| 2009.12.27 Niedziela |
Rano leciuki mrozek: -2oC, niebo bezchmurne. Wybrałem się z Piotrem do Puszczy. Uderzyliśmy z Truskawia żółtym szlakiem, niestety już po paru metrach pojwaiły się rozlewiska. Początkowo na drodze i dawało się je obejść trawą przydrożną, później nieco większe i szersze pokonywaliśmy po konarach przez kogoś tam ułożonych, posługując się kruchymi kijami jako laskami, by ze śliskich drągów nie zlecieć do pokrytej tafelką lodu wody. W końcu daliśmy spokój i poszliśmy nieznaną drogą. Kilka razy jeszcze cofaliśmy się z rozlewisk by w końcu trafić na zielony szlak i nim już bez przeszkód wrócić do samochodu - wycieczka wspaniała i jak zwykle cały czas gadaliśmy dość rzeczowo. Zacząłem czytać "Pomoc wzajemną" Piotra Kropotkina i już na samym wstępie natknąłem się na dowód tego jak pokręcone są ścieżki nauki i na to, że często sławimy nie tych co wymyślili lub odkryli (pionierów) lecz tych co po prostu napisali książkę. Amerykanka Lynn Margulis (1938-), która opubliowała teorię endosymbiozy i w świecie zachodnim uważana jest za jej twórczynię [tak twierdzi polska wikipedia], sama mówi, że została zainspirowana teorią symbiogenezy Rosjanina Konstantina Mierieżkowskiego (1855-1921). Jej założenia pojawiły się w 1905 roku, a jej pełny opis ujrzał światło dzienne w 1909 roku. A tu od Kropotkina, na którego w "Fizyce życia" się powołuję, jako na odkrywcę roli współpracy, dowiaduję się, że: W styczniu roku 1880 prof. Kessler, dziekan uniwersytetu petersburskiego, ogłosił pracę pt. "Prawo pomocy wzajemnej", [...] w której doszedł do następującego wniosku: „Oczywiście nie zaprzeczam istnienia walki o byt; twierdzę tylko, ze rozwój świata zwierzęcego a szczególnie ludzkości więcej zawdzięcza współdziałaniu niż walce. Wszystkie istoty organiczne posiadają dwie cechy zasadnicze: odżywianie i rozmnażanie. Pierwsza z nich zmusza je do walki i do wzajemnego wyniszczania się, jednocześnie jednak dążenie do utrzymania gatunku zbliża jednostki wzajemnie i doprowadza je do współdziałania . Skłonny jednak jestem do mniemania, że rozwój świata organicznego – zmiany postępowe istot organicznych [dążność – przyp. JF] – więcej zawdzięczają pomocy wzajemnej pomiędzy jednostkami niż walce”. Słuszność tego poglądu uderzyła większość rosyjskich zoologów współczesnych, a Siewiercow, którego dzieło dobrze jest znane ornitologom i geografom, podtrzymał go i oświetlił jeszcze kilkoma przykładami. Opowiedział on o kilku gatunkach sokołów, które mimo, że przystosowane są do grabieży, chylą się do upadku, podczas gdy inne gatunki sokołów, uprawiające pomoc wzajemną, mnożą się. No i kto tu jest twórcą i czego? | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.26 Sobota |
Rano superpochmurnie i +5oC. Wczoraj o tej porze padał rzęsisty deszcz. Sporo tematów wartych opisania kłębi się w głowie, ale pisać się nie chce. Taka to już widać reguła, jak jest czas i możliwości to nici z pisania.
Poznałem i od razu z uznania dla jego dzieła polubiłem François de La Rochefoucauld (1613-1680). Już wtedy u niego pojawiły się myśli jakżesz wciąż aktualne:
Boy Żeleński we wstępie do "Maksym i rozważań moralnych" w bardzo trafnie podsumował: | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.24 Czwartek |
Życie to gra o zasoby; Cytaty w nawiasach to maksymy François de La Rochefoucauld (1613–1680) Prawdę zawsze zastępuje coś na czym można lepiej zarobić. - to chyba najkrótsza definicja naszych profili zachowań
Ciekawy przypadek manipulacji:
Polska gospodarka pokonała holenderską
Polska po raz pierwszy znalazła się w gronie sześciu największych gospodarek Unii Europejskiej - wynika z najnowszych danych Eurostatu. Nasz dochód narodowy liczony przy uwzględnieniu realnej siły nabywczej złotego był w 2009 roku większy niż dochód Holandii - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".
"Wracamy na należne nam miejsce. Polska jest szóstym pod względem ludności krajem Unii i to całkiem naturalne, że zajmuje także szóstą pozycję, gdy idzie o dochód narodowy. To miejsce zajęliśmy na trwałe" - mówi gazecie prof. Witold Orłowski, były doradca ekonomiczny prezydenta Kwaśniewskiego.
Więcej danych makroekonomicznych Dla mnie to raczej informacja wysoce tragiczna: wydajność statystycznego Polaka wynosi 14 078 euro na rok (jest nas 38 mln), a statystycznego Holendra 30 294. Czyli przeciętny Holender jest ponad dwukrotnie (2.15) bardziej wydajny od przeciętnego Polaka.
Wczoraj podano w radio, że jakiś anglikański pastor zezwolił na kradzież w supermarketach. Kraść może biedny, w sytuacji ostatecznej, gdy nie ma innych możliwości, by przeżyć. Oczywiście są tacy nieszczęśnicy, którzy nawet nie wiedzą co robić by przeżyć, tacy nie wiedzą, że można wejść do supermarketu i ukraść. Poza tą nieliczną garstką będą też rzesze innych inteligentnych, którzy zawsze udowaodnią, że dla nich to było jedyne wyjście.
Załatwiałem wczoraj jakieś sprawy w urzędzie komunikacji. Był komplet urzędników i prócz mnie żadnego interesanta. Urzędnicy głośno narzekali na ZUS, że niby mają takie pałace i opływają w dostatki, lecz zwrotnie nie świadczą żadnej opieki zdrowotnej. Po pewnej chwili usłyszałem jeszcze, że głupi robotnicy wywalczyli kapitalizmi, no i teraz mamy to co mamy. Niestety nie zdają sobie sprawy, że ZUS to właśnie atrybut socjalizmu, a nie kapitalizmu. Osoby niezagłębiające się w istotę życia - „ubogie duchem”, przez współczesnego rosyjskiego pisarza Wiktora Pielewina utożsamiane z ultra skomercjalizowanym, nowym rodzajem człowieka o nazwie Homo oranus (oral + anus). Tym „oranusjanom”, czyli czcicielom Mamony-Pieniądza, tym myślącym wyłącznie w jednym wymiarze - własnego ja, Marek Głogoczowski dedykuje Słowo biblijnego proroka Izajasza, które przytoczył św. Paweł przed zgromadzeniem ówczesnych „proto-oranusjan” w Rzymie. Jego zacytowanie ponoć „otworzyło im oczy” i nagle zrozumieli, jaki interes reprezentuje Objawienie głoszone przez tego odstępcę od ortodoksyjnego judaizmu (Dz. 28, 26-27):
Będziecie ustawicznie patrzeć, a nie ujrzycie. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.23 Środa |
Króciutka informacja z czasopisma branżowego [CRN 23.12.2009 nr 26]: TECHMEX: Likwidacja majątku spółki 30 listopada o godzinie 13.00 otwarto postępowanie upadłościowe dotyczące likwidacji majątku spółki. Wierzyciele w terminie czterech miesięcy od daty obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym mają zgłosić swoje wierzytelności sędziemu komisarzowi, którym została Teresa Płonka. Syndykiem masy upadłościowej jest Danuta Wieczorek. Padła firma między innymi handlująca markowymi komputerami. Wskoczyłem sobie na publiczne strony władz tej firmy. Oto skład władz spółki do dnia 30.11.2009:
Jacek Studencki
Zbigniew Wawrzeń
Oraz skład rady nadzorczej:
Teresa Studencka - Członek Rady Nadzorczej
Franck Bergonzo - Członek Rady Nadzorczej
Marek Dietl - Członek Rady Nadzorczej
Krzysztof Woryna - Członek Rady Nadzorczej Niesamowite! Jak grono tak znamienitych ludzi doprowadziło do upadku TECHMEX - firmę robiącą swego czasu niezłe wrażenie na rynku informatycznym. Nie mam absolutnie żadnych sentymentów ani do samej firmy ani do ludzi w niej pracujących, analizuję ten upadek (jak każdy inny zresztą) wyłącznie z punktu widzenia bezstronnego obserwatora. Nie znam nawet jego przyczyn. Zastosujmy prostą metodę cui bono. TECHMEX jako obiekt upadł - przestał być dochodowy: wartość jego długu prawdopodobnie przekroczyła wartość tego co potrafił wypracować plus wartość jaką sam w sobie stanowił (budynki i tp.). Na placu boju pozostali: pracownicy, dla których jest to chwilowy dyskomfort - prędzej czy później znajdą sobie inną pracę, władze (z przepięknymi CV), które zgodnie z obowiązującymi przepisami nie ponoszą odpowiedzialności za upadłość i prawdopodobnie nie muszą oddać ani złotówki z zarobionych przez siebie pieniędzy, prawnicy zarządzający upadłością (przedstawiciele Państwa) - zobowiązania w stosunku do Państwa oraz ich zarobki zostaną pokryte w pierwszej kolejności z masy upadłościowej. Tymi zaś, którzy ponieśli realne straty są zatem wyłącznie wierzyciele. W systemie, który zezwala na takie przedsięwzięcia
Życiorysy wspaniałe, ciekawe czy zostanie do nich dopisana informacja, że przyczynili się do upadku Techmexu? Choć prawdopodobnie to nie oni się przyczynili, lecz jak zwykle ktoś inny... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.21 Poniedziałek |
A fotka od Alka pokazuje jak w naturalny sposób rozmywa się odpowiedzialność, gdy odpowiedzialną za coś jest nie jedna osoba, lecz na przykład dwie. Kochanie, wpuściłeś wczoraj kota? Nie myślałem, że ty to zrobiłaś. Sukinkoty! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.19 Sobota |
Rano -15o i piękna słoneczna pogoda, a wieczorem -19o. Według prognoz za trzy dni ma być odwilż. Wciągnąłem dziś "451o Fahrenheita" Raya Bradbury'ego. Książka warta polecenia.
Skopali 82-latkę, bo zwróciła im uwagę
Policjanci z Komisariatu IV w Częstochowie zatrzymali trzech młodych mężczyzn, którzy obrzucili wyzwiskami, a następnie przewrócili i skopali 82-letnią kobietę. Trzej młodzi ludzie na ulicy Targowej w Częstochowie w wieku od 16 do 17 lat zaatakowali 82-letnią staruszkę tylko za to, że przechodząc obok nich, zwróciła im uwagę na wulgarne zachowanie. Ciekawy wpis Roberta Gwiazdowskiego na temat Globalnego Ocieplenia:
GRA W/O ZIELONE
Nie jestem klimatologiem, ani geologiem, ani innym badaczem środowiska i nie mam wiedzy, która pozwoliłaby mi stanąć po którejś stronie sporu w debacie o tym jaka jest ewentualna przyczyna „globalnego ocieplenia”, o ile w ogóle mamy z nim do czynienia.
Ciekawi mnie tylko jedno: zdecydowana większość naukowców i działaczy ekologicznych walczących z globalnym ociepleniem, to zwolennicy ewolucji. Ale ewolucję przeżywały nie tylko gatunki zamieszkujące Ziemię, lecz i sama Ziemia. W jej historii bywało już cieplej i bywało zimniej. Dlaczego ma się to nie powtórzyć? Cała nasza historia to dostosowywanie się gatunków do zmieniających się warunków życia. Jeżeli dzisiejsza cywilizacja ma być końcem ewolucji – to jest to sprzeczne z podstawowym założeniem teorii ewolucji!
Mam pewne wytłumaczenie dla takiego braku elementarnej logiki w twierdzeniach wyznawców Kościoła Klimatologów. Karol Marks twierdził, że historia ludzkości, to historia rozwoju sił wytwórczych, które determinują zmiany w stosunkach produkcji, co prowadzi do zmian bazy społeczno-ekonomicznej a potem nadbudowy politycznej. Ale tylko do czasu, gdy nastanie komunizm, który miał być ostatnią formą cywilizacji. To ciekawa zbieżność metodologiczna marksizmu i „klimatologizmu”.
W sceptycyzmie utwierdziłem się, gdy przeczytałem, co jest „kluczową sprawą” konferencji klimatycznej w Kopenhadze! Otóż jest nią: „stworzenie funduszu, który pomoże krajom rozwijającym się w zmaganiach ze skutkami zmian klimatu. Greenpeace liczy, że w czasie konferencji w Kopenhadze delegaci ustanowią taki fundusz w wysokości 110 mld euro rocznie”!!!
Skąd „delegaci” wezmą pieniążki na ten fundusz? Tego nie wyjaśniono, ale to jest „oczywista oczywistość” więc nie ma o czym pisać – zapłacą podatnicy. Pewnie ci „najbogatsi”, żeby było „sprawiedliwie”. Czy zakład energetyczny będzie wystawiła wyższe rachunki za prąd podatnikom z drugiego progu skali podatkowej???
Ale jeszcze ciekawsze jest to, kto takim funduszem nim będzie zarządzał? Pomysł podsunęli mi polscy twórcy, z których część także włączyła się w walkę z globalnym ociepleniem – choć podobnie jak ja o geologii nie mają pojęcia. Chcą oni dostać od podatników 5 miliardów złotych rocznie na krzewienie misji w mediach publicznych. (Może część tych środków przeznaczą na finansowanie programów o globalnym ociepleniu i jego skutkach dla niedźwiedzi polarnych) Ma tymi środkami zarządzać Rada Mediów, powołana przez… Komitet Obywatelski!!! Działacze Greenpeace też mogą utworzyć jakiś Komitet Obywatelski, który powoła jakąś Radę, które będzie wydawała owe 110 mld euro rocznie. W „zielonych” to będzie gdzieś 170 mld. Ciekawe dlaczego „Zieloni” nie posługują się w rozliczeniach dolarami? „Idź zielone do zielonego”!
Ale jeśli rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z globalnym ociepleniem to byłaby to bardzo dobra wiadomość dla władz Warszawy (a pewnie i innych miast). Zniknąłby problem z odśnieżaniem i wreszcie wściekli kierowcy, którzy dziś półtorej godziny jechali z jednego brzegu Wisły na drugi bo spadł śnieg, co, jak co roku w grudniu, zaskoczyło drogowców, nie wieszaliby na nich „psów”.
A skoro misie polarne przetrwały czasy o wiele większego ocieplenia w średniowieczu, to pewnie dadzą sobie radę i dziś. A jak nie dadzą sobie rady? To będzie to bardzo dobra wiadomość dla fok. A zwłaszcza takich malutkich, milutkich, z wielkimi oczkami, których misie zjadają o wiele więcej, jak jest gruba pokrywa lodowa w Arktyce. A może niektóre misie, których praprzodkowie wypełzły z oceanu na ląd, nauczą się z głodu nurkować i będą polowały na foki pod wodą? I to one przetrwają w darwinowskiej walce o byt? Głód jest motorem postępu. Amen.
I jeden z ciekawszych komentarzy:
NAUKA CZY TERROR?
Tak sobie myślę, że Ci wszyscy "ekolodzy" (lógos=nauka) to żadni naukowcy. Łatwo zauważyć że ich działania mają natępującde cechy:
Podsumowanie iście w duchu fizyki życia, plus super zwięzła definicja ideologi. W Wikipedi jest dłuższa: Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.18 Piątek |
Rano -15oC. Szedłem do pracy o 6.30, kioskarka już pracowała, kończy zwykle po 19.00. Gdy podchodziłem do al. Niepodległości spojrzałem na blok, który znajduje się tuż obok firmy i przestraszyłem się. Był cały ciemny, wniosek: nie ma prądu. Jednak jakieś światła były - blade, równo w trzech oknach. Prąd na szczęście jest, wszyscy jeszcze śpią. Nasza kadra wróciła z Japonii. Polska drużyna, poza zawodami i treningami, odwiedziła ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych i nasi nadsprawni zostali przez nich obdarowani prezentami. Początkowo zarówno żona jak i ja mieliśmy wrażenie, że tu coś nie gra. Wstyd to przecież, gdy pokrzywdzony przez los daje przez los uszczęśliwionemu. Jednak jest w tym coś bardzo ważnego - informacja dla niepełnosprawnych, że ty też jesteś członkiem społeczeństwa, ty też musisz się przyczyniać do jego rozwoju, musisz coś zrobić (przy okazji rehabilitacja) i dać to innemu. Bardzo to mądre. Prezent był prosty: znak japoński formatu 20x20 cm oprawiony w papierową ramkę, a z tyłu angielskie wytłumaczenie, że chodzi o "człowieczeństwo". W styczniowym numerze "Świata nauki" ciekawy artykuł: czyżby Newton miał rację, a Einstein się mylił? Wygląda na to, że rozplatanie tkanki czasoprzestrzeni i powrót do XIX-wiecznego pojecia czasu znakomicie ułatwi prace zmierzające do stworzenia teorii grawitacji kwantowej. Petr Hořava, zaproponował nową teorię grawitacji. ... jeśli grawitacha Hořavy jest poprawna, to Wszechświat nie eksplodował, lecz uległ odbiciu. Jak mówi: "wszechświat wypełniony materią zapada się do stanu o wielkiej, ale skończonej gęstości, po czym ulega odbiciu, które przechodzi w ekspansję." No i od razu kojarzy się to z Prawem Koncentracji sformułowanym przez Gudzowatego: cokolwiek występuje w świecie (także we wszechświecie), podlega obiektywnemu i obiektywnie działającemu „prawu koncentracji” – zapewne jednemu z „praw natury”. To model rozwoju, a raczej model podążania do eksplozji będącej nieruchomym rezultatem każdej koncentracji. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.14 Poniedziałek |
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.13 Niedziela |
Wybrałem się wczoraj na spotkanie klubu dyskusyjnego Stowarzyszenia Patriotycznego Serenissima. Tematem miał być wpływ zmiany sposobu odprawiania Mszy Świętej, który dokonał się czterdzieści lat temu na funkcjonowanie Kościoła. Pojechałem raczej z sympatii do członków stowarzyszenia niźli z poczucia ciekawości (słabego zresztą), bo nie wyobrażałem sobie jak taki temat mógłby mnie zainteresować. W radiu nastawiła mi się jakaś stacja młodzieżowa (być może RMAXX lub coś takiego). W pewnym momencie nadali skecz - rozmowa tatusia z nastoletnią córką na tematy kościelne. Głupawka nabijająca się z religii. Głupie, prostackie ale w granicach przyzwoitości. W pewnym jednak momencie dziewcze wypowiedziało kwestię: Wiesz tatusiu, u nas w szkole zaczęła się wielka akcja zdejmowania krzyży. Ale nie z drabiny, Justyna siedziała okrakiem na Członkowskim, a on ją podnosił i ona zdejmowała... [cytat nie jest wierny, bo pisany z pamięci]. Ciekawe dlaczego nabijanie się z Kościoła jest jedną z kluczowych rozrywek ludzi na topie? Piszę "na topie" mając na myśli, że to oni właśnie kształtują przez media opinię publiczną i wychowują młodzież. Ten przecież skecz w radiostacji młodzieżowej jest jasnym i prostym przekazem: tradycja i odpowiedzialność - be, odstaw na bok, ruja i poróbstwo jest natomiast - super i spoko. Dokopywanie jest aktem zwycięstwa - Popatrzcie jaki ze mnie fighter, jaki ze mnie waleczny wojownik! Podejmuję się trudnej walki i proszę bardzo jak sobie radzę! Niezły jestem co? To taki chyba nasz ludzki atawizm. "Czołowi" żołnierze też wolą palić, mordować kobiety i dzieci, zaś w sytuacji twarzą w twarz z równym sobie przeciwnikiem srają po gaciach. Dokopuje się więc temu komu łatwo dokopać, kto się nie broni. A obecny Kościół bronić się nie ma jak. Mówienie, że trzeba trzymać się pewnych zasad, a nasze chrześcijańskie są dobre, bo sprawdziły się w praktyce jest li tylko mówieniem. A gdy żyjemy w dostatnich warunkach to po co przestrzegać zasad? Po co zasady jeśli możemy żyć na kredyt, zgodnie z doktryną hedonistyczną, zabierając innym pod przykrywką współczucia i pomocy wzajemnej (to Wy powinniście Im pomóc). Fasada współczucia dla innych, wytwarzanie [patrz taktyka von Neumanna] dwóch wrażeń: a/. gotowości poświęcenia się dla innych, szczególnie biednych i pokrzywdzonych i b/. że jest się wojownikiem z ciemnotą i zacofaniem (dokopując oczywiście tym, którym łatwo dokopać. Dziś Kościołowi jutro wybranej grupie zawodowej lub etnicznej), a na zapleczu tego zewnętrznego balonu wrażeń kreowanych u innych, korzystanie z uciech tego świata, korzystanie nieskrępowane, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności i na cudzy koszt, wykorzystując dobrodziejstwo mechanizmu presji na wyzysk społeczny. Wróćmy jednak do naszej prelekcji. Pierwsze dwie godziny to koszmar (typowy dla Polski zresztą - popatrzcie jaki ja jestem mądry, ile wiem i na ilu rzeczach się znam) - bez postawienia tezy, bez określenia tego o czym tak właściwie się będzie mówiło. W pewnym momencie, tak po półtorej godzinie, ogarnęła mnie taka wesołość, że z wielkim trudem tłumiłem jej zewnętrzne oznaki. Przyszło mi bowiem na myśl, że to pokuta nałożona na starego zbereźnika B. Jurka, który po raz pierwszy, za moją zresztą namową, pojawił się na spotkaniu SPS. Ale cholera dlaczego ja mam pokutować za jego grzechy? Po przerwie zaczęła się dyskusja i tu wiele spraw się wyjaśniło. Teza główna: zmiana scenariusza mszy na "nowoczesny" przyczyniła się do pogorszenia się funkcjonowania Kościoła. Na moje pytanie jak należy rozumieć pojęcie "dobrze funkcjonujący Kościół" prelegent odpowiedział, zresztą zgodnie i z moim odczuciem, że mierzyć to można liczbą pozyskiwanych dla sprawy "dusz". W istocie dane statystyczne pokazują, że Kościół w Europie funkcjonuje źle, ale czy rzeczywiście jest to spowodowane zmianą liturgii? Według prelegenta są tego dwie przyczyny: zmiana liturgii właśnie oraz polepszenie się warunków życia. Co do drugiego czynnika zgadzam się z nim absolutnie i uważam, że jest to główna (na 95%) przyczyna, pozostałe (5%) to inne czynniki, w tym być może i zmiana liturgii. Zresztą o wiele więcej szkody od przebiegu liturgii robią pozostawiające wiele do życzenia (mówiąc po prostu głupie) kazania, a tych jest pełno jak Poska długa i szeroka. I jeszcze uwaga na marginesie: jak krótki rozbłysk flesza, padła konkluzja, że wszystkie języki sakralne (używane do praktyk religijnych) są językami tajemniczymi i niezrozumiałymi. Chyba takimi muszą być, bo jak zwięźle okreśłił to Fiodor Dostojewski w "Idiocie": im coś prostsze, tym niedorzeczniejsze. Logika przegrywa ze stereotypem podszytym tajemniczością. Co jednak takiego ważnego jest w tych zmianach. Otóż obaj prelegenci twierdzą, że są to zmiany w kierunku "uczłowieczenia" mszy, mające na celu sprawienie, by msza bardziej się ludziom podobała. Jako przykład podali, że odsunięto straszenie piekłem, a wywyższono miłosierdzie i przebaczenie. Tym samym otworzono furtkę dla postaw: grzeszyć można, wystarczy tylko w odpowiednim momencie się wyspowiadać i już się jest zbawionym. Zwiększono tym samym rolę nagrody (zbawienia, życia wiecznego) i równocześnie przez wyeliminowanie kary (piekła i wiecznego potępienia) zmiejszając koszt potrzebny do jej osiągnięcia. Działania te spowodowały, że Kościół chwilowo zyskał, lecz na dłuższą metę stracił. Zresztą według prelegentów było pyrrusowe zwycięstwo, zyskał bowiem "materiał" mniej wartościowy. Na pytanie kto był inicjatorem tych zmian, znów obaj zgodnie odrzekli, że kolejni papieże?! Że szło to od góry! I że nasz, bardzo medialny papież Jan Paweł II też, i to w znacznym stopniu, się do tego przyczynił. Połączyłem to natychmiast z "syndromem lidera". Od pewnego momentu chodziło mi po głowie opracowanie tego pojęcia. I chyba nastała właściwa ku temu chwila. Zacznijmy od Reguły Gibbsa czyli skłonności natury do psucia tego, co zorganizowane, i do niszczenia tego, co posiada jakiś sens. [Przy okazji warto zerknąć kim był Josiah Willard Gibbs i że jego dzieło "O Równowadze Heterogenicznych Substancji" uważa się za jedno z największych naukowych osiągnięć XIX wieku. Fizyk życia chciałby od razu to sparafrazować do postaci "O stanach równowagowych wywołanych przez czynniki różnych typów"]. Lider jest tym który organizuje i sprawia, że coś nabiera sensu - jest czynnikiem pilnującym. Narzuca normy, procedury i rozpina system zachęt i kar, selekcjonuje, a wszystko po to, by grupa ludzka osiągnęła wyznaczony cel, by coś zorganizowała, by czemuś nadała sens. Rolą wodza jest wyznaczenie celu głównego (strategicznego) i dobór liderów, którzy mając świadomość celu głównego wytyczą cele poboczne i będą pilnowali ich realizacji, będą spełniali rolę homeostatów lub, mówiąc inaczej, rolę strażników lub czynników wymuszających. Z drugiej zaś strony mamy do czynienia z ludźmi podległymi liderowi lub wodzowi, na których się wymusza i którzy muszą coś z siebie dać by te pomniejsze cele realizować. A każdym z nas steruje od wewnątrz natura człowieka uczciwego czyli więcej za mniej, przy czym na dokładkę robimy wszystko by nie dać poznać tego po sobie [vide ponownie taktyka von Neumanna] Obama jest wodzem, jest wodzem lubianym, jest wodzem miłującym pokój - czego dowodem jest przyznanie mu w tym roku Pokojowej Nagrody Nobla. Dlaczego go lubią? - tzn. dlaczego większość go lubi. By wyjaśnić to zjawisko zacytuję mój wpis z kwietnia: Zadzwonił do mnie L. Roman - dyrektor państwowej placówki medycznej, zarządzanej lepiej niż niejedna prywatna. W trakcie rozmowy przedstawił sytuację, która mocno go bulwersuje: "Wie Pan ludzie ode mnie odchodzą do innych szpitali, do takich, które są z premedytacją zadłużane przez dyrektorów. Ja zadłużać nie chcę! A wie pan, ludzie jak to ludzie idą tam gdzie więcej płacą i mają w nosie czy palcówka jest zadłużona czy nie, chodzi im tylko o wyższą pensję. A dyrektorzy zadłużają, bo zbijają tym samym swój polityczny kapitał - ich potencjalni wyborcy są zadowoleni." Z jednej strony straszny mechanizm okradania społeczeństwa - jeden z etapów cyklu Tytlera, a z drugiej wciągania uczciwych i na prawdę dobrych gospodarzy, takich jakim jest L., w bagno. L. ma dwa wyjścia: albo zrezygnować z prowadzenia szpitala, dlatego że nie chce go zadłużyć albo robić to co tamci! Nie ma możliwości konkurowania z nimi w sposób uczciwy! Taktyka kradzieży wymusza stosowanie jej również przez pozostałych - co zresztą udowodnione jest w Fizyce Życia. Na lokalnym rynku liderów mamy zatem do czynienia z sytuacją, że niektórzy z nich - ci honorni, którzy nie chcą wydawać nieswojego - pracują w trudniejszych warunkach (mniej zasobów w ich dyspozycji powoduje, że muszą stawiać podwładnym ostrzejsze wymagania), a pozostali budują swój wizerunek cudzym kosztem - dają więcej za mniej, spełniając tym samy oczekiwanie ludzi, zadośćuczyniając tym samym naturze człowieka uczciwego tkwiącej w ich podwładnych. Ci pierwsi, natomiast, z tą naturą walczą. Którzy zatem są w mniemaniu tak zwanej "opinii publicznej" lepsi? Ci walczący, czy też ci łechcący? Odpowiedź jest oczywista! No dobrze, ale ci drudzy nie są liderami, bo zamiast bycia strażnikami procesów rozleniwiają ludzi, bo stopniowo niszczą to, co posiada jakiś sens - w tym przypadku zasady wymiany dóbr pomiędzy ludźmi. Jeśli ten proceder coraz większego zadłużania trwa i nic go nie przerywa musi dojść do niedoboru zasobów. Pieniądze pożyczają banki lub się dodrukowuje. Kiedyś w końcu te banki zwrócą się po zwrot pożyczki, ewentualnie pieniądze nie będą miały żadnej wartości. W tym kontekście można zrozumieć ogromną rolę wodza (zwierzchnika liderów) jako strażnika niepodważalnych zasad. Gdy luzakom przyjdzie zwracać pieniądze wódz stanie przed dylematem, a wyjścia ma dwa:
Każdy kto wybierze wariant "darować" zbierze poklask tych nieświadomych, a tych zawsze jest dużo, co więcej ich liczba po "darowaniu" jeszcze się zwiększa. Obama dostał Nobla, kolejni papieże "uczłowieczyli" mszę. I co ciekawe, jeśli nawet przyjmiemy, że Boga wytwarzają trudne, na granicy przetrwania, warunki zewnętrzne, to w tym kontekście działania papieży mają swoją logikę - im szybciej wejdziemy w kryzys, tym szybciej wrócimy do Boga, tym większe będzie na niego zapotrzebowanie. A lider merytoryczny, który nie chciał się zadłużać zwykle kończy tak, jak to opisał James Clavell w "Królu szczurów": Co prawda nadal zajmował uprzywilejowany kąt pod oknem, ale miał teraz tyle samo miejsca co inni, czyli mniej więcej metr na dwa. Kiedy powrócił wczoraj z ogrodu, zastał łóżko i fotele przesunięte, a przestrzeń do której miał prawo, zajęły teraz cudze prycze. Nic na to nie powiedział, jego współtowarzysze także, ale kiedy na nich spojrzał, pospuszczali oczy. Nikt też nie zadbał o jego kolację. Po prostu ją zjedli. [...] ... kiedy przechadzał się po obozie, ludzie nie zauważali go. Brandt, Prouty, Samson i cała reszta mijali go, nie odpowiadając na jego saluty. Tak było ze wszystkimi. Tinker Bell, Timsen, żandarmi, donosiciele i ci, których zatrudniał - jednym słowem ludzie, których znał, którym pośredniczył w sprzedaży, pomagał, dawał jedzenie, papierosy albo pieniądze - wszyscy oni patrzyli na niego jak na powietrze, jakby w ogóle nie istniał. Gdzie te oczy nieustannie szpiegujące każdy jego krok, gdzie nienawiść, która otaczała go, kiedy szedł przez obóz? Nic z tego nie zostało. Ani oczu, ani nienawiści, ani śladu zainteresowania. [ISBN 83-05-11345-0, str. 395] | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.11 Piątek |
Czym jest ekonomia? Odpowiedź na to pytanie ze strony Pafere: I w ekonomii o dyskusję właśnie chodzi, a nie prawdę. Wzbogacić można się na dwa sposoby: przejmując lub produkując, na pierwszy rzuto oka przejmowanie jest tańsze i prostsze... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.10 Czwartek |
W Polsce jest praca. Dokładnie obóz pracy Ostatnio głośno było o wykorzystywanych do niewolniczej pracy Filipinkach. Kobiety przyjechały do Polski zbierać pieczarki dla jednej z firm na Podlasiu. Obietnice mogły skusić. Praca osiem godzin dziennie, przez pięć dni w tygodniu. Do tego pieniądze za nadgodziny, ekwiwalent za wyżywienie, opieka medyczna. Bajka, zwłaszcza, że obiecana pensja, 560 dolarów miesięcznie, to dwa razy więcej niż czteroosobowa rodzina zarabia na Filipinach. Ale w Polsce nie było już mowy o lekarzu, wolnych dniach, dolarach. Był zabójczy akord - sto kilogramów pieczarek dziennie. Praca od świtu do nocy, bez wolnych dni, z pięciominutową przerwą na posiłek. Do tego żałosne pieniądze - 180 złotych za dwa tygodnie pracy. - Szef powiedział nam, że jak któraś będzie chora, to niech idzie do lekarza, ale zapłaci z własnych pieniędzy. Jeżeli będzie miała zaświadczenie, że jest chora, to może nie przyjść do pracy. W innym przypadku zapłaci karę za nieobecność. Co z tego, że będzie miała wolne za chorobę, jak potem musi potem zrywać dziennie nawet po dwieście kilogramów pieczarek, żeby nadrobić dni choroby. To fizycznie niemożliwe - skarżyły się Filipinki dziennikarzom "Słowa Podlasia", którzy jako pierwsi opisali ich dramat. Komentarzy bardzo wiele, ale żaden, absolutnie żaden nie porusza pierwotnej przyczyny. Każdy z nas jeśli tylko może robi dokładnie to samo - kupuje najtaniej, chce jaknajwięcej za jaknajmniej. A od ludzkiej niegodziwości odwieść mogą: strach przed stratą resergetyczną, projekt memetyczny czyli zaszczepienie moralności przez wychowanie i co jest wyjątkowo mało prawdopodobne taki, a nie inny profil zachowań powstały w oparciu o projekt genetyczny. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.08 Wtorek |
Wczoraj chyba w telewizji CNN rozogniony prezenter wrzucił na ekran informację "Wkrótce na całym świecie 40 mln ludzi straci pracę jeśli rząd nie zrobi czegoś tam..." Horror. Kto straci? zadaje sobie pytanie. Oczywiście, że producenci - prawdopodobnie głównie chińscy robotnicy, a jak stracą pracę to od razu stracą możliwość pozyskiwania zasobów. A kto tej możliwości nie straci? Ano ci, co drukują pieniądze. Super jest być tym co bezkarnie i tanio wytwarza środki nabywcze, lub ewentualnie jego kumplem, któremu on co nieco odpali. Ktokolwiek kto drukuje pieniądze jest ścigany prawem i podlega wysokim karom! Ścigany i karany przez rząd, przez "państwo"*, które to "państwo" samo dla siebie bez żenady i jakichkolwiek kar drukuje pieniądze uzasadniając to potrzebami wyższego rzędu. Jakie są konstruktory tego procesu i dlaczego destruktory są tak słabe? Dodruk pieniędzy odbywa się w zgodzie z mechanizmem presji na wyzysk społeczny (duży zysk wąskiej grupy ludzi bilansuje się małymi lub nieuświadamianymi sobie stratami dużej grupy). Przeciwstawić się temu mogliby tylko ci, którzy pojmują istotę zjawiska i mieliby w tym jakiś interes (poza groteskowym dążeniem do prawdy i uczciwości) by się z tym wychylić. A kto ma w tym interes zadzierania z rządzącymi, gdy poprzez etatyzm, czyli bycie "garnuszku" "państwa" jest się pośrednio uwikłanym w zyski z dodruku. Ayn Rand wykrzyczała ten mechanizm w Atlasie Zbuntowanym: Nie było [...] ani jednego człowieka, któremu nie przyszłoby do głowy, że pod przykrywką szlachetnego planu uda mu się położyć łapę na pieniądzach zarobionych przez lepszych od niego. Nikt nie był dość bogaty ani dość zdolny, żeby nie myśleć, że dzięki planowi zawładnie częścią umysłu i majątku kogoś bogatszego i zdolniejszego. Myśląc o niezasłużonych zyskach, które chciał czerpać z ludzi stojących wyżej od niego, zapomniał jednak o stojących niżej. Nie pomyślał, że oni także będą się chcieli obłowić jego kosztem. Robotnik, któremu przyszło do głowy, że jego potrzeba upoważnia go do posiadania limuzyny, skoro może ją mieć szef, zapomniał, że każdy darmozjad i żebrak będzie się domagał lodówki, skoro on ją ma. Dodruk pieniędzy powiększa grupę osób bezproduktywnych (choć w swoim mniemaniu pracują bardzo ciężko) czerpiących z produktywnych, z kolei liczebność tych drugich się zmniejsza, bo każdy z nich jak tylko się da przenosi się do bezproduktywnych. W pewnym momencie dla obu grup zasobów już nie wystarcza. Wówczas rządzący wymyślają ideologię (a nawet i bez niej) sankcjonującą kradzież na zasadach mafijnych: Dlaczego zabierali? Taka była dyrektywa pełnomocników, którzy to organizowali. A im pozostawało - tym, którzy brali udział w rekwizycjach - 25% i dlatego starali się zebrać jak najwięcej. Rozumiecie, bo przecież dla nich było 25%. Oni też nie mieli chleba, też byli głodni. [9788361617204] Na tej zasadzie były organizowane czekistowskie grupy rekwizycyjne działające na Ukrainie w latach 1932-1933 doprowadzając tym samym do sytuacji gdy oszaleli z głodu rodzice jedli własne dzieci. Zaczyna się od tego, że "państwo" najpierw zjada własnych producentów. "Państwo" pisane w cudzysłowie, to z definicji grupa ludzi rządząca państwem, czyli całą społecznością zamieszkującą obszar danego kraju. [9788361617204] Kulczycki, Stanisław. Hołodomor. Wielki głód na Ukrainie w latach 1932-1933 jako ludobójstwo - problem świadomości. Wydawnictwo: Kolegium Europy Wschodniej. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.07 Poniedziałek |
Dziś w radiu tok.fm rozmowa z założycielem fundacji onkologicznej. Lekarze ze względów administracyjnych i ograniczeń finansowych muszą podejmować decyzję kogo leczyć: czy drogo jednego beznadziejnie chorego czy trzydziestu mniej chorych z większymi szansami na wyleczenie. Lekarze nie chcą być sędziami w tej sprawie... I słusznie bo to nie oni powinni decydować. No tak, ale w takim razie kto i na jakich zasadach? | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.04 Piątek |
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie współcześni wandale. Na 20 tysięcy udostępnionych rowerów 18 tysiecy uszkodzono. Najczęściej przebija się stojącym na ulicy rowerom opony, urywa swiatełka, bagażniki, błotniki. 8 tys. rowerów skradziono. Niektóre wyławiano z Sekwany, inne widziano nawet w dalekiej... Rumunii. Różne uszkodzenia kosztowały miasto w ciągu dwóch lat 8,5 miliona euro. czuwająca nad systemem firma JCDecaux ostatnio renegocjowała kontrakt z miastem, ponieważ eksploatacja Vélib' przestała się opłacać (merostwo dopłaca 400 euro do każdego roweru). ["Co z facetami", Bogdan Dobosz, NCzas, 1020, 05.12.2009] W 2001 roku liderzy PO, w tym Donald Tusk, zobowiązali się "odzyskać kontrole nad finansami publicznymi". Tusk obiecywał niskie deficyty budżetow, a tymczasem z roku na rok deficyt się nie zmniejsza, a dług publiczny rośnie. Przyjety przez rząd na 2010 rok projekt budżetu zakłada, że deficyt budżetowy wzrosnie o 20 mld zł w porównaniu z rokiem obecnym i jak poinformował minister Rostkowski, wyniesie 52 mld zł (najwięcej w historii). W 2009 roku wydatki publiczne stanowią 43.2% PKB, podczas gdy w 2008 roku było to 42.5% PKB, a w 2007 roku - 41,5% PKB. Wg oficjalnych statystyk, w ciagu dwóch lat rząd PO-PSL zadłużył nas o dodatkowe 150 mld zł!...["Obiecanki PO", Tomasz Cukiernik, NCzas, 1020, 05.12.2009]
I co? I absolutnie nic! rządy zadłużają się cały czas! Nic na tym nie tracą - tylko zyskują. To zadłużanie rządów jest dowodem na złożenie się działania reguły optymalizacji przyswajania zasobów i reguły odpowiedzialności. Z kolei z zasady korekty wynika, że kiedyś trzeba będzie to skorygować, a im później tym korekta będzie bardziej kosztowna i tym samym bardziej bolesna. Ale kogo to tak na prawdę obchodzi?! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.12.02 Środa |
Z samego rana skończyłem "O naturze ludzkiej" Edwarda O. Wilsona. Wspaniała książka, mój biały kruk. Zabrakło mi miejsca na pierwszej stronie by wynosić cytaty! Sam egzemplarz rozsypał się na drobne - puścił słabej jakości klej z 1988 roku. Jest rzeczą oczywistą, że ludzie ciągle poddają się władzy mitów. Co więcej, większość współczesnych intelektualnych i politycznych bojów bierze się z konfliktu między trzema wielkimi mitologiami: marksizmem, tradycyjną religią i scjentystycznym materializmem. [83-06-01451-0 str. 230] Jakżesz wielka jest to myśl i jak trafne spostrzeżenie! Jeśli dokładnie się rozdzieli te trzy elementy i być może nieco inaczej nazwie (na przykład: doktyna lewacka, religia rozwoju i fizyka życia) powstanie świetny model do analizy zachowań społecznych. Model w miarę prosty, który będzie mógł być przyjęty i zrozumiany przez większość, a co za tym idzie stosowany w dyskursie społecznym do prognozowania i wyciągania wniosków. Pomyśleć tylko, że Dawkins popełnił swego "Boga urojonego" prawie 30 lat po "O naturze ludzkiej". W porównaniu do Wilsona, jawi się on jako niestety niedouczony i słabo myślacy. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Temat |
Jak na angielski przetłumaczyć nadążność?
W końcu udało się: PURSUING
–verb (used with object)
–verb (used without object) | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.26 Czwartek |
Znalezione w internecie:
Charakterystyka podziału prawie 90% społeczeństwa jest przerażająca...
np. już w szkole jest podział na "kujonów", którzy się uczą i są "nudni" oraz na grupę "fajnych chłopaków", którzy piją, palą, popisują się totalnymi durnotami, a jeszcze jak takiego rodzice mają kasę to gość już jest na piedestale...a potem taki podział jest lansowany w życiu - jak ktoś ciężko się uczy i pracuje na swoją pozycję to jest "nudny" i "przeciętny", ale jak gość jest wyżelowany, krzykliwy, modnie ubrany, to jest dla kobiet "fajny" i "interesujący" i jest od razu dobrym "materiałem na ojca i męża"...nieważne, że w głowie pusto, ale za to fajnie wygląda itp itd. A potem płacz i lamenty, bo gość pije, bije i zdradza...
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.25 Środa |
Jakaś tam informacja i bardzo ciekawe do niej komentarze:
Koniec dotacji unijnych dla firm Przyszły rok będzie ostatnim, w którym małe firmy będą mogły liczyć na większe pieniądze z unijnych dotacji - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Według wyliczeń gazety, do podziału będzie około dwóch miliardów złotych. Dziennik podkreśla, że od 2007 roku do przedsiębiorców trafiło już 5 miliardów złotych. Szacunki z początku roku wskazywały na mniejszą dynamikę wydawania unijnych pieniędzy, jednak udało się wydać zdecydowaną większość ze środków przeznaczonych w ramach regionalnych programów operacyjnych na wsparcie inwestycji.
na resz cie!
A kiedy skończą się na kościelne inwestycje?
OK. Teraz czas na zakończenie dotacji dla posiadaczy ziemi
KPINY !!!
Coście sobie kupili za dotacje?
Dotacje
dotacje WYKAŃCZAJĄ normalne firmy
jak to mówią: narzeczonej daje się prezenty, żonie już nie....
Utylizacja eternitu
Wątek Utylizacja eternitu
Wątek Utylizacja eternitu | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.21 |
O 5.00 rano temperatura na zewnątrz wynosiła 9o C. Wczoraj gdy jechałem do domu podano w radio, że w Anglii czowiek, który zamordował żonę w koszmarze sennym nie zostanie ukarany ani odesłany do szpitala psychiatrycznego.... Oczywiście radio jest źródłem mocno wątpliwym i zacytowana informacja jest mało wiarygodna, niemniej jednak ilustruje to jak daleko może zajść profil społeczny tworzony przez prawników wespół z psychologami. Przeciwstawienie różnych profili zachowań społecznych ilustruja cytaty: „Młodzieniec mający ponad metr osiemdziesiąt wzrostu położył się z dziewczynką mającą lat dziesięć czy dwanaście publicznie, przed kilkoma naszymi ludźmi i wieloma tubylcami” – zapisał Cook. Odgadł, że ta publiczna kopulacja ma charakter ceremoniału, […] Cook dowiedział się później, że kochankowie […] należeli do ariori, klasy Tahitańczyków, którzy oddawali się wykonywaniu erotycznych piosenek i tańców oraz rytualnemu seksowi. Ariori należeli do religijnej sekty czy też wyznawców kultu płodności, który wymagał od swoich członków, by pozostali wolni, dusząc wszelkie dzieci zrodzone z ich licznych związków. oraz Z kolei Anglicy pochodzili ze społeczeństwa, w którym panowały prawa własności tak święte, iż kłusownictwo karano śmiercią. [9788374140850, str. 86] Od razu chciałoby się powiedzieć, no i kto kogo podbił, jednak historia pokazała, że biali podbijali i wyniszczali bardzo wiele ludów, tymniemniej Tahitańczykom się upiekło. Marynarze zamiast podbijać woleli zachować ten "rajski burdel". Jeszcze inny cytat z książki o Cook'u: Cook
wprowadzał tę dietę z zapałem fanatyka i znakomitą
znajomością psychiki marynarzy. „Taki jest bowiem
charakter i przyzwyczajenie marynarzy w ogólności, że
cokolwiek się im da, co odbiega od zwyczajności, nie
zostanie dobrze przyjęte i spotka się jedynie z
narzekaniem” – zapisał. Początkowo marynarze nie chcieli
nawet tknąć kiszonej kapusty. Wtedy Cook rozpuścił
wiadomość, że podaje ją codziennie dżentelmenom i
oficerom, a załoga może sama zdecydować, czy chce ją jeść
czy nie. Wkrótce nie było na statku człowieka, który by
nie jadł kapusty. „Jak tylko zobaczą, że ich przełożeni
coś cenią, staje się to czymś najlepszym na świecie” –
zapisał Cook. W dniu dzisiejszym rolę przełożonych odgrywa telewizja, chciałoby się strawestować (przerobić, zmienić czyjąś wypowiedź, dostosowując ją do innej sytuacji) Cooka: "Jak tylko zobaczą coś w telewizji, staje się to czymś najlepszym na świecie". |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.17 Wtorek |
Gdy pokazałem pocztówkę Piotrowi powiedział, że takie jest zapotrzebowanie społeczne. Ludzie nie chcą Boga tylko laleczek. Nie chcą czytać książek tylko tylko oglądać spoty (reklamowe, polityczne itd), nie chcą się zagłębiać i doszukiwać istoty problemu lecz konsumować to, na co mają największą ochotę. Ja chyba w tym względzie jestem odmieńcem (albo to specom od reklamy wydaje się, że takie właśnie jest zapotrzebowanie), bo czytam coś takiego jak "Na uśpionych lotniskach" Marka Sołonina. Tekst trudny i rozwlekły, jednak superciekawy. Mozolnie, kartka za kartką poznałem istotę projektowania samolotów (nie wytłumaczono mi tego podczas studiów na na wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa), istotę walk powietrznych, coś niecoś z wewnętrznych rozgrywek między notablami rządzącymi ZSRR, i coś nowego o Stalinie - ponoć zostawił po sobie 6000 książek z odręcznymi zapiskami, których dokonał w trakcie lektury. Kto nie czyta książek nawet nie wie, co to za rekord! (6000 w ciągu 30 lat daje 200 książek rocznie, a zapiski swiadczą, że czytał stosunkowo uważnie) Na marginesie rozważań Sołonina, postanowiłem dziś zamiast zacząć od pracy nad stroną fizyki życia spisać moje przemyślenia co do poziomów inżynierskości.
Sklecona naprędce (oczywiście po wielu miesiącach świadomych i nieświadomych przemyśleń) tabelka ma stanowić początek do dalszego rozwijania tego etapu. Pożądanym by było by rozwój inżyniera odbywał się kolejno od poziomu I do VII. W życiu jednak zdarza się tak, że inżynier n-tego poziomu nie ma pojęcia o poziomie lub poziomach poprzednich. Przykładem tego mogą być politycy - inżynierowie z Bożej łaski (czytamy z sarkazmem i drwiną) - operujący w zakresie grup społecznych. W związku z tym powinni mieć wiedzę VII poziomu inżynierskiego. Ale niestety jej nie mają, bo do polityki wchodzą rozpychając się łokciami (w najlepszym przypadku, bo zwykle po trupach), a nie na podstawie owoców, które wytworzyli. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.14 Sobota |
Na zewnątrz 7oC, niebo zasnute
chmurami.
Pseudomonas aeruginosa (pałeczka ropy
błękitnej) jest mało wrażliwa na większość
antybiotyków, gdyż tylko nieliczne przechodzą przez jej
błonę zewnętrzną i komórkową. Ogranicza przepuszczlność
swej błony zewnetrznej dla antybiotyków wskutek mutacji w
genach kodujących białka porynowe (stanowiące pory w
błonie), a także nabywając geny kodujące białka aktywnie
usuwające leki z komórki bakterii. Pojęcie enkyklios paideia ukształtowało się w
okresie hellenistycznym. Jednoznaczne określenie jego
znaczenia nie jest łatwe [...]. Oznaczało ono albo
posiadanie pewnej, niezależnej od zdobytego wykształcenia
„kultury ogólnej” charakteryzującej przyzwoitego
człowieka, albo osiągniecie pewnego stopnia edukacji,
równoznacznego ze zdobyciem „kultury podstawowej”,
propedeutyki, mającej „przygotować umysł do przyswojenia
sobie idealnego programu średniego nauczania. Pojecie to
implikuje zatem pewną ogładę czy kulturę, którą Rzymianie
tłumaczyli jako humanitas. I ciekawy artykuł na onecie z serii czego nie widać (w telewizji): Problemy z unijnymi dotacjami dla
przedsiębiorców "Rzeczpospolita" pisze, że w kilku regionach Polski nasilają się problemy z wypłatą unijnych dotacji dla przedsiębiorców. Według gazety sytuacja ta spowodowana jest faktem, że w pierwszej połowie roku resort finansów masowo wymieniał pieniądze z UE i dopisywał ogromne kwoty po stronie dochodów państwa, ratując się w ten sposób przed rosnącą dziurą budżetową. Rzeczniczka resortu Magdalena Kobos tłumaczy na łamach "Rzeczpospolitej", że opóźnienia w przekazywaniu środków do dysponentów nie występują, a długotrwałe procedury wynikają z konieczności weryfikacji wniosków przez wiele instytucji. Według "Rzeczpospolitej", największy problem z wypłacaniem dotacji jest w Wielkopolsce, w województwie świętokrzyskim, na Podlasiu i na Lubelszczyźnie. Dwa super ważne zagadnienia - kreatywna księgowość rządu, czyli czyste oszustwo oraz jawna krzywda zafundowana przez tenże rząd, a jak króciutki jest artykuł. Tylko przekroczenie magicznego
wskaźnika = 55% pkb będzie Złodziejskie państwo,
złodziejski rząd to państwo w doktrynę Starczło funduszy na kolesi
organizujących bezproduktywne szkolenia. Strategia warszawki. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.13 Piątek |
Brr, trzynastego w piątek - to właśnie dziś.
Wszyscy się boją, a ja na przekór uważam to zestawienie
za fajne (matematycznie to to samo co wtorek
siódmego).
Jak bumerang wraca mi spotkanie z Michaelem Reaganem. W pewnym momencie ktoś zadał mu pytanie Jak Pan uważa co by zrobił Pana ojciec teraz, w chwili kryzysu? Odpowiedź była w duchu fizyki życia: On by do kryzysu po prostu nie dopuścił! Niesamowita myśl zawarta jest w tym zdaniu. Tak zwani pomagacze ludziom (żądni władzy, stosujący taktykę von Neumanna polegającą na głoszeniu haseł o powszechnej pomocy wszem i wobec) rządzą przez kryzys. Najpierw przez głoszenie i wcielanie haseł socjalistycznych do niego doprowadzają, a potem znajdują wroga, wewnętrznego lub zewnętrznego. Ojciec by do kryzysu nie dopuścił. Dokładnie tak, zdawał sobie bowiem sprawę z zasady korekty, która mówi, że im korekty częstsze, tym mniejsze, a im rzadsze, tym większe. Ponieważ korekta wiąże się z kosztem, który system musi ponieść, by ją zrealizować, nietrudno zauważyć, że w przypadku zaburzeń destabilizujących, im później jest ona wprowadzana, tym jej koszt jest wyższy. Oczywiście socjaliści nie mogą sobie pozwolić na jakiekolwiek nawet najmniejsze korekty by nikomu się nie narazić. Całe to socjalistyczne rządzenie polega na wpędzaniu w kryzys - w przymus współpracy. Przyczyna, która tłumaczy dlaczego im się udaje jest prosta - ludzie wolą się podkleić, niż współpracować jak równy z równym pro publico bono dając z siebie choćby 4 godziny miesięcznie. Jakżesz koresponduje to z Niccolo Machiavellim. Prawdziwy Machiavelli różni się od Machiavellego obecnego w zbiorowej świadomości, autora przede wszystkim Księcia (1513). Z tym dziełem nierozłącznie i jednoznacznie kojarzy się Machiavelli. Choć przez to ocena jego postaci jest raczej negatywna, to na przykład Stendhal powiedział o Machiavellim, że "pozwolił nam poznać człowieka". Jako autor Księcia i słynnej maksymy, że cel uświęca środki, Machiavelli jest czasami zaliczany do tradycji amoralistycznej (por. Protagoras, Kallikles, Stirner, Nietzsche). Z drugiej strony wielu badaczy podkreśla, że dosłowna interpretacja tej maksymy wskazuje na brak głębszego zrozumienia traktatu. Podkreślają oni, że w wielu miejscach Machiavelli wyraźnie stwierdza w jakich sytuacjach można tę zasadę stosować – wyraźnie ją ograniczając. Należy pamiętać spiżowe słowa Machiavellego, że "okrucieństwo i terror należy stosować ale rozsądnie i tylko w miarę potrzeby". Machiavelli jest bardzo sceptyczny jeżeli chodzi o naturę człowieka. Jego zdaniem ludźmi kierują niskie pobudki i egoizm. Nawet jeśli ktoś chciałby postępować moralnie, będzie mu bardzo trudno obronić się przed powszechną niegodziwością. "Racja nic nie znaczy, gdy nie jest poparta siłą", pisał, a gdzie indziej: "w polityce bezbronni prorocy nie zwyciężają". Takie słowa są zrozumiałe u kogoś, kto był świadkiem spalenia Savonaroli. [Wikipedia pol., stan 2009.11.13] Machiavelli - fizyk życia - no i wrzucili go do kociołka, egoistów, niegodziwców. To co napisał! Nie warto tego czytać bo to był amoralny okrutnik. Taka jest powszechna opinia. To, że von Neumann odkrył i opisał taktykę nadoszustwa (by wygrać trzeba blefować tak by przeciwnik był święcie przekonany, że gramy uczciwie) nie znaczy, że sam był oszustem. To samo z Machiavellim. Podał receptę jak rządzić skutecznie mając na celu (i tu uwaga) rozwój republiki! Właściwszym by było przetłumaczenie "Il Principe" - tytułu jego największego dzieła - nie jako niezrozumiały "Książę", lecz raczej "Pryncypał" lub po prostu "Szef". Wszystkie obecne rządy się zadłużają i dodrukowują pieniądze, a społeczeństwa stają się coraz głupsze i coraz mniej umiejące z pożytkiem pracować. Kiedyś trzeba będzie dokonać korekty tego stanu rzeczy, ale wtedy będzie ona duża i niestety bolesna. Nie wiem czy uda się tak to załatwić, jak miało to miejsce za czasów naszej Solidarności i łagodnej radzieckiej pieriestrojki. Ale nad tym nie zastanawiają się żyjący hwilą obecną moralni humaniści - co mnie obchodzi jutro i jakaś tam korekta, ja dziś chcę być uważany za wybawcę, i rządzić, i dostawać za to pieniądze. Czy jesteśmy w stanie zatrzymać młyńskie koło cyklu Tytlera? Oto jest pytanie! I jak to zrobić? A propos Savonaroli to ...wykorzystał tę okazję do zaatakowania bliżej nieokreślonych "tyranów" za to, że są wyniośli, gromadzą bogactwa i sprzyjają ludziom bogatym, utrzymują rzeszę urzędników gnębiących lud i kupują głosy, by jak najdłużej rządzić... [Wikipedia pol., stan 2009.11.13]. Sawonaroli nie spalono, jak głosi wpis przy Machiavellim, lecz powieszono. Spalono dopiero ciało, by nie pozostała po nim żadna relikwia - tak przynajmniej mówi wpis o Savonaroli.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.11 Środa |
Dzień Niepodległości. Rano wywiesiłem polską flagę,
wisi tylko ta jedna, nikt inny tego nie zrobił.
Wczoraj byłem na spotkaniu z Michaelem Reaganem najstarszym (adoptowanym) synem Ronalda Reagana. Zapytałem prelegenta czy może powiedzieć jak wychowywał go ojciec. Michael odpowiedział: Wychowywała mnie głównie matka, ojciec nie miał czasu. Gdy miałem dziesieć lat podpisałem kontrakt na pożyczkę od rodziców na rower, jako dziesięciolatek musiałem ja spłacić. ... Gdy ojciec został wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, ja byłem kierowcą ciążarówki. A koledzy dokuczali mi mówiąc, że gdyby to ich ojciec był gubernatorem Kalifornii to oni na pewno nie musieliby pracować. Na spotkaniu w redakcji "Rzeczpospolitej" okazało się, że Michael Reagan przyjechał prosto z Berlina, z uroczystości upamietniajacych obalenie muru berlińskiego. To co go zaskoczyło, to to że wymieniano wiele nazwisk osób, które się do tego przyczyniły. Jednak o Margaret Thatcher nie wspomniano, Ronalda Reagana wymieniono raz, a Jana Pawła II być może dwa razy. A przecież była to główna trójka, reszta to statyści. Przy okazji kilka cytatów z Ronalda:
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.10 Wtorek |
Rano +8oC, mgła wilgotno ale nie
pada.
Pisać możnaby o wielu sprawach ale pisanie wymaga czasu. Ciagle kłębią mi się myśli na temat "Fizyki życia". Jak zostanie odebrana? Pewno tak jak zapomniany Mazur, po którym została garstka, po mnie to i chyba garstka nie zostanie. Trafiłem na archiwalną stronę autonoma i ją tu cytuję: (Marek A. Jędrecki niespodziewanie zmiarł niedawno, więc, niestety, na żadne maile już nie odpowie...). Marek A. Jędrecki:
Uruchamiamy pierwszy w kraju i na świecie serwis
związany z psycho- i socjocybernetyką. Grudzień 2007 r. - wprawdzie nie udało nam się utworzyć studium z zakresu sterowania społecznego, ale w sierpniu utworzyliśmy Fundację Rozwoju Człowieka "Galileo" im. prof. Mariana Mazura. Zadaniem fundacji jest propagowanie idei Profesora. Fundacja ma swoją stronę internetową - choć jeszcze przygotowujemy treść. Sama fundacja zaś zorganizowała już "Mikołajki" dla 150 biednych dzieci (rodziny egzodynamiczne) z dzielnicy stary Raków w Częstochowie. Fotografie z tej imprezy dobroczynnej publikowała prasa. Chcieliśmy także udowodnić wielu malkontentom, iż nie jest prawdą, że nic nie da się zrobić, gdyż nad nazwiskiem Profesora i CTC "wisi jakieś fatum". (M.A.J.). Zainteresowanych zapraszamy na stronę Fundacji (http://www.fundacja-galileo.org.pl). Zapraszamy również do wspierania naszych inicjatyw i udziału w pracach. W maju 2008 zamierzamy utworzyć czasopismo popularnonaukowe - Kwartalnik "Galileo". Rozpoczynamy przyjmowanie tekstów do pierwszego numeru. Kontakt e-mail: fundacja-galileo@gmail.com. Wojciech Domin: W zasięgu naszych rąk znajdują się publikacje naukowe pozwalające zrozumieć świat i podejmować racjonalne działania (te publikacje podają rozwiązania problemów, z którymi wciąż bezskutecznie, tracąc czas i energię, borykają się ludzie - dają odpowiedzi na pytania: z kim się związać, aby być zadowolonym w związku, co w ogóle daje zadowolenie z życia, jak przekształcić szkołę, aby wyeliminować z niej lęk i zoptymalizować nauczenia itd.). Sięgnijmy po nie! Z chwilą gdy przeczytałem "Cybernetykę i charakter" Mazura straciłem głowę i postanawiłem, że nie spocznę dopóki to i inne Jego działa, a także te materiały, które odnoszą się do Jego teorii, nie ujrzą światła dziennego w Internecie, stąd zrodził się w mojej głowie pomysł serwisu czy też raczej bazy publikacji cybernetycznych, której nadałem, nawiązując do teorii systemów autonomicznych, nazwę "autonom". Gdy tylko kupiłem komputer, siedziałem całymi dniami i przepisywałem ją, by jak najszybciej udostępnić w sieci. Niektóre z książek Mariana Mazura i Józefa Kosseckiego dostępnych jest w rzeszowskich bibliotekach, gdzie zresztą je wypożyczałem, aby potem skopiować. Z czasem nawiązałem znajomość z psychocybernetykiem Markiem A. Jędreckim, który wyraził zgodę na publikacje na łamach Autonoma swoich prac, a także, co najważniejsze, udostępnił miejsce na stronę na szybkim serwerze oraz wykupił domenę. W tym miejscu pragnę podziękować także pozostałym, którzy mieli wkład w Autonoma, w tym Maciejowi Węgrzynowi. Ostatnim (mającym jednak bardzo
duży wkład; większość artykułów znalazła się na stronie
dzięki niemu!), który dołączył do naszego grona, był
mirrusek (mirrusek(at)poczta.onet.pl). Sporo tu wątków. A najważniejszy to znów ten, że prawda jest o tyle potrzebna o ile się przydaje. Ale jak spojrzeć na to od strony samego dociekania, to autonomowcy (apostołowie Mazura) coś tam jeszcze robią (przebicie mają mizerne - co sugeruje, że i "Fizyka życia" będzie takowe miała), ale niejako ja jestem kontyunuatorem, uzupełniaczem i rozwijaczem jego idei. Fundacja Galileo umrze prawdopodobnie wraz z Jędreckim. A oficjalny nurt nauki, Mazurem nie jest zainteresowany, no bo jakiż w tym interes? Na saksy do Ameryki się nie wyjedzie, bo wszystko to stworzył Polak. Granta na to też się nie dostanie - bo urzędnik ryzyka nie podejmie, lepiej dać pieniądze na to co już w Ameryce ktoś robi. A u nas nawet w naukach ścisłych nie mogą dojść do tego czy dr Elżbieta J. jest naukowcem czy też plagiatorką (pisałem o tym w dzienniku 2008.06.04)
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.05 Czwartek |
Taka bezduszna , ale bardzo fizykożyciowa
informacja:
Czarne dane z amerykańskich
szpitali Niemal co trzeci Amerykanin umiera
w szpitalu, a ostatnie zabiegi przy odchodzących kosztują
gospodarkę USA 20 mld dolarów rocznie - wynika z
opublikowanego w środę raportu. Osiem procent pacjentów umiera z
powodu niewydolności oddechowej, sześć procent - z powodu
udaru, pięć procent - na atak serca - głosi raport.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.04 Środa |
Przyszło w mailu:
Polska armia nie
istnieje Grzegorz Kwaśniak 03-11-2009, ostatnia aktualizacja 03-11-2009 18:16 Z naszego wojska zostały tylko żałosne resztki, które wegetują, podtrzymując z dnia na dzień podstawowe funkcje życiowe, takie jak kierowanie, zaopatrzenie i ochrona własna - pisze ekspert ds. wojskowych. Kiedy w lipcu 2009 roku ostatni żołnierze z poboru opuścili koszary, rząd ogłosił wielki sukces na drodze do profesjonalizacji Sił Zbrojnych. Tej optymistycznej atmosfery nie zakłóciły jednak żadne głosy rozsądku płynące od osób i instytucji bezpośrednio związanych z armią. W sferach rządowych zapanował urzędowy optymizm i długo nie można było znaleźć żadnych oficjalnych danych na temat tego "sukcesu". Pełno dowódców i
urzędników Wynika z tego jasno, że stosunek generałów i oficerów do szeregowych wynosi 1 do 1,23, a więc na jednego generała i oficera przypada 1,23 szeregowego. Stosunek ten jest jeszcze bardziej szokujący, jeżeli weźmiemy pod uwagę generałów i oficerów plus podoficerów zawodowych (czyli ogólnie kadrę kierującą), wtedy wyniesie on 1 do 0,43, czyli na jednego kierującego (generała, oficera lub podoficera) przypada 0,43 bezpośredniego wykonawcy (szeregowego). Spróbujmy sobie wyobrazić w tej sytuacji funkcjonowanie jakiejkolwiek innej publicznej lub prywatnej organizacji, np. przedsiębiorstwa, gdzie w teorii stosunek ten powinien wynosić około jeden do sześciu (rozpiętość kierowania). Co to oznacza w praktyce dla naszych Sił Zbrojnych i dla naszego bezpieczeństwa? Otóż, znaczy to, że w Wojsku Polskim istnieje obecnie następująca sytuacja:
Profesjonalizacja gwoździem do
trumny Powodem takiego stanu są oczywiście wieloletnie zaniedbania i błędy popełniane przez kolejne rządy, ale do czasu, gdy w szeregach armii służyli żołnierze z poboru, sytuacja – chociaż trudna – możliwa była jeszcze do opanowania. Jednak likwidacja poboru doprowadziła do kryzysu i prawie całkowitej dysfunkcjonalności naszych Sił Zbrojnych. Sytuację dodatkowo komplikuje jeszcze udział Sił Zbrojnych w misjach poza granicami kraju, co powoduje dalsze ograniczanie i tak już skromnych zasobów, głównie finansowych, na ich funkcjonowanie w kraju. Gwoździem do trumny naszych Sił Zbrojnych stała się więc nieprzemyślana i pośpieszna, ale za to typowo propagandowa (piarowska), decyzja obecnego rządu, a dokładnie premiera Donalda Tuska, o przeprowadzeniu ich profesjonalizacji do końca 2010 r. oraz jej bezkrytyczna i bezmyślna realizacja przez ministra Bogdana Klicha przy biernej i konformistycznej postawie decydentów wojskowych. Autor jest pracownikiem naukowym Akademii Obrony Narodowej, specjalistą w zakresie polityki i strategii bezpieczeństwa Jest to kolejny przykład (po urzędnikach z przedwczoraj) dażności systemu społecznego zasilanego zewnętrzna pępowiną - robią wszytko by uzasadnić swoje wysokie pensje, absolutnie zapominając o celu do jakiego zostali powołani. W ten sposób walka o indywidualne pensje niszczy cel całej organizacji. Nad tym systemem nie są rozpiete żadne mechanizmy sprzążenia zwrotnego, które miałyby go utrzymywać na zadanym kursie, dlatego też zdąża tam gdzie jest mu najlepiej...
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.11.02 Poniedziałek |
Najkosztowniejsza "armia" w
Polsce 18 miliardów złotych płacą rocznie polscy podatnicy na pensje dla armii urzędników - wyliczyły "Angora" i portal Onet.pl. Jak się okazuje, w czerwcu tego roku na posadach w administracji państwowej pracowało ok 499 tysięcy osób. Dziś liczba urzędników przekroczyła 0,5 miliona. Jeśli przyjąć, że średnia pensja w urzędach to 3000 złotych brutto, miesięczne utrzymanie biurokracji kosztuje 1,5 miliarda złotych. Rocznie jest to więc ok. 18 miliardów. A przecież pensje to nie jedyny koszt utrzymania polskiej administracji. KRUS kosztuje nas
najwięcej Znacznie mniej, bo ok 4,8 tys. osób zatrudnia Narodowy Fudusz Zdrowia. Tyle tylko, że pensje w NFZ należą do najwyższych. W Centrali pracownicy zarabiają nawet 7-9 tys. złotych miesięcznie. Prezes NFZ - Jacek Paszkiewicz zarabia miesięcznie 19 tys. zł. To jedna z najwyższych pensji w administracji państwowej. Jeszcze bardziej kosztowne jest utrzymanie Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Zatrudnia ona ok 11,5 tysiąca pracowników. Agencja dysponuje największą flotą samochodową wśród wszystkich urzędów. Ma bowiem... ponad 500 samochodów. Urzędy wciąż
zatrudniają Urzędnikom dobrze się
wiedzie Poważnym problemem jest to, że kompetencje urzędów często się dublują. Najlepszym przykładem jest budowa dróg. Odpowiada za nią Ministerstwo Infrastruktury, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Ta instytucja ma swoje jednostki terenowe. Tak samo jak Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, która również ma swoje odpowiedniki w każdym województwie. Zadania związane z budową dróg wykonują również urzędnicy zatrudnieni w starostwach powiatowych, urzędach gminy, urzędach wojewódzkich i urzędach miasta. To około 17 tysięcy ludzi. - Biurokracja w Polsce jest przerośnięta do monstrualnych rozmiarów - mówi Andrzej Sadowski. - Część urzędów jak np. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w ogóle nie jest potrzebna i powinna zostać zlikwidowana. Zdaniem Sadowskiego, przerośnięta biurokracja nie dość, że coraz więcej kosztuje to jeszcze swoimi działaniami bardzo często szkodzi zamiast pomagać. Leszek Szymowski Więcej o niezwykłych przypadkach polskiej biurokracji czytaj w aktualnym numerze tygodnika "Angora". Jestem Urzędnikiem i pragnę
obalić mit leniwego i pazernego pracownika Jestem Urzędnikiem i pragnę
obalić mit leniwego i pazernego pracownika Jestem Urzędnikiem i pragnę
obalić mit leniwego i pazernego pracownika Jestem Urzędnikiem i pragnę
obalić mit leniwego i pazernego pracownika Najkosztowniejsza "armia" w
Polscee-przerośnięta i szkodliwa
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.10.10 Sobota |
Rano poleciałem do Agatu, na 7.00. Poprawiałem
rozdział 1-3 i potem o 9.00 jak przyszedł Sebastian
pracowaliśmy nad 4-5. Lubię pracować z fachowcami i
widzieć jak to nad czym pracujemy posuwa się mocno do
przodu.
Wieczorem próbowałem wydrukować na laserówce 1-3, drukowła jedną stronę na minutę, wrzeszcząc, że "black toner low". Zostawiłem ją w diabły i pojechałem do Bobrowca - myślałem, że wydrukuję na atramentówce. Nawet udało mi się ją zainstalować pomimo tego, że padł CD, ale ona sama nie dała rady - przytykała się softwareowo. Zresztą obecny sprzęt komputerowy to triumf marketingu nad zdrowym rozsądkiem: ciągle się coś chce zenstalować, odnowić, zreinstalować, wymusić restart drukarki, poinformować, że się nie udało, połączyć z internetem, sprawdzić legalność - nawet driver drukarki. Firefox jak już się pobrał, zreinstalował i zweryfikował to zaproponował odświeżenie swego kolegi z firmy - jakiegoś playera. Jedna wielka gównianka! Wolny rynek - jednak w tym względzie powinien być już przepis, że programy nie mogą się wpieprzać i przerywać pracy.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.10.09 Piątek |
Rano, gdy jechałem samochodem słuchałem radia. W
wiadomościach podawano, że dziś zostanie ogłoszone kto
został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Spiker wymienił
parę nazwisk z krótkimi ