował sobie aparat pojęciowy do stworzenia modelu poznawczego takiego, jaki mniej więcej ja mam w głowie. Czyli jak na razie "palę na panewce".

Zadam ci na koniec jedno dość proste pytanie: Czy uważasz, że na ukształtowanie człowieka z zarodka mają wpływ jakieś inne czynniki, niż te które są obecnie znane? Generalnie chodzi mi o czynniki sprawcze zwane popularnie siłami nadprzyrodzonymi?

A i na koniec goraco polecam przeczytanie książeczki Ernest'a Zebrowskiego "Niespokojna planeta" - w bardzo przystępny sposób wprowadza on do aparatu pojęciowego i matematycznego służącego do analizy zbiorowisk, w których zachodzą procesy nieliniowe.

 


 

2018.08.24

 

Ciekawe spojrzenie

 
Nie tylko PIS, ale wszędzie tam gdzie rządzą już chazarzy, jest to dla nich idealny system, bo jak się podziela na dwie grupy, i jedna nie rusza drugiej po wyborach, mogą pogrywać sobie z narodami w kulki. Jak się naród wkurzy na bandytów to ze zemsty wybierze złodziei, a jak złodzieje ich okradną to wybiorą sobie znów bandytów. Chazarowie podpatrzyli ten fenomen u dzieci, ze jak tata nakrzyczy to biegną do matki, a jak matka nakrzyczy to biegną do ojca. W ten sposób zachowają władzę na wieki. A to tylko dwie strony tego samego medalu. A jak któremuś zależy, albo pochodzi z układu, może przeskoczyć do tych drugich, i zostać ministrem nawet wbrew woli wyborców. Tak wiec nie tylko pis dąży do tego, ale każda partia, będzie dążyć, jak osiągnie taka możliwość, a Polacy goje, będą głosować jak na wyścigach konnych, głosować na tego kto prawdopodobnie wygra, bo głupi goj lubi wygrywać i być dumny ze zagłosował jak na wyścigach i wygrał, jego partia wygrała, a gdyby zagłosował na jakaś mała nowa partie czy ludzi bezpartyjnych, to wie ,ze nie wygra i nie zagłosuje. Żydzi to wiedza o gojach, wiec mogą sobie ustawiać tak wybory jak chcą. Polski goj zagłosuje zawsze na tego co najczęściej zobaczy w telewizji, a za prawdę uważa to co najczęściej mu mówili. Polski goj wie o tym , ale nie łączy tego ze swoim życiem. Tak wiec zrobią z polskiego goja to samo co z amerykańskiego goja. Później ustala próg wyborczy na 15 procent i po 50 milionów dotacji na wybory, i będą mieli władzę już na zawsze i to za pełna aprobata goja. I wszystko będzie zgodnie z prawem jak w Korei Północnej.

 


 

2018.08.12

 

Liberty International Conference

Krakow 2018

 

Pełny opis konferencji Liberty International Kraków 2018

 

 


 

2017.08.21-28

 

Dolomity !!!

Cena przewodnika ferrata/wspinanie zaczyna się od 280€


No cóż, powtórzę dokładnie to samo co zawsze mówię: "Można podwoić wielkość czcionki i dodać jeszcze kilka wykrzykników, ale to i tak nie odda tego co czuję gdy jestem (jesteśmy) w Dolomitach i z wywieszonym jęzorem ganiam(y) po tych przewspaniałych górach.". Dla mnie jest to najlepszy rodzaj wypoczynku.

Pojechaliśmy wielka 9-osobową ekipą: Niuńki, Wrońskiany, M&B&A i my.

 

Pełny opis Dolomity 2018

 

Dzień po dniu
2018.07.21
Sobota
Sentiero attrezzato na Falzarego + Muzeum.
2018.07.22
Niedziela
Piz de Lec. Klasyka po drabinach.
2018.07.23
Poniedziałek
Via ferrata delle Trincee - La Mesola 〈2727 m〉
2018.07.24
Wtorek
Via ferrata Cesare Piazzetta z wejściem na Piz Boe (3152 m)
2018.07.25
Środa
Via ferrata Brigata Alpina Tridentina na szczyt Pisciadù (2985 m)
2018.07.26
Czwartek
Via ferrata degli Alpini, Col dei Bos (2559 m)
2018.07.27
Piątek
Via ferrata Sci Club 18, Monte Faloria (2123 m)
2018.07.28
Sobota
Powrót. Start o 4.00


 

2018.06.18 Poniedziałek

 

Model Kübler'a-Ross'a

 
The Kübler-Ross model (otherwise known as the five stages of grief) postulates a progression of emotional states experienced by both terminally ill patients after diagnosis and by loved-ones after a death. The five stages are chronologically:

  1. denial
  2. anger
  3. bargaining
  4. depression
  5. acceptance

Model Kübler'a-Ross'a (znany również jako pięć etapów smutku) postuluje rozwój stanów emocjonalnych doświadczanych przez których poinformowano o nieuchronnej śmierci oraz przez osoby, które utraciły bliską im osobę.

Pięć etapów występuje w następującej kolejności:

  1. zaprzeczenie
  2. gniew
  3. irracjonalne próby odmienienia sytuacji
  4. depresja
  5. akceptacja

     


 

2018.06.15

 

Spadek inteligencji z pokolenia na pokolenie

 
Wyniki badań nie pozostawiają złudzeń. Dramatyczny spadek inteligencji z pokolenia na pokolenie

Dramatyczny spadek wyników na IQ. Obecnie średnia inteligencja obniża się o 7 punktów na każde pokolenie. Jeszcze w XX wieku obserwowano wzrost IQ, tendencje odwróciły się w ostatnich 20 latach.

Naukowcy przeanalizowali ponad 730 tysięcy testów na inteligencję. Badania opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” wskazuje, że XXI wiek przyniósł odwrócenie tendencji, zgodnie z którą widać było, że dzieci były inteligentniejsze od ich rodziców.

Norwescy naukowcy analizując wyniki z wielotysięcznej próby doszli do wniosków, że średni iloraz inteligencji jest niższy o 7 punktów w każdym kolejnym pokoleniu.

Różnice te widać od czasu osób urodzonych w latach 70., które statystycznie są mniej inteligentne niż te z lat 60., a już osoby urodzone w latach 90. są średnio o 5 punktów mniej inteligentne niż te z poprzedniego dziesięciolecia.

Naukowcy wyjaśniają, że ma to związek między innymi z programami edukacyjnymi w szkole, ale też z zajęciami pozaszkolnymi. Dawniej więcej czytano czy rozwiązywano krzyżówek.

Z kolei według badań Brytyjczyków taki spadek poziomu IQ widoczny jest już od zakończenia II Wojny Światowej. Z ich wyników można wywnioskować, że jest to związane ze zmianą typu społeczeństwa na informacyjne.

[Źródło]

Chyba jedyne sensowne komentarze pod tym artykułem dali libertarianin.tom: Sto lat socjalu, przymusowych ubezpieczen, zwiazkow zawodowych, … oraz dr Grzegorz: Rujnujacego feminizmu, emancypacji, genderactwa...

Dokładnie tak, kłania się eksperyment Calhouna i jego pięknisie.

 


 

2018.06.03 Niedziela

 

Weto ludowe

 

AUTORYTARYZM

Nie mówcie nam o demokracji, bo jej nie ma!

Marian Waszkielewicz

Uważacie, że mamy w Polsce demokrację, bo możemy jeszcze krytykować rządzących, bo nie ma instytucjonalnej cenzury, bo nie pałują demonstracji, bo obok reżimowych są jeszcze wolne media? Tak, to wszystko jeszcze mamy i będziemy mieć tak długo, jak długo wódz rządzącej większości sejmowej zechce. Każdy wódz, nie tylko PIS.

Jeśli dobrze pokombinuje przy ordynacji wyborczej i zapewni sobie zwycięstwo w każdych wyborach, to na pewno złapie nas wszystkich za twarz i uchwali ustawę zabraniającą krytyki rządzących, wprowadzi instytucjonalną cenzurę, zabroni demonstracji antyrządowych, zlikwiduje wolne media. Co zrobicie jeśli którejś nocy sejm uchwali te restrykcyjne ustawy, senat z rana klepnie bez uwag a Pan Prezydent pośpiesznie podpisze? Nic nie zrobicie, bo nie będziecie mogli nic zrobić. Będzie tak samo jak z ustawami o sądownictwie. Nieskutecznie zademonstrujecie, policja was spałuje, a następnie zajmiecie się własnymi życiowymi sprawami. Wasze hasła NIE POZWOLIMY, ZABRONIMY, NIE ZGODZIMY SIĘ możecie sobie między bajki włożyć.

Nie będziecie mogli nic zrobić, bo nie mamy demokracji, bo od zwykłego obywatela nic w Polsce nie zależy. Zatem czy panujący w Polsce ustrój możemy nazwać demokracją jeśli wszystkie demokratyczne prawa i swobody zależą od kaprysu prezesa?

Wiecie jaki mamy w Polsce ustrój? Powiem wam – AUTORYTARYZM.

Z USTROJEM AUTORYTARNYM MAMY DO CZYNIENIA WTEDY, KIEDY WŁADZA JEST SKUPIONA W RĘKACH PRZYWÓDCY I JEGO NAJBLIŻSZEGO ŚRODOWISKA. DECYZJE PODEJMOWANE PRZEZ PRZYWÓDCĘ AUTORYTARNEGO ZATWIERDZANE SĄ PRZEZ PODPORZĄDKOWANY MU PARLAMENT.

Czy nie jest tak w Polsce? Czy tak jest tylko wówczas kiedy większość w sejmie ma PiS? Nie. Tak jest niezależnie od tego kto rządzi. Opozycja parlamentarna i obywatele w takim ustroju nie mają żadnego znaczenia. Jeżeli autorytarny przywódca czegokolwiek się obawia, to spadających słupków sondażowego poparcia, ale jak wyżej napisałem, jest w stanie z tym poradzić poprzez odpowiednią „modernizację” ordynacji wyborczej. Kto i jak mu zabroni? Nie wiem czy aktualnie rządzący PiS to zrobi, ale nie widzę siły, która mogłaby w tym przeszkodzić. W jego dyspozycji są wszystkie służby siłowe, od straży marszałkowskiej po wojsko. Jesteśmy bezsilni.

