Fizyka Życia

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2021

Rządzący umacniają się na Wirusie

◁◁◁ Liberty International World Conference 2021

Motywacja & Źródło finansowania

Studiowałam na dziennych… Fakt, że mieliśmy więcej materiału i więcej godzin niż koledzy studiujący w trybie zaocznym… ale… Poziom wiedzy i umiejętności praktyczne wielu studentów trybu zaocznego, znacznie przekraczały poziom wiedzy studentów dziennych… Po pierwsze, zaoczni często już po kilka lat pracowali w danej dziedzinie i studiowali tylko po to, żeby mieć papier wyższej uczelni (piszę na przykładzie Informatyki). To właśnie zaoczni tłumaczyli nam materiał, którego nie zrozumieliśmy na wykładach czy ćwiczeniach i pomagali w pisaniu prac na zaliczenia. Wydaje się też, że zaoczni płacąc za swoje studia, traktowali je poważniej i zwykle (procentowo) mieli mniej poprawek. To czy zaoczni byli bardziej zmęczeni, też jest sprawą dyskusyjną. To że ktoś studiuje w trybie dziennym, nie oznacza że nie pracuje albo, że jeszcze gdzieś się nie dokształca (niektórzy ciągną dwa kierunki). W dodatku to raczej dzienni przychodzili na zajęcia zmęczeni, skacowani po całonocnej imprezie. Nie pisałabym tego, gdybym nie widziała. Prawda jest taka, że to nie tryb studiów, ale chęci człowieka decydują o poziomie nabytej wiedzy.

Sara Siera

 

"Pod opieką wiecznego słońca" - Vitalij Mansky

Wzruszający kadr z filmu "Pod opieką wiecznego słońca" - Vitalija Manskiego

Wczoraj miałem długą rozmowę z nowopoznanym, młodszym ode mnie o 20 lat Zavischą. Zastanawialismy się nad problemem "zagubienia się" młodego pokolenia. Zdefiniowaliśmy je jako brak orientowania się w rzeczywistości, brak celu i sensu życia. Obaj, niestety, zgodziliśmy się co do tego, że obecne pokolenie nastolatków to w klasyfikacji Glubb'a pokolenie okresu schyłku. Z ciekawostek Zavischa zainteresował się moim przekazem poprzez książkę "Cykl Życia Imperium".

Zgodziliśmy się, że do tej sytuacji doprowadził wzgledny dobrobyt oraz świadome i nieświadome programowanie umysłów realizowane przez szkołę i media głównego ścieku.

Rozmowa ta jest jedną z wielu na temat naszego wpływu na przyszłość nowych pokoleń, naszego kraju, naszej planety. Czy coś sensownego możemy w tym kierunku zrobić? Moja Babcia gromadziła i klasyfikowała wiedzę: wycinki z gazet na dany temat opisywała i wrzucała do własnoręcznie uszytych papierowych kopert albo wklejała w tematyczne zeszyty, w których różne rzeczy też dopisywała. "Czy komuś to będzie potrzebne? Czy moja praca nie idzie na marne?" - pisała w liście do mojej mamy. Po śmierci wycinki te, a było ich na około dwie szafy, wylądowały na półkach w mieszkaniu mamy i… i chyba nikt, nigdy do nich nie zajrzał. Teraz ja "dostałem" je w spadku. Po krótkim ich przeglądaniu widać, że to a/. takie dziennikarskie plotko-informacje i b/. trochę ciekawych cytatów wielkich ludzi. Wycinki niestety przegrywają z internetem. To kawał historii ale zajmują miejsce, no i nikomu są niepotrzebne.

Czy wysiłek Babci poszedł na marne? Po pierwsze to była jej pasja. Jedni uprawiają tylko im potrzebny sport, inni kolekcjonują znaczki inni wycinki - generalnie realizują swoją pasję. A czy komuś to będzie potrzebne? To wtórny cel.

Mój promotor pyta: A czy czuje pan, że na Pana "Fizykę Życia" ktoś czeka? Bo mnie się wydaje, że na moją "Mechanikę analityczną" {jego opus magnum} nie czeka nikt… takie to rozważania, które kończą się zawsze pytaniem "Robić coś pro publico bono, czy nie robić?"

Robić nawet jeśli ma się wrażenie, że nikt na to nie czeka!

Dlaczego taka kategoryczna odpowiedź? No cóż wystarczy obejrzeć film "Pod opieką wiecznego słońca" Vitalija Mańskiego. [Dzisiaj po polsku dostępny jest tu: https://youtu.be/0h8SbYRIDx0]. Niejaki Stephen Dalton, mniejsza o to kto to jest, nazwał ten film fascynującym studium propagandy państwowej, ujawniającym mroczną prawdę, której zabrania się wejść w kadr. Witalij Mański i Aleksandra Iwanowa nakręcili ten film na prawdę dużo ryzykując. Przecież mogli ich złapać za filmowanie rzeczy niedozwolonych i nie wyszli by z łagru i nikt by tego nie zobaczył. A jednak robili, zrobili i teraz dostępny jest on dla wszystkich za darmo.

Kilka informacji z Wikipedii:
"W promieniach słońca" (koreański 태양 아래) to film dokumentalny rosyjskiego reżysera Witalija Manskiego o życiu ośmioletniej uczennicy w Pjongjangu, stolicy KRLD. Ma ona wstąpić do Unii Dzieci w Dzień Słońca (święto państwowe z okazji urodzin Kim Il Sunga). Film został nakręcony przy pomocy i kontroli władz Korei Północnej, które miały nadzieję, że przedstawi propagandowy obraz szczęśliwej rodziny. Jednak Mansky potajemnie nakręcił dodatkowy materiał i umieścił swoje krytyczne uwagi w ostatecznej wersji filmu z dodatkowymi 26 minutami.

Według Mansky'ego KRLD stworzyła dekoracje na dużą skalę, które mają zademonstrować dostatnie życie. Budynek mieszkalny, w którym mieszkała rodzina dziewczynki, nie był w rzeczywistości zamieszkany. Mieszkanie zostało wyremontowane specjalnie na potrzeby filmowania i sprowadzono meble; w sąsiednim domu w ogóle nie zauważył wejścia, a światło w mieszkaniach było prawdopodobnie włączane wspólnym włącznikiem. Mansky uważa, że ​​władze zmieniły prawdziwe zawody rodziców dziewczynki i przeniosły ich na nowe miejsca pracy. Rodzinny album został poddany fotomontażowi, a sklepy, które odwiedził w Pjongjangu, nie są prawdziwe, bo nic w nich nie można kupić, a towary są wystawione na w celach demonstracyjnych.

Według Mansky'ego „w KRLD wydarzyło się coś fantastycznego, połączenie wschodniej specyfiki stosunków społecznych, wzmocnionych wojną… i stała się anomalia”. Przed podróżą Mansky myślał, że ludzi w Korei Północnej łączy strach, ale podczas kręcenia nie czuł strachu u otaczających go ludzi - to, jak uważa, jest „inna forma zbiorowej świadomości”, „dla nich normą jest tak jak żyją”. Mówi, że bardzo ważne jest dla niego pokazanie filmu w Rosji: „To oczywiste, że Rosja pogrąża się w strachu, po którym nieuchronnie nastąpi utrata wolności”.

Koreańska agentka: Dzin Mi jak będzie wyglądać twoje życie po wstąpieniu do unii dzieci?
Dziewczynka (8 lat): Wstępując do unii dzieci stajemy się członkami organizacji. Żyjąc w organizacji dostrzegamy swoje błędy, głębiej również odczuwamy potrzebę służenia czcigodnemu przywódcy. Długo milczy, zaczynają jej płynąć łzy… bardzo długo milczy, ociera łzy
Rosjanin: Proszę ją uspokoić. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Nie można płakać.
Koreańska agentka: Nie płacz. Pomyśl o czymś dobrym.
Dziewczynka (8 lat): milczenie O czym?
Koreańska agentka: Po prostu o czymś dobrym.
Dziewczynka: milczenie Nie wiem o czym.
Koreańska agentka: Pomyśl o dobrym lub śmiesznym wydarzeniu z przeszłości.
Dziewczynka: milczenie
Rosjanin: Może zna jakiś wierszyk?
Koreańska agentka: Znasz jakis wesoły wierszyk?
Dziewczynka: milczenie i zastanawianie się, po czym nastepuje wartka deklamacja: Wstępuję do chwalebnej Unii Dzieci założonej przez wielkiego przywódcę Kim Ir Sen'a, rozsławionej przez wspaniałego wodza Kim Dzon Il'a i prowadzonej przez czcigodnego przywódcę Kim Dzon Un'a. Przysięgam zawsze i wszędzie mysleć i działać zgodnie z duchem wielkiego generalissimussa i naukami czcigodnego przywódcy. Jako niezawodny rezerwista promiennego ruchu Dżucze, godny przedstwiciel naszego narodu będę budować komunizm według zasad przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Przysięgam.

 

Wylot na konferencję World Conference Liberty International

Logo World Conference Liberty International 2021

Thursday 12
15:00 – 15:15 Welcome to LIWC 2021 Medellin Maria Alejandra Londoño
15:15 Official Opening of the Conference Jacek Spendel
15:45 Government watchdog agencies and the fake fight against corruption: a tale of narratives Erick Behar
16:30 The Fatal Mix of Demographic Change and the Welfare State Dan Mitchell
17:15 Market Alternatives for Current Challenges Gabriel Aramburo
18:30 Meet & Greet Jose Muñoz
19:00 The-Americas’ Virtual Trash Heaps: Dumping the Downsides of Public Policy onto Society’s Invisible Exploited John Chisholm
Friday 13
09:00 Panel Discussion: Innovation in Liberty Education Moderated by: Tomasz Agencki
Glenn Cripe, Jacek Spendel, Kris Mauren
10:00 Free Markets in Health: Evidence of Better Outcomes Dr. David Vequist
11:15 Death by Regulation: How We Were Robbed of a Golden Age of Health and How We Can Regain It Dr. Mary Ruwart
14:30 Confronting the Leviathan from Within Marcel van Hattem
15:15 Addresssing the Challenges of Liberty in the Americas in an Era of Radical Uncertainty Roberto Salinas-Leon
16:00 You Play the Way You Live: Aggressive Soccer Play and Social Capital Antonio V. Saravia
17:15 My life as a tax avoidance advocate Toine Manders
18:00 How does the Beast work, and can ordinary people stop this inevitable, bloody cycle? Jan Kubań
20:00 Global Premiere LI Video Series Tomasz Agencki
Saturday 14
To był dopiero dzień! Niby wczoraj był pechowy piątek 13-go, ale nic się nie działo. Dziś natomiast w teoretycznie bezpieczną środę 14-go cała seria przykrych zdarzeń. Na osłodę ostatnie zdarzenie choć przykre było arcyśmieszne.

Jackowi już wpierwszej godzinie soboty ktoś ukradł w knajpie telefon komórkowy. Trzymał go w tylnej kieszeni, nieźle się bawił, a więc sam się chyba wystawił. Bo przecież w Kolumbii nic się nie dzieje jeśli przestrzega się podstawowych reguł bezpieczeństwa. Jacek ich nie przestrzegał.

Druga kwestia to David Hutzelman, który wylądował w Medellińskim szpitalu. Dobrze, że był z nim Kyle Varner praktykujący w szpitalu amerykańskim lekarz. Jak wrócił powiedział: "Niezłe doświadczenie zobaczyć jak funkcjonuje Kolumbijski Oddział Ratunkowy, jak wolno funkcjonuje.". Z jego opowiadań wynikało, że podobnie do naszych polskich.

Trzeci przypadek to kradzież laptopa i dwóch komórek ze stołu w pierwszym rzędzie. Co ciekawe stołu najdalej położonego od wejścia, no ale cóż własciciel nie pilnował to złodziej skorzystał. Sporo było gadania z policją, po czym Maria - organizatorka konferencji, udała się do Medellin i chyba porozmawiała z "chłopcami z miasta" bo komórki po kilku godzinach wróciły do właścieli, laptop do wyjazdu nie.

Czwarty przypadek to Ken, który spuszczał wodę w kiblu. Kible w Kolumbii są na wzór amerykańskich, wodę spuszcza się nogą. I Ken tak właśnie chciał zrobić, pech chciał, że urwał zawór. Trysnęła woda, a jej strumień był tak wielki, tak silny i skierowany na drzwi, że Ken nie był w stanie ich otworzyć. Wybawił go z opresji dopiero pracownik hotelu, ale woda wdarła się już z kibla do hallu. Czad, a Ken cały mokry.

09:00 Living Hayekian Ideas in a Fintech Universe Jorge Eduardo Castro Corales
09:45 Market of Values: From the Morality of Capitalism to the Moralist capitalism Luis Espinosa Goded
11:00 Open vs Closed: The Battle for the Future of the World Johan Norberg
11:45 Private Sector: Where Opportunities are Created María José Bernal
14:00 Market Alternatives to Government Control of Migration and Labor In Time of Crisis. Ken Schoolland
14:45 Live and Let Live: The World's New Global Peace Movement Marc J. Victor
15:30 Latinamerica, a Geopolitical Challenge Joseph M. Humire
16:45 How to Sell Marxists on Markets Jon Hersey
17:30 Liberty without politics: Five rules for effectively breaking chains without ever casting a vote or staging a coup Dr. Kyle Varner
Sunday 15
09:00 Unlimited Money Matthew Bowler
09:45 Free Market as a Cornerstone of Security and Peacebuilding Carlos Augusto Chacón
11:00 Colombia's Orinoco: Private Model of Development for the Wild Wild East. Hernando Carvalho
11:45 How The Government Infringes Our Right to Self-Medicate - For Health And For Recreation. Dr. Jeffrey Singer
14:00 The Ongoing Tyranny and Suffering in North Korea & the Dangerous Slide to Autocracy of South Korea Henry Song
14:45 Immortality and Governments: Technology vs Regulation José Cordeiro
15:30 To Tame a Leviathan: Contract Jurisdictions and Civil Rights. Mikhail Svetov

 

Miltonaila 2021

Logo Miltonaliów 2021

Konferencja Wolnościowa im. Miltona Friedmana to coroczne spotkanie polskich wolnościowców, upamiętniające człowieka będącego jednym z filarów współczesnego liberalizmu. To, że odbywa się na przełomie lipca i sierpnia nie jest przypadkowe, organizatorzy bowiem chcą by wydarzenie to zbiegało się z rocznicą urodzin tego Amerykańskiego Noblisty z dziedziny ekonomii z roku 1976, która wypada w 31 dniu lipca. Głównym organizatorem tej konferencji jest Fundacja Wolności i Przedsiębiorczości, PAFERE natomiast współorganizatorem i sponsorem. Od lat obie te instytucje łączą bardzo dobre stosunki.

Konferencja to spotkanie grupy ludzi zainteresowanych danym tematem, podczas niej dochodzi do wymiany myśli i nawiązywania ciekawych kontaktów, które później z reguły owocują realizacją konkretnych projektów. Wynikiem dokładnie takiego schematu działania, który miał miejsce w zeszłym roku, jest wydana wspólnie przez Stowarzyszenie Libertariańskie i PAFERE książka Karola Sobieckiego "Edukacja państwowa, kształcenie czy programowanie umysłów?". W tym roku również konferencja była bardzo ciekawa, poniżej przedstawiam, krótkie i, muszę zaznaczyć, że subiektywne sprawozdanie:

 

Lockdown à la polonaise i co po nim? Jak wrócić ze świata strat do świata zysków.
Pierwszym punktem konferencji była debata "Lockdown à la polonaise i co po nim? Jak wrócić ze świata strat do świata zysków.", podczas której debatujący zgodzili się, że doszło do kolejnego wzmocnienia władzy rządzących i utracenia dużej części swobód obywatelskich przez rządzących. Sebastana Stodolak, powołując się na badania Roberta Higgs'a (1944-) [https://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Higgs] podkreślił, że, niestety, jest to proces trwały i nieodwracalny. W książce "Kryzys i Lewiatan" (Crisis and Leviathan) Higgs konsekwentnie omawia rozumowanie Jamesa Madisona (1751-1836), który w 1794 roku ostrzegał przed "starą sztuczką, która polega na takim wykorzystywaniu okazji, aby każda ewentualność stanowiła powód do zwiększenia zakresu władzy rządowej." Dotychczas wielu ekonomistów politycznych badało wzrost władzy rządowej w okresach wojen, kryzysów ekonomicznych i innych rewolucji, jednak żaden z nich nie dokonał tego tak dokładnie i starannie jak Higgs. Higgsa szczególnie interesuje efekt zapadki, który polega na tym, że po okresie kryzysu władza państwowa zwiększa się [Ciekawostką jest to, że w polskiej wersji Wikipedii w dniu 20212.08.02 zamiast "wieksza się" było słowo "zmniejsza się"], nigdy jednak nie powraca do swojego pierwotnego poziomu. Zatem każda sytuacja kryzysowa pozostawia rząd z nieco szerszymi kompetencjami niż te, które dotychczas posiadał. Sam Higgs i efekt Zapadki Władzy, bo tak pozwoliłem sobie to zjawisko nazwać, to świetny temat do szerszego omówienia.

 

Marek Zemsta: Jak rozmawiać z radykałami?
Marek omówił arcyciekawą książkę Daryl'a Davis'a (1958) [https://www.daryldavis.com/]"Klan-destine Relationships: A Black Man's Odyssey in the Ku Klux Klan". Autor jest czarnoskórym Amerykaninem, który nawiązał kontakty i pozytywne relacje emocjonalne z członkami, pełniącymi najwyższe funkcje w… Ku-Klux-Klanie. To studium przypadku pozwala na zrozumienie jakie są mechanizmy zachowań radykalnych oraz skorzystanie z metod Daryl'a, których używał w kontaktach i rozmowach z rasistami.

  1. Książka Klan-destine Relationships: A Black Man's Odyssey in the Ku Klux Klan
  2. Film Accidental Courtesy: Daryl Davis, Race & America.
  3. Podcast Change Minds https://change.minds.com/feed
  4. https://www.cnn.com/2018/08/10/us/kkk-imperial-wizard-charlottesville/index.html
  5. https://en.wikipedia.org/wiki/Southern_Poverty_Law_Center
  6. https://www.forbes.com/sites/janicegassam/2020/02/29/how-daryl-davis-inspired-more-than-200-white-supremacists-to-change-and-how-his-new-platform-will-help-spark-meaningful-dialogue/
  7. https://www.latimes.com/entertainment/movies/la-ca-film-accidental-courtesy-20161205-story.html
  8. https://lettersfromlascruces.wordpress.com/2019/10/10/befriending-the-klan-the-daryl-davis-story/
  9. http://archiwum.kontestacja.com/?p=episode&e=1658

 

Inicjatywa "Młoda Polska Przedsiębiorcza"
To ciekawa, oddolna inicjatywa podjęta przez bardzo młodych ludzi. Projekt Młoda Polska Przedsiębiorcza to owoc prac Parlament Młodych RP IV kadencji, promowany pod hasłem "Wpuśćmy przedsiębiorców do szkół!" ma za cel wzbogacić tok nauczania w polskich szkołach o nauczanie praktyczne o biznesie, przez praktyków — przedsiębiorców. Wszystko to oparte na szlachetnych zasadach dobrowolnej współpracy oraz rozwiązaniach stosowanych od ponad 20 lat m.in. w Niemczech.

Więcej na ten temat można znaleźć na stronie:
https://gazetakongresy.pl/wpuscmy-przedsiebiorcow-do-szkol-niemiecki-business-at-school-w-polsce/

 

Mateusz Błaszczyk: Trybalizm z lewa i prawa, czyli jak zawiązuje się sojusz ponad podziałami przeciwko indywidualizmowi
Główne przesłanie tego wystąpienia brzmi:

Ideologie społeczne i polityczne – zarówno dawne, jak i współczesne – dziedziczą liczne atrybuty prymitywnej poprzedniczki: mentalności plemiennej. Trybalizm, czyli współczesna plemienność, to przekonanie, zgodnie z którym charakter i tożsamość człowieka są zdeterminowane przez cechy grupy, do której należy. Grupy, na wybór której sam człowiek raczej nie ma wpływu.

Credo wspólne trybalistom głosi: jednostka jest niczym, kolektyw jest wszystkim; jednostka żyje, aby służyć grupie i poświęcać się dla grupy; człowiek nie jest samodzielną osobą zdolną do podejmowania racjonalnych decyzji zgodnych z własnymi rozumnymi przemyśleniami, lecz w całości przynależy do grupy, w której się znalazł – grupa nadaje mu sens, cel i wartość.

Ponieważ trybalizm jest rdzeniem niemal wszystkich współczesnych ideologii, to większość bieżących sporów politycznych sprowadza się wyłącznie do walk między wrogimi plemionami i między różnymi odmianami trybalizmu. Alternatywa jest pozorna. Każda ze stron głosi słuszność swoich postulatów i konieczność zwycięstwa własnego stronnictwa – ale żadna nie neguje niewypowiedzianej przesłanki o władzy kolektywu nad jednostką. Wygrać może takie lub inne plemię, ale niezmiennym pozostanie, że to plemię będzie kierować życiem człowieka.

Jedyną rzeczywistą alternatywą, polegajacą na odrzuceniu idei, że człowiek jest jedynie śrubką w większej od siebie maszynie społeczeństwa i stanowi jedynie środek wiodący ku „większym celom”, a nie cel sam w sobie jest indywidualizm.

Prezentacja Trybalizm z lewa i prawa, czyli o sojuszu przeciwko indywidualizmowi

 

Moja obserwacja z Gogolina
Gogolin to mała (6.7 tys mieszkańców) senna mieścina, w której odbywała się konferencja. W sobotę rano, odwiedziłem mały sklepik z odzieżą, pracowała w nim młoda dziewczyna. Gdy wychodziłem z niego to naprzeciwko zobaczyłem "Turkish szwalnię", w której za maszynami do szycia siedziało dwóch młodych ludzi, którzy jak sugeruje nazwa musieli byc Turkami. Gdy wsiadałem do samochodu na schodkach siedziało dwóch Polaków, może o 10-15 lat starszych od tych ze szwalni, pijących piwo.
Zły to prognostyk dla naszego kraju.

 

Dokładny opis Miltonaliów można znaleźć na stronie:
http://miltonalia.pl/

 

Dolomity !!!

Galeria na Via Ferrata Strobel z pięknym widokiem na Cortinę d'Ampezzo


No cóż, powtórzę dokładnie to samo co zawsze mówię: "Można podwoić wielkość czcionki i dodać jeszcze kilka wykrzykników, ale to i tak nie odda tego co czuję gdy jestem (jesteśmy) w Dolomitach i z wywieszonym jęzorem ganiam(y) po tych przewspaniałych górach.". Dla mnie jest to najlepszy rodzaj wypoczynku.

Pojechaliśmy ekipą: Fifencjany, Wrońskiany i my. Potem dołączyli Makowscy i Długi.

Przy okazji trafiłem fajny link o ferratach: https://www.inafarawayland.com/italian-dolomites-guide/via-ferrata/

Pełny opis Dolomity 2021

Dzień po dniu
2021.07.17
Sobota
Via ferrata degli Alpini, Col dei Bos (2559 m).
Czas: 4godz. 27 min
2021.07.18
Niedziela
Piz da Lech (2911 m.n.p.m.). Klasyka po drabinach.
Czas: 2 godz. 45 min
2021.07.19
Poniedziałek
Via ferrata Brigata Tridentina + Cima Pisciadu (2985 m.).
Czas: 8 godz. 30 min
2021.07.20
Wtorek
Via ferrata Cesco Tomaselli (2980 m.).
Czas: 6 godz. 51 min (Wjechaliśmy kolejką)
2021.07.21
Środa
Via ferrata delle Trincee - La Mesola 〈2727 m〉.
Czas 3 godz. 19 min (kolejka, kolejka)
2021.07.22
Czwartek
Brunico - Dzień kondycyjny
2021.07.23
Piątek
Mesules. Piz Selva (2941 m) + Piz Miara (2964)
Start Passo Sella, koniec tornante 5 szosy SS242
Czas 7 godz. 23 min
2021.07.24
Sobota
Via ferrata Albino Michielli Strobel Punta Fiames (2240m.) Zejście żlebem!
Czas: 3 godz. 52 min
2021.07.25
Niedziela
Via ferrata Ettore Bovero Col Rosa (2160) + Giovanni Barbara - via ferrata pod wodospadem.
Czas: 7 godz. 16 min.
2021.07.26
Poniedziałek
Powrót. Start o 10.00 z Campingu Olimpia we Fiames

Jak zwykle garść informacji praktycznych:

Tania stacja benzynowa

Najtańsze paliwo jest w Insbrucku na dyskontach
Avanti AutomatenTankstelle,
Siermensstrasse 1, 6063 Rum.
Diesel: 1.262 €/litr

Opłaty za autostrady:

Polska via Łódź i potem Wrocław: jeszcze nic, ale już są przymiarki
Niemcy: nic
Austria: winietka za 9.50 €, + 10 € za kawałek autostrady
Włochy: 3 € za autostradę

Zakwaterowanie

Bar Heidi
Arabba
Cena za 7 nocy: 350 € (płatne gotówką)
25€/osoba

Camping Olimpia
Fiames
Cena za 2 noce: 80 €
20€/osoba

kurs Euro 4.63 PLN za 1 EUR
Ubezpieczenie górskie roczne wykupione w PZU za kwotę 497 zł/ 2 osoby Ubezpieczenie Bezpieczny powrót
Propozycja na przyszły rok Odwiedzenie rejonu Pale di S. Martino, podobno jest sport fajnych ferrat

 

Ministerstwo myśli

Robert Malone twórca szczepionki mRNA

Ważne artykuły na temat szczepionek na Covid'a:


Z portalu https://nczas.com

Dr Robert Malone przestał widnieć w Wikipedii jako twórca technologii mRNA, tej samej, którą zastosowało kilku producentów szczepionek przeciwko COVID-19. Dlaczego? Naukowiec postanowił przestrzec przed przyjmowaniem preparatu przez młodych ludzi.

Portal lifesitenews.com donosi, że z Wikipedii zniknęły informacje o dr Robercie Malone, wynalazcy technologii mRNA, zastosowanej w niektórych szczepionkach COVID-19. Wszystko przez jego krytyczne wypowiedzi w odniesieniu do przyjmowania preparatu przez osoby młode. Doktor publicznie stwierdził, że jest za mało informacji na ich temat.

Malone, który w 1988 roku odkrył transfekcję RNA, w czerwcu tego roku dołączył do biologa dr Breta Weinsteina w podkaście Dark Horse. Tam wymieniał obawy dotyczące bezpieczeństwa szczepionek Pfizer-BioNTech i Moderna przeciw COVID-19, wykorzystujących właśnie technologię mRNA. Przestrzegał, że mogą pojawić się problemy autoimmunologiczne spowodowane białkiem kolca w preparacie.

Malone stwierdził również, że Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) miała dane dotyczące tego, że białka kolca są “biologicznie aktywne i mogą przemieszczać się z miejsca wstrzyknięcia i powodować zdarzenia niepożądane i że jest to bardzo niebezpieczne“.

Trzygodzinny wywód dr Malone szybko został ocenzurowany na YouTube. To platforma, która ma w zwyczaju banować wszystko co jest krytyczne wobec szczepionek przeciwko COVID-19.

Kilka dni po zablokowaniu na YT, dr Malone w programie “Tucker Carlson Tonight” ponownie ostrzegł przed szczepionkami. Prowadzący przedstawił Malone jako prawdopodobnie “jedyną z najbardziej wykwalifikowanych osób na planecie Ziemia do omawiania tego tematu”.

Wynalazca mRNA oświadczył, że wciąż nie ma wystarczających danych, żeby podjąć decyzję o podawaniu szczepionek. Malone dodał tutaj, że najmniej rozsądne jest podawanie preparatu młodym ludziom.

– Korzyści prawdopodobnie nie przewyższają ryzyka w tej grupie. Niestety, analiza ryzyka i korzyści nie jest wykonywana – zauważył.

Naukowiec został „nagrodzony” za wyrażenie swojej opinii wykreśleniem go z Wikipedii. Zaledwie kilka dni po wydaniu podcastu „Dark Horse”, wpis w Wikipedii dotyczący “szczepionki RNA” został zmieniony. Malone i jego rola w opracowaniu technologii mRNA w Wikipedii już nie istnieje.

Zarchiwizowana wersja strony z 14 czerwca 2021 r. wyraźnie wymienia Malone jako twórcę i początkowego badacza technologii. Teraz możemy dowiedzieć się tylko, że technologia mRNA została opracowana przez “badaczy z Instytutu Salk, Uniwersytetu Kalifornijskiego, San Diego i Vical”.




I z portalu https://paradyzja.com

WAŻNE! Doktor Malone, wynalazca mRNA, rozwiewa wszelkie wątpliwości, zabierając głos w sprawie szczepionek COVID-19 oraz antyszczepionkowców!

Czy szczepionki COVID-19 są eksperymentalne? Czy można je w ogóle szczepionkami nazwać? W debacie nad największym problemem XXI wieku zabrał głos sam twórca technologii mRNA, doktor nauk medycznych oraz światowej sławy naukowiec Robert W. Malone.

Czy szczepionki COVID-19 są eksperymentalne? Czy można je w ogóle szczepionkami nazwać? W debacie nad największym problemem XXI wieku zabrał głos sam twórca technologii mRNA, doktor nauk medycznych oraz światowej sławy naukowiec Robert W. Malone.

Wiele się dziś mówi o szczepionkach, o tym czym są, a czym nie są. Słyszymy z mediów głównego nurtu od zapraszanych do nich osób w białych kitlach z dwoma, trzema, czy czterema skrótami przed nazwiskiem jedną i tę samą narrację.

Lwia część mainstreamowych ekspertów jednogłośnie twierdzi, że produkty medyczne COVID-19 są szczepionkami oraz, że nie są eksperymentalne. Ponadto, ich zdaniem są „bezpieczne, skuteczne i najlepiej przebadane”.


Doświadczenie

Dr Malone, odkrywca transfekcji RNA in-vitro i in-vivo oraz wynalazca szczepionek mRNA, którego badania były kontynuowane w Vical w 1989 roku, gdzie zaprojektował pierwsze eksperymenty in vivo na ssakach, będzie zapewne najwłaściwszą osobą, która w tej ważnej dla nas sprawie może i powinna zabrać głos.

Wszak po co pytać szeregowców, bądź starszych szeregowców, skoro wyjaśnić wszelkie wątpliwości może, potrafi i chce marszałek?

Doktor Malone, oprócz wynalezienia szczepionek mRNA, był również wynalazcą szczepionek DNA w 1988 i 1989 roku. Wynikiem tej pracy jest ponad 10 patentów i liczne publikacje, przynoszące około 7000 cytowań.

Specjalizuje się w badaniach klinicznych, sprawach medycznych, sprawach regulacyjnych, zarządzaniu projektami, zarządzaniu propozycjami (duże granty i kontrakty), szczepionkach i ochronie biologicznej.

Obejmuje to pisanie opracowywań, przeglądanie i zarządzanie szczepionkami, zagrożeniami biologicznymi i biologicznymi próbami klinicznymi oraz strategiami rozwoju klinicznego.

Dr Malone brał udział w opracowywaniu, projektowaniu i nadzorowaniu około czterdziestu badań klinicznych fazy I i dwudziestu badań klinicznych fazy II, a także pięciu badań klinicznych fazy III.

Pełnił funkcję dyrektora medycznego/monitorującego w około czterdziestu badaniach klinicznych fazy 1 oraz w dwudziestu badaniach klinicznych fazy 2, w tym w tych prowadzonych w organizacjach zajmujących się badaniami klinicznymi zajmującymi się szczepionkami. Praca dr Malone nad rozwojem propozycji dla firm przyniosła klientom miliardy dolarów.

W swojej wypowiedzi poświęconej problemowi postrzegania mRNA w przestrzeni publicznej, porusza wiele kwestii o podłożu obyczajowym, moralnym i etycznym. Wyjaśnia również, czy szczepienia są eksperymentem medycznym.

Naukowiec pragnie zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie jest przeciwnikiem szczepień. Wprost przeciwnie, jest specjalistą i rzecznikiem na rzecz szczepionek, a także oryginalnym wynalazcą podstawowej technologii platformy szczepionki mRNA [w tym szczepionki DNA].

Ma też rozległe szkolenie z bioetyki na Uniwersytecie Maryland, na Instytucie Badawczym Armii Waltera Reeda i Harvard Medical School, a zaawansowany rozwój kliniczny i sprawy regulacyjne są dla niego podstawowymi kompetencjami.

Warto zauważyć, że na tym samym uniwersytecie, na którym kształcił się dr Malone, powstała super szczepionka nowej generacji wyprodukowana na obrzeżach stolicy Stanów Zjednoczonych przez armię amerykańską. Szczepionkę już zaczęto testować na ludziach!


Zamykanie ust lekarzom

„W zeszłym tygodniu odbyłem kilkugodzinną rozmowę telefoniczną z moim znajomym, który jest kanadyjskim lekarzem pierwszego kontaktu. Opowiedział historię sześciu bardzo niezwykłych klinicznych przypadków niepożądanych odczynów poszczepiennych, które osobiście zaobserwował w swojej praktyce, obejmującej szczepienie swoich pacjentów szczepionką mRNA firmy Pfizer” – zdaje relację Malone.

Kanadyjscy lekarze złożyli prośbę o dostęp do informacji publicznej, aby uzyskać dane szczepionki.

Problemem, który zaniepokoił doktora Malone był fakt, że NOP-y, pomimo prawidłowego zgłoszenia, zostały zignorowane i potraktowane przez władze, jako zdarzenia niepowiązane ze szczepionkami.

Co najważniejsze, nie przeprowadzono żadnego wnikliwego dochodzenia. Z automatu odrzucono myśl, że ich przyczyną mogą być preparaty firmy Pfizer BioNtech.

Sytuacja w kanadyjskiej służbie zdrowia przypomina tę z pozostałych krajów rozwiniętych.

Mianowicie, „każdy praktykujący lekarz, który upublicznia obawy dotyczące bezpieczeństwa szczepionek, jest narażony na szyderstwa ze strony lekarzy akademickich i zagrożony potencjalnym rozwiązaniem umowy o pracę [medycyna w całości kontrolowana jest przez państwo] i utraty licencji na wykonywanie zawodu”.

Trzeba zauważyć, że cała służba zdrowia wplątana jest w status quo, którego spektrum rozpościera się od ostracyzmu zawodowego, przez zagrożenie utratą licencji; od zwykłego pracownika służby zdrowia, po profesorską kadrę zarządzającą.

Dr Malone zadaje serię retorycznych pytań o to, czego boją się oficjalni liderzy zdrowia publicznego, dlaczego konieczne jest tłumienie dyskusji i pełnego ujawniania informacji dotyczących reaktogenności mRNA i zagrożeń bezpieczeństwa. Czyż nie tym powinna zajmować się dziedzina naszego życia, jaką jest nauka?


Amunicja dla „antyszczepionkowców”

„Przeanalizujmy dokładnie dane dotyczące niepożądanych odczynów poszczepiennych związanych ze szczepionką. Czy można znaleźć informacje lub wzorce, takie jak niedawne odkrycie objawów kardiomiopatii lub utajonych sygnałów reaktywacji wirusa?” – pyta.

Zdaniem doktora, powinniśmy do zbadania tych danych zatrudnić najlepszych ekspertów w dziedzinie biostatystyki i uczenia maszynowego, a wyniki powinny być niezwłocznie udostępniane opinii publicznej. O co w dzisiejszych czasach bardzo trudno.

Autor technologii mRNA wychodzi z założenia, że dorosłym obywatelom należy pozostawić wolną wolę i wolność wyboru.

„Dotyczy to zwłaszcza badań klinicznych. Te mRNA i rekombinowane produkty szczepionek adenowirusowych pozostają obecnie w fazie eksperymentalnej” – zaznacza.

„Ponadto mamy prowadzić rygorystyczną, opartą na faktach naukę i medycynę. Jeśli nie zostanie przeprowadzona rygorystyczna i przejrzysta ocena reaktogenności szczepionek i zdarzeń niepożądanych po szczepieniu, my [społeczności zajmujące się zdrowiem publicznym, badaniami klinicznymi i opracowywaniem szczepionek], dajemy amunicję antyszczepionkowcom przeciwko szczepionkom i potwierdzamy wiele z ich argumentów”.


Czy szczepionki COVID-19 są eksperymentem medycznym?

Media głównego nurtu, oraz organizacje zarówno rządowe, jak i pozarządowe przekonują ponad wszelką wątpliwość, że nie ma mowy o eksperymentach.

Rządowy portal proszczepionkowy #SzczepimySię, którego twarzą został Cezary Pazura, umieścił informację na Twitterze, dającą jasno do zrozumienia, że szczepionki produktem eksperymentalnym nie są.

Profesor doktor habilitowany nauk medycznych Miłosz Parczewski stara się wszystko wyjaśnić.

Czy aby na pewno jest tak, jak mówi doktor Parczewski i powtarzający to samo za nim inni przedstawiciele mainstreamowego świata medycznego?

„Coraz większym problemem, który doskwiera rzetelnym przedstawicielom świata nauki, jest tłumienie informacji i jawna cenzura, dotyczące tych obecnych szczepionek na COVID, które są oparte na technologiach terapii genowej” – wyjaśnia twórca terapii genowej mRNA, doktor Malone.

To przez nią informacje drugiej strony medalu nie mogą dostać się do świadomości większości społeczeństwa. A to, zdaniem doktora, rzucają złe światło na całe przedsięwzięcie szczepionkowe.

„Moim zdaniem dorosłe osoby w naszym społeczeństwie mogą śmiało poradzić sobie z informacją i otwartą dyskusją.

Ponadto musimy w pełni ujawnić wszelkie zagrożenia związane z tymi eksperymentalnymi produktami badawczymi” – podsumowuje doktor Malone, zaznaczając jednoznacznie, czym są „szczepienia” na COVID-19.

Dodatkowo na rządowej stronie clinicaltrials.gov sami możemy przekonać się, czy faktycznie zapraszani do telewizji eksperci, jak między innymi doktor Parczewski, mają rację i szczepionki na COVID-19 nie są eksperymentem medycznym.

Kiedy przyjrzymy się oficjalnym i szeroko dostępnym, choć przemilczanym dokumentom, okazuje się, że na przykład Pfizer BioNtech [a dotyczy to wszystkich czterech najbardziej znanych produktów terapii genowej i terapii z użyciem adenowirusa] zakończy swoje eksperymentalne badania dopiero w roku 2023. I to jedynie są szacunki.

Mało tego, wtedy ewentualnie zakończy się dopiero III faza badania! A co z fazą IV?


Świadoma zgoda

Doktor Malone porusza również bardzo ważną kwestię świadomej zgody. Każdy uczestnik medycznej procedury jest „podmiotem badawczym, od którego nie wymaga się podpisania świadomej zgody z uwagi na autoryzację produktu ze względu na wyjątkową sytuację (EUA)”.

Problem polega na tym, że standardową, moralną, etyczną, profesjonalną i co najważniejsze zgodną z prawem procedurą, nazywano by taką, w której ów podmiot badawczy poinformowano by o ewentualnym ponoszonym ryzyku.

Bez świadomej zgody łamie się konwencje i deklaracje międzynarodowe.

Na domiar złego niektóre kraje wzywają do podawania szczepionek na zasadzie wyjątkowej sytuacji EUA nastolatkom i młodzieży, „którzy z definicji nie są w stanie bezpośrednio wyrazić świadomej zgody na udział w badaniach klinicznych – pisemnej lub innej”.

Kluczową kwestią jest tutaj to, że to, co robi się przez tłumienie otwartego ujawniania niepożądanych odczynów poszczepiennych i debaty na ich temat, narusza podstawowe zasady bioetyki badań klinicznych.

Konwencja genewska i deklaracja helsińska mówią o tym, że musi być świadoma zgoda na eksperymenty na ludziach. „Ludzie – ty, ja i obywatele naszych krajów – musimy być informowani o zagrożeniach.”

„Szacunek wymaga, aby podmioty, w miarę swoich możliwości, miały możliwość wyboru tego, co im się przydarzy, a co nie.

Możliwość ta jest zapewniona, gdy spełnione są odpowiednie standardy świadomej zgody”.

Za „świadomą zgodę” przyjmujemy sytuację, w której wymienione są trzy elementy: informację, zrozumienie i dobrowolność – definiuje pojęcie Malone.


Przekroczone granice, łamane zasady

Zdaniem doktora, przywódcy w zakresie zdrowia publicznego przekroczyli granicę i obecnie łamią podstawowe zasady, które stanowią fundament, na którym zbudowana jest etyka badań klinicznych.

„Uważam, że to musi się skończyć. Musimy mieć przejrzyste publiczne ujawnianie zagrożeń – w szerokim tego słowa znaczeniu – związanych z tymi eksperymentalnymi szczepionkami.

Albo to, albo cała nowoczesna struktura bioetyczna, która wspiera badania na ludziach, będzie musiała zostać ponownie przemyślana” – konkluduje.

Ponadto, ponieważ szczepionki te nie są jeszcze dopuszczone do obrotu [jedynie autoryzowane do podawania pod pewnymi warunkami], przymus udziału ludzi w eksperymentach medycznych jest szczególnie zabroniony.

„W związku z tym, polityka zdrowia publicznego spełniająca ogólnie przyjęte kryteria przymusu do udziału w badaniach klinicznych, jest zabroniona” – stawia kropkę doktor Malone.

Źródła:

  1. The Inventor of mRNA Vaccine Technology: Dr Robert Malone: https://youtu.be/xC7_pRidnZ0
  2. https://nczas.com/2021/07/06/tworca-technologii-mrna-ostrzegal-przed-szczepionka-jego-nazwisko-szybko-zniknelo-z-wikipedii/
  3. https://paradyzja.com/doktor-malone-wynalazca-mrna-o-covid-19/
  4. mRNA Vaccine Inventor Robert W Malone on the discoveries: https://youtu.be/HgZGxOSKdOY

 

Świadomość rośnie

Hanna Zdanowska

Łodzianie już rozumieją, że nie mają do czynienia z realnym przeciwnikiem, czyli z prezydent Zdanowską, tylko muszą zmierzyć się z legendą tego prezydenta, z jego wizerunkiem wykreowanym za publiczne pieniądze. Można odnieść wrażenie, że prezydent Zdanowska kompletnie nie panuje nad tym, co dzieje się w mieście. Jednak Jej wizerunek został tak wytworzony i tak wykreowany, że to stanowi realny problem — mówiła Wojciechowska van Heukelom.

Chyba trudno o lepsze wyjaśnienie:

Nie walczymy z realnym przeciwnikiem, lecz z jego wizerunkiem wykreowanym za publiczne pieniądze
Po prostu genialny cytat!!!

 

Matematyka + Ekonomia = Teoria Gier

Książka "Strategy, a history" Lawrence Freedman'a, jest wielka, nudnie napisana i w mojej ocenie, o historii owszem, ale nie o istocie strategii. Tymniemniej warto przez nią przebrnąć ot choćby dla tego fragmentu:

…teoria gier analizowała strategię w sposób ogólny i formalny. W pewnym okresie jej wpływ na nauki społeczne stał się znaczący. Teoria gier powstała w wyniku współpracy dwóch europejskich emigrantów pracujących w Princeton podczas II wojny światowej. Węgier John von Neumann jako dziecko zadziwiał niesamowitymi możliwościami swej pamięci i zdolnościami obliczeniowymi, wkrótce zresztą został uznany za jednego z matematycznych geniuszy swojej epoki. W latach dwudziestych rozwinął podstawowe zasady teorii gier, czerpiac inspirację z analizy gry w pokera. Austriak Oskar Morgenstern, ekonomista z Wiednia, poznał von Neumanna w Princeton, dostrzegając szersze znaczenie teorii gier pomógł nadać jej ostateczną postać. Ich wspaniała książka „Teoria gier i zachowań ekonomicznych” została opublikowana w 1944 roku.

Dlaczego poker, a nie szachy, które zawsze były postrzegane jako gra strategów? Naukowiec Jacob Bronowski przytacza odpowiedź von Neumanna:

Szachy to nie gra


– Nie, nie – powiedział.
– Szachy to nie gra. Szachy to dobrze zdefiniowana postać obliczeń. Możesz nie być w stanie znaleźć wszystkich odpowiedzi, ale teoretycznie musi istnieć rozwiązanie, właściwy krok w danej sytuacji. – Prawdziwe gry natomiast — powiedział — wcale takie nie są. Życie też takie nie jest. Prawdziwe życie składa się z blefowania, małych oszustw i zadawania sobie pytań typu: "Czy przeciwnik przewidzi co chcę zrobić?". I o to właśnie chodzi w mojej teorii.

W szachach obie strony pracują z dokładnie tymi samymi, doskonale znanymi informacjami, to natomiast co dzieje się w głowie przeciwnika nie ma absolutnie żadnego znaczenia, nieistotna jest również historia rozgrywki. Natomiast w pokerze przypadek jest istotnym czynnikiem sprawczym, ale sama gra nie opiera się wyłącznie o przypadki. Możliwe jest szacowanie prawdopodobieństwa i siły rąk innych graczy. Ponieważ jednak w pokerze zawsze występuje pewien stopień niepewności, to samo rozdanie może być rozgrywane na wiele różnych sposobów, w zależności od domniemania, czy inni gracze tak licytują bo mają silną kartę albo słabą. Można przechytrzyć przeciwników. Teoria gier dotyczy zatem inteligentnych strategii w sytuacjach z natury niepewnych.

Okładka książki "Theory of Games and Economic Behavior"
Von Neumann obserwował, jak w pokerze wszyscy gracze wzbudzają niepewność co do jakości swoich kart. Blef był niezbędny, a nieprzewidywalność w ich grze bardzo pomocna. Zidentyfikował optymalny wynik dla jednego racjonalnego pokerzysty grającego przeciwko drugiemu jako rozwiązanie „minimaks”, czyli najlepszy wybór z palety najgorszych możliwości. Jego omówienie tego rozwiązania z 1928 roku nadało teorii gier jej matematyczną wiarygodność, spowodowało też zmiane podejścia z "tak należy zagrać", na rzecz "chyba tak powinno się zagrać". Pokazując, jak postępować racjonalnie w irracjonalnych sytuacjach, teoria gier pokazała, dlaczego logiczne może być blefowanie zarówno w celach ofensywnych, jak i defensywnych oraz w jaki sposób okazjonalny losowy ruch może utrudnić przeciwnikowi rozpoznanie charakterystyki gry, tym samym zwiększając jej niepewność.

Książka Morgenstern'a i von Neumann'a, została uznana jako „jedną z najbardziej wpływowych i najmniej poczytnych książek XX wieku”. Te 641 stron matematycznych treści sprzedało się w zaledwie w czterech tysiącach egzemplarzy w ciągu pierwszych pięciu lat od wydania. Recenzji było wiele, aczkolwiek bardzo różnych w ocenie. Pojawili się entuzjaści, którzy propagowali książkę, jednak zawodowi ekonomiści byli nią raczej rozczarowani.


…game theory represented a way of thinking about strategic issues that was abstract and formal. Its influence on the social sciences eventually became significant. It emerged as the result of collaboration between two European émigrés working at Princeton during the war. From Hungary came John von Neumann. As a child he could astound with feats of memory and computation, and he was soon recognized as one of the mathematical geniuses of his age. He had developed the basic principle of game theory in the 1920s by contemplating poker. When Oskar Morgenstern, an economist from Vienna, got to know von Neumann at Princeton he saw the broader significance of his ideas and helped give them structure. Their formidable joint work, "The Theory of Games and Economic Behavior", was published in 1944.

Why poker and not chess, which had always been seen as the strategist’s game? The scientist Jacob Bronowski records von Neumann’s reply:

“No, no,” he said. “Chess is not a game. Chess is a well-defined form of computation. You may not be able to work out all the answers, but in theory there must be a solution, a right procedure in any position. Now real games,” he said, “are not like that at all. Real life is not like that. Real life consists of bluffing, of little tactics of deception, of asking yourself what is the other man going to think I mean to do. And that is what games are about in my theory.”

In chess both sides are working with exactly the same, perfect information, besides what is going on in the head of the opponent. Chance is a factor in poker, but the game is not pure chance. It is possible to apply probabilities to assess the likely hands of other players. As there will always be a degree of uncertainty, the same hand can be played in different ways according to judgments about whether other players are bidding out of strength or weakness. It is possible to outthink the competition. Game theory was therefore about intelligent strategies in inherently uncertain situations.

Von Neumann watched how in poker all the players encouraged uncertainty about the quality of their cards. Bluff was essential and unpredictability in their play helpful. He identifi ed the optimum outcome for one rational poker player playing against another as the “minimax” solution, the best of the worst outcomes. His 1928 proof of this solution gave game theory its mathematical credibility, moving it away from a representation of how a game might be played to a suggestion of how it should be played. By showing how to proceed rationally in an irrational situation, game theory demonstrated why it might be logical to bluff for both offensive and defensive purposes, and how the occasional random move could make it diffi cult for an opponent to discern a pattern of play, thereby adding to his uncertainty.

The book von Neumann co-authored with Morgenstern was described as “one of the most influential and least-read books of the twentieth century.” At 641 pages of dense mathematics, it barely sold four thousand copies in its fi rst fi ve years in print. After extensive but mixed reviews, and though some enthusiasts began to spread the word, the economics profession gave every impression of being underwhelmed.

 

We Francji uczono, że Polacy brali udział w holokauście. Ten uczeń wywalczył sprostowanie. Jego rodzice zabrali głos

Jakub Vaugon

Gdy Jakub zaprotestował na lekcji historii przeciwko kłamstwu we francuskim podręczniku na temat współudziału Polaków w eksterminacji Żydów w obozie koncentracyjnym w Treblince, zaczęto go nazywać w klasie „potomkiem morderców” – wyjaśnili jego rodzice. Nastolatkowi udało się jednak wywalczyć sprostowanie i przeprosiny od wydawcy podręcznika.

W marcu 2017 r. 14-letni wówczas Jakub Vaugon sprostował podczas lekcji historii w gimnazjum w Paryżu nieprawdziwe informacje w podręczniku do historii i geografii wydawnictwa Hatier. W książce napisano, że Polacy wchodzili w skład personelu obozu koncentracyjnego w Treblince.

Rodzice nastolatka, Agnieszka i Jerome Vaugon, wskazali w rozmowie z PAP, że konsekwencje sprzeciwu ich syna były poważne i wywołały nieprzyjemne reakcje zarówno wśród kolegów ze szkoły, jak i nauczycielki historii i dyrekcji.

Uczniowie nazywali Jakuba „Polaczkiem” i „potomkiem morderców” – wyznała pani Agnieszka – Kiedy nasz syn przyszedł do domu z wiadomością o tym, co wydarzyło się w klasie był bardzo zdenerwowany. Nikt mu nie uwierzył, że Polacy w Treblince nie byli oprawcami – dodała.

Rodzice ucznia próbowali samodzielnie wyjaśnić sprawę w rozmowie z dyrekcją szkoły.

Dyrekcja nas wyśmiała, a Jakubowi kazano się douczyć – powiedzieli państwo Vaugon.

Usłyszeliśmy z ust dyrektora: „Wy i wasze polskie resentymenty”. Z kolei nauczycielka historii była niezadowolona, że Jakub ma zdanie odmienne od opisu w podręczniku.

Po tym incydencie rodzice Jakuba nawiązali kontakt z Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince, prosząc o pomoc w weryfikacji informacji zawartej we francuskim podręczniku. Dyrekcja muzeum potwierdziła rażący błąd historyczny i w liście przysłanym do rodziców nastolatka wystosowała apel do wydawcy o sprostowanie kłamstwa.

Dysponując potwierdzeniem na piśmie nabraliśmy pewności, co do słuszności deklaracji i postawy syna – podkreślili państwo Vaugon, którzy okazali list w gimnazjum.

Apel o sprostowanie informacji zawartej w podręczniku, który otrzymaliśmy od dyrekcji Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince, potwierdzający, iż syn miał jednak racje, został wykpiony w szkole – podkreślili rodzice. Podczas kolejnego spotkania w gimnazjum, dyrektor szkoły przekonywał nawet, że w przeciągu kilku dni dostarczy materiały świadczące o tym, iż „Polacy uczestniczyli w Holokauście w obozie w Treblince”.

Jakub został też wezwany przez nauczycielkę historii, która powiedziała mu, że sprawia jej same kłopoty, i że przez niego dyrektor nie spał pół nocy szukając dowodów na to, iż to Jakub jest w błędzie. Dowodów takich jednak nie znalazł.

W kwietniu 2017 roku wydawca podręcznika, do którego rodzice także wysłali apel dyrekcji Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince, przeprosił za błąd w podręczniku. W liście wysłanym do państwa Vaugon wydawca tłumaczył, że w nowej wersji książki takiego błędu już nie ma i zapewnił, że dołoży wszelkich starań, by tego typu pomyłki nie pojawiły się już więcej w ich publikacjach. W kolejnych wersjach podręcznika bulwersujący zapis o polskim personelu w Treblince już się nie ukazał.

Jakub dostarczył pismo z przeprosinami i sprostowaniem od wydawcy nauczycielce historii, która – jak tłumaczył chłopak – schowała je do torebki i nigdy później dyrekcja szkoły ani nauczycielka nie nawiązali do tego tematu w klasie.

Niestety nauczyciele kontynuowali naukę z młodzieżą w oparciu o informacje zawarte w starej wersji podręcznika – powiedzieli państwo Vaugon – Ignorancja ta była bolesna. Sprawa została wyciszona, ale nasze dziecko do końca roku szkolnego było obiektem cichych drwin niektórych rówieśników i podejrzliwych spojrzeń grona pedagogicznego. Żadna z dorosłych osób nie wzięła go w obronę, nigdy nikt nie wyjaśnił publicznie w klasie czego dotyczyła interwencja Jakuba – dodali rodzice.

Jesteśmy dumni z syna, który jako 14-letnie dziecko potrafił sprzeciwić się publicznie kłamstwu i nie wycofał się ze swojego zdania mimo presji – podkreślili państwo Vaugon

Jakub wierzył, że jego interwencja może coś zmienić, że prawda się liczy. Według nas historia ta wprowadziła go zbyt szybko w dorosłość. Pomogła jednak, dostrzec mu wiele trudnych aspektów relacji międzyludzkich na styku kultur, wyznań i dyplomacji – podsumowali rodzice.

Jakub był jednym z najlepszych uczniów szkoły i uzyskał celujące wyniki na egzaminach kończących gimnazjum. Państwo Vaugon wyrazili obawy, czy to co zrobił Jakub, wpłynęło na jego edukację na kolejnych etapach nauczania we Francji.

Z przyczyn do tej chwili niewyjaśnionych, mimo bardzo dobrze zdanego egzaminu wstępnego do liceum Montaigne w Paryżu wiosną 2017 roku, Jakub nie został przyjęty – mówili państwo Vaugon.

Po kilku etapowym procesie rekrutacyjnym Jakub dostał się do prestiżowego liceum Stanislas w Paryżu, rozpoczął we wrześniu 2017 roku naukę, a w 2020 zdał maturę z wyróżnieniem. Marzy o studiach na Politechnice w Lozannie.

Jakub był nominowany w IX edycji Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”.

W niemieckim obozie koncentracyjnym w Treblince śmierć poniosło około 900 tys. ludzi. Był to największy obóz zagłady w Generalnym Gubernatorstwie i drugi co do wielkości po Auschwitz-Birkenau w okupowanej Europie.

Źródło: https://nczas.com/2021/06/23/we-francji-uczono-ze-polacy-brali-udzial-w-holokauscie-ten-uczen-wywalczyl-sprostowanie-jego-rodzice-zabrali-glos/

Źródło: https://pl.aleteia.org/2021/06/08/we-francuskim-podreczniku-przeczytal-ze-polacy-mordowali-zydow-w-treblince-zaczal-dzialac/

No i pojawia się kilka ciekawych wniosków:

  1. Jak "państwowe" ministerstwo edukacji mogło wpuścić nieprawdę do podręczników historii?

    Czyżby "bur…l na kółkach" jak w każdej instytucji państwowej?

  2. Czy taka powinna być postawa nauczycieli, gdy uczeń poddaje coś w wątpliwość?

    Bo to "pożal się Boże" nauczyciele.

  3. Czy taka powinna być postawa nauczycieli, gdy mają do czynienia z oficjalnym dokumentem poważnej instytucji, która podważa to co mówią?

    To typowa reakcja pójścia w zaparte wynikająca z Klątwy wiedzy

  4. Wydawca - prawdopodobnie nie instytucja państwowa - przeprosił

  5. Szkoła, nauczyciele - instytucja państwowa - nie przeprosili, szli w zaparte

  6. Na forum szkoły nie omówiono czego dotyczyła interwencja Jakuba

    Bali się, że to podważy ich "autorytet". Ten cały autorytet wynika ze stosowania taktyki von Celebrry, a nie rzeczywistych doświadczeń i osiągnięć

  7. jak daleko zaszło już formowanie umysłów prowadzone przez…

    No właśnie, przez kogo i w jakim celu?

 

Kwestia własności prywatnej

W odpowiedzi na moją rozmowę z Sebastianem w cyklu "Idealny system społeczno-polityczny" Ultima Thule przysłał kilka swoich punktów:

  1. Zacznę od tego, że bitwę na biblioteki wygrał JK (dzięki koszulce BRASIL) - Canarinhos to mój pierwszy zespół, któremu kibicuję. Dlatego w moim domu nie wolno wymawiać liczby 1982.

    No tak!? Decydującym czynnikiem która biblioteka jest lepsza nie była ich zawartośc lecz koszulka własciciela jednej z nich :) czynnik pozamerytoryczny!

  2. Falsyfikacja. I tu od razu mam propozycję poddania takiej falsyfikacji dwie tezy stawiane przez Sebastiana:

    1. Teza A: Banki kreują pieniądze z powodu istnienia systemu rezerwy cząstkowej
    2. Teza B: Banki komercyjne kreują pieniądze poprzez udzielanie kredytów


    Obie te tezy są błędne i jestem gotów to udowodnić poprzez serię pytań, które doprowadzą każdego zwolennika tych tez do zaprzeczenia samym sobie. Falsyfikacja przebiegałaby za pomocą prezentowania kolejnych zapisów w uniwersalnym języku finansów (zapisy księgowe, stany bilansowe, wartości strumieniowe itd). Taki zapis jest JEDNOZNACZNY i wszystko od razu staje się widoczne i zrozumiałe. Ten punkt jest RĘKAWICĄ rzuconą Sebastianowi. Mam nadzieję, że ją podniesie.

    Tylko jedna uwaga: w trakcie wymiany stanowisk nie posługujemy się żadnymi cytatami czy odwołaniami do opracowań innych osób. Dyskutujemy WYŁACZNIE WŁASNYMI SŁOWAMI.

    Do udziału w tej debacie zapraszałem Sławomira Mentzena, który w zasadzie wyraził zainteresowanie, jednakże nie znalazł jak do tej pory czasu. Sądzę jednak, że w pewnym momencie będzie musiał się wypowiedzieć w tej sprawie.

    To w zasadzie rękawica rzucona nie Sebastianowi a PAFERE i książce "Ukryta nikczemność. Kto zarabia, a kto traci na inflacji". Nie rozumiem jednak ograniczeń. W jakim celu one są? Wydaje mi się, że najlepszą formą debaty jest debatowanie na piśmie do momentu aż obie strony nie uznaja jej za zakończoną. Nie musi być wcale rozstrzygnięta, strony moga uznać, że już dalej nie waro debatować.

    Dla mnie osobiście nalepszy byłby Twój artykuł na ten temat - miażdżący tezy z "Ukrytej nikczemności".

  3. Mechanizm bogacenia się: jest DOKŁADNIE ODWROTNIE. Ludzie bogaci stopniowo tracą swoje majątki (tzw. zjawisko DYSSYPACJI). To jest wręcz PRAWO FIZYKI. Nie da się utrzymać majątku ani nawet go rozmnażać. Przyczyna jest prosta i mam charakter czysto fizyczny: im większa różnica bogactwa pomiędzy bogaczem a resztą społeczeństwa, tym większe koszty trzeba ponosić na ochronę stanu posiadania. I nie chodzi tu tylko o mury, wieżyczki strzelnicze, stanowiska ckm-ów, fortalicje itp. Ochrona jest potrzebna nawet przed własnymi księgowymi, przed sekretarkami, przed kierowcami, przed kucharzami, a czasem nawet przed rodziną. Duże bogactwo ma dwa duże strumienie: strumień dochodowy wynikający z różnych przyczyn oraz strumień kosztowy (doradcy, nieprzemyślane inwestycje, konsumpcja ponad stan itp. W ostatecznym rozrachunku każdy twórca bogactwa odchodzi, a jego miejsca zajmuje konsumująca bogactwo rodzina. Nie ma takiej fortuny, której oszalałe z nieróbstwa kanalie by nie przehulały. Chińczycy twierdzą, że żadna fortuna nie trwa dłużej, niż trzy pokolenia. Często podnosi się argument przeciwko bogaczom, że "1% najbogatszych ludzi posiada 50% majątku". Pomijając już absurdalność takich wyliczeń to należy zauważyć, że co 10 lat KTO INNY należy do tej grupy ludzi. Dzisiaj nie ma już nawet śladu po XIX-wiecznych fortunach, a za 20 lat nie będzie śladu po XX-wiecznych.

    Problemem nie jest dziedziczenie bogactwa, ale dziedziczenie STANOWISK PAŃSTWOWYCH: politycy, urzędnicy, prawnicy itp. To tu jest JĄDRO ZŁA. Sam REAKTOR GWIAZDY ŚMIERCI. To tu trzeba uderzyć, by zniszczyć ZŁO. I jeżeli prowadzimy rozważania na temat NOWEGO PAŃSTWA (ja stosuję nazwę "New Model State"), to powinniśmy przedstawić rozwiązanie na kwestię nieformalnego dziedziczenia stanowisk.

    Jest tu jednak pewien niuans, na który nikt nie zwraca uwagi: otóż gdyby udało się skutecznie odebrać prawo dziedziczenia stanowiska kaście urzędniczo-prawniczej, to zniknie wówczas istotna grupa zainteresowana w istnieniu państwa, a to oznacza że takie państwo może łatwo paść łupem innych państw, w których ceni się takie kasty. Po prostu członkowie tych kast sprzedadzą się silniejszym panom. Dokładnie tak się stało, gdy elity urzędniczo-prawnicze porzuciły własne, niewdzięczne państwa narodowe i sprzedały się Unii.

    Z przedstawionym modelem zasadniczo się zgadzam. Problemy widzę dwa:

    1. Oczywiście zazdrości się fortun, zazdrości się dostępu do pieniędzy przeznaczonych na konsumpcję. I ta zazdrość wywołuje rewolucje.
    2. Rentierzy - ludzie dostający pieniądze nie dający nic w zamian. Do ich zbioru można zaliczyć: dziedziców fortun i beneficjentów grantów państwowych. Gawiedź zalicza do nich również właścicieli kapitału produkcyjnego, a nie powinna, bo ci ostatni jeśli działają w warunkach konkurencji przyczyniają się do innowacji i wytwarzania dóbr.

    I dlatego proponuję by nie było grantów i dotacji państwowych, by dokładnie rozróżniać bogatych, bo są ich dwa rodzaje:

    1. Bogaty przez własną pracę - bardzo pozyteczny i należy go maksymalnie chronić i motywować by pracował jeszcze więcej. Ale trzeba im sugerować by ostentacyjnie nie okazywali swojego statusu materialnego.
    2. Bogaty z nadania badź rozboju - takich należy maksymalnie tępić

    Nie rozumiem tezy od "dziedziczeniu stanowisk państwowych"…

  4. Posiadanie ziemi. Rozważania na temat własności ziemi należy rozpocząć od wyjaśnienia, skąd w ogóle bierze się własność ziemi. Otóż ziemi NIE DA SIĘ POSIADAĆ. Ziemią zawsze władała GRUPA, a nie pojedyncza osoba. Poza tym władaniu nigdy nie podlegał jakiś śmieszny prostokąt o wymiarach axb metrów, Władaniu podlegał UKŁAD PRZESTRZENNY pozwalający na uzyskanie określonych korzyści: np. bród na rzece (ale wtedy trzeba posiadać także przyczółki), trakt (ale wtedy trzeba posiadać system umocnień, przepraw itp., które pozwalają utrzymać trakt), pole rolne (ale wtedy trzeba posiadać zaplecze pozwalające efektywnie gospodarować) itp itd.

    Posiadanie było więc zawsze elementem ORGANIZACJI SPOŁECZNEJ. Nie dało się posiadać ziemi nie będąc częścią społeczeństwa zdolnego do sprawowania władztwa nad danym terytorium. A to władztwo nie byłoby możliwe bez zaistnienia PRZEMOCY PIERWOTNEJ. Aby więc dało się ziemię posiadać najpierw należało ją PRZEMOCĄ ZAWŁASZCZYĆ. Każdy system prawny jest ufundowany na PRZEMOCY PIERWOTNEJ. To oznacza z kolei, że nie może istnieć własność BEZWZGLĘDNA. Własność zawsze będzie zależna od systemu prawnego, którego częścią są np. wywłaszczenia, prawo nakazujące lub zakazujące określonego sposobu wykorzystania itp. Człowiek nie może narzekać, że państwo zakazuje mu np. wybudowania zbyt dużego domu na jego własnej ziemi, bo gdyby nie to zakazujące państwo to nawet nie mógłby posiadać tej ziemi. Ludzie chcieliby, żeby najpierw powstało państwo, dzięki któremu będą mogli bezpiecznie posiadać ziemię, ale później, jak już tą ziemię posiądą, to państwo WON !!! I teraz "ja tu rzondzem !". No niestety tak to nie działa. A boleśnie przekonało się o tym polskie ziemiaństwo I RP, które gardziło swoim państwem, bo go czasem troszeczkę ograniczało. No to minęło kilka dekad i stracili nie tylko swoje ziemie, ale i życie.

    Podsumowując: w analizie własności ziemi nie można abstrahować od przemocy pierwotnej, która umożliwiła powstanie państwa, powstanie państwa umożliwiło powstanie prawa, a powstanie prawa umożliwiło powstanie własności ziemi.

    Zgadzam się, nie można abstrahować od przemocy pierwotnej źródła własności i źródła prawa. Trzeba też edukować o istnieniu dylematów i par dylematów, które je tworzą. Bo, jak piszesz, ludzie powinni mieć świadomość po co jest państwo i "państwo". I jakie są ich charakterystyki.

  5. Jeżeli majątki będą kasowane (pytanie: W JAKI SPOSÓB ???), to ludzie przestaną dbać o te majątki, rozwijać je, usprawniać itp. Mówi się, że w socjalizmie na Saharze zabraknie piasku. Taki byłby skutek kasowania majątków. Majątki MUSZĄ być dziedziczone, ale należy uniemożliwić dziedziczenie stanowisk państwowych.

  6. MONOPOL. Wielu ludzi twierdzi, że zbyt duże majątki pozwalają dużym firmom MONOPOLIZOWAĆ rynek. Jest to FAŁSZYWA LEGENDA. Wielkie korporacje nie mają NAJMNIEJSZYCH SZANS na zmonopolizowanie czegokolwiek. Jedynie prawo wymuszane przez państwa pozwala tym mastodontom trwać. Wystarczy zmienić prawo, uniemożliwić monopolizację rynków poprzez ich uwolnienie i każdy koncern zawali się pod własnym ciężarem.

    Pełna zgoda! Nie mogą obowiązywać zasady "Zbyt duży aby upaść" i "Państowowy nie może upaść" (wcale nie powinno być państwowych). Natomiast jako "szczepionkę" przed negatywnymi skutkami upadku dużych przedsiębiorstw, i w gruncie rzeczy również dla ich dobra, wprowadziłbym obowiązkowe dzielenie monopolistów rynkowych (ci którzy przekraczają np. 50% udziału w rynku) na dwie mniejsze firmy.

  7. Zdolność do zarabiania pieniędzy. Błędnie założyliście, że pieniądze zarabiają się z samego faktu posiadania majątku. To jest FUNDAMENTALNY BŁĄD. Pieniądze zarabia się wtedy, gdy tworzy się wartość dodaną. Nigdy majątek pasywny nie przyniesie większej rentowności, niż praca dająca wartość dodaną. Wynika to wprost z praw fizyki: jeżeli jest mała różnica potencjału, to powstaje małe napięcie. Nie da się w łańcuch o sumie rentowności 15% wpiąć źródła dochodu pasywnego o rentowności 16%. Co więcej! W praktyce w taką rentowość ogólną trudno jest wpiąć rentowność pasywną na poziomie 2-3% !!! Dowodem na to niech będą wszystkie wynalazki do automatycznego inwestowania na giełdach: rentowność tych narzędzi ma taki potencjał energetyczny, jak kałuża na płaskiej podłodze. Ale ciągle są ludzie, którzy sądzą że można osiągać duże zyski nic nie robiąc i nic nie myśląc. Niestety, tacy hochsztaplerzy goszczą coraz częściej na moim dawniej ulubionym kanale Nam Zależy. Wojtek niestety dał się podejść tym oszustwom i hochsztaplerom i stał się ich naganiaczem. Moim zdaniem gorzko tego kiedyś pożałuje, że poszedł w tym kierunku. Na razie ślę mu regularne ostrzeżenia, ale wygląda na to, że wpadł w "amok inwestycyjny". Oczywiście nie mam na myśli Mentzena czy innych gości dużego formatu. Nawet Zaorski mówi mądrze. Ale jest pewna grupa "doradców inwestycyjnych", których należy unikać jak ognia, a ja ich nazywam wprost: OSZUSTAMI. Zresztą - wystarczy sekunda zastanowienia się: jeżeli ktoś ma tak wspaniałe pomysły inwestycyjne, to traciłby czas na pisanie grubych ksiąg? Wiecie już chybam, kogo mam na myśli… No cóż - pozostaje czekać, a czas przyzna mi rację.

    Należy też unikać KAŻDEGO, kto promuje kryptowaluty - które są po prostu IDEALNYM USZUSTWEM. Złotem głupców. Świętym Graalem kretynów.

    Tu mam takie zdanie: Piramidy finansowe, giełdy, kryptowaluty, gra w kasynie - przynosi pewnym ludziom, głównie ich twórcom, korzyści - dlatego promują to. Oczywiście zdarzy się ktoś kto w w takich gierkach wygra dużą sume i wówczas się go promuje i pokazuje jak łatwo jest zarobić, mamiąc wizja łatwego zarobku innych po to by ich wciagnąć do tej gry.

    Pokazuje się jednego, który wygrał milion, ale nie pokazuje się 100 tysięcy tych, którzy stracili po tysiącu. Zresztą oni się do tej straty nawet nie przyznają. Każdy z graczy w totolotka twierdzi, że w sumie jest raczej do przodu.

    Co do właścicieli kanałów medialnych to dla nich najważniejsza jest oglądalność, bo proporcjonalnie do niej sa wynagradzani. Dobieraja zatem ludzi, którzy sie dobrze medialnie sprzedają. Po co im madrala, którego ogląda 1000 osób, lepiej pokazać zboczeńca, który przyciagnie milion. Kiedyś pracował u mnie programista światowego foratu - był członikem trzyosobowej drużyny, która wygrała Mistrzostwa Świata w programowaniu zespołowym. Nagrał go TVN i miał pokazać o 23.00. Wszyscy w firmie czekali by go obejrzeć. Niestety o 23.00 go nie pokazano. Następnego dnia rano powiedział: "Wygrał ze mną szaleniec, który zarąbał siekierą całą swoją rodzinę". Nadają to, co ludziska chcą oglądać - niestety.

    Kto mądry nie musi tego oglądać.

    Co do ludzi, którzy sie fajnie sprzedają to są tacy, którzy w gruncie rzeczy nie wiadomo co mówią, a oglądają ich dziesiątki tysięcy osób.

  8. OCHRONA SIEDLISKA RODZINNEGO. Nie tylko nie wolno likwidować dziedziczenia, ale należy stworzyć SPECJALNĄ OCHRONĘ SIEDLISKA RODZINNEGO. Polega to na tym, że dom rodzinny nie powinien podlegać ŻADNEJ WINDYKACJI, o ile spełnia określonego wymogi (np. niewielka działka o pow. do 15 arów itp.). Takiego niewielkiego majątku rodzinnego nie powinno się dać zająć nawet na podstawie zaległości podatkowych wobec państwa o zobowiązaniach cywilnych już nawet nie wspominając. Oczywiście rodzina może zastawić swoje siedlisko w banku czy prywatnie i wtedy ta ochrona nie mogłaby już działać, ale nie dałoby się rodziny wydziedziczyć poprzez mechanizm przymusu państwa.

  9. Sebastian NIE ROZUMIE ŹRÓDŁA WARTOŚCI PIENIĄDZA. Pieniądz fiducjarny ma wartość wynikającą z faktu, że ten pieniądz i TYLKO ten pieniądz pozwala spłacić zobowiązania podatkowe. Podatnicy muszą więc zdobyć ten pieniądz i w ten sposób powstaje popyt budujący WARTOŚĆ pieniądza.

    Dodruk pieniądza fiducjarnego to NIE JEST "dodruk pustego pieniądza". To jest ROZWADNIANIE WALUTY. Każda jednostka: ta, która już była i ta dodrukowana ma TAKĄ SAMĄ WARTOŚĆ wynikającą z popytu spowodowanego koniecznością płacenia podatków. Nieważne, czy w państwie jest 100 jednostek, 200 czy 200 TRYLIARDÓW: wartość zawsze wynika z ilości dóbr, jakie TRZEBA wyprodukować , aby SPŁACIĆ ZOBOWIĄZANIA PODATKOWE. Dodruk niczego więc nie zmienia, poza kwestią sposobu dystrybucji tego dodrukowanego pieniądza.

  10. Wymyślę też ZADANIA do tej książki. Mam kilka pomysłów.

  11. A tak w ogóle to w tej dyskusji trochę żeście się pogubili, bo chcieliście złapać za wiele spraw na raz.

 

Szybko, krótko i na temat… inflacji w RDC

Mój wywiad dla RDC na temat tego "Czym jest inflacja?"

Chyba mi się udało w niecałe 15 minut wytłumaczyć czym jest inflacja. Przy okazji należą sie ukłony prowadzącemu - Grzegorzowi Chlaście za "jakby sie zmieniło podejmowanie decyzji gdybyśmy zamiast inflacja mówili o spodleniu monety"…

 

Jak "Państwo" drukuje pieniądze

NBP publikuje swoje dane na temat podaży agregatów pieniądza w zakładce dotyczącej statystyk

https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/statystyka/pieniezna_i_bankowa/m3.html

W zamieszczonych tam „plikach do pobrania” najważniejszy jest pierwszy xlsx od góry. Reszta to już tylko jego analiza przeprowadzona we własnym zakresie.

Dobrze jest to porównywać ze wzrostem gospodarczym w poszczególnych okresach – wiele mówi.

 

Koncept Boga

Jeden z wizerunków Boga

Rozkręcają się moje internetowe znajomości: "Ultima Thule", którego jeszcze ciut ciut i już wRealu poznam. Długie i przemyślane komentarze pisze również "Leszek Klein". I czytając ten, który zaraz zacytyję, pomyslałem sobie, że może być niezłym przyczynkiem do wyklarowania stanowiska Fizyki Życia w odniesieniu do religii i koncepcji Boga.

 "Leszek Klein" pisze: Przepraszam, szanowny Panie Janie, że zawracam Panu głowę, że – tutaj, pod Pańskim logo-adresem napiszę jeszcze tych parę słów.

Samopowstawanie koncepcji Boga
Kiedy słyszę ten slogan „wojujcego ateizmu”, lewicy, jakoby „człowiek sobie Boga wymyślił” mam wrażenie mieć do czynienia z ograniczoną inteligencją absurdu. Ponieważ skoro Homo sapiens jest tak „inteligentnie twórczym” stworzeniem, że aż do tego zdolnym, więc – zwalczanie Boga w świadomości człowieka jest kompletną aberracją, ZABOBONEM, ponieważ inteligentny (myślący) Homo sapiens tego Boga ZAWSZE SOBIE WYMYŚLI… To znaczy także, że w ewolucji stworzenia „wymyślenie Boga” JEST OSIĄGNIĘCIEM inteligencji (myślenia) Homo sapiens.

Widziałem film dokumentalny – poważny film (szkoda, że nie zachowałem linku tego filmu – film angielskojęzyczny, tłumaczony na niemiecki), w którym twierdzono, że nie wszyscy posiadają gen, który umozliwia posiadającym ten gen wierzyć w transcencencję Boga. A więc gen ten MUSIAŁBY BYĆ WYKSZTAŁCONY W TOKU POSTĘPU EWOLUCJI. Nie wiem, czy ten film mówił prawdę, ja wątpię w taki „gen wiary”. Tak, czy inaczej więc – odkrycie pojęcia Istnienia Boga JEST EWOLUCYJNYM OSIĄGNIĘCIEM inteligencji (myślenia) Homo sapiens.

Ocena poziomu naukowego tzw. "lewicy"
Wniosek: niska inteligencja „wojującego ateizmu”, lewicy – jedynie prawidłowo gramatycznie składając słowa w sprzeczne nonsensy i dorabiane absurdalne teorie – nie dostrzega w nich dualizmu swojej schizofrenii.

Formatowanie kulturowe (memetyczne)
Materia ma jednak tę właściwość (tu muszę powtórzyć), że: Rodząc się z jakimiś w genach potencjałami – konstrukcji swojego myślenia człowiek sobie NIE WYMYŚLA (nie stworzył, nie doszedł do tego sam). Urodzony człowiek, osoba – NIE WYBIERA nawet języka, którym zaczyna się posługiwać. Nawet język, mowę – ma narzuconą od razu i BEZ „pytania o zgodę”. Cała konstrukcja inteligencji (myślenia) człowieka, jego poglądy, jego kojarzenia, smaki, gusty, (po)ciągoty (punkt w człowieku najsłabszy), wybory w jego postępowaniu („własny wpływ”, „własny wybór” – później kształtują osobę jego własne czyny, wybierane na podstwaie poprzednich(!) doświadczeń – informacji, przykładów) – każdej osoby „inteligencja” JEST W CZŁOWIEKU WYCHOWANA w zasadzie bez jego własnego na to wpływu. To wszystko jest wypadkową zewnętrznych(!) informacji – zdarzeń i zjawisk, własnych doświadczeń, (wypadkową przykładów z zewnątrz), z którymi osoba spotyka się POPRZEDNIO, od samego urodzenia. (Wtedy – szybszą, lub wolniejszą, mniej, lub bardziej sprawną, ale – każdy dorosły osobnik ma i ne kojarzenia, INNĄ „inteligencję”.)

Zasady i prawa moralne religii katolickiej - słuszne naukowo
Kiedy więc człowiek – urodzona osoba, do genetycznego potencjału inteligencji nie będzie od urodzenia(!) dostawać i nie dostanie informacji, lub będzie dostawać informacje przeciwne – do informacji (wychowania) o istnieniu Boga (czy matematyki, informacji o trudzie pracy, o fachu – jeżeli od urodzenia nie dostanie z zewnatrz informacji o czymkolwiek – „dzieci mają za mało do powiedzenia, niech dzieci decydują” – to są przeczące nauce slogany lewicowej „inteligencji” pozbawionej odpowiedziałności i braku wiedzy im ulegających: bo o czym, skoro dzieci nie wiedzą, nie mogą więc mówić i wybierać tego, o czym nie wiedzą, i tego chciałaby ciemna i prymitywna lewica, chcąca podawać dzieciom i młodzieży informacje, przykłady odwrotne), to „inteligencja” takiej osoby w dorosłym wieku tych pojęć i wartości już nie wybierze. Bo NIE BĘDZIE W STANIE. Zwłasza, taka okrajana od dzieciństwa „inteligencja” w dorosłym stadium nie będzie w stanie wybrać NAJTRUDNIEJSZEGO – pojęcia Boga i zachowań zgodnych z precyzyjnymi, dokładnymi jak fizyka i matematyka – zachowań zgodnych z trudnymi zasadami i prawami moralnymi religii katolickiej. Zasadami NAUKOWO SŁUSZNYMI.

Coś tak doskonałego samo powstać nie mogło - kluczowy dowód na istnienie Boga
Ta okrajana z informacji od dzieciństwa „inteligencja” będzie nierozwiniętą inteligencją „wojującego ateisty”, będzie nierozwiniętą inteligencją każdego rodzaju dzikiego lewicowstwa. Lewica zrozumiała to dopiero po kilkunastu wiekach, ale ZROZUMIAŁA tp – to, co Nauka Katolicka WIE OD POCZĄTKU istnienia instytucji Kościoła Katolickiego, chociaż Nauka Katolicka nie opisuje tej naukowości językiem wprost naukowym. Wojujący ateizm i lewica jest to zawracający z powrotem na drzewa gatunek antropologiczny (Homo insipiens), którego „inteligencja” tworzy „prawa”, które są nienaukowymi wymysłami, w konsekwencji zawsze zgubnymi dla ludzkości. Wtedy – myślę sobie, że pojęcie „Bóg” – to nie jest tylko „pojęcie, o którym świadomość wpływa na nasze zachowania”. Skoro MATERIA – mogłaby mieć inne, ale – ma TAKIE właśnie własciwości, że (i) właśnie TAK funkcjonuje – TO KTOŚ MUSIAŁ tę MATERIĘ tak właśnie ZAPROJEKTOWAĆ. (Co ma prostszą konstrukcję – silnik elektryczny, czy komórka pantofelka? a silnik elektryczny „najpierw, przypadkiem, cudem, sam” jakoś nie powstał)… Ja, jakiś tam katolik – nie wierzę w ateistyczne i lewiocowe zabobony – „przypadkiem”, „cudem”, „samo”. Ja, jakiś tam katolik wierzący w Boga – NIE WIERZĘ W CUDA. KTOŚ MUSIAŁ tę materię w ten sposób zaprojektować. NIE – „wymyśiłem”. We właściwym czasie i z trudem, NAJPIERW(!) – ktoś (Rodzice, a im też Ktoś) Z ZEWNĄTRZ o Nim mi powiedział. Ktoś z zewnątrz poinformował mnie o Nim i o jego Prawie słusznym dla Świata.

Przepraszam, Szanowny Panie Janku, za moją „upierdliwość”. Pozdrawiam serdecznie






W sumie to nie ma za co przepraszać, bo wpis jest bardzo inspirujący, przynajmniej dla mnie. W zasadzie to ja powinienem podziękować, bo stał się inicjatorem spisania tych właśnie moich przemyśleń na ten temat. Do tekstu LK pozwoliłem sobie dodać tytuły, bo w gruncie rzeczy tekst jest dość dobrze podzielony tematycznie. Z kolei tytuły pozwolą na, według mnie, zgrabne opracowanie tematu. Do dzieła więc:

Istnienie/Nieistnienie Boga stwórcy

Pierwsze pytanie dotyczy Boga. Czy Bóg to

  1. Obiekt doskonały, świadomie tworzący inne prawie doskonałe obiekty, takie jak np. my lub tworzący przestrzenie, np. Wszechświaty wraz z ich podstawowymi obiektami oraz zestawami praw i zasad fizycznych, a te inne prawie doskonałe obiekty są wynikiem tych zasad.
  2. Zestaw czynników sprawczych np. praw i zasad fizycznych operujacych w danej przestrzeni wypełnionej obiektami podstawowymi.

Drugie pytanie dotyczy pojmowania pojęcia "istnieje" lub "jest". Bo rozumieć można je na bardzo wiele sposobów:

  1. Jako istnienie fizyczne - materialne. Bóg zatem byłby obiektem zbudowanym z materii
  2. Jako istnienie nie fizyczne - niematerialne. Bóg zatem nie jest zbudowany z materii i, w świetle Fizyki Życia, nie może być niczym innym jak informacją. Informacja jak wiemy moze być czynnikiem sprawczym, nie ma zatem żadnych przeciwwskazań by Bóg był informacją. Co więcej informację może stworzyć ktoś, ale również może dojść do jej samoistnego powstania, potrzebne są tylko obiekty-nośniki.

Wszystko zatem kręci się wokół obiektów, informacji i praw fizycznych, które opisują charakterystyczne relacje pomiędzy obiektami i informacją. Fizyka Życia udowodniła, że informacja jest pochodną materii i wynika z jej właściwości oraz to, że informacja może powstać sama z siebie, potrzebne jest jednak do tego ułożenie się w stałą strukturę stanu właściwości obiektów. Nikt natomiast nie pokazał jak mogło dojść do powstania materii. Jak do tej pory nie wiemy czy storzył ją ktoś/coś czy powstała sama z siebie - z niczego.

Pytanie o powstanie materii pozostaje otwarte, zatem Fizyka Życia tak samo traktuje pytanie o powstanie Boga. W Fizyce Życia pozostaje ono pytaniem otwartym, na które na razie nie znamy odpowiedzi.

Jeśli chodzi o istotę Boga i jego stworzenie, to Fizyka Życia musi opierać się na niezaprzeczalnych faktach, a te są następujące:

  1. Niewątpliwie Bóg jest obiektem wpływającym na zachowania ludzkie - jest zatem czynnikiem sprawczym.
  2. W różnych społeczeństwach mamy do czynienia z różnymi koncepcjami Boga, co sugerowałoby, że Bóg/Bogowie powstają w ludzkich społeczeństwach na zasadzie samopowstania w oparciu o konstruktory wiary w byty nadprzyrodzone, wykorzystując umysły ludzkie jako obiekty-nośniki.

Podsumowując:

Bóg według Fizyki Życia:

  1. Bóg jest na pewno obiektem niematerialnym (konceptem), którego nośnikami są ludzkie umysły.
  2. Bóg jest na pewno czynnikiem sprawczym wpływającym na zachowania ludzi i społeczeństw.
  3. Fundamentalnym problemem badawczym, którym zajmuje się Fizyka Życia w odniesieniu do Boga jest jego wpływ na zachowania ludzi i społeczeństw w odniesieniu do realizacji celu życia.
    Patrz Model jak gra żywe.

W pozostałych kwestiach odnoszących się do Boga, niż te wyżej podane, czyli istnienia/nieistnienia, czym tak faktycznie jest i jak powstał, Fizyka Życia nie może zająć jednoznacznego stanowiska, ma bowiem zbyt mało danych.

Bóg jako wytwór ewolucji biologicznej

Według Fizyki Życia koncepcja, że Bóg jest konceptem - wytworem ewolucji biologicznej ma najwięcej dowodów i modeli poznawczych dostarczonych do tej pory przez naukę i z tego powodu Fizyka Życia uznaje ją za najbardziej prawdopodobną. Jednak Fizyka Życia nie może negować innych koncepcji, po pierwsze dlatego, że w przyszłości nauka może dostarczyć nowych dowodów i nowych modeli, i po drugie dla zasady, że jeżeli czegoś nie wiemy na pewno (nie możemy tego jednoznacznie i logicznie udowodnić) to nie możemy zajmować na temat tego czegoś jednoznacznego stanowiska.

Teoria samopowstawania Boga
Historia i badania naukowe dostarczają wielu dowodów na poparcie tej teorii:

  1. W różnych cywilizacjach mamy do czynienia z różnymi koncepcjami Boga.
  2. Koncepcje Boga i ich wpływ na podległe im społeczeństwa choć różne, to na pewnym poziomie ogólności są identyczne.
  3. Bóg jako koncept, przynosi pewnym grupom społecznym szereg korzyści, grupy te mogą być zatem inicjatorami obiektu Bóg i dalej mogą stanowić jego konstruktory.
  4. Dana koncepcja Boga może nie tylko przynosić pewnym grupom społecznym szereg korzyści, ale może przyczyniać się do sukcesu reprodukcyjnego społeczenstwa, w którym funkcjonuje.
  5. Jeśli obiekt Bóg przyczynia się do sukcesu reprodukcyjnego wyznającego go społeczeństwa mamy do czynienie z dodatnim sprzężeniem zwrotnym: Jeśli dana koncepcja Boga przyczynia się do sukcesu reprodukcyjnego danego społeczeństwa to zwiększa się liczna nośników (ludzi) danej koncepcji Boga.
  6. Ponieważ społeczeństwa funkcjonują w interakcji z innymi społeczeństwami sukces reprodukcyjny związany jest pośrednio również z rozwojem technologicznym, czyli koncepcja Boga musi umozliwiać również i to.
  7. Koncepcja Boga jest konstruktorem integracji społecznej, nakierowanej na zwalczanie np. nadużych dokonywanych przez rządzącą grupę społeczną. Vide ruch "Solidarność" i wpływ Jana Pawła II na polskie społeczeństwo.
  8. Jean Piaget, twierdzi, że dzieci same dochodzą do koncepcji moralności w wyniku socjalizacji rówieśniczej.
  9. Wiara w socjalizm na pewnym poziomie ogólności przypomina wiarę w Boga. Kult jednostki, na pewnym poziomie ogólności, przypomina wiarę w Boga.

Ocena poziomu naukowego tzw. "lewicy"

W tym miejscu należałoby dokładnie zdefinować pojęcie "lewicy" oraz zastanowić się na teorią i praktyką ruchów lewicowych. Ponieważ definicja: Cechą wspólną ugrupowań lewicowych są wartości takie jak egalitaryzm, kolektywizm – wyższość równości nad wolnością oraz dobra grup społecznych nad jednostką. Lewica kieruje się aktywną rolą państwa w gospodarce, rozbudową programów socjalnych państwa, zwiększaniem wydatków na oświatę, ochronę zdrowia oraz opiekę społeczną. nie określa tego skąd będą brane na to środki jest definicją nęcącą aczkolwiek niepełną.

Historia pokazała, że wszelkie ruchy lewicowe dochodzą do władzy w oparciu o atrakcyjne propozycje dla wyborców, ale później prowadzą przez terror do ruiny gospodarczej. Patrz Tabela Fiedosiejewa

To jest szerogi i głęboki temat do dyskusji zalezy też bowiem od tego czy dane społeczeństwo jest biedne, czy bogate.

Zasady i prawa moralne religii katolickiej - słuszne naukowo

Kilka komentarzy nt. stanu religii na dziś

~wrt-
Mieszkam w rejonie Polski chyba najbardziej katolickim ale i tu faktycznie można zobaczyć jak w ostatnich latach następuje systematyczny odpływ i to niekoniecznie młodych o dziwo. Dawniej na wsi nie do pomyślenia było żeby ktoś nie poszedł na niedzielną mszę. Teraz na dzień dobry brakuje palców u rąk i nóg,żeby zliczyć takich ludzi. Nie wiem w jakim świecie żyje arcybiskup, ale jeżeli tak myśli większość z księży jak on to Boże miej ich w opiece. Oni nadal nie rozumieją tego co się wokół nich dzieje i najgorsze co z nimi samymi. I nawet nie są główną przyczyną odejść te afery pedofilskie, a raczej wszystko to co dzieje się wokół pieniędzy. Po prostu kasa,kasa i po trzecie kasa rządzi. Dopóki to się nie zmieni to odejść będzie coraz więcej.

~Baba z miasta-
Sojusz władzy z Kościołem temu drugiemu przeważnie nie służy. Widzi to każdy myślący samodzielnie, z wyjątkiem tych, którzy ten sojusz zawarli. Władza się zmieni, a Kościół długo będzie odrabiał straty.

~Polak-
Czemu się dziwić? Religia w szkole, na ocenę. Prowadzą ją ludzie bez przygotowania i stawiają warunki i złe oceny. Na przymus do wiary nie przyciągnie. Kto słyszał o pracy klasowej z religii?? Do tego zarozumiałość i wywyższanie się kleru, afery, politykowanie itp. Itd. A młodzież coraz bardziej światła. Potrzebuje prawdziwych duchowych przywódców, których brak.

 

Gra w trzy kubki

W związku z tym, że nad morzem popularna jest gra w tzw. „trzy kubki”, którą grupy oszustów wykorzystują do ograbienia turystów kołobrzeska policja wydała następujący komunikat:

Osoby, które organizują grę w trzy kubki, to grupa ludzi, która wykorzystuje naszą chęć na łatwą wygraną. W grze, jeżeli przestrzegamy reguł narzuconych przez oszustów nie mamy szans na wygranie. Z reguły „trzy kubki” kończą się przegraną osoby zaproszonej do gry, bądź wygraną osoby podstawionej przez jej organizatora, co ma uprawdopodobnić potencjalną wygraną innym przyglądającym się osobom.

Gra w trzy kubki

Dalej policjanci napisali: Nie dajmy się zaprosić do uczestnictwa, a tym samym oszukać!! Pamiętajmy, że w tej zabawie nie ma wygranych!!

Dlaczego ujałem tę odezwę w ramkę? Bo ten tekst świetnie oddaje to co z nami robią rządzący:

Rządzący, którzy organizują grę w socjalizm, to grupa ludzi, która wykorzystuje naszą chęć na łatwą wygraną i nienawiść do bogatych. W grze, jeżeli przestrzegamy reguł narzuconych przez oszustów nie mamy szans na wygranie. Z reguły „socjalizm” kończy się relatywną przegraną wszystkich osób które weszły do gry, i przepompowaniem zasobów od graczy w kierunku rządzących i osób podstawionych przez rządzących, co ma uprawdopodobnić potencjalną wygraną innym przyglądającym się osobom.

Różnica jest jednak taka, że gangsterzy od trzech kubków nikogo nie zmuszają do gry i w każdym momencie można się z niej wycofać, gangsterzy od socjalizmu też na początek nie zmuszają, ale gdy już osiągną pewien stopień władzy wycofać się nie można - zabierają paszporty.

Źródło: https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/kolobrzeg-oszusci-nad-morzem-uwaga-na-gre-w-kubki/4qx1hdw

 

Jak przekonywać ludzi wierzących w socjalizm

Przykład: wyobraźmy sobie, że socjalista uważa, że służba zdrowia powinna być państwowa i darmowa, bo inaczej "ludzie będą umierali pod płotem".

Reakcją na to NIE POWINNO BYĆ (!!!) podawanie przykładów "Szwajcarii" lub "Singapuru" !!! Zamiast tego należy uderzyć w FUNDAMENTY jego idei: należy pokazać, że to właśnie w socjalizmie ludzie będą "umierali pod płotem" ! A przyczyna jest prosta: jeżeli prywatna służba zdrowia zatrudnia 100 lekarzy i 30 urzędników, to NIE MOŻE BYĆ tańsza, niż służba zdrowia zatrudniająca 100 lekarzy. Jednakże państwo poprzez TRANSFERY socjalne powoduje, że ludzie nie widzą rzeczywistych wyższych kosztów państwowej służby zdrowia. Wtedy trzeba socjaliście pokazać SKĄD państwo bierze dodatkowe pieniądze na państwową służbę zdrowia. Okazuje się, że brać je może tylko z jednego miejsca: od tych, którzy WYTWARZAJĄ DOBRA. Jeżeli zabierzemy pieniądze tym ludziom, to pozbawimy się części dóbr. Jednakże nie zobaczymy ich braku, bo nie wiemy, że one miałyby powstać. Tymi dobrami mogą być: karetki, sale operacyjne, leki. Oznacza to, że państwowa służba zdrowia przyczynia się do pogorszenia jakości leczenia.

Na taką argumentację socjalista nie może już odpowiedzieć, że "państwowa służba zdrowia jest lepsza". Może co najwyżej stwierdzić, że "POMIMO, że państwowa służba zdrowia jest GORSZA, to powinno się ją utrzymać, bo tak jest SPRAWIEDLIWIEJ". I wtedy jest wszystko w porządku, bo nie dochodzi do OSZUSTWA INTELEKTUALNEGO. Gdyby tak się udało rozbroić wszystkie lewackie brednie i mity, to bylibyśmy w o wiele lepszej sytuacji, gdyż wielu ludzi nie byłoby w stanie zaakceptować takiej argumentacji socjalisty.

Internauta Ultima Thule

A może zapytać ich dlaczego w socjalizm wierzą, choć fakty powielokroć pokazały, ze socjalizm prowadzi do odwrotnych skutków od obiecyweanych.

 

Grawitacja ku socjalizmowi

Po podwyższeniu podatków od firm, Joe Biden nie zatrzymuje się w pół drogi i zamierza podwyższyć podatki dla najbogatszych i zysków kapitałowych. Ponieważ bogaci są zawsze mniejszością, a większość nie widzi zagrożenia dla siebie, to większości się to raczej podoba, tym bardziej, że rzeczywiste skutki takich działań ujawnią się dopiero w dłuższej perspektywie. Lewicowy prezydent zbiera 54% pozytywnych opinii.

[Źródło: https://nczas.com/2021/04/27/lewicowe-tradycje-ciagle-modne-biden-podnosi-podatki-najbogatszym/]

 

Personifikacja abstraktów i tego konsekwencje

Internauta Ultima Thule poruszył to zagadnienie na jednym z forów:

Błędem jest PERSONIFIKACJA NIEISTNIEJĄCYCH BYTÓW. Nie ma czegoś takiego, jak "państwo", "firma", "korporacja". Jest jedynie suma działań POJEDYNCZYCH LUDZI. Państwo nie zachowuje się jak spersonifikowany byt, tylko zachowuje się jak banda gangsterów uwijających się jak w ukropie w dziele okradania innych ludzi (w tym nawet siebie nawzajem ! Vide: Zegarmistrz Światła Purpurowy).

Firma to nie "pracodawca i pracownicy" ! To grupa ludzi, z których każdy realizuje swój WŁASNY bilans, rachunek wyników i rachunek przepływów pieniężnych ! I relacje pomiędzy nimi są IDEALNIE ZRÓWNOWAŻONE ! Gdyby nie były: nie podjęli by współpracy !

Widzenie świata poprzez spersonifikowane nieistniejące byty kompletnie zaciemnia obraz i uniemożliwia zrozumienie prawdziwej dynamiki sił w relacjach społeczno-gospodarczych. TO z tego powodu ludzie wierzą w socjalizm i w interwencjonizm, bo sobie personifikują państwo jako "super-patriarchat", jako swego rodzaju "ojca dużej rodziny". Dokładnie ten sam błąd popełniał od stuleci naród rosyjski personifikując sobie państwo pod postacią najpierw "cara" a potem genseka kompartii.

Taki sam błąd powstaje w wyniku spersonifikowania PiS [obecnie rządzącej partii, posiadającej wiekszość w parlamencie - pryzp JF], w której to partii wszyscy walczą ze wszystkimi, a nieliczni tylko życzą jej gensekowi "sto lat życia!".

 

Przykład zagadnienia mnogościowego

Nawet jeśli w 99 proc. przypadków rodzice dobrze zadbają o swoje dziecko, to zdarzy się 1 proc., który zadba źle. Konserwatywni liberałowie są gotowi podjąć to ryzyko, bo państwo z a w s z e wychowa dziecko źle. Sam system bowiem, w którym dziecko należy do państwa, jest patologiczny.

Artur Dziambor

 

Sukces w życiu

Ultima Thule o Sukcesie, Zebraniach i Kobietach. Kopiuję komentarz internauty Ultima Thule do mojego wystąpienia na kanale NamZalezy.pl "W firmie mąci jakiś wiemlep"

Efekt Monument Valley, nazwa zaproponowana przez Ultima Thule, do omawianego przeze mnie zjawiska polegającego na tym, że prawie wszyscy ludzie w okresie transformacji mieli wyobrażenie o tym, że zrobią wielki biznes, natomiast w rzeczywistości tylko nielicznym z nich się to udało.

 

1. MONUMENT VALLEY.

Kto osiąga sukces, a kto przegrywa. Po fakcie ci, którzy wygrali dorabiają sobie (nawet sami dla siebie, ale już z pewnością dla otoczenia) ideologię, że ich sukces to efekt ich nadzwyczaj genialnych decyzji, odważnych działań, ciężkiej pracy, wytrwałości (PERSEVERANCE!), poświęcenia, cierpliwości, energii, uporowi itp. Same wspaniałe cechy !

Tymczasem, ci którzy przegrali TEŻ dysponowali tymi cechami ! Problem jest znacznie głębszy i nie da się go sprowadzić do wypisania "cech sukcesu", nadania im punktów i wag i dokonania oceny, czy "będzie sukces", czy go "nie będzie".

Ja to porównuję do efektu "Monument Valley". Wyobraźmy sobie to miejsce na samym początku: wielka, płaska równina. Ludzie wybierają różne miejsca, w których chcą zbudować domy, które "przetrwają wieki". Ale po milionach lat tylko niektóre osiągnęły "sukces ewolucyjny" opierając się erozji. Na początku przedsiębiorcy mogli sobie wybierać dowolne miejsca na swój biznes, ale dopiero czas pokazuje, kto wybrał dobrze i stoi wysoko, a kto zapadł się z erodującym podłożem. Wynika to stąd, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Możemy jedynie próbować. Jedni wybiorą dobrze, inni źle i potem siły rynkowe dokonują "egzekucji" wyniku. Jeżeli ktoś np. zainwestował w produkcję kwiatów tuż przed powstaniem potężnych fabryk kwiatów na Malajach, skąd rozsyła się świeże kwiaty po całym świecie, to zbankrutował, bez względu na to, jak dobrze i ciężko pracował, jak wspaniale "zarządzał kapitałem ludzkim", jaką cierpliwością i odwagą dysponował itp itd.

Sukces lub porażka to WYPADKOWA warunków niezależnych i zależnych od nas. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, które w jakiej sytuacji są istotne.

Co ciekawe: w tej samej branży można odnieść sukces w wyniku dużej odwagi biznesowej i w wyniku dużej zachowawczości i braku odwagi. Wynika to stąd, że do celu prowadzi WIELE DRÓG, a nie jedna.

Kolejna sprawa: wielu przedsiębiorców, którzy osiągnęli sukces na początku lat 90-tych próbowało kontynuować swoją drogę do sukcesu w kolejnych dekadach za pomocą tych samych metod. Gdy pojawiały się problemy, myśleli, że może "za mało" stosują tamte stare metody i stosowali je JESZCZE BARDZIEJ. Oczywiście kończyło się to katastrofą, bo nie rozumieli, że świat się ZMIENIŁ. Dawniej, gdy prezes opieprzył pracownika wulgarnie i przy wszystkich, to pracownik się bał i pracował lepiej, ale przyszło nowe pokolenie i gdy tylko prezes nie potrafił się zachować, to pracownicy (ci lepsi) odchodzili i zostawiali takiego durnia z samymi głupkami lub złodziejami. W efekcie firma natychmiast upadała, bez względu na to "jak ciężko i wytrwale" pracował "pan prezes". Pomijam już absurdalne sytuacje, że byli prezesi/przedsiębiorcy, którzy potrafili zwyzywać nawet swoich klientów lub dostawców. Rynek takich ludzi, którzy do sukcesu doszli przypadkowo bardzo szybko "wypluł" z obiegu.

Uwaga: traktowanie pracowników jak "kumpli" też się źle kończy. Trzeba wiedzieć, kogo i jak traktować, nie wolno przesadzić w żadną stronę. Ludzie to nie aniołki: nie dadzą się źle traktować, ale będą też nadużywali dobrej woli.

 

👉 2. SPOTKANIA GRUPOWE.

Spotkania grupowe pracowników trzeba podzielić na dwa rodzaje:

  1. spotkania większej grupy (powyżej 5 osób): na tych spotkaniach następuje zwykle przekaz jednostronny (od kierownika do pracowników) z niewielką interakcją polegającą zwykle na dopytaniu się o szczegóły. I tutaj uwaga: na tego typu spotkaniach ludzie mający coś mądrego do powiedzenia siedzą cicho, bo czują się niekomfortowo w większym gronie, a ludzie nie mający nic do powiedzenia zabierają głos, bo chcą się "wykazać". W efekcie powstaje fałszywy obraz. Takie spotkania powinny służyć jedynie przekazywaniu informacji w dół, a nie prowadzeniu kreatywnych projektów.
  2. spotkania grup roboczych (3-5 osób) - tutaj mamy do czynienia z PRACĄ GRUPOWĄ, aktywną burzą mózgów, kreatywnymi dyskusjami itp. Na tego rodzaju spotkaniach ROZWIĄZUJE SIĘ PROBLEMY.

 

👉  3. KOBIETY.

Kobiety w środowisku zawodowym są "ciałem obcym". Ich cechy psycho-fizyczne powodują DESTRUKCJĘ procesu zarządzania i działania. Wynika to z prostej przyczyny: mowa ciała pełni zupełnie inną rolę u kobiet i u mężczyzn. U kobiet mowa ciała sprowadza się do pokazania atrakcyjności seksualnej, a więc okazania potencjalnej uległości, braku władzy i braku działania. U mężczyzn mowa ciała ma pokazać DOMINACJĘ, WŁADZĘ i DZIAŁANIE. Ciekawie wyglądają różnego rodzaju spotkania biznesowo-towarzyskie, na których mężczyźni zachowują swoje role zawodowe (prezes jest samcem alfa itp.), a u kobiet następuje ZAMIANA RÓL ! Nagle młoda sekretareczka jest obiektem zainteresowania i rozmów "panów prezesów", a "panie prezeski" siedzą w kącie i nawet nie próbują udawać, że są w stanie konkurować z "tymi siksami". Nie okazują tego, ale są WŚCIEKŁE. Ale to jest NAJMNIEJSZY problem z kobietami w środowisku zawodowym. Kobiety mają inne podejście do kwestii konkurencji, do działania, do ustalania celów. Dla kobiet priorytetem jest DOBRE SAMOPOCZUCIE w pracy i STABILNOŚĆ, a to jest ZAPRZECZENIE sposobu osiągania sukcesu. Sukces to jest ciężka walka w nieprzyjemnych okolicznościach, gdzie wrogiem jest nie tylko konkurencja z innej firmy, ale także konkurencja wewnętrzna. Tylko takie podejście do pracy daje możliwość PEŁNEJ OPTYMALIZACJI procesów. Środowisko opanowane przez kobiece metody pracy staje się natychmiast pozbawione kreatywności, konkurencji, energii i rwąca górska rzeka zamienia się w pełne komarów martwe zakole zamieniające się w ciepłe bagienko, w którym "wszystkim jest dobrze".

Kolejny problem, to naturalna dla kobiet ROSZCZENIOWOŚĆ. Od momentu pojawienia się kobiet w firmach pojawiły się w nich problemy "NIEZNANE W ŻADNYM NORMALNYM USTROJU", takie jak mobbing, harassment, hate speech, pay gap etc. To dlatego prawo musi teraz tak bardzo ingerować w relacje międzyludzkie, bo kobiety nie są w stanie zaakceptować rzeczy, które dla mężczyzn są normalne. Mężczyźni są twardzi, bezwzględni, nastawieni na efekt. I tak się powinno pracować. Tymczasem kobiety nie tylko nie są w stanie tak pracować, ale nawet nie są w stanie tego OGARNĄĆ swoim zrozumieniem. Przyczyna jest oczywiście prosta: MILIONY LAT EWOLUCJI, w czasie których ŻADNA kobieta, która osiągnęła sukces ewolucyjny nie musiała działać, bo od początku swojego dorosłego życia była tylko albo w ciąży, albo karmiąc małe dziecko i tak aż do śmierci. Zdolność do działania nie tylko nie pomagała kobiecie w przekazywaniu genów, ale wręcz je UTRUDNIAŁA ! Tak wiec ewolucja szybko sobie poradziła z kobietami chcącymi "sobie coś podziałać" likwidując ich geny z puli ludzkiego genomu.

To jest jedynie kilka przykładów, ale powodów, dla których kobiety nie sprawdzą się w działaniu jest znacznie więcej. Najlepsze dla kobiet miejsca pracy to praca odtwórcza, gdyż ich naturalna cierpliwość (do małego dziecka !) pozwala im bardzo dobrze pracować np. w działach księgowości i ogólnie w biurokracji.

Eksperyment: jeżeli ktoś uważa, że kobiety są w stanie prowadzić biznes tak samo efektywnie, jak mężczyźni, to proponuję założyć firmę z samymi kobietami (niższe koszty podobno !) i już wygra się z konkurencją ! Idealny przepis na firmę informatyczną, gdzie klienci nie wiedzą przecież kto pisze lub serwisuje zdalnie program. Jak to jest, że przy tak dużej anonimizacji w informatyce jest znacznie mniej kobiet, niż w innych miejscach ? Skąd rynek "wie", że kupuje pracę mężczyzny ? Dlaczego gier nie piszą kobiety ? Dlaczego wśród graczy nie ma kobiet ? (pomijam celowo wrzucane "wabiki", żeby przyciągnąć więcej młodych chłopaków - jakoś dziwnym trafem wszystkie kobiety grające w grach masowych to lale z dużymi biustami - dla mnie sprawa jest oczywista - to forma LOKOWANIA PRODUKTU, a nie naturalna chęć młodej dziewczyny do grania. W praktyce w grach nie ma kobiet, tak samo jak w szachach, w brydżu (podobno w brydżu nie udało się znaleźć czwórki kobiet, żeby zrobić mini-turniej).

 

Konformizm Covid-19 Nonkonformizm

Szukam u Ciebie na temat "pandemii" ale na razie nie znalazłam - Anna.

No cóż, najkrócej to przeraża mnie ludzka niegodziwość, którą Covid-19 ujawnił. Ale żeby ją dostrzec to trzeba być nonkonformistą, który, zgodnie z definicją, powstrzymuje się od sądu, dopóki sprawy nie przeanalizuje.

Przeanalizujmy zatem.

Z czym kojarzy nam się pandemia? Z masowym występowaniem zachorowań kończących się śmiercią, z rozprzestrzenianiem się najbardziej groźnych, epidemicznych śmiertelnych chorób zakaźnych.

Tak nam się kojarzy. Ale ponoć niedawno zmieniono definicję pandemii. Zobaczmy do wikipedii: epidemia o szczególnie dużych rozmiarach, na dużym obszarze, obejmującej kraje, a nawet kontynenty. Dobrze, ale cóz to jest epidemia. I znów to samo źródło: epidemia to występowanie w określonym czasie i na określonym terenie przypadków zachorowań lub innych zjawisk związanych ze zdrowiem w liczbie większej niż oczekiwana. I jeszcze jeden dodatek W języku potocznym wyraz „epidemia” funkcjonuje często jako synonim masowych zachorowań wywołanych chorobami zakaźnymi.

Nic o śmiertelności! Nic o tym, że wyniku epidemii/pandemii ktoś umiera. Nic. Zatem jeśli pojawiłby się wysoce zaraźliwy wirus, bądź bakteria, które rozweselają to też byłaby to pandemia, choć wszyscy byliby weseli i nikt by nie umierał.

O śmiertelności w definicji ani słowa natomiast na stronie "epidemii" zamieszczono zdjęcie "Personel medyczny w czasie epidemii ospy we Wrocławiu (1963)", a mna stronie pandemii "Członkowie amerykańskiego Czerwonego Krzyża przenoszą ciało zmarłego na grypę (grypa „hiszpanka”), która charakteryzowała się bardzo dużą śmiertelnością". To tak chyba by podtrzymać powszechne wyobrażenie.

A jak to jest z tym umieraniem?

Prawie rzetelna informacja z Ministerstwa Zdrowia

Dlaczego "prawie rzetelna", przecież to czysta prawda? - ktoś może zapytać. Oczywiście, że prawda, ale przedziały wiekowe jakieś takie dziwne, nieprawdaż? Wrzucić wszystkich do zakresu 21-67? Dziwne i dlatego według mnie nierzetelne.

5102 zgony to dużo czy mało? Sprawdźmy. (Telewizja Polska w programie "Warto rozmawiać" podała inną liczbę: 28 tys)

"W latach 1989-2014 rocznie rejestrowano w Polsce ok. 380 tys. zgonów. Najczęstszą przyczyną śmierci są choroby układu krążenia (46 proc.). W samym 2013 roku na zaburzenia związane z krążeniem zmarło ponad 177 tys. osób. […] Następnie na liście widnieją nowotwory – umiera na nie ponad 24 proc. osób. Przyczyną zgonów są również urazy i zatrucia, które stanowią ok. 6 proc. W pozostałych przypadkach przyczyny śmierci nie zostały sprecyzowane." takie informacje można znaleźć na stronie https://portal.abczdrowie.pl/najczestsze-przyczyny-zgonow-wsrod-polakow.

Goglamy "Gus zgony" i wpadamy na stronę https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/ludnosc/zgony-wedlug-tygodni,39,2.html. Można z niej pobrać plik "Zgony według tygodni. Tablice w formacie XLSX w pliku ZIP" od roku 2000 do prawie dnia dzisiejszego.

Sprawdzamy rok 2020 zmarło w nim 485441 Polaków. Jak pamiętamy na Covid-19 zmarło według ministerstwa 5102 i według telewizji 28 tys.

W 2020 roku Cowid-19 był przyczyną zgonu 1.05% Polaków (wg telewizji 5.8%)!

Zgony wywołane chorobą układu krążenia to około 45%
A nowotworów - 24%

A teraz ciekawa statystyka z ostatnich 20 lat. Poniżej 3 wykresy zgonów od 2000-do 2021 (prawie ten tydzień)

Wykres tygodniowej liczby zgonów w latach 2000-2007
Wykres tygodniowej liczby zgonów w latach 2008-2015
Wykres tygodniowej liczby zgonów w latach 2016-2021T10

Na przestrzeni 20 lat tygodniowa liczba zgonów oscyluje w przedziale od 7000 do 9000. Pandemia została ogłoszona w 10 tygodniu 2020 - początek marca 2020. Skok tygodniowej umieralności (12 361) nastąpił w 43 tygodniu. 43 tydzień to koniec października.

Wnioski:

Wnioski należy wyciągnąć samemu.

PS. Co do rzetelności statystyk: moja mama zmarła 2020.12.02, jako przyczynę zgonu wpisano Covid-19. Przyczyną zgonu było zapalenie płuc wywołane leżeniem i brakiem należytej opieki. Personel uciekł, została 1 opiekunka, która nie miała czasu na robienie ćwiczeń oddechowych. W stanie terminalnym mama została przewieziona na oddział Covidowy i tam wykryto u niej Covida! Przed szpitalem testy go nie wykazywały.

 

Państwowa Służba Zdrowia

Lekarz z radomskiego SOR-u Piotr Kołodziej/Fot. screen Facebook

 

W sieci pojawił się filmik, w którym Piotr Kołodziej, lekarz kontraktowy z SOR w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu ujawnił, co się dzieje na oddziale. Jak mówił, pacjentów jest zbyt wielu, żeby lekarze byli w stanie zapewnić im odpowiednią opiekę. W jego ocenie, obecne działania są „na granicy kryminału”.

– Prawda o SOR-ze internistycznym (…) jest taka, że pacjentów mamy co najmniej dwukrotnie więcej niż z opowieści oraz z książki, do której czasami zerknąłem przed pandemią, czyli przed marcem – mówił medyk.

Lekarz odniósł się do skarg rodzin pacjentów, które nie mogą się dodzwonić do lekarzy na SOR-ze.

– Nie odbieramy telefonów od rodzin, nie odbieramy żadnych telefonów komórkowych na dykty i nie będziemy odbierać dopóki ten szał nie minie, dlatego że nie mamy na to czasu. Nie mamy czasu zająć się pacjentami, nie mamy czasu przejrzeć ich wyników, nie mamy czasu zlecić następnych leków. Przegapiamy godzinę, po 8 godzinach, kolejną dawkę antybiotyku dostaje pacjent w 10. godzinie, bo fizycznie nie jesteśmy w stanie, dlatego że jest nas za mało i że jest za dużo pacjentów na SOR-ze – zaznaczył.

Jak podkreślał, na część internistyczną SOR-u codziennie przyjeżdża między 50 a 80 pacjentów.

– W niedzielę miałem to „szczęście”, że byłem sam na dyżurze, bo nie przyszła druga osoba rozpisana. Nie wiem nawet, dlaczego, nie dzwoniłem, nie pytałem. To nie ma znaczenia. Zająłem się pacjentami. Do 12 wyczyściłem, czyli zorientowałem się we wszystkim, co mi zostawiono. Zostawiono mi 16 pacjentów. W międzyczasie przyjmowałem nowych pacjentów. W tym całym bałaganie przyjąłem pięćdziesiąt kilka osób. Zostawiłem na rano – bo w godz. od 22.00 do rana przyjąłem prawie 20 pacjentów (…). Nie miałem czasu, ani możliwości zerknąć, wypisać, sprawdzić wyniki, zobaczyć efekt lekowy, bo po prostu całą dobę byłem na obrotach – relacjonował.

Jak podkreślał, nikt go nie zmusi do pracy w takich warunkach, „żaden minister zdrowia”.

– To, co się dzieje na części internistycznej SOR-u to już nie zakrawa o żadną kpinę. My prawie rok wojujemy, czekamy na jakąś pomoc. Ale bez wsparcia i odciążenia nie damy rady – mówił.

Lekarz wskazał, że liczba pacjentów wielokrotnie przekracza możliwości oddziału.

Zagrożeniem nie kościół ani supermarket – tylko radomski SOR

– Chcę państwu powiedzieć, że to bujda – to, co opowiada telewizja. Bo nie sklep typu market – nie będę wskazywał, czy to Lidl, Biedronka, Lewiatan, cokolwiek – to nie galeria, ani kościół – tylko SOR w Radomiu od roku jest miejscem, gdzie najlepiej złapać Covida. Bo nie ma żadnej normy 2 metry od siebie, połowa starszych osób ściąga maski – nie tylko nos wystawia, ale całe usta – pod pretekstem – z dobrą saturacją – że im jest duszno. I to jest miejsce, gdzie można się zarazić Covidem. A pacjenci oczekują 5-6 godzin. Starsze osoby – mówił.

Drastyczny wzrost umieralności

Radomski SOR zrobił statystykę umieralności na oddziale do jesieni – przez pół roku pandemii.

– Okazało się, że w ciągu pół roku na SOR-ze umarło nam dwukrotnie więcej pacjentów niż przez ostatnich pięć lat. Czyli prawie 20-krotnie wzrosła śmiertelność na SOR-ze – mówił.

– Nie jesteśmy w stanie świadczyć usług, bo nie jesteśmy w stanie trzymać żadnych norm, nie tylko epidemicznych, ale żadnych norm. Te działania, które my mamy, są na granicy kryminału. Nie jesteśmy w stanie, fizycznie – padniemy na nosy, nie chcemy umrzeć na zawał na dyżurze, co też się lekarzom i czasem pielęgniarkom zdarza. Nie chcemy tego, ale nie jesteśmy w stanie dopilnować norm, które się pacjentom należą – podkreślał Piotr Kołodziej.

Źródło: https://nczas.com/2021/03/20/lekarz-ujawnia-sor-w-radomiu-od-roku-jest-miejscem-gdzie-najlepiej-zlapac-covida-dzialania-sa-na-granicy-kryminalu-video/

 

Szybka kariera Daniela Obajtka

Daniel Obajtek i Sławomir Mentzen

 

Posiadłości Obajtka. Mentzen: Prawda, że obrotny i oszczędny człowiek?

Media donoszą, że Daniel Obajtek kupił luksusowy apartament w Warszawie z dużym „rabatem”. Dr Sławomir Mentzen spodziewa się, że to tylko początek afery.

Media donoszą, że Daniel Obajtek za luksusowy 187-metrowy apartament w Warszawie zapłacił 6,9 tys. złotych za metr kwadratowy, zamiast 12,5 tys. złotych.

Skąd ta gigantyczna obniżka ceny? Dziennikarze wskazują, że w tym samym roku Orlen został sponsorem piłkarskiej akademii dewelopera, a wkrótce do grona sponsorów dołączyła również Energa.

Obajtek kupił apartament z partnerką, która od lat zasiada w radach nadzorczych firm kontrolowanych przez państwo (m.in. Orlen). Akt notarialny zawarty został w listopadzie, czyli dziewięć miesięcy po tym, jak został prezesem Orlenu.

Były wójt Pcimia wybrał jedno z największych mieszkań na ostatnim piętrze najwyższego budynku na osiedlu. Za mieszkanie wg wyliczeń mediów warte jest ok. 2,2 mln złotych, a nie 1,3 mln złotych.

Mentzen komentuje aferę

Do sprawy odniósł się polityk Konfederacji dr Sławomir Mentzen:


Dzisiejsza prasa donosi, że Daniel Obajtek kupił sobie prawie 200 metrowy apartament w Warszawie za połowę ceny. Zaoszczędził na tym milion złotych. Prawda, że obrotny i oszczędny człowiek?

Potrzebujemy takich na kluczowych w naszym państwie stanowiskach. Pomyślcie, jak on musi negocjować, gdy chodzi o miliardowe kontrakty Orlenu. Ciekawe, czy związek z tymi skutecznymi negocjacjami miało to, że zaraz potem Orlen został strategicznym sponsorem Akademii piłkarskiej należącej do dewelopera, od którego Obajtek kupił mieszkanie. Następnie kolejnym sponsorem Akademii została Energa, której prezesem był Obajtek, zanim przeszedł do Orlenu.

Gdy starowinka, która odkładała przez całą życie pieniądze w materacu, podaruje 100 tysięcy złotych ukochanemu wnukowi lub kupi mu mieszkanie, to od razu ma kontrolę z nieujawnionych źródeł przychodu, w trakcie której urzędnicy będą za wszelką cenę próbowali wykazać, że pieniądze pochodzą z niewiadomego źródła i należy je opodatkować według stawki 75%.

To samo, gdy nowożeńcy pieniądze zebrane podczas wesela przeznaczą na wkład własny na pierwsze mieszkanie. Od razu trzeba się tłumaczyć, kto ile i kiedy im dał. Urzędnicy domagają się listy gości, zdjęć z wesela, wzywają co hojniejszych gości na przesłuchania. A pamiętacie, jak skarbówka robiła prowokację, podczas której pracownice urzędu naciągnęły mechanika na wymianę żarówki w samochodzie za 10 zł po zamknięciu zakładu, tak by nie wydał im paragonu?

Ale taka procedura to jest przewidziana dla szarego obywatela. Gdy milionów nie może doliczyć się prezes Orlenu lub prezydent Gdańska, to sprawa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Zarabiający 7 tysięcy złotych miesięcznie brat Obajtka podarował mu dom o wartości 5 milionów złotych. Czy interesuje to CBA i skarbówkę? Nie. Ci są zajęci uszczelnianiem podatków, nie należy im głupotami głowy zawracać. Niejedna kariera urzędnicza zakończyła się, gdy ktoś pytał nie o to, o co trzeba. Lepiej nie pytać, lepiej gonić prywaciarzy o fakturę za obiad.

Nie piszę tego z zazdrości o nieruchomości Obajtka. Wręcz przeciwnie, chciałbym, aby majątku w rękach prywatnych było jak najwięcej, żeby ludzie, którzy coś osiągnęli, kupowali drogie rezydencje. Nie mam nic przeciwko temu, że prezes tak wielkiej firmy jak Orlen kupuje i remontuje sobie dworek. Ale czemu do remontu dokłada mu 800 tysięcy złotych Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Czy zamiast zwyczajnego kapitalizmu musimy tu mieć kapitalizm państwowy, w którym najłatwiejszą drogą do zbudowaniu majątku jest praca dla aktualnie rządzącego układu?

Jeżeli ktoś jest tak bezczelny, że robi tak oczywisty wał, jak zakup mieszkania dla siebie za połowę jego wartości, to co tam się dzieje, gdy kwoty stają się znacznie większe? Jeżeli nasze CBA i skarbówka, zajęte żarówkami u mechaników i kopertami Grodzkiego nie widzą, jakie wały robi prezes Orlenu na własnym majątku, to jak mają wykryć prawdziwe przekręty? To jest zrobione tak bardzo na rympał, że aż trudno uwierzyć, że to prawda. Popularne powiedzenie mówi, że nigdy nie ma tylko jednego karalucha w kuchni.

W obajtkowej kuchni tych karaluchów zobaczyliśmy już kilka. Co jeszcze tam się chowa? Kto dorabia się na majątku Orlenu i innych wielkich spółek Skarbu Państwa? Ilu tam jeszcze jest instruktorów narciarstwa, krewnych i znajomych układu rządzącego?

Każda władza korumpuje. Czy rządzić będzie PiS, czy PO, czy Hołownia czy SLD, będzie zawsze to samo. Im rządy są dłuższe, tym bardziej są skorumpowane i bezczelne. Jedyną metodą ukrócenia korupcji jest ograniczanie władzy urzędników, prywatyzacja, zmniejszanie podatków i wydatków, odcinanie polityków od pieniędzy. Jeżeli ktoś mówi, że jak władzę przejmie jego ekipa, to kradzieży nie będzie, to jest naiwny lub kłamie. Z pijawkami walczy się poprzez osuszenie bagna, a nie łapanie ich za ogonki.

Cały ten Nowy Ład polegał będzie właśnie na tym, że państwa w gospodarce ma być jeszcze więcej, a co za tym idzie, więcej będzie korupcji i kradzieży. W komunie zawsze największe pałace mają rządzący oraz ich oligarchiczne otoczenie. Finansowane to będzie z naszych podatków, ktoś się na złodziei będzie musiał złożyć. I to będziemy my. Ta zuchwała kradzież naszych pieniędzy będzie trwała do samego końca. Naszego lub ich.

Źródło: https://nczas.com/2021/03/14/posiadlosci-obajtka-mentzen-prawda-ze-obrotny-i-oszczedny-czlowiek/

 

Majątek Daniela Obajtka [ur. 1976 lat:45] Pałac w przysiółku Borkówko, dom w Lanckoronie i willa w Łężkowicach – to nie wszystkie nieruchomości należące do prezesa Orlenu Daniela Obajtka. Jak donosi "Newsweek", Obajtek jest także właścicielem posiadłości w swojej rodzinnej wsi Stróża, willi w Sasinie na Kaszubach, domków letniskowych w Kopalinie, czy mieszkań w Myślenicach. Mają potwierdzać to księgi wieczyste, do których dotarł dziennikarz tygodnika. Z kolei portal OKO.press napisał o ostatnich inwestycjach Obajtka w Łebie i Warszawie.

Źródło: https://tvn24.pl/polska/willa-w-sasinie-domki-w-kopalinie-newsweek-daniel-obajtek-ma-wiecej-nieruchomosci-5042141

👉 

Szybka kariera sędzi, która umorzyła oskarżenia wobec Obajtka

W poniedziałek opublikowaliśmy tekst o tzw. lex Obajtek – zmianach, które PiS wprowadził po przejęciu władzy w 2015 r. Pozwoliły one wycofać prokuraturze z sądu akt oskarżenia wobec dzisiejszego prezesa Orlenu, wyciąć z niego sprawę Obajtka, a potem ją umorzyć.

Zapytaliśmy wtedy krakowski Sąd Okręgowy, kto wydał orzeczenie przychylające się do wniosku prokuratury Zbigniewa Ziobry i w jaki sposób został wyłoniony skład orzekający. Sąd na to pytanie nie odpowiedział, argumentował to koniecznością „pozyskania niezbędnych informacji”. – To wszystko można łatwo sprawdzić w kilka minut. Wszystko jest w systemie, wystarczy wprowadzić sygnaturę sprawy – komentował krakowski sędzia.

To sędzia Katarzyna Wysokińska-Walenciak ostatecznie zdecydowała o umorzeniu sprawy karnej przeciw Danielowi Obajtkowi w grudniu 2017 r. Miesiąc później - dzięki decyzji ministra "sprawieliwości" Zbigniewa Ziobry - jej kariera przyspieszyła, dziś jest już wiceprezesem Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Źródło: https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,26865797,szybka-kariera-sedzi-ktora-umorzyla-oskarzenia-wobec-obajtka.html

 

"Wyborcza": PiS zmienił prawo, by wycofać z sądu akt oskarżenia wobec Obajtka

Daniel Obajtek był oskarżony o współpracę ze zorganizowaną grupą przestępczą. Po przejęciu władzy Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło "specprzepis", który pozwolił prokuraturze wycofać z sądu akt oskarżenia wobec Obajtka, a następnie umorzyć śledztwo - napisała w poniedziałek "Gazeta Wyborcza".

Daniel Obajtek, obecny prezes Orlenu, jako 19-latek, w 1995 roku został zatrudniony przez swoich wujów w firmie Elektroplast. Najpierw pracował przy obsłudze maszyn, później awansował na kierownika. Po tym jak odszedł z firmy, w 2006 roku wybuchła afera. Prokuratura zarzuciła Obajtkowi, że wraz z innymi osobami naraził spółkę na stratę 1,4 miliona złotych. Sam Obajtek miał na tym zarobić 700 tysięcy złotych.

"Wyborcza" opisała w poniedziałek działania prokuratury w tej sprawie.

Obajtek oskarżony o "współdziałanie ze zorganizowaną grupą przestępczą"

Akt oskarżenia wobec Obajtka trafił do sądu jeszcze w 2013 roku, kiedy Prokuratorem Generalnym był Andrzej Seremet. "Dotyczył działalności Macieja C., pseudonim 'Prezes', i jego gangu. (…) Śledczy oskarżyli ówczesnego wójta Pcimia o współdziałanie ze zorganizowaną grupą przestępczą, przyjęcie od jej szefa łapówki i oszustwo" - podaje "GW'. Bronili go wtedy politycy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele - przypomina gazeta.

W sprawie Macieja C. i Daniela Obajtka - jak pisze "Wyborcza" - "zaczęły się dziać cuda", a proces nie mógł ruszyć, bo "zawsze brakowało jednego z oskarżonych". Sytuacja zmieniła się po tym, jak PiS wygrało wybory w 2015 roku.

Sprawa cofnięta po przejęciu władzy przez PiS

W kwietniu 2016 roku, czyli "nieco ponad miesiąc po przejęciu prokuratury przez Zbigniewa Ziobrę" - czytamy w dzienniku - postępowanie dotyczące Obajtka odebrano Prokuraturze Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim i przekazano prokuratorom z Piotrkowa Trybunalskiego.

Ci śledczy we wrześniu 2016 roku złożyli wniosek o wycofanie aktu oskarżenia z sądu i przekazanie z powrotem do prokuratury. Twierdzili - napisała "GW" - że "konieczne jest uzupełnienie materiału dowodowego między innymi w zakresie ustalenia obowiązków i uprawnień Obajtka w trakcie zatrudnienia w Elektroplaście i zasad obiegu dokumentów w tej firmie".

Sprawa gangu Macieja C. wróciła do sądu w czerwcu 2017 roku, ale "już bez wątków związanych z Obajtkiem" - czytamy w dzienniku.

Śledztwo w sprawie Obajtka trafiło na wyższy szczebel - do małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej - i zostało umorzone w czerwcu 2017 roku. Obajtek był już wtedy prezesem państwowej spółki Energa.

"Specprzepis"

"Wyborcza" prześledziła losy przepisu, który pozwolił prokuraturze na wycofanie sprawy Obajtka z sądu.

Chodzi o "specprzepis", czyli artykuł 5. ustęp 1. ustawy z 10 czerwca 2016 roku o zmianie Kodeksu postępowania karnego i innych ustaw. Znalazł się on w projekcie, który był inicjatywą posłów PiS.

Jak podaje "GW", przepis ten głosił, że w sprawach, w których przed 5 sierpnia 2016 roku skierowano do sądu akt oskarżenia i "ujawniły się istotne okoliczności, konieczność poszukiwania dowodów lub zachodzi konieczność przeprowadzenia innych czynności mających na celu wyjaśnienie okoliczności sprawy", sąd na wniosek prokuratora przekazuje sprawę w celu uzupełnienia śledztwa lub dochodzenia. A sąd - czytamy - "musi to zrobić, choć na przekazanie sprawy przysługiwało wtedy zażalenie".

Przepis ten już w czasie prac sejmowych wzbudził wątpliwości. Krytykowała go między innymi ówczesna Krajowa Rada Sądownictwa, Sąd Najwyższy czy Krajowa Rada Radców Prawnych.

"Mimo zastrzeżeń specprzepis wszedł w życie 5 sierpnia 2016 roku, a miesiąc później, czyli 5 września na jego podstawie prokurator wycofał sprawę Obajtka z sądu" - podaje "Wyborcza".

Niedługo później - 30 listopada 2016 roku - uchwalono modyfikację "specprzepisu", która likwidowała możliwość złożenia zażalenia na wycofanie aktu oskarżenia z sądu. Zmiana ta dotyczyła też decyzji wydanych przed jej wejściem w życie.

Sędziowie, z którymi rozmawiała "Wyborcza", tłumaczą, że w sprawie Obajtka "zażalenie na cofnięcie sprawy mógł wnieść między innymi każdy z ośmiu pozostałych oskarżonych, a także oskarżyciele posiłkowi, których było dwóch". Informator dziennika twierdzi, że w związku z taką obawą "zlikwidowano z mocą wsteczną możliwość wniesienia zażalenia".

"Charakter systemowy"

"Wyborcza" o "specprzepis" i motywy jego wprowadzenia zapytała resort sprawiedliwości. Ministerstwo odpowiedziało, że nowelizacja "miała charakter systemowy i nie była związana z żadną konkretną sprawą".

"GW" chciała się też dowiedzieć, w ilu sprawach skorzystano z tego przepisu. Zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i Prokuratura Krajowa odpowiedziały, że nie gromadzą takich danych.

"Taśmy Obajtka"

"Gazeta Wyborcza" opublikowała serię artykułów dotyczących "taśm Obajtka". Z ujawnionych nagrań wynika - napisała "GW" - że obecny prezes PKN Orlen Daniel Obajtek, gdy był jeszcze wójtem Pcimia, "z tylnego siedzenia kierował spółką TT Plast", a przepisy zabraniają łączenia posady wójta z działalnością w biznesie.

Obajtek w oświadczeniu wydanym w sobotę przekonywał, że nigdy, będąc wójtem, nie pracował "ani dla tej, ani dla żadnej innej firmy" i nie złamał prawa.

Źródło: https://tvn24.pl/polska/daniel-obajtek-pis-zmienil-prawo-by-wycofac-z-sadu-akt-oskarzenia-wobec-prezesa-orlenu-5037737

 

Na co choruje czlowiek roku 2020?

Daniel Obajtek, dyrektor generalny PKN Orlen, zmaga się z zespołem Tourette'a. Jak zdradził w rozmowie z tygodnikiem "Wprost", najtrudniej było w dzieciństwie. Z wiekiem zaczął sobie coraz lepiej radzić z tym schorzeniem, jak podkreślił, "choroba go wzmocniła". Na czym polega zespół Tourette'a i czym się objawia?

Daniel Obajtek o zespole Tourette'a: to mnie zahartowało

Daniek Obajtek został uznany przez tygodnik "Wprost" Człowiekiem Roku 2020. W rozmowie z redaktorem naczelnym pisma Robertem Felusiem opowiedział o swoim życiu z zespołem Tourette'a. Jak przyznał, najtrudniej było, gdy był dzieckiem.

- Gdy byłem w młodym wieku, nie do końca było to akceptowane. To było pokazane jak jakaś odmienność, coś, co człowieka może dyskryminować. Wiele razy cierpiałem z powodu mojej choroby. Te śmiechy, uśmieszki, docinki – powiedział Obajtek.

Szef PKN Orlen podkreślił, że choroba go zahartowała, być może sprawiła, że znalazł się w tym miejscu, którym jest teraz. - Choroba mnie wzmocniła do tego, bym mógł iść do przodu, bym nie oglądał się za siebie, bym nie słuchał tych wszystkich podszeptów i uśmieszków - powiedział.

Źródło: https://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego,zespol-tourette-a---jak-wygladaja-objawy-choroby-,artykul,84993028.html

👉 

Orlen, pod rządami prezesa Obajtka, sowicie płaci za reklamy w wybranych mediach. I nie tylko za reklamy

PKN Orlen hojnie wydaje góry pieniędzy na reklamy i imprezy. Kto o ile dostał w ostatnim czasie?

Afera Daniela Obajtka nabiera rozpędu. Jednak niektóre media bardzo unikają tematów związanych z Orlenem i jego szefem.

Okazuje się bowiem, że to właśnie Orlen jest jedną z najhojniejszych Spółek Skarbu Państwa. Na reklamy czy imprezy płynął miliony złotych.

Czy dlatego zarówno wydawnictwa, jak i sami szefowie gazet, nie są skłonni dotykać tematów niewygodnych dla jednego z najpotężniejszych ludzi obecnej władzy?

Np. redaktorzy naczelni „Rzeczpospolitej”, „Pulsu Biznesu”, „Super Expressu” i Wirtualnej Polski zostali przyłapani przez Fundację Reporterów na trzydniowej wycieczce do Barcelony, za którą zapłacił Orlen.

Podróż obejmowała m.in. hotel w zabytkowym centrum Barcelony, wycieczkę na tor Formuły 1 i wystawną kolację.

Pomysłodawcą imprezy miał być, według Fundacji Reporterów, Adam Burak, w 2019 roku dyrektor ds. komunikacji, dziś członek zarządu Orlenu.

Na wycieczkę zaproszeni zostali też: Marcin Biegluk – dyrektor pionu prasy w Grupie Ringier Axel Springer Polska oraz Andrzej Żak – obecny szef wydawców w Polsacie.

Zaproszenie dostał też Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny “Dziennika Gazety Prawnej”, ale nie skorzystał z propozycji.

Co zabawne, sprawa i miejsce zakwaterowania dziennikarzy, wyszły na jaw, bo szef „Pulsu Biznesu” zaczął wrzucać zdjęcia z imprezy na swoim prywatnym Instagramie. Na pamiątkę z wycieczki szefowie mediów dostali gadżety – m.in. czapki i koszulki z logo Williamsa, ówczesnej stajni Roberta Kubicy.

Gdy o sprawę został zapytany szef „Rzeczpospolitej”, Chrabota wypalił w swojej obronie, że… na wyjazdach zagranicznych jadał w lepszych restauracjach. Z kolei szef „Pulsu Biznesu” po powrocie opublikował materiał, w którym nie wspomniał, że za wycieczkę zapłacił Orlen.

Natomiast Machała, do niedawna szef Wirtualnej Polski, bronił się, że był tylko na dwóch z trzech dni wycieczki. Po powrocie ukazał się wywiad Machały z Kubicą i Obajtkiem.

Naczelny „Super Expressu” nie odbierał telefonów i nie odpisywał na pytania od Fundacji Reporterów.

Gruba kasa

Jeszcze większe wrażenie robią wydatki Orlenu na reklamy w poszczególnych mediach. Zestawienie przygotował prof. Tadeusz Kowalski z Uniwersytetu Warszawskiego.

W „Analizie wydatków reklamowych Spółek Skarbu Państwa w latach 2015 – 2020” widać, że Orlen jest jednym z największych reklamodawców w Polsce. Raport powstał w oparciu o analizy Kantar Media.

Wśród dzienników najwięcej środków od Spółek Skarbu Państwa otrzymały: „Super Express”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Rzeczpospolita” i „Gazeta Polska Codziennie”.

W „Super Expressie” Orlen zostawił 3,6 mln złotych, w „Dzienniku Gazecie Prawnej” 3,9 mln złotych, w „Rzeczpospolitej” 2,2 mln złotych (+1,5 mln Lotos), w „Gazecie Polskiej Codziennie” 1,9 mln złotych (+1,3 mln Lotos).

W tygodniku „Sieci” braci Karnowskich Orlen zostawił 4,8 mln złotych (+5,4 mln Lotos), w „Do Rzeczy” 2,9 mln złotych (+2,1 mln Lotos), w „Gazecie Polskiej” 2,9 mln złotych, we „Wprost” – mimo zaprzestania wydawania drukowanych egzemplarzy – 1,7 mln złotych.

Co ciekawe, Orlen jest również jednym z największych reklamodawców… radia RMF. Niemcy dostali ok. 23,4 mln złotych oraz 1,6 mln w RMF Classic.

Źródło: Fundacja Reporterów / Analiza wydatków reklamowych spółek skarbu państwa (SSP) w latach 2015-2020

Źródło: https://nczas.com/2021/03/15/orlen-pod-rzadami-prezesa-obajtka-sowicie-placi-za-reklamy-w-wybranych-mediach-i-nie-tylko-za-reklamy/

👉 

Pensjonat Daniela Obajtka na Pomorzu został częściowo sfinansowany z unijnych środków przeznaczonych dla rybaków

Pensjonat Zatoka Aniołów w Łebie to kolejna posiadłość należąca do Daniela Obajtka, która trafiła pod lupę dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Jak się okazuje część wyposażenia budynku i pensja pracowników zostały sfinansowane za pieniądze z unijnego projektu, który miał wspierać… rybaków.

Obajtek nabył nieruchomość od burmistrza Łeby Andrzeja Strzechmińskiego. Prezes Orlenu zapłacił za nią 1,7 mln zł

Lokal Zatoka Aniołów otrzymał finansowanie od Lokalnej Grupy Działania "Dorzecze Łeby" z programu, którego celem jest wsparcie "działalności rybackiej oraz tworzenie miejsc pracy"

Program nadzoruje Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, której w latach 2015-2017 przewodził Daniel Obajtek

Źródło: https://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/nieruchomosci-daniela-obajtka-zatoka-aniolow-urzadzona-za-pieniadze-dla-rybakow/njnf9cl

👉 

Parlamentarny Zespół Śledczy ds. Daniela Obajtka

Kto pracuje w firmach Daniela Obajtka:
Syn byłej premier Beaty Szydło (figuruje tam pod zmienionym nazwiskiem)
Córka posła Tymańskiego w Enerdze
Syn posła Smolińskiego w Enerdze
Mąż minister Emilewiicz w Orlenie
Brat posłanki Golińskiej w Enerdze
Córka posła Krasulskiego w Enerdze
Poseł Płażyński jest pracownikiem Energi
Siostra marszałek Witek jest pracownikiem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
Synowa posłanki Sobeckiej pracuje w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa

To nie PIS zatrudnia Obajtka, to Obajtek zatrudnia PIS. I trzeba sobie jasno zdać z tego sprawę, że ta sieć wzajemnych połączeń to nic innego jak zorganizowana grupa, która przypomina zwykłą sitwę.
Zadłużenie Orlenu wzrosła w czasach urzędowania Obajtka o blisko 14 mld złotych
Ten cały zysk, prezentowany w księgach Orlenu, jest zyskiem papierowym. jest zyskiem, który polega na tym, ze państwo sprzedało Orlenowi akcje [Energa'y] za 8 złotych, a Orlen te akcje wycenia dużo wyżej
armia prawników będzie próbowała obronić czegoś co obronić się nie da, czyli pozycji Pana Obajtka - Borys Budka
Im wyższa pozycja Daniela Obajtka w państwie PIS, tym wyższe dotacje otrzymywały firmy, z którymi był związany kapitałowo
Najpierw jego spółka otrzymała dotację na blisko 4 mln. złotych, ale takim projektem, który zwrócił moją i pana posła Jońskiego uwagę to był projekt złożony 21.12.2017 roku. To był projekt dotyczący oczywiście folii, tych folli, w których obecnie pracuje syn Beaty Szydło na kwotę 25 mln 843 tys 620 i 23 groszy. ten projekt jest o tyle specyficzny, że to było najwyższe kwotowo dofinansowanie w tym konkursie. Nie ma wyższego projektu. Spółka ERG Bieruń Folie otrzymała. Ale ten projekt był składany już wcześniej, był składany przez firmę, w której udziały mają partnerzy biznesowi Obajtka i ten projekt w 2017 roku nie uzyskał dofinansowania. Otrzymał bardzo niską punktację i w 4 kategoriach nie kwalifikował się do dofinansowania. I wtedy kiedy pojawia się ERG Bieruń Folie, wtedy kiedy pojawia sie spółka, w której udziały ma, co widać w KRS'ie, wszyscy pracownicy tej instytucji rządowej to widzą, otrzymuje dofinansowanie w wysokości 25 mln.
Wnioski ludzi w tym zespole głównie są takie, by to sprawdzać i kontrolować - nikt nie mówi, że cały ten system jest do d… I że to system trzeba zmienic, na system samokontrolujący.

To co się wyłania z tych wszystkich informacji pokazuje, że realizowane jest coś, co politolodzy nazywają kapitalizm państwowy, gdzie ludzie związani z władzą uwałaszczają się na majatku publicznym po to żeby za te pieniadze realizowac cele polityczne, a wszystko dzieje się pod kontrolą służb (urzędy skarbowe, prokuratura, CBA,…).

Źródło: https://youtu.be/9CD7pu4k8h4?t=76

On nie jest złodziejem, on po prostu wykorzystuje ten system.

👉 


System zagęszczającej pompy ssąco-tłoczącej. Oto jej charakterystyka:
  1. pompa wysysa z każdego obywatela niewielką kwotę, dajmy na to 100 zł
  2. pompa działa na obszarze dajmy na to 10 mln obywateli, wysysa zatem 1 md złotych
  3. zagęszcza (wrzuca do jednego worka) ten miliard i przekazuje go do tak zwanego skarbu "państwa"
  4. Wierchuszka ludzi należących do "państwa" decyduje komu te pieniądze rozdać. Rozdaje swoim wybrańcom
  5. a oni z tego skwapliwie korzystają
  6. obdarowani wspierają i wzmacniają system pompy, np. porzez intensywną propagandę w finansowanych przez nich mediach
  7. ludzie nabrani w ten sposób tworzą memy i piszą artykuły na blogach i w swoich pamiętnikach
Mechanizmem tłumaczącym zasadę działania tej pompy jest naturalna presja na wyzysk społeczny

Omawiany menago (bo nie manager) nadymany jest przez "państwowe" media managera roku. Czy rzeczywiście takowym jest? Wykorzystuje kolejne swoje stanowiska do powiększania swego majątku. Ci, którzy na prawdę zarządzali przedsiebiorstwem wiedzą, że po prostu nie może on mieć po prostu czasu na zarządzanie podległymi mu podmiotami. Czy coś wnosi do społeczeństwa, czy coś rozwija? Nie sądzę. Jest natomiast świetnym specem od wykorzystywania przepisów, które sam ustala. Jasne, nie on sam, lecz jego kumpele i kumple z "państwa". Przepisów zmiennych, chwilowych do wykorzystania przez swoich, a gdy za dużo ludzi próbuje z nich korzystać to si ę je uchyla lub zastępuje nowymi. I to wszystko w majestacie wartosci wyższej "dobra społecznego".

 

Bilans resergetyczny

NFZ Zawiesza Świadczenia

 

Z jednej strony podnoszą podatki, z drugiej pozbywają się świadczeniobiorców.

Większość ich lubi bo ładnie mówią i dużo obiecują oraz dlatego, że zabierają bogatym by dać im.

Ich portfele rosną, ich odpowiedzialność maleje.

Z okazji zbliżającej się 5 rocznicy realizacji programu „Rodzina 500 plus”, CBOS przeprowadził badania jego akceptacji. Niespodzianki nie ma. 500+ popiera 73 proc. Polaków.
Więcej na: https://nczas.com/2021/03/09/500-plus-popiera-ponad-70-proc-polakow-zdziwienia-nie-ma/


Włocławek. Kobieta w zaawansowanej ciąży odesłana ze szpitala. Dziecko nie żyje

Do szpitala we Włocławku zgłosiła się kobieta w ósmym miesiącu ciąży. Była w trakcie kwarantanny. Po badaniach odesłano ją do domu i polecono, by w przyszłości kierowała się do szpitala covidowego. Jeszcze tego samego dnia poczuła się znacznie gorzej. Dziecka nie udało się uratować.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w piątek 12 marca około godziny 14. O sprawie donosi portal ddwloclawek.pl.

Będąca w ósmym miesiącu ciąży kobieta nagle bardzo źle się poczuła. Miała skurcze i zgłosiła się do szpitala we Włocławku.

„W szpitalu zrobili jej badania, stwierdzili, że nie ma zagrożenia, że wszystko jest ok i odesłali do domu. Polecono jej, żeby zwróciła się do szpitala covidowego” – opisuje informator portalu ddwloclawek.pl.

Kobieta wróciła do domu, ale dolegliwości nie ustępowały. Wezwano karetkę.

„Niestety, po przewiezieniu do szpitala we Włocławku, kiedy przeprowadzono cesarskie cięcie, okazało się, że dziecko jest martwe” – podaje portal.

Sprawę na komendę policji zgłosił ojciec dziecka. Śledztwo podejmie prokuratura. Ma sprawdzić, czy kobieta otrzymała odpowiednią opiekę medyczną w szpitalu.

Źródło: https://nczas.com/2021/03/16/wloclawek-kobieta-w-zaawansowanej-ciazy-odeslana-ze-szpitala-dziecko-nie-zyje/

 

Łatwość wprowadzania podatków

W jednym z wywiadów polityk Konfederacji Krzysztof Bosak użył takiego sformułowania: Zadziwia mnie odporność ludzi na temat wprowadzania nowych podatków…

Czy rzeczywiście powinna zadziwiać?

Temat ten chodzi mi po głowie od kilku lat. Po raz pierwszy zastanawiałem się nad systemem niszczenia grup społecznych w dniu 2018.03.11. Jakich mechanizmów użyli Niemcy by wykończyć getto?

Ano dwóch prostych i uniwersalnych:

  • Grupę niszczy się jak pęczek strzał - łamie się je pojedyńczo. Gdy stratę ponosi pewna grupa społeczna całej reszty to po prostu nie dotyczy i cała reszta nie protestuje. Sprawę upraszcza skłócenie członków grupy społecznej.
  • Wydziela się pewną wąską grupę ludzi, na przykład kapo, i daje im pewien zakres przywilejów za dojenie/trzymanie za mordę im podporządkowanych.

 

Nauka solidarności

Jeśli czyjakolwiek koszulka jest położona nieregulaminowo, karany jest cały oddział.

 

W Legii Cudzoziemskiej jednym z kluczowych czynników jest solidarność. Jest nauczana od samego początku. Metoda jest prosta:

Zwierzchnik nie wnika kto dokonał naruszenia, karani są wszyscy.

 

Przecelny cytat

Nic dodać, nic ująć

 

Wywiad z Ruth Richardson

Ruth Richardson - Radykalna Reformator

 

Wywiad z Ruth Richardson dostępny jest tu: https://youtu.be/p4eQuX_o6fA

Ruth Richardson: Kariera polityków nie trwa wiecznie – reformy muszą być utrwalone poprzez idee i instytucje

W dniu 2021.02.23 w odcinku serii “Rozmowy o ludziach i systemach” Jan Kubań rozmawia z nietypowym politykiem: panią Ruth Richardson z Nowej Zelandii.

To co wyróżnia Ruth z grona polityków będących u władzy, to gruntowna znajomość procesów gospodarczych oraz to, że przedkładała interes swego kraju nad swój własny. Będąc w opozycji sprzymierzyła się z Rogerem Douglasem – politykiem przeciwstawnego obozu politycznego, co wydaje się być ewenementem na skalę światową po to by wyciągnąć swoją ojczyznę z głębokiej zapaści gospodarczej. Co więcej tej dwójce udało się wprowadzić dalekoidące reformy systemu społeczno-politycznego Nowej Zelandii. Zrobiono to tak dobrze, że obowiązują po dziś dzień po 30 latach od ich wprowadzenia. Zapraszamy do zapoznania się z arcyciekawym wywiadem z Ruth Richardson, z którego można się, między innymi, dowiedzieć: jak odróżnić typowego polityka od takiego, któremu rzeczywiście na sercu leży dobro jego kraju i jakie są warunki konieczne, które musi spełniać system gospodarczo-polityczny by nie dochodziło do kryzysów.

Jan Kubań: Z wielką przyjemnością i zaszczytem goszczę dzisiaj Ruth Richardson. Jest ona jednym z moich ulubionych polityków. I chociaż w zasadzie nie przepadam za politykami, to, według mnie, Ruth z pewnością należy do kategorii polityków wybitnych. Jestem naprawdę zaszczycony, że mogę z Panią porozmawiać. Ruth – witaj.

Ruth Richardson: Dzień dobry, Janie, bardzo dziękuję.

Tak się składa, że wiem co nieco o Polsce. Być może zaskoczy cię to, że kiedy Nowa Zelandia wchodziła w okres radykalnych reform, często porównywaliśmy nasz kraj do „polskiej stoczni”. Chodzi bowiem o to, że byliśmy tak stłamszeni etatyzmem i biurokracją, i tak nieefektywni, że owa analogia do tego, co działo się podówczas w polskich stoczniach, stała się jednym z argumentów ukazujących potrzebę zmian.

JK: Czy możesz wyjaśnić, jak do tego doszło? Wszak Polska znajdowała się wtedy pod kontrolą Rosji. W związku z tym nasz ówczesny ustrój nie był naszym tworem, lecz narzucono go nam siłą. Natomiast Nowa Zelandia, zdaje się, wpędziła się w kryzys własnoręcznie – i to w sposób demokratyczny. To bardzo ciekawe zagadnienie jak demokracja sama z siebie może doprowadzić do kompletnej zapaści gospodarczej. Czy możesz opisać przyczyny, które doprowadziły do tej sytuacji? Bo przecież opłakane realia gospodarcze Nowej Zelandii i Polski były identyczne, jednakże oba kraje doszły do nich różnymi ścieżkami.

RR: Niewątpliwie trzeba przyznać, że ów kryzys stał się praprzyczyną zmiany. Wcześniej nasza polityka opierała się na rozwiązaniach socjalistycznych, na protekcjonizmie i ochronie grup interesu, na programach dotacji państwowych oraz na dogłębnym interwencjonizmie, co w efekcie doprowadziło kraj do technicznego bankructwa. Zapanowało więc poczucie, że koniecznie należy dokonać zmian.

Te zaś stały się możliwe dzięki dwóm czynnikom:

  1. dzięki zwolennikom reform wśród polityków, takich jak Sir Roger Douglas i ja,
  2. a także, co najważniejsze, idei przyświecającej owym reformom – tj. przekonaniu, że, w przeciwieństwie do interwencjonizmu państwowego, wolność i rynek działają, i że jeśli chcemy lepszych rezultatów, to musimy zdecydowanie zliberalizować nasz kraj i gospodarkę.
Tak więc czynnikiem sprawczym pozytywnych zmian było połączenie kryzysu, w postaci kompletnej niewydolności gospodarczej z kampanią na rzecz reform prowadzoną przez środowisko polityczne, urzędnicze oraz kluczowe podmioty prywatne.

Nastąpiła więc pełna zgodność co do konieczności odejścia od naszej etatystycznej przeszłości.

JK: Czy ta inicjatywa wyszła od ciebie i Sir Rogera Douglasa, czy może była to idea wyrażona oddolnie przez społeczeństwo?

RR: Nie, to nie była inicjatywa oddolna. To politycy wzięli sprawy w swoje ręce. Niemniej obywatele zdawali sobie sprawę, że już dłużej nie da się tak wegetować. Przekonani więc co do rzetelności oraz jakości proponowanych zmian po prostu przystali na naszą wizję reform i ich długofalowych korzyści dla kraju.

W takich sytuacjach zawsze znajdą się grupy, z którymi trzeba się jakoś dogadać. Jednakże my, jako politycy, byliśmy w pełni świadomi, że nie możemy kierować się chęcią objęcia stołka. Dlatego też wraz z Rogerem Douglasem otwarcie głosiliśmy program zmian i radykalnych reform mających odmienić oblicze kraju. Co ciekawe kolejnym czynnikiem wspierającym nasze starania – poza ideą wolności i wolnego rynku – była siła intelektualna w postaci ministerstwa skarbu.

Otóż urzędnicy, którzy pracowali tam przez cały ten okres zastoju, postawili sobie za cel zrozumieć w sposób fundamentalny, jak można by skutecznie zmienić nasze instytucje i politykę tak, aby całkowicie odmienić warunki funkcjonowania w kraju.

Mieliśmy więc z Rogerem Douglasem szczęście, że przychodząc z naszymi ideami i zasadami, trafiliśmy na urzędników, którzy podjęli z nami pełną współpracę i nie opierali się zmianom. Jak to mówią: rząd wybiera się jedynie na jakiś czas, a trwałą władzę sprawuje korpus służby cywilnej.

Nasi najwyżsi rangą urzędnicy okazali się ludźmi świetnie poinformowanymi i oświeconymi. To była znakomita współpraca.

JK: A zatem to oni wspierali was w przeprowadzaniu reform, tak?

RR: Nie tylko wspierali, ogłosili nawet swój własny program naprawy.

Mamy u nas zwyczaj, że przed wyborami służba cywilna wstrzymuje pracę i przygotowuje raport dla nowego rządu. W 1994 raporty te były publicznie dostępne dzięki przepisom o jawności informacji. Zawarte w nich rekomendacje dały Rogerowi Douglasowi wiatr w żagle. Dzięki nim mógł bowiem stanowczo określić cele i sposób działania rządu. Realizacja naszej strategii politycznej powiodła się m.in. właśnie dzięki rzetelnej postawie służby cywilnej.

JK: Jak to się zatem stało, że nawiązałaś z Rogerem Douglasem, politykiem z przeciwnej frakcji, tak zgodną współpracę? Zazwyczaj w takich sytuacjach dochodzi tylko do konfliktów.

RR: Cóż, na poziomie makro, był to taki okres w historii gospodarczej Nowej Zelandii, że zapanowała ogólna zgoda co do konieczności wprowadzenia zmian. Był to wówczas powszechnie podzielany pogląd.

Roger Douglas od zawsze reprezentował środowisko lewicowe, socjalistyczne, natomiast ja zawsze byłam zwolenniczką wolnego rynku i nigdy nie zmieniłam poglądów – on, jednak swoje zmienił. Dla wielu ta współpraca była czymś w rodzaju aberracji. Obydwoje byliśmy przecież filozoficznymi przeciwnikami: on z Partii Pracy, o socjalistycznych korzeniach, a mimo to promuje i realizuje wolnorynkowe reformy.

Z kolei moja konserwatywna, zorientowana na zarządzanie partia dała mi swobodę działania i zaakceptowała projekt radykalnych wolnorynkowych reform. Dziś obie te partie wróciły do swoich sztandarowych poglądów.

Trafiliśmy po prostu na moment w naszej historii polityczno-gospodarczej, kiedy to okazała się możliwa bardzo radykalna reforma, diametralnie zmieniająca warunki funkcjonowania kraju, a także, co uważam za ważniejsze, umożliwiła zreformowanie instytucji państwa.

Kwestia instytucji, jak bank centralny, podmioty finansowe, czy sądy, jest niezwykle ważna. Mają one kluczowe znaczenie w kontekście długotrwałego utrzymywania zasad wprowadzonych przez nasze reformy, a w rezultacie – płynących z nich korzyści.

JK: Jeśli więc w Polsce bank centralny blisko współpracuje z politykami, popierającymi politykę dodruku pieniądza, to według mnie jest to bardzo zła sytuacja.

RR: Tak, bo ostatecznie prowadzi do wypaczenia roli banku centralnego.

Jednym z filarów naszej reorganizacji instytucjonalnej na poziomie makro było uczynienie banku centralnego niezależnym, ale i odpowiedzialnym. Pierwsze, co zrobiłam tuż po objęciu teki ministra finansów, było spisanie dokumentu określającego cele i warunki działania prezesa banku centralnego. Zostało to zapisane w jego umowie o pracę. „Twoją misją jest utrzymywanie inflacji na poziomie 0-2 proc., z wyjątkiem sytuacji nadzwyczajnych, takich jak na przykład poważny krach na rynku ropy. I jest pan osobiście odpowiedzialny za trzymanie się owych wytycznych”.

Ustanowienie tego typu ram instytucjonalnych okazało się z czasem kluczowe. W podobny sposób zajęłam się finansami innych instytucji publicznych. Moja ustawa o odpowiedzialności finansowej wprowadziła kompletnie nowe zasady dotyczące rzetelnej księgowości, zarządzania aktywami i budżetowania. Chodziło o to, by uwzględniać nie tylko gotówkę, lecz także aktywa i pasywa.

Współpraca tych podmiotów z bankiem centralnym pozwoliła utrzymać naszą gospodarkę w dobrej kondycji, o czym świadczy choćby wczorajszy raport Standard & Poor’s, w którym Nowej Zelandii, jako jedynemu państwu na świecie, zwiększono w dobie pandemii rating kredytowy do poziomu AAA.

Przeczytam fragment, który pokazuje zasadność wprowadzonych przez nas reform, na które, powtórzę to, złożyły się: idea wolności i instytucje zapewniające trwałość wprowadzonych zmian. Z racji bowiem tego, że kariera polityczna jednostek nie trwa wiecznie, reformy nie mogą opierać się wyłącznie na politykach i muszą być utrwalone poprzez idee i instytucje.

Tak więc raport Standard & Poor’s stwierdza: “Stabilność warunków instytucjonalnych i działalności rządu Nowej Zelandii są kluczowym czynnikiem wpływającym na rating suwerenny tego kraju”.

S&P dość obszernie chwali sposób, w jaki Nowa Zelandia utrzymuje niezależność monetarną oraz nasze “instytucje sprzyjające zdecydowanym działaniom w ramach polityki krajowej”. Widać zatem wyraźnie, że pomimo upływu 30 lat reformy nadal są skuteczne i przynoszą owoce.

JK: Stworzyliście zatem stabilny system. Jestem inżynierem i przez 10 lat pracowałem jako biocybernetyk. Zajmowaliśmy się opracowywaniem systemów, w których zachodziłyby pożądane przez nas procesy. Myślę więc, że waszym głównym osiągnięciem było wprowadzenie dalekosiężnych reform. Tak to ujął w tytule swej książki Bill Frezza: „Jak uchronić demokrację przed… demokratycznie wybranymi politykami, czyli Nowozelandzkie dalekosiężne reformy antyetatystyczne”. Książki dostępnej również po polsku, została bowiem kilka lat temu przetłumaczona i wydana przez PAFERE.

Powiedziałbym więc, że wprowadziliście w kraju stabilny system, oferujący ludziom dobre warunki do rozwiązywania problemów. Kiedy rządzi się krajem, napotyka się mnóstwo problemów, a wasz system wykazuje się stabilnością i długotrwałą efektywnością.

RR: Muszę jednak nadmienić, że w następstwie naszych radykalnych reform społeczeństwo Nowej Zelandii zaczęło zastanawiać się, czy nasz system wyborczy sprzyja skutecznemu osiąganiu konsensusu politycznego. Postrzegano nas z Rogerem Douglasem bowiem jako oddział szturmowy, który zaaplikował krajowi swoistą terapię szokową.

Niezależnie więc od tego, że przez 30 lat struktura i idea przyświecająca reformom pozostały nienaruszone i stabilne, pojawił się pogląd, że potrzeba nam bardziej reprezentacyjnego systemu wyborczego. Tak więc, na zasadzie demokracji bezpośredniej, zorganizowaliśmy dwa referenda. Kiedy odchodziłam ze stanowiska, Nowa Zelandia przeszła na system większościowo-proporcjonalny w stylu niemieckim.

Od 1996 działa u nas system proporcjonalny, w którym połowa miejsc w parlamencie przypada reprezentantom z okręgów lokalnych, a druga połowa – z list partyjnych. I to głosy oddawane na partie decydują ostatecznie o składzie parlamentu.

Wraz z nastaniem tego systemu zmieniły się warunki polityczne. Dla naszych reform to dobrze, ponieważ trudniej jest je cofnąć. To jest plus, minusem stała się natomiast trudność osiągania konsensusu politycznego.

Dopiero teraz od 1996 udało się utworzyć rząd, a wybory mamy co trzy lata. Jest to pierwszy rząd będący w stanie rządzić samodzielnie. Moim zdaniem rządzenie w ramach koalicji doprowadziło do obniżenia jakości procesów decyzyjnych i polityki krajowej.

Jestem pewna, że gdyby ten system wyborczy obowiązywał w latach 80., nie wprowadzilibyśmy naszych „złotych” reform [Ruth Richardson używa określenia “gold standard” do podstawowych zasad wolnościowych, którymi się kierowała: 1. wolności osobistej 2. prawa własności i 3. Zasady dobrowolnej wymiany handlowej – przyp.]. Musielibyśmy bowiem zabiegać o zgodę koalicji, a to oznaczałoby liczne ustępstwa i kompromisy. A jaki niby kompromis jest możliwy w kwestii niezależności banku centralnego? Albo jest on niezależny, albo nie.

Na czym miałby polegać kompromis w kwestii gospodarnego zarządzania długiem lub odpowiedzialnego zarządzania finansami publicznymi? Większość zgodziłaby się zapewne ze mną, że działaliśmy wtedy w warunkach składających się z systemu wyborczego, kryzysu, orędowników zmian, idei i instytucji. I ten właśnie zbieg tych wszystkich czynników w latach 80. i 90., zaowocowały całkowitą korektą kursu politycznego Nowej Zelandii. A teraz nawet pomimo nowego sytemu wyborczego tych zmian nie cofnięto.

JK: W którym roku wprowadzono ten nowy system wyborczy?

RR: Otóż mieliśmy dwa referenda na zasadzie demokracji bezpośredniej, którą ty Janie tak się fascynujesz.

W 1993 zadano pytanie: “Czy chcesz zmiany?”. Drugie natomiast brzmiało: “Jeśli tak, to na co?”. I tak, niewielką przewagą głosów, wybrano system większościowo-proporcjonalny.

JK: Czy twoim zdaniem jest on na tyle dobry, by można było doradzić wprowadzenie go np. w Polsce?

RR: Nie, z racji charakteru jego funkcjonowania. Jest to system przedstawicielskiego zarządu państwem. Dla mnie zarząd taki oznacza ocenę jakości warunków realizowania polityki i jeśli potrzebna jest poważna reforma, to należy przeznaczyć na ten cel swój cały polityczny kapitał.

Tak właśnie działał nasz brytyjski system większości względnej – aż do 1996. Natomiast w systemie proporcjonalnym wahadło przechyla się w stronę przedstawicielstwa, co oznacza, że decyzje zapadają w liczniejszym i bardziej różnorodnym gronie.

Wielu polityków nie ma odwagi, by podjąć odpowiednio radykalne reformy. Wielu działa wyłącznie w swoim własnym interesie. Większości zależy tylko na utrzymaniu koalicji, zachowaniu status quo, nie wychylaniu się i, w ostateczności, na reelekcji – czyli na typowych celach politycznych. Dlatego też nie polecam systemu proporcjonalnego, jeśli zależy wam na poważnych reformach.

Nam, po prostu poszczęściło się, że mogliśmy wykorzystać poprzedni system do przeprowadzenia tak istotnych zmian, oraz że w ramach nowego systemu nie powołano koalicji dążącej do ich cofnięcia. Tak więc nasze instytucje przetrwały próbę czasu nawet w nowym systemie wyborczym.

JK: Jaki zatem system wyborczy doradziłabyś, jeżeli miałabyś do czynienia z bardzo źle zarządzanym krajem? Od jakich reform powinno się zacząć? Od zmiany systemu wyborczego?

RR: Nie, powiedziałabym nawet, że aktualny system wyborczy i wybrani politycy – zabrzmi to zapewnie radykalnie – oba te czynniki mają w moim odczuciu znaczenie drugorzędne.

Kwestia podstawowa to instytucje i procedury działające w danym kraju.

JK: Jak zatem tego dokonać, bo przecież instytucje państwowe są zależne od polityków?

RR: W naszym wypadku zaczęliśmy od odpolitycznienia wielu decyzji.

Jako minister finansów w starym systemie mogłam decydować o całokształcie polityki monetarnej. Gdyby więc zależało mi na reelekcji, mogłabym po prostu zwiększyć podaż pieniądza. Ludzie poczuliby się lepiej, zagłosowali na mnie, a dopiero potem przyszedłby kac. Tak więc odebraliśmy partiom bezpośredni dostęp do kluczowych narzędzi.

Gdybym miała wskazać najważniejszą reformę, to byłoby uniezależnienie banku centralnego i wprowadzenie zasady odpowiedzialności w zarządzaniu finansami. Obie te kwestie muszą obowiązywać niezależnie od tego, kto rządzi.

Ustanowienie właściwego systemu księgowania uwzględniającego wszystkie zasoby państwa: aktywa, pasywa i gotówkę. Większość państw budżetuje wyłącznie w oparciu o gotówkę – a to jest niedorzeczne. Aktywa i narastające zaległe zobowiązania są naprawdę ważną rzeczą. Zwłaszcza w krajach, gdzie państwo jest właścicielem wielu takich aktywów. Dlatego, jeśli chcemy uzyskać jak najlepsze rezultaty, musimy wiedzieć, czym w rzeczywistości dysponujemy.

Podjęliśmy więc dwie reformy sektora publicznego:

  1. wprowadzenie zasady memoriałowej w księgowaniu, zapożyczonej z sektora prywatnego, tak aby na jej podstawie sporządzano zarówno raporty, jak i projekty budżetowe;
  2. zmieniliśmy system zatrudniania urzędników państwowych – teraz pracują na kontraktach i nie sprawują funkcji dożywotnio.
Wydaliśmy jasne polecenie, aby budżety projektowane były na podstawie kosztów, a nie przychodów. Wszelkie zadania realizowane są na zasadzie kontraktu, a ich wykonawcy ponoszą pełną odpowiedzialność. Tak więc przekształciliśmy cały proces budżetowania.

Dwie ważne zmiany dotknęły też sektor prywatny. Pierwszą było uwolnienie rynku. Nowa Zelandia, podobnie jak Polska, jest bardzo małym krajem. Musimy być całkowicie otwarci na handel międzynarodowy, aby utrzymać nasz poziom życia. Nasze społeczeństwo nie jest na tyle duże, by wytworzyć bogactwo we własnym zakresie. Dlatego szukamy okazji do uczestnictwa w wolnym handlu, gdzie tylko się da.

Jeśli przeanalizujesz dowolny projekt wolnego handlu na świecie, to Nowa Zelandia będzie prawdopodobnie jednym z pierwszych jego uczestników lub inicjatorem. Przykładem tego jest chociażby Partnerstwo Transpacyficzne. Powodem, dla którego podejmujemy takie działania, jest fakt, że dzięki większej swobodzie handlu możemy lepiej korzystać z przewagi komparatywnej. Dlatego tak istotne było uwolnienie rynków w sektorze prywatnym.

A temu towarzyszyła druga reforma – reforma dotycząca rynku pracy. Chodziło o to, by oddać ludziom swobodę podejmowania pracy; aby była to kwestia wyłącznie między pracodawcą i pracownikiem. Tylko te dwa podmioty – żadnych związków zawodowych! Wszak ostatecznie jest to tylko umowa między pracodawcą i pracownikiem. Umowa taka powinna sprowadzać się wyłącznie do określenia charakteru pracy, wartości wytwarzanej oraz wynagrodzenia przyznawanego pracownikowi.

Te uzupełniające się nawzajem reformy sektora publicznego i prywatnego były tym, co odmieniło warunki funkcjonowania naszego kraju. Nasi następcy wchodzili już zatem w całkiem nowe środowisko, w którym ograniczają ich ustanowione przez nas mechanizmy równowagi politycznej.

Podsumowując – aby dokonać przełomowych reform, politycy również są potrzebni. Sami tego doświadczyliście jako Polacy. Konieczny jest wybór przywódców, których jedynym programem będzie zmiana. Ważne jest też, by nie zmarnować kapitału politycznego na reformy, które szybko upadną lub są nierzetelnie zaprojektowane. Spójność naszych reform opierała się na jednoczesnej zmianie polityki finansowej i monetarnej oraz uwolnieniu rynków.

Połączenie tych rzeczy pozwoliło nam uzyskać realną jakość. Nie bez znaczenia był też ów krytyczny moment w historii, dający nam możliwość przeprowadzenia reform opartych na trzech podstawowych zasadach wolnościowych, które, owszem, wymagały również woli politycznej.

Te czynniki trwale odmieniły debatę publiczną w Nowej Zelandii. Żadna partia nie poszłaby dziś do wyborów z wydawania publicznych pieniędzy na lewo i prawo.

JK: Jak to się niestety dzieje w Polsce…

Bardzo ci dziękuję za tę krótką prezentację przeprowadzonych przez was reform. Chciałbym teraz dowiedzieć się czegoś o tobie i twojej przeszłości. Czy od zawsze marzyłaś, by zostać politykiem? Czy może zaczęło się to w szkole, skąd ten pomysł?

RR: Muszę przyznać, że mam to w genach. Mój pradziadek był politykiem. Moja babcia, jego córka, była działaczką polityczną – podobnie jak mój ojciec. Te dwa pokolenia nie pełniły jednak żadnych funkcji publicznych. Dorastałam więc w typowej nowozelandzkiej rodzinie farmerskiej. Nowozelandzcy farmerzy różnią się od innych tym, że są wolnorynkowcami. Wychowałam się więc w środowisku nacechowanym przedsiębiorczością, ideą wolnego rynku i pewnych tradycji politycznych.

O podjęciu kariery politycznej zdecydowałam w wieku 15 lat, czyli już w szkole średniej. Jestem też zagorzałą feministką. Moim zdaniem wolny rynek i feminizm idą ze sobą w parze. Chodzi bowiem o możliwości. O bycie wolnym od ograniczeń narzucanych przez ustrój, o możliwość działania wedle własnego uznania niezależnie od innych. Nikt nie powinien być ograniczany przez ustrój polityczny czy z racji płci.

W moich oczach Nowa Zelandia była mocno uprzedzona wobec kobiet. Byłam dopiero osiemnastą kobietą w parlamencie w ciągu 100 lat od wprowadzenia równego prawa głosu. W tym czasie do parlamentu dostało się tylko 18 kobiet. Byłam więc zdeterminowana, by przełamać również i tę tendencję.

Jako wolnorynkowiec widziałam, że kraj schodzi na psy i chciałam temu zapobiec. Z racji wychowania zamierzałam jednak zostać ministrem rolnictwa. Ukończyłam prawo, pracowałam też dla związku farmerów. Taką drogę kariery sobie zakładałam. Jednak z racji kluczowego znaczenia rolnictwa dla naszej gospodarki przyszło mi na myśl, że powinnam raczej zostać ministrem finansów, ponieważ wtedy miałabym wpływ na całą gospodarkę, włącznie z rolnictwem.

Tak więc wyznaczyłam sobie ten cel bardzo wcześnie. Miałam to szczęście, że wspierała mnie rodzina. Słuchałam rad, ukończyłam prawo, ponieważ to przydatne narzędzie. Przez 3 lata pracowałam w ministerstwie, aby zapoznać się z działaniem systemu i dać się poznać jako młoda agitatorka.

Starałam się też dość strategicznie podchodzić do wyborców, których reprezentowałam. Wiedziałam bowiem, że z polityką jest jak ze szklanką wody: codziennie konsumujesz swój kapitał polityczny, a robić możesz coś dobrego albo złego. Mi zależało na dobru kraju.

Tak więc w wieku 30 lat zaczęłam działalność w parlamencie.

JK: A czy pamiętasz wydarzenia, które moglibyśmy określić jako kamienie milowe twojej kariery politycznej?

RR: Tak, było ich kilka. Przede wszystkim było to zyskanie ogólnokrajowej rozpoznawalności jako osoba znająca się na rzeczy i zdecydowanie popierająca radykalne reformy.

Za taką osobę uchodziłam jeszcze przed karierą w parlamencie, głównie w kręgach farmerskich i feministycznych. Zanim dostałam się do parlamentu, kandydowałam trzykrotnie. Po raz pierwszy w wieku 23 lat. Tak więc to wymagało wytrwałości.

Kiedy już uzyskałam bardzo bezpieczny mandat o konserwatywnym profilu, pierwszym moim znaczącym posunięciem było wprowadzenie jawności działań rządu.

Jako zwolennik demokracji bezpośredniej, doskonale rozumiesz, że ludzie mogą podejmować dobre decyzje tylko, jeśli są dobrze poinformowani. Wybrano mnie w 1991, a rok później zasiadałam już w komisji, która opracowywała ustawę o jawności działań rządu.

Był to dla mnie ważny kamień milowy. Rok 1992. Innym kamieniem milowym było to, że jako druga w historii parlamentarzystka urodziłam dwoje dzieci, w 1993. Było to dla mnie ważne, by pokazać, że można godzić wysoką funkcję społeczną z udanym życiem rodzinnym, a także z byciem matką. Chociaż to mój mąż zbiera laury za bycie ulubionym rodzicem.

Przejdźmy do kolejnego kamienia milowego. Kiedy Roger Douglas został ministrem, moja partia przegrała wybory. A byliśmy partią, która rządziła częściej, co było niejako regułą. Stwierdziłam wtedy, że aby mieć realną siłę jako opozycja, należy mieć gotowy konkretny program i rozwiązania. Dlatego też kolejnym kamieniem milowym było wykorzystanie czasu w opozycji, aby:

  1. uzyskać stanowisko ministra finansów w gabinecie cieni i
  2. kontrolować program realizowany przez rząd.

Obserwowałam więc poczynania Rogera Douglasa i starałam się dostrzec to, czego nie realizował w pełni. Zazwyczaj, jak wspomniałeś, partie zwalczają się jak ogień i woda. Ja natomiast chwaliłam jego reformy i jednocześnie mówiłam, że nie idą dość daleko. Była to całkiem podstępna taktyka.

Zdołałam też przekonać moją partię, że gdybyśmy wrócili do naszych starych haseł, to zostalibyśmy pokonani jak w 1987. W 1990 wykorzystałam sytuację, by napisać program naszej partii i pod koniec roku wygraliśmy z niewielką przewagą.

Realizacja zasadniczych założeń tego programu zajęła tylko 6 tygodni. Powodem, dla którego tak szybko się to udało, było to, że przygotowaliśmy sobie grunt do pracy jeszcze jako opozycja. To był mój najważniejszy kamień milowy.

Jako były minister finansów jestem najbardziej dumna z dwóch rzeczy: jesteśmy pierwszym państwem, które oprało finanse publiczne na księgowości memoriałowej – czyli coś, czego nikt wcześniej nie próbował. I, w 1994, ustanowiliśmy zasady odpowiedzialności w finansach.

To, że tak wiele dzisiejszych zasad w sferze finansów publicznych nie działa, spowodowane jest tym, iż nie obejmują one całości aktywów należących do państwa. Są zbyt uproszczone, podczas gdy nasze cechuje pełne podejście.

Tak więc wdrożenie tych zasad na koniec mojego urzędowania było czymś naprawdę znaczącym. Mogłabym tak wymieniać te dokonania niczym odznaczenia honorowe. Wprowadzenie tych zasad kosztowało mnie resztki mojego kapitału politycznego.

JK: A czym zajmujesz się obecnie, z tego, co wiem, to prowadzisz firmę? Czy robisz to dla czystej przyjemności?

RR: W tej chwili mogę stwierdzić, że spędziłam już tyle samo lat w sektorze prywatnym, ile spędziłam w polityce. Według mojej osobistej filozofii w życiu są trzy ważne cele do osiągnięcia:

  1. działalność na rzecz kraju, czyli moja praca jako minister i radykalny reformator;
  2. działalność gospodarcza, na której skupiam się obecnie;
  3. i podstawa tego wszystkiego, czyli rodzina.

Tak więc przez ostatnie 25 lat pełniłam głównie funkcje kierownicze w spółkach prywatnych. Zajmowałam się rozbudową ich bazy majątkowej -zarówno z myślą o udziałowcach, ale i o kraju jako całości. Bo przecież minister finansów nie dysponuje własnymi pieniędzmi. Ma tylko to, co pożyczy od wierzycieli lub zabierze w podatkach.

Dlatego też rozbudowa bazy majątkowej jest dla mnie tak ważna. Od połowy lat 80. zajmowałam się też dość obszernie niezależnym doradztwem innym państwom, które, tak jak ty, widziały nasze doświadczenia i chciały je zrozumieć, tak aby we własnym kontekście kulturowym skopiować nasze idee i instytucje, i cieszyć się ich pozytywnymi rezultatami.

JK: Bardzo, bardzo ci dziękuję za ten niezwykle interesujący wywiad.

 

Kiedy dzieci się rodzą

Bieda. Dzieci rodzą się w ciemnocie i w biedzie. Jak ludzie nie maja na prezerwatywę i nie planują żadnych wydatków, bo nie maja czego planować. Wtedy rodzą się dzieci tuzinami, cześć umiera a cześć "się odchowa". Zamożne społeczeństwa stają się egoistyczne i wygodne, a na starość liczą na oszczędności własne, nie na pomoc dzieci. - Internauta Lubicz

 

Intuicje… w końcu

Dzisiaj rano na zasadzie przebłysku, którego inicjatorami i konstruktorami były:

  1. Intensywne przygotowania do nagrania zagadnienia przeprowadzenia zmian społecznych inspirowane wpisem z dnia 2021.02.01, nieznanego mi, acz niegłupiego, internauty Ultima Thule.

  2. Badania Jean'a Piaget'a ze szklanką i dziećmi: Jean Piaget, najwybitniejszy psycholog rozwojowy wszech czasów, rozpoczął karierę naukową jako zoolog badający mięczaki i owady w swojej ojczystej Szwajcarii. Fascynowały go fazy, przez które przechodzą zwierzęta, przeistaczając się (na przykład) z gąsienicy w motyla. Jego zainteresowanie etapami rozwoju utrzymało się także później, kiedy zajął się badaniem dzieci. Piaget chciał się dowiedzieć, w jaki sposób z ograniczonych możliwości małego dziecka (pospolitej gąsienicy) wyłania się nadzwyczajna złożoność poznawcza dorosłego człowieka (poznawczy motyl).

    Piaget koncentrował się na błędach popełnianych przez dzieci. Na przykład wlewał wodę do dwóch jednakowych szklanek i pytał dzieci, czy w obu jest tyle samo wody (odpowiedź brzmi: tak). Następnie przelewał zawartość jednej ze szklanek do wysokiego, wąskiego naczynia i prosił dzieci, aby porównały nową szklankę z drugą – tą, której nie dotykał. Dzieci przed ukończeniem sześciu lub siedmiu lat na ogół odpowiadają, że w wysokiej, wąskiej szklance jest więcej wody, ponieważ poziom wody jest wyższy. Nie rozumieją, że całkowita ilość wody pozostaje niezmieniona, kiedy przelewa się ją z jednej szklanki do drugiej. Piaget odkrył też, że próby wyjaśnienia dzieciom zasady zachowania ilości są bezcelowe. Dzieci nie są w stanie jej pojąć przed osiągnięciem wieku (i poziomu rozwoju poznawczego), w którym ich umysł będzie na to gotowy. Kiedy zaś będą gotowe, zrozumieją ją bez niczyjej pomocy, po prostu bawiąc się kubkami z wodą.

    Innymi słowy, rozumienie zasady zachowania ilości nie jest ani wrodzone, ani wyuczone (przekazane przez dorosłych). Dzieci dochodzą do niego samodzielnie, ale jest to możliwe dopiero wtedy, kiedy ich umysł jest na to gotowy i gdy zapewni im się odpowiednie doświadczenia. Piaget zastosował opisane przeze mnie podejście poznawczo-rozwojowe do badania myślenia moralnego u dzieci[18]. Na czworakach grał z dziećmi w kulki, od czasu do czasu celowo łamiąc reguły i popełniając błędy. Dzieci reagowały na jego pomyłki – w ten sposób przejawiały coraz większą zdolność przestrzegania i modyfikowania reguł, czekania na swoją kolej i rozstrzygania sporów. Ów przyrost wiedzy następował w sposób uporządkowany – etapami – w miarę dojrzewania zdolności poznawczych dziecka.

    Piaget twierdził, że pojmowanie moralności u dzieci przypomina rozumienie zachowania ilości wody w szklankach – nie można powiedzieć, że jest ono wrodzone, ani też że dzieci uczą się go bezpośrednio od dorosłych. Dzieci same konstruują tę wiedzę poprzez zabawę z innymi dziećmi.

  3. Wniosek płynący z powyższego cytatu, że Zachowaniami człowieka sterują 4 rodzaje właściwości:

    1. wrodzone,
    2. wyuczone,
    3. doświadczone
    4. i pochodne wyuczonych i doświadczonych: wyobrażane - urojone

  4. Przekomiczny, acz dający ogrmony materiał poznawczy, film jak rozmowę telefoniczną prowadzi 14 miesięczne dziecko, które nawet nie umie mówić. To co widzimy na filmie jest efektem nakładania się cech wrodzonych i małpowanych.

    To jest zrzyning, a ze zrzyningu się nie wyrasta, lecz go doskonali.

  5. Teoria wrodzonych intuicji moralnych Jonathan'a Haidt'a.

  6. No i oczywiście to co to wszystko rozpoczęło, czyli moja obserwacja, że w trakcie transformacji ustrojowej KAŻDEMU wydawało się, że zostanie bardzo bogatym businessmanem - KAŻDEMU. Ale czas pokazał, że bogatymi zostali zaledwie nieliczni.

 


 

👉
Podsumowując: nasze wyobrażenia lub intuicje są bardzo złym przewodnikiem naszych działań. Prowadzą nas na manowce. Oczywiście niektóre intuicje, ale można wyodrębnić kilka takich złych intuicji, w zasadzie powszechnych. Tylko nielicznym udaje te intuicje zmienić

Złe intuicje
  1. Szklanka Piaget'a
  2. Kule Galileusza
  3. Intuicyjna nieznajomość procesów ekonomicznych. Patrz uwagi do Modelu korzyści komparatywnych
  4. Intuicja o tym, że ktoś za nas coś załatwi
  5. Intuicja o dobrej paternalistycznej władzy (Bóg, car batiuszka, rządy demokratyczne)
  6. Intuicyjna nieznajomość procesów społecznych
  7. Mylne wyobrażenie o procesach mnogościowych
  8. Mylne wyobrażenia o zjawiskach nieliniowych
  9. Intuicyjna nieznajomość teorii gier
  10. Intuicyjny redukcjonizm versus myślenie absolutne
  11. Intuicyjne niezrozumienie skutecznego działania - słomiany zapał:
    "To jest banalnie proste do zrobienia".
    "Trzeba tylko chcieć!"
    "Gdybym…, to bym…"
  12. Intuicyjne mylne wyobrażenie o pracy zespołowej:
    "Gdybyśmy, to byśmy"
  13. Złudzenie ponadprzeciętności:
    jezioro Wobegon
  14. Efekt Dunninga-Krugera

Powyższa tabela to był stan mojej wiedzy na dany dzień. Aktualna definicja złych intuicji, uzupełniana na bieżąco jest dostępna na podstronie Myślenia absolutnego w podsekcji Zaprogramowania genetycznego.

 

Epidemia otyłości

WHO uznaje otyłość za chorobę cywilizacyjną i mówi o epidemii. Mimo licznych ostrzeżeń, z roku na rok na całym świecie przybywa ludzi z nadwagą i otyłością, osiągając w 2016 roku liczbę 1,9 miliarda. I to tylko wśród dorosłych! Doczekaliśmy czasów, kiedy ludzi otyłych jest więcej niż tych z niedowagą.

Najbardziej otyłe kraje świata

  1. Republika Nauru - 61 proc.
  2. Wyspy Cooka - 55,9 proc.
  3. Republika Palau - 55,3 proc.
  4. Wyspy Marshalla - 52,9 proc.
  5. Tuwalu - 51.6 proc.
  6. Niue - 50 proc.
  7. Królestwo Tonga - 48,2 proc.
  8. Niezależne Państwo Samoa - 47,3 proc.
  9. Republika Kiribati - 46 proc.
  10. Mikronezja - 45,8 proc.
  11. Kuwejt - 37,9 proc.
  12. USA - 36,2 proc.
  13. Jordania - 35,5 proc.
  14. Arabia Saudyjska - 35,4 proc.
  15. Katar - 35,1 proc.

Najchudsze kraje świata

  1. Wietnam - 2,1 proc.
  2. Bangladesz - 3,6 proc.
  3. Timor Wschodni - 3,8 proc.
  4. Indie - 3,9 proc.
  5. Kambodża - 3,9 proc.
  6. Nepal - 4,1 proc.
  7. Japonia - 4,3 proc.
  8. Etiopia - 4,5 proc.
  9. Korea Południowa - 4,7 proc.
  10. Erytrea - 5 proc.
  11. Uganda - 5,3 proc.
  12. Madagaskar - 5,3 proc.
  13. Laos - 5,3 proc.
  14. Sri Lanka - 5,2 proc.
  15. Burundii - 5,4 proc.

Podany jest odsetek liczby otyłych dorosłych w populacji danego kraju.

Polska jest na 77 miejscu z wynikiem: 23,1% (dane z 2017)

Więcej na https://kobieta.interia.pl/zdrowie/news-grozi-nam-kosztowna-epidemia-otylosci,nId,5021000#iwa_source=worthsee

 

Komentarz UltimaThule

Ciągle brakuje mi w tych wywiadach jednego: analizy strategicznej sytuacji oraz działań, jakie trzeba podjąć, aby obronić się przed "systemem" i "agendą". Międzynarodówka urzędniczo-korporacyjna, wykorzystując lewactwo i lewicującą młodzież (głównie kobiety) oraz różnego rodzaju mniejszości (seksualne, etniczne, religijne) dąży do następujących celów:
- utrwalenia swojej władzy
- zapewnienie INHERYTACJI [dziedziczenia - przyp. JK] stanowisk
- maksymalizacji kontroli przepływów finansowych
- zabezpieczenie systemu przed przejęciem lub zniszczeniem

Innymi słowy staczamy się w strony MONARCHII ABSOLUTNEJ BIUROKRACJI. Patrz

Obecną sytuację mamy dobrze rozpoznaną. Korwin opowiada już 30 lat, jak jest źle i dlaczego jest źle. Podobną robotę robi Michalkiewicz i wielu innych. Ale gdy się tak ich trochę dłużej i uważniej słucha, to w końcu można popaść w rozpacz i beznadzieję dochodząc do wniosku, że nie ma żadnych szans na wygranie tej WALKI OSTATECZNEJ.

To, czego nam potrzeba, to PLANÓW DZIAŁANIA POZYTYWNEGO. Musimy wypracować działania pozwalające na odzyskanie dużej części społeczeństwa na rzecz idei Wolnego Rynku, Wolności, Patriotyzmu, Tradycji i Wiary. Przez moment myślałem, że człowiekiem, który potrafi udźwignąć ciężar tego zadania będzie Grzegorz Braun Patrz, ale niestety przez ostatni rok stoczył się w obszary całkowicie dla nie nieakceptowalne. Na dodatek rozmienia się na drobne, zajmuje się jakimiś idiotycznymi interwencjami w sprawie poszczególnych ludzi Patrz. Ale przecież strateg i lider nie jest od tego, aby marnować swój czas. Ktoś taki musi doprowadzić do GIGANTYCZNYCH ZMIAN na obszarze całej naszej cywilizacji (at tajgi do britanskich moriej !). Miałem nadzieję, że programy z Janem Kubaniem doprowadzą nas w końcu do tego etapu, ale jak na razie to kręcimy się w kółko od DNA i RNA po szwajajcarskie kantory. Może jednak doczekamy się w końcu propozycji metod działań, które odwrócą bieg historii? Patrz

Żeby nie było, że jedynie wymagam: sam też nad tym pracuję, ale moim zdaniem to dzieło powinno być efektem pracy pewnej elity intelektualnej naszych środowisk, a nie tylko jednego człowieka. Każdy z nas może wprowadzić do bazy wiedzy pewne elementy, które następnie zostaną poddane obróbce termicznej w trakcie gorących debat w "Wielkim Piecu Idei". Tylko nie mamy takiego miejsca, gdzie można by te idee i ich opracowania gromadzić w sposób USYSTEMATYZOWANY. Dyskusje w postaci komentarzy są BEZ SENSU, bo szybko są przygniatane szumem informacyjnym i zapominane. Potrzebny jest nam mechanizm RETENCJI WIEDZY. Strona Fizyki Życia bardzo dobrze by się do tego nadawała (np. jako część Think Tanku PAFERE), ale w obecnym stanie technicznym nie spełnia ona tej roli. Moim zdaniem bardzo niska jest świadomość znaczenia RETENCJI WIEDZY w formie USYSTEMATYZOWANEJ (czyli w formie BAZY DANYCH). Trochę programowałem w językach baz danych i wiem, że to jest banalnie proste do zrobienia. Trzeba tylko chcieć !

1. Z WIRem jestem w kontakcie roboczym (na fb), przy czym jak na razie pozostaję krytycznym recenzentem, gdyż dostrzegam wady obecnej formuły, która zmierza do utworzenia quasi-partii mającej konkurować z KONFEDERACJĄ. Jest to dla mnie strzał w kolano lub wręcz sabotaż, dlatego prowadzę tam rekolekcje na temat tego, jak prawidłowo należy sformułować strategię i metody działania.

2. Jak najbardziej zapisuję się na drugi sezon i na współpracę. Moim celem szczegółowym jest reforma EDUKACJI w kierunku EDUKACJI SPERSONALIZOWANEJ, gdyż uważam, że to jedyna metoda na uratowanie naszej cywilizacji. Inne działania mogą mieć charakter pomocniczy i taktyczny. Dlatego moja partycypacja mogłaby polegać na stworzeniu PLANU REFORMY EDUKACJI. Wstępnie udział w tym projekcie zaakceptowało kilka osób (m.in. Dziambor, bloger GPS, Pitoń, KLŁ oraz różne instytucje, w tym akademickie itp.). Gdyby udało się ten projekt wprowadzić na agendę środowisk wolnościowych, to doprowadzilibyśmy do rewolucji społecznej na niewyobrażalną dzisiaj skalę. Mam na to bardzo konkretny, szczegółowy plan, a dodatkowo pomaga nam lockdown, który uświadomił ludzi w absurdzie obecnego systemu edukacji opartego o "edukacyjne obozy koncentracyjne", w których realizowana jest ZAGŁADA UMYSŁÓW DZIECI. Słowa te piszę z PEŁNĄ ŚWIADOMOŚCIĄ.

Jeżeli nie odwrócimy degeneracji edukacji, to zjawiska w rodzaju "strajku wiedźm" i postępu lewackich ideologii będą tylko przybierały na sile. Mówienie do sformatowanych przez obecną edukację umysłów na temat Fizyki Życia jest jak rzucanie grochem o ścianę. Najpierw uratujmy umysły dzieci, aby było w ogóle do kogo przemawiać.

Komentarz do wywiadu: https://youtu.be/raAzLVhyHS8

Tu jest kilka kwestii do poruszenia:

  1. 👉 Staczanie się - cykl społeczny

  2. 👉 Przez moment myślałem, że człowiekiem, który potrafi udźwignąć ciężar tego zadania będzie… Grzegorz Braun

    Na tej ludzkiej cesze żerują politycy: Ja wszystko za Ciebie będę robił, będę płacił wszytkie Twoje rachunki tylko daj mi władzę…
    No i oddajemy władzę, a wówczas rządzący stosują typowe instrumenty rządzenia, co prowadzi do degeneracji ludzi władzy.

    O ile wiem, radni nie otrzymali przed głosowaniem nawet treści skargi, którą poparli… Cóż, najważniejsza jest wiara. Wójt proponuje, radni popierają. Proste.

  3. 👉 zajmuje się jakimiś idiotycznymi interwencjami w sprawie poszczególnych ludzi - przynajmniej nie kradnie…

  4. 👉

    Społeczne/Indywidualne zrozumienie procesu ruchów oddolnych - edukacja

  5. Społeczna/Indywidualna reakcja: Szwajcaria, Singapur, Nowa Zelandia

  6. Zapewnienie stabilności:

    1. "Jam jest Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów poza Mną."
    2. Dalekowzroczne reformy
    3. Świadomość społeczna: podstawowych mechanizmów sprawnego funkcjonowania społeczeństw: konkurencji i przetargów na adekwatnych szczeblach, przykłady z historii, uczenie nie faktów, lecz mechanizmów - dlaczego tak się stało?

  7. Zagadnienie organizowania grup społecznych - rojów

    1. Młodzież versus Starszyzna
    2. Biedni versus Bogaci
    3. Chorzy versus Zdrowi
    4. Głupi versus Mądrzy
    5. Samodzielni versus Zależni
    6. Definicja grupy społecznej
    7. Funkcja motywująca - motywanta
    8. Co motywuje? Wspólne korzyści, strach. Czy idea?

  8. Banalnie proste do zrobienia. Trzeba tylko chcieć! 🙂

    …przy czym jak na razie pozostaję krytycznym recenzentem, gdyż dostrzegam wady obecnej formuły…

    Niezdolni do zorganizowania zwykłego spotkania by pogadać

    Niezdolni do napisania listu promocyjnego

    RODO

    Finansowanie oddolnych działań grup społecznych, czego by nie robili to i tak rządzący na tym zarabiają

  9. Ogniskowanie wokół jednej wspólnej idei strategicznej: federalizm i subsydiarność. A pierwsza idea taktyczna to wprowadzenie cywilizowanych narzędzi kontrolujących działania rządzących.

 

Papcio Chmiel

Papcio Chmiel, jakiego poznałem.

Odszedł wczoraj w wieku 98 lat… Wesoły, jakby człowiek bez problemów, uśmiechnięty, życzliwy i wysoce pragmatyczny. W kupionym od niego mieszkaniu przez kilka ładnych lat działała moja firma.

Czy Pan coś wie o dusznicy bolesnej? - pytał w roku 1996. Już wtedy ją miał, i to zaawansowaną.

Świetnie się z nim współpracowało. Stworzyliśmy kilka komiksów reklamowych. Ja pisałem scenariusze, a on rysował, ale nigdy wiernie ze scenariuszem:) Zawsze coś zmieniał po swojemu. Ale jak to u zawodowców zmiany te były zawsze na lepsze.

Kontakty miałem z nim żywe, tak do końca XX wieku. To coś narysował, to mu coś pomogłem rozwiązać, to przyjął nasze dzieci i pokazał im jak wygląda warsztat artysty rysownika. Zawsze miły, uśmiechnięty, ale z dystansem do świata.

Kiedyś w mailu napisał Wie pan, nie mam już siły… Kiedyś nie odpowiedział na maila… I tak nasze kontakty rozpływały się, jak we mgle, by w końcu zawisnąć na "gałęzi, na której bujał się Tytus". Była na trwale wmontowana w mikroskopijnym przedpokoju tego 45 metrowego, ale cztero izbowego, mieszkania. Gałąź, w istocie była do zawieszania płaszczy, świetnie się komponowała, a ja podziwiałem architekta, którem udało się rozplanować 4 izby, każdą z oknem, na 45 metrach kwadratowych.

Ulotka reklamowa Papcia Chmiela "Q-Inwentaryzacja 3000"

Ulotka reklamowa Papcia Chmiela "Q-Obieg Dokumentów 3000"

Ulotka reklamowa Papcia Chmiela "Q-Klinika 3000"

 

Tak to po prostu działa

Janda, PiS i spółki. Mentzen: „Tego towarzystwa nie da się pozbyć. Trzeba to bagno osuszyć”

Cała Polska ekscytuje się kilkunastoma aktorami, którzy poza kolejką zaszczepili się w szpitalu w Warszawie. W tym samym czasie Puls Biznesu opisał, co dzieje się w kontrolowanej przez Skarb Państwa JSW SA, ale to cieszy się już znacznie mniejszym zainteresowaniem – pisze dr Sławomir Mentzen z Konfederacji.

Jastrzębska Spółka Węglowa powołała w 2017 roku spółkę JSW Innowacje, która miała zająć się pracami badawczo-rozwojowymi. Spółka dostała 80 mln zł i zajęła się działalnością badawczą.

Ponieważ jak już wiemy, PiS nie zatrudnia ekspertów, bo ci nie chcą realizować programu partii, dlatego spółka została obsadzona sprawdzonymi przez partię matkę ludźmi.

Sprawdzeni ludzie wzięli sobie do serca wezwania premiera Morawieckiego, który chciał, żeby urzędnicy i państwowe spółki zajęli się innowacjami, dlatego zaczęli działać niezwykle sprawnie.

Spółka zaczęła prowadzić dziesiątki projektów, z których żaden nie odniósł sukcesu. Od razu sukcesu, żaden do niczego w ogóle się nie przydał, nie mówiąc o jakimś sukcesie. 80 mln zł poszło…

Gdzie? Na wynagrodzenia zarządów, na zlecanie badań i ekspertyz firmom znajomych zarządu, na wycieczki do Las Vegas, Birmy, na Majorkę.

Wyjazdów zagranicznych było 91, z czego aż 63 nie były nawet przypisane do żadnego projektu. Pieniądze szły też na usługi doradcze, PR, komunikacje, zlecane oczywiście znajomym i kolegom z byłych miejsc pracy zarządu.

Ile jest w Polsce takich spółek służących do wyciągania pieniędzy? Ile pieniędzy dla sprawdzonych ludzi idzie ze wszystkich spółek Skarbu Państwa, z ministerstw, samorządów, agencji, fundacji i innych bytów kontrolowanych przez polityków? Nikt nie wie i nikt tego nigdy nie policzy.

Szczepiąca się poza kolejnością Krystyna Janda to tylko czubek wielkiej góry lodowej, całego zastępu ludzi żyjących bardzo dobrze z tego, że mają układy z władzą.

Tego towarzystwa nie da się pozbyć, wyłapując pijawki za ogonki. Trzeba to bagno osuszyć. Sprawić, by jak największa część pieniędzy była wydawana bezpośrednio przez ludzi, bez pośrednictwa urzędników.

Bez tego zawsze pojawi się jakaś spółka, jakiś aktor, czy jakiś znajomy.

Sławomir Mentzen

Źródła: https://www.pb.pl/miliony-jsw-utopione-w-innowacjach-1104756?fbclid=IwAR0gB99a5Isy8JwrG5jnj2bYKB0fO3PGHR6x-ApCZGgZh9ehK6uoqNSvH68
facebook.com/slawomirmentzen/

 

Analiza świata bilansem resergetycznym

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka

W zasadzie nie piszę o koronawirusie, bo moje stanowisko oparte jest na bilansie resergetycznym, opartym na, w zasadzie analogicznych, pytaniach jakie zadał znający się na rzeczy prezydent Białorusi. Na epidemiach zapewne zna się jak każdy inny, natomiast w wykorzystywaniu kłamstwa i psychoz do swoich własnych celów musi być mistrzem.

Prezydent Białorusi, Aleksandr Łukaszenka, który niedawno oświadczył, że nie zamierza szczepić się na koronawirusa, teraz zadaje niewygodne i dające do myślenia pytania ws. mniemanej pandemii.

Białoruś, w przeciwieństwie do państw Zachodnich nie wprowadzała lockdownu i nie panikowała z powodu mniemanej psychozy koronawirusa.

Życie toczy się tam niemal tak samo, jak wcześniej.

W ostatnich dniach odbyły się nawet Sylwestrowe bale, które opisywał na Twitterze… europoseł Prawa i Sprawiedliwości Jacek Saryusz-Wolski.

Mimo tego ludzie nie „umierają na ulicach” z powodu koronawirusa.

Według danych worldometers.info, która gromadzi oficjalne statystyki dotyczące koronawirusa z całego świata, na Białorusi zakaziło się niespełna 200 tysięcy osób, z których 1,442 zmarło na koronawirusa lub koronawirusa z chorobami współistniejącymi.

Teraz Łukaszenka, podczas spotkania z obywatelami, zadał pytania, które mają skłonić do myślenia ws. mniemanej pandemii koronawirusa.

Nie wirus, a psychoza. Dużo ciekawego Wam powiem. Pomyślcie na początku nad dwoma pytaniami – zaczął. – Pierwsze pytanie: Koronawirus to jest infekcja stworzona przez człowieka? Czy przypadkowo z powietrza się pojawiła?

Komu ona była potrzebna? – pytał dalej. – Drugie pytanie. Nie odpowiemy na razie na to pytanie, ale powiedzcie… na świecie, zaczynając od moich kolegów polityków i kończąc niżej. Spróbowali to wykorzystać w swoich celach i interesach?

Pomyślcie nad dwoma pytaniami. Komu to jest potrzebne? I jak to wykorzystał? – dodał. – Niektórzy ogłosili, że to jest wojna – przypomniał.

[Źródło: https://nczas.com/2021/01/04/lukaszenka-o-koronawirusie-pomyslcie-komu-to-jest-potrzebne-i-jak-to-wykorzystal-wideo/]