Jedyną nadzieją są wybory w 2019 roku podczas których możemy naszemu przywódcy odebrać władzę. Może do tego czasu nie zdąży tak spreparować ordynacji wyborczej aby głosowanie wyborcze kończyło się 99% poparcia przewodniej partii.

Konstytucję mamy tak napisaną, że jak wódz większości sejmowej chce, to wódz może. Może wszystko. KAŻDY WÓDZ, NIEZALEŻNIE OD BARW PARTYJNYCH.

Jeżeli w 2019 roku PiS nie wygra wyborów parlamentarnych to co w Polsce się zmieni? Nic się nie zmieni. Nowi władcy podporządkują sobie kraj. Nasz aktualny ustrój może stać się nieco bardziej demokratyczny jedynie wówczas kiedy większość sejmową będzie stanowić koalicja przynajmniej dwóch partii i prezydent wybrany z opcji innej niż rząd. Taki podział sił w parlamencie jest lepszy, ale tylko trochę lepszy. Nadal uchwalane będą nieodwoływalne ustawy, a opozycja i obywatele nie będą mieć na to żadnego wpływu. Nadal będzie trwać wojna na górze, w której górą zawsze jest większość sejmowa. Niezależnie od opcji politycznej każda większość sejmowa uwłaszczy się na Polsce. Ćwiczymy to już prawie 30 lat. Partie polityczne w naszym obecnym ustroju prą do władzy właśnie dlatego, że jest to fajny biznes. Odpowiedzialność przed Bogiem i historią a apanaże olbrzymie. Załapanie się do zarządu spółki skarbu państwa ustawia podnóżka prezesa na całe życie. W ciągu dnia zarobić może więcej niż wielu z nas przez cały rok. To się nazywa wówczas realizacją programu wyborczego. Mają prawo to korzystają.

Co możemy zrobić aby uzdrowić demokrację?

Powinniśmy powołać do życia partię antyautorytarną i wygrać wybory osiągając większość konstytucyjną. Partia ta, jako główny punkt programu powinna przyjąć zmianę Konstytucji Rzeczypospolitej, do której w pierwszej kolejności wprowadzi WETO LUDOWE (OBYWATELSKIE) polegające na tym, że na żądanie 300 000 obywateli uprawnionych do głosowania przedstawia się pod ogólnopolskie głosowanie ustawy Rzeczypospolitej. I to głos większości biorących w nim udział decyduje o odrzuceniu lub akceptacji ustawy.

Do tej partii powinniśmy przyjąć wszystkich chętnych chcących pracować na rzecz zmiany ustroju Polski z autokratycznego na demokratyczny, którzy ukończyli 18 rok życia, nie są ubezwłasnowolnieni i nie posiadają wyroków skazujących, niezależnie od przynależności do innych partii politycznych dziś i w przeszłości.

  • WETO LUDOWE spowoduje, że niemożliwe będzie autorytarne władanie Polską, wbrew woli obywateli. Dopilnują tego organizacje polityczne i społeczne, które będą w stanie namówić 300 000 obywateli do podpisania listy żądającej przeprowadzenia głosowania w sprawie odrzucenia ustawy. Polscy obywatele uprawnieni do głosowania zdecydują większością głosujących o tym czy ustawa ma być odrzucona, czy stosowana.

  • WETO LUDOWE spowoduje, że ustawy nie będą pisane na kolanie i przepychane przez parlament wolą minimum 231 posłów. Takie ustawy z pewnością będą poddane głosowaniu.

  • WETO LUDOWE spowoduje, że ustawy będą wynikiem kompromisu sił politycznych i społecznych zdolnych do zebrania 300 000 podpisów w sprawie odrzucenia ustawy. Utrudni to pracę politykom, ale z korzyścią dla obywateli.

  • WETO LUDOWE spowoduje zanik podziału parlamentu na większość sejmową i opozycję, co doprowadzi do powołania rządu składającego się z konkurentów politycznych i realizacji najlepszych konkurencyjnych programów, bo każda partia sejmowa posiada przynajmniej 5% zwolenników popierających jej program.

  • WETO LUDOWE spowoduje powstanie stabilnego rządu, który nie będzie wymieniany w 100% po kolejnych wyborach.

  • WETO LUDOWE zakończy wojnę na górze, a parlamentarne dyskusje będą merytoryczne a nie emocjonalne.

  • WETO LUDOWE przyczyni się do powstania w Polsce społeczeństwa obywatelskiego, gotowego poświęcić własne korzyści dla dobra wspólnego.

  • WETO LUDOWE obniży znaczenie politykom na rzecz upodmiotowienia obywateli.

  • WETO LUDOWE zabierze mediom możliwość urabiania opinii publicznej w temacie ustaw.

 


 

2018.06.01

 

Jordan Peterson

 
Psycholog kliniczny z Kanady – Jordan Peterson – Wykładowca Uniwersytetu z Toronto w swoich dyskusjach i prelekcjach walczy z poprawnością polityczną, neomarksizmem, postmodernizmem i kolektywizmem pod wszelkimi jego postaciami.

jest to typowy przykład dyskusji pomiędzy odoba myślącą w schematach mitycznych i redukcjonistycznych (dziennikarka) i osoba myślącą w schematach myślenia systemowego, mnogościowego i życiowego (Peterson).

Z jednej strony widać jak mało intelektu wymaga i jak mało kosztuje formułowanie tez redukcjonistycznych i jak potężnego intelektu potrzeba i jak kosztowne jest formułowanie tez mnogościowych. Z drugiej zaś widać kunsz negocjacyjny Petersona, dziennikarka jest prymitywna jak większość jej kolegów i koleżanek.

 


 

2018.05.25 Piątek

 

RODO

 
Wczoraj zaczęło obowiązywać

RODO ma za zadanie pozbawić nas, ludzi, jakiejkolwiek informacji o drugim człowieku. Oczywiście ICH to prawo nie dotyczy, mają o nas pełną informację, dla naszego dobra i bezpieczeństwa. Kara za nieprzestrzeganie tego prawa wynosi max. 20 milionów euro. A gdyby to było mało, to 4% wartości rocznego obrotu podpadniętej firmy. W wersji oficjalnej prawo to ma doskonale, a w każdym razie lepiej niż dotychczas, chronić nasze drogocenne dane osobowe.

 

 
Wiele osób na tym zarabia, dlatego jest tak dużo informacji popierających, ale prawda jest taka jak napisał internauta cytowany na początku. To narzędzie terroru państwowego - przepisy niejasne, życzeniowe i zależne od arbitralnej interpretacji. Dzięki nim będzie można wybrane firmy zabić lub trzymać w szachu, a wybranym firmom odpuszczać.

 


 

2018.05.18

 

Nie chcieli sprzedać leków w aptece, bo zabrakło mu trzech milimetrów

 
Pacjentowi, który przyszedł do apteki w Lublinie z wysoką gorączką, odmówiono zrealizowania recepty, bo ta była za wąska o 3 milimetry.

„Dostałem od lekarza receptę o 3 milimetry za wąską. W aptece nie chcieli mi jej zrealizować, tzn. chcieli, ale na 100 proc. Innymi słowy, realizację ubezpieczenia zapewnia tylko pasek papieru o sprecyzowanej przez Ministerstwo Zdrowia szerokości. Trzeba uważać” – powiedział Marcin S., który z wysoką gorączką poszedł z receptą do jednej z lubelskich aptek.

Pacjent poprosił o oświadczenie o odmowie realizacji recepty, ale farmaceutka odmówiła jednak wydania takiego dokumentu, tłumacząc, że nie ma takiego obowiązku.

Wtedy pan Marcin poprosił o rozmowę z kierownikiem apteki.

– Skończyło się na tym, że farmaceutka skontaktowała się z lekarką, która wystawiła receptę. Wszystko zostało załatwione na linii apteka–lekarz, bo lekarka obiecała dostarczyć receptę o prawidłowym rozmiarze. W moim przypadku wszystko skończyło się dobrze, ale nie gwarantuje to pomyślnego zakończenia sprawy w innych aptekach.

Nowe rozporządzenie ministra zdrowia, które obowiązuje od 18 kwietnia, określa minimalne wymiary papierowej recepty na leki refundowane to 200 mm na 90 mm.

Aptekę broni prezes samorządu aptekarskiego. Farmaceuta ma obowiązek zrealizować receptę spełniającą wymogi rozporządzenia. Nie może tego zrobić, jeżeli jest węższa nawet o trzy milimetry – tłumaczy Tomasz Barszcz, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Lublinie. – Gdyby farmaceuta zrealizował receptę o mniejszych niż wymagane wymiarach, wówczas NFZ miałby podstawy do cofnięcia refundacji. To oznaczałoby stratę finansową dla apteki.

[Źródło]

 


 

2018.04.22 Niedziela

 

Nowa koncepcja zjednoczenia ruchu wolnościowego

 

 


 

2018.03.24 Sobota

[edukacja]
[languages]

 

Ucz się! Jak? Właśnie tak!

 

 

15.07 1. Polyglots don't have a special talent!

16.35 2. Every Polyglot has their own method

17.14 3. Polyglots learn languages mostly by themselves

They are not waiting to be taught. :)
Languages cannot be taught, they can only be learned.

18.35 4. Polyglots create their own language material

19.15 5. Polyglots learn one language at a time

20.34 6. Polyglots spend much more time listening and speaking.

Nothing in your language learning will ever bring you forward faster than speaking

23.16 7. Polyglots are not afraid to make mistakes

24.56 8. Polyglots have mastered the art of simplification

26.23 9. Polyglots learn everyday.

Half an hour every day is much better than 8 hours every Sunday

27.13 10. Polyglots enjoy learning languages

 

If you will always do

What you have always done

You will always get

What you have always got

 

There is a huge gap between the way poliglots learn

languages and the way they are taught in schools!

 

http://www.polyglotbratislava.com/before/

 

http://www.languagementoring.com/

 

Don't teach me how to learn

 


 

2018.03.20 Wtorek

[ahamkara]

 

4 tricki kanciarzy

 

Efekt autorytetu: Sprzedawca / Prezenter jest ładnie ubrany i przystojny co tworzy efekt aureoli. Na podstawie wyglądu ludzie odnoszą wrażenie, że zna się na rzeczy. Wykorzystuje efekt autorytetu. Ludzie wierzą w informacje podane przez kogoś kogo uważają za eksperta.

Efekt sztucznej rzadkości: Ludzie częściej podejmują nieracjonalne decyzje, jeśli wierzą, że ominie ich świetna okazja.

Chwilowe zawierzenie: Kiedy słyszysz jakieś stwierdzenie kora czołowa pomaga ci zdecydować czy zgadza się ono z tym co wiesz o świecie i czy jest to prawdziwe. Mózg musi najpierw uwierzyć w stwierdzenie żeby je zrozumieć. Potem dopiero zaczyna to analizować i sprawdzać z tym co wiesz o świecie. Twój mózg uwierzy na chwilę prawie we wszystko.

Bezwładność impetu przyjemności: Oszuści pozwalają swoim ofiarom wygrać kilka pierwszych rund. Mózg zawsze szuka pozytywnego wzmocnienia. Kiedy wygrałeś pierwszą rundę brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa (Ventromedial prefrontal cortex) otrzymała dawkę neuroprzekaźnika - dopaminy zapewniającej dobre samopoczucie i sprawiającej że chcesz graż dalej. Twój mózg powiązał te grę z przekaźnikiem przyjemności i chce go więcej.

 


 

2018.03.11

[]
[]

 

System

 
1/. Jak zniszczyć naród

Mówi o tym izraelski film "KAPO" z roku 1999.

11 kwietnia 1961 roku, w Jerozolimie rozpoczął się historyczny proces. Hitlerowski przestępca Adolf Eichmann został oskarżony na podstawie ustawy z 1950 roku o sądzeniu nazistów i ich pomocników. Choć w Izraelu nie ma kary śmierci, ten jeden wyjątek dotyczy nazistowskich przestępców wojennych i ich współpracowników. Po raz pierwszy Żydzi byli sądzeni za zbrodnie wojenne popełnione przeciwko własnemu narodowi. Oskarżony był człowiek i system, który wyniósł go do władzy.
[...]
Mniej wiadomo o tym, że był to czas poważnych badań i samoanalizy narodu Izraela.
[...]
Tego oskarżonego wystawiono na widok publiczny przed całym swiatem, ale wiele innych procesów odbywało się z dala od oczu widowni. Ale pozwanymi w tych procesach byli ocaleni z Holocaustu Żydzi, oskarżeni o kolaborację z Hitlerowcami. Ten film jest o nich i o systemie [przyp. JF]
[...]
KAPO to wyraz pochodzenia włoskiego, znaczy tyle co "głowa" albo "przywódca". Oznaczał najniższy szczebel hitlerowskiej drabiny służbowej. KAPO dobrowolnie bądź pod przymusem stawali się narzędziami hitlerowców. Siali terror, pozbawiali własności, narzucali niewolniczą pracę i przyczyniali się do śmierci więźniów.

Izrael stał się azylem dla wielu, którzy chcieli odbudować swoje stargane życie. W ich nowej ojczyźnie stopniowo zaczęły się pojawiać terminy KAPO i Judenrat. [...] Dla ocalałych z Holocaustu nazwy te stały się przekleństwem.
[...]
System jest szatański ale zarazem genialnie skuteczny. W końcu to same ofiary będą ułatwiać własną zagładę. Hitlerowcy przydzielają wybranym Żydom stanowiska. Mają utrzymywać porządek w społeczności i stosować się do wymagań niemieckich okupantów. [...] Większość z nich była wybierana na ślepo. To prawda, że ci wybrani mogli odmówić. Mogli odmówić, może przypłacili by to życiem, ale mogli odmówić. Ci, którzy woleli oddać życie niż postąpić wbrew swoim zasadom nie musieli przyjmować tego zajęcia.
[...]
Stłoczeni w gettach Żydzi łudzili się, że po raz pierwszy od stuleci uzyskują samorządność. [Z zapisków burmistrza Adama Czerniakowa wynika, potwierdzają to zresztą wszystkie inne żydowskie źródła, że w połowie roku 1941 warszawska autonomia żydowska przybrała pożądany przez żydowskich przywódców kształt. Mimo uciążliwości, ludność żydowska akceptowała zbudowaną dzięki współpracy z Niemcami żydowską autonomię. W niemal wszystkich żydowskich źródłach znajdujemy pochwałę izolacji od chrześcijan, czyli Polaków. Źródło] Tworzy się Judenrat - Rada Żydowska, wyznaczona przez hitlerowców, upoważniona do zarządzania życiem w gettach. Przywódcy żydowscy pełnią funkcje szefów Judenratów, a inni wyznaczeni funkcjonariusze tacy jak lekarze i brygadziści mimowolnie przyjmuj dana im władzę i egzekwują posłuszeństwo wobec nazistów. w rzeczywistości wielu z nich przygotowuje grunt pod swoją własną egzekucję. Później żydowscy policjanci przeprowadzą upiorną akcję deportacji do obozów zagłady.

Calek Perechodnik, żydowski policjant, pisze w swoim pamiętniku: problem jest bolesny dla nas wszystkich, ale każdy rozważa swoje możliwości. Odmówic Niemcom, sprzeciwić się im - to jest bunt. Do getta może wejść wojsko - uchowaj Boże. Wiele osób zapłaci za to życiem. Pierwsi będę straceni urzędnicy Judenratów i żydowska policja. W końcu musimy uznać wolę "Niemieckiego Boga".

Policjanci i wszyscy inni kolaboranci mieli doskonałe warunki. Mieli jedzenia tyle ile chcieli, mogli się poruszać bez ograniczeń. W będzińskim gettcie hitlerowcy bez wybierania wyznaczyli wszystkich członków miejscowej orkiestry na członków żydowskiej policji. Heniek Barenblatt - dyrygent orkiestry - nadal przewodził muzykom w ich nowym zadaniu. Wyznaczono go na szefa żydowskiej policji.
[...]
Przyznając pierwszorzedne przywileje tym, którzy piastowali urzedowe stanowiska Niemcy celowo tworzą w społeczności Żydowskiej dwie warstwy społeczne: rządzących i ich poddanych - resztę mieszkańców getta. W tej nowopowstałej hierarchii zachowanie człowieka na określonym stanowisku zależało od jego charakteru. Niektórzy ludzie w takich warunkach krzepną i trzymają się swoich zasad moralnych. Są i tacy, którzy po prostu stają się istotami, które zrobią wszystko by tylko przetrwać. Wszystko!

Gdy pogarszają się warunki życia w gettach powiększa się przepaść pomiędzy funkcyjnymi, a społecznością. Solidarność żydowska zostaje złamana. Oddani żydowscy policjanci podejmują swoje ostateczne zadanie.

Calek Perchodnik napisał w pamietniku: Policji żydowskiej dano rozkaz zebrania ludzi na placu. 2000 policjantów energicznie przystepuje do pracy. Każdy z nas błogosławi chwilę, w której wstąpił do policji. Nie musi bać się o siebie czy swoją rodzinę. Z pewnością będzie miał kieszenie pełne łapówek. oraz Komendant Ghetto-Polizei – Bernard Kronenberg jest zadowolony, bo osobiście rozmawiał z Kreishauptmannem; nadto uratował getto przed wysiedleniem, przy okazji napełnił sobie kieszenie, no i kilku porządnych ludzi, których nie lubił, wysłał do obozu.

Jeśli ktoś nie usłuchał ich rozkazów bili go.
[...]
Głodujący człowiek nie jest normalny. To trudno wyjaśnić ale człowiek taki jak ja, który ważył 37,5 kilograma kiedy zobaczył jedzenie walczył na śmierć i życie. A gdyby w tej walce o życie poprosili pana o zostanie KAPO? chwyciłbym tę ofertę ze wszystkich sił.
[...]
Eksterminacji, od przyjazdu do spopielenia, zasadniczo dokonują żydowscy robotnicy. Specjalne żydowskie komando czeka na przyjeżdżające pociągi i pędzi więźniów do sauny, gdzie żydowscy fryzjerzy obcinają im włosy, a żydowscy robotnicy sortują i układają ich skonfiskowany dobytek. Wreszcie transport jest gotowy do odesłania do komór gazowych, a robotnicy czekają na przyjazd nowego transportu. Na końcu inni żydowscy więźniowie - sonderkommando mają za zadanie usunięcie zwłok z komór gazowych i dostarczenie ich do pieców, gdzie szczątki są palone.
[...]
Ostatecznie machina śmierci pochłonie też obsługujących ją. A ich miejsce zajmą nowi. Członkowie sonderrkommando wiedzieli, że umrą, ale pracowali. Dalczego? Bo to była walka o przetrwanie. Jeśli będę się starał ze wszystkich sił może przeżyję. I miałem szczęście - przeżyłem. Ale wokół mnie zginęły miliony.

 

2/. Imperium Perskie

Na czele ogromnego państwa stał szach-in-szach, czyli Wielki Król, posiadający nieograniczony zakres władzy. Jego rządy sankcjonowała zresztą religia, bowiem wedle niej, król perski był ziemskim namiestnikiem najwyższego Boga-Stwórcy, Ahuramazdy. Jako taki, miał obowiązek bronić ludzkości przed złem, strzec ogólnoświatowego porządku, aby siły złego Arymana nie zdobyły władzy nad światem, gdyż to równałoby się unicestwieniu świata.

Imperium Achemenidów składało się z niewyobrażalnej liczby państewek, plemion i miast-państw, którym pozwolono zachować autonomię, pod warunkiem corocznego wpłacania na rzecz Wielkiego Króla daniny o stałej, wcześniej ustalonej wielkości (w zależności od możliwości finansowych danego regionu lub prowincji) i obietnicy dostarczania armii perskiej kontyngentów wojsk. Ażeby zarząd rozległym państwem stał się bardziej sprawny, władca perski wprowadził podział imperium na satrapie/prowincje, którymi zarządzali podlegli królowi namiestnicy, zwani satrapami (stpers. Khszatrapan - strażnik władzy). Ich zadaniem było nie tylko utrzymanie w posłuchu podległych sobie ziem czy pobieranie podatków, ale również i dbanie o wymiar sprawiedliwości, a w przypadku zawieruchy wojennej, zwerbowanie armii i wsparcie wojskowe swego monarchy. Ich rozległa władza była złem koniecznym, gdyż olbrzymie odległości pomiędzy dworem satrapy, a dworem władcy były ogromne. Władca nie miał możliwości natychmiastowego rozwiązywania bieżących problemów danej satrapii, toteż wolał pozostawić swym namiestnikom możliwość podejmowania swobodnej decyzji, a później, w zależności czy godziła w jego interesy czy też nie, zaakceptować ją, bądź odrzucić. Dbając o zachowanie porządku, monarcha perski ustanowił nad satrapami nadzór. Urzędnicy zwani "uszami i oczami króla" mieli za zadanie pilnowanie i korygowanie ewentualnej samowoli namiestników, dzięki czemu imperium mogło funkcjonować dość sprawnie. [Podobno, gdy satrapa nie spełniał oczekiwań władcy, ten obdzierał go po prostu ze skóry.]

 

3/. Imperium Rzymskie

Administracja rzymska właściwa dla państwa – miasta Rzymu charakteryzowała się brakiem zawodowych urzędników i stąd z trudem tworzyła formy zarządzania tak olbrzymim terytorium. Prowincjami zarządzali konsulowie. Pobór podatków objęli dzierżawcy podatkowi, których bezwzględność, a często i nieuczciwość doprowadzała do ruiny znaczną część drobnych i średnich chłopów – rolników. W czasie III i II wieku p.n.e. powstały wielkie własności ziemskie, latyfundia, kosztem tych drobnych rolników.

 


 

2018.03.10 Sobota

[czytelnictwo]

 

Zatrważająca informacja o czytelnictwie

 
Sprzed 6 lat, poniżej kilka cytatów zachęcających do przeczytania całości:

Czytelnictwo wchodzi do lamusa

Autor: obiettiva
Źródło

To, że polskie społeczeństwo nie czyta powszechnie wiadomo.
Dane statystyczne są zatrważające, 56% rodaków nie miało w ciągu ostatniego roku ani jednej książki w ręku, nadmienić należy że książki kucharskie, przewodniki i albumy w statystykach zajęły miano książki do czytania, więc w tych 56% nikt nie miał nawet albumu w ręce. Ogromna rzesza studentów, przyszłych „inteligentów i intelektualistów” naszego kraju nad Wisłą również nie czyta, według statystyk 33% uczniów i żaków nie zainteresowało się ani jedną książką w ciągu roku. Jak łatwo wyliczyć 44% Polaków coś tam jednak poczytuje, niemniej, aktywnych czytających jest tylko 12%, czytają oni rocznie ponad 6 książek, 5% to szaleńcy, którzy rocznie czytują ponad 25 tytułów.



Książka przytula i buduje mądrość

Na naszych oczach wyrasta społeczeństwo skazane na analfabetyzm wtórny.

40% ludzi nie rozumie tego co czyta oraz oglądanych wiadomości, niespełna 30% rozumie tyle o ile. Mimo tego, że na uczelniach wyższych jest coraz więcej studentów i coraz więcej osób jest zainteresowanych wszelakimi kursami, to ich poziom oczytania budzi zgrozę. Stają się ludźmi tylko z pozoru dobrze wykształceni, nie są w stanie działać sprawnie w życiu społecznym, ich widza jest płytka i powierzchowna.

Nieczytanie niesie za sobą nieuniknione skutki społeczne i kulturowe, skutki których nie da się w ciągu paru chwil naprawić. Zatrważające jest, że tak mało ludzi z wyższym wykształceniem zagląda do książek, kierownicy, menedżerowie, lekarze, prawnicy czy też politycy. Nie możliwym jest tworzenie społeczeństwa posiadającego wiedzę bez pogłębiania tej że wiedzy.

Książka pozwala na wyciszenie i relaks, ponadto uczy rozumieć świat i to co się w nim dzieje, człowiek zapoznaje się z taki istotnymi w życiu archetypami z różnych dziedzin oraz symboliką. Systematyczne czytanie rodzi ciekawe pomysły, czytający staje się kreatywny i zdolny do twórczego działania. W mózgach czytających ludzi powstaje inkubacja, umysł nieświadomie przetwarza nowe informacje i odpowiednio je archiwizuje po to, aby w przyszłości połączyć różne koncepty i kawałki wiedzy w całość.

Ludzie, którzy czytają są mądrzejsi i, niestety drogi Panie/Pani jeżeli nie czytasz to nie masz prawa do uzurpowania sobie nie wiadomo jakiej błyskotliwości intelektualnej, choć by za plecami stały nie wiadomo jakie dyplomiki.

 


 

2018.01.05 Piątek

[eksperyment]
[Ron Jones]

 

Eksperyment Ron'a Jones'a

 
„Niepoprawny autyzm”. Bronisław Wildstein w „Sieci” o inżynierach zwolnionych z Google za sprzeciw wobec ideologii gender

James Damore ma 28 lat. Był inżynierem na wysokim stanowisku w Google’u. Został zwolniony za rozesłanie w firmie notatki na temat wewnętrznej cenzury, która jest efektem dominującej ideologii. Jako przykład podał politykę gender. Napisał, że mężczyźni i kobiety „przeciętnie” mają inne cechy psychologiczne, które mogą tłumaczyć, dlaczego mniej kobiet pracuje w inżynierii, a czołowe stanowiska w Google’u zajmują raczej mężczyźni. Kobiety, domniemywał Damore, są z reguły bardziej zainteresowane „ludźmi niż przedmiotami” i mają w sobie „większą otwartość na sferę uczuć oraz estetyki”. Obie te cechy, jego zdaniem, mogłyby wyjaśniać, dlaczego wybierają one raczej prace „w dziedzinach społecznych i artystycznych” niż np. w kodowaniu. Według Damore’a kobiety są bardziej przyjazne i mniej stanowcze od mężczyzn. Nigdzie nie napisał, że mężczyźni są lepsi w programowaniu. Jego list wywołał szok w przedsiębiorstwie.

Kosztowało mnie to dwa dni gniewu i utraty produktywności, a przecież nawet nie byłem celem tych ataków – oświadczył jeden z menedżerów, deklarując, że już nigdy więcej nie będzie współpracować z Damore’em.

Zamierzam uciszyć te poglądy. Są brutalnie obraźliwe — ogłosił inny.

Jesteś mizoginem i okropnym człowiekiem. Będę cię prześladować, aż ktoś z nas stąd wyleci. Pieprz się — to kolejny komentarz skierowany bezpośrednio do Damore’a.

Ta ideologiczna histeria przypominająca nagonki na odszczepieńców w czasach panującego komunizmu towarzyszyła usunięciu młodego inżyniera z pracy. Równocześnie jednak ujawniło się źródło jego nieprawomyślności. Został u niego zdiagnozowany „wysoko funkcyjny autyzm”. Ma to być przypadłość, na którą cierpi blisko 2 proc. młodych mieszkańców USA. Dyskusja w Krzemowej Dolinie skoncentrowała się więc na tym, jak traktować chorych, którzy nie akceptują dominującej ideologii, gdyż jedynie niepełnosprawność może tłumaczyć takie zachowanie. Okazuje się, że Damore nie jest jedyny, gdyż w ubiegłym roku wyrzucono z Google’a innego inżyniera, który „zakwestionował używanie zaimków niebinarnych i w otwarty sposób zaprzeczył, jakoby płeć była pewnym kontinuum”. Czyli chciał posługiwać się zaimkami zgodnie z gramatycznymi regułami i uznawał dwie płcie, a nie ich nieskończoną stopniowalność. No i… tak zgadli państwo, ujawniło się, że ów inżynier cierpi na autyzm.

Ważna psychiatra cytowana przez „Guardiana” twierdzi, że z firm technologicznych zwolniono już wielu inżynierów z powodu autyzmu.

Dyskusje na tematy ogólne, do jakich zachęca Google, mogą nastręczać pracownikom z autystycznego spektrum poważnych trudności – zauważa.

Innymi słowy, tylko autyści są w stanie zakwestionować dogmaty dominującej ideologii. I, jak widać, zapłacić za to. Gdyż, jak zgodnie głoszą szefowie korporacji, niemieszczące się w doktrynie poglądy są naruszeniem norm współżycia, a więc automatycznie prowadzić powinny do usunięcia z pracy. W Krzemowej Dolinie w miękki sposób udało osiągnąć to, o czym marzyło Biuro Polityczne Związku Sowieckiego i co usiłowało realizować topornymi metodami. Nadzorcy kraju rad uzgodnili, że „dysydentów” należy uznawać za chorych psychicznie, a w konsekwencji zamykać ich w psychuszkach i kurować odpowiednimi dawkami chemii oraz wstrząsów elektrycznych. Na Zachodzie te brutalne metody nie są potrzebne.

„Bezobjawową schizofrenię” zastąpił autyzm, a zamiast izolowanego zakładu wystarczy ostracyzm społeczny. Z wypowiedzi Damore’a wynika, że stopniowo przyjmuje on do świadomości, że źródłem jego niewłaściwych opinii jest jego schorzenie. A to otwiera drogę do „wyleczenia”. Kiedy będziemy już to wiedzieli i nauczymy się, że niepoprawnych myśli nie wolno ujawniać, stopniowo same będą obumierać. W filmie Woody’ego Allena porządnej lewicowej (liberalnej) rodzinie utrapienia przysparzał krewny, który popierał Partię Republikańską. Okazało się, że przyczyną był tumor mózgowy, po którego usunięciu był on już jak wszyscy dookoła. Ten pozornie niewinny żart stał się opisem. I nie trzeba nawet niczego wycinać. Być może nawet humanitarne środowiska Krzemowej Doliny tworzyły będą pomieszczenia dla autystów, gdzie szczelnie izolowani będą mogli mówić, co chcą. No, nie. Taki eksperyment mógłby być niebezpieczny.

Bronisław Wildstein

[Źródło]

Główną kwestią, nad którą trzeba się zastanowić to "kwestionowanie dogmatów dominującej ideologii". Z tekstu wynika, że Damore, po prostu, zauważył, że jakieś tam różnice występują pomiędzy płciami. Zauważył coś, co jest ewidentne. I stał się celem ataków - niewybrednych ataków + stracił pracę. W swym eksperymencie Ron Jones "kwestionujących" wysyłał do biblioteki.

Co ciekawe pojawiają się też "naukowcy", którzy świadczą usługi na zlecenie. Według tych "w piśmie uczonych" ludzie, którzy kwestionują dogmaty dominującej ideologii - czyli heretycy - są uznawani za nienormalnych. Kiedyś palono ich na stosie, teraz, póki co, kieruje się ich na leczenie...

Więcej o eksperymencie Ron'a Jones'a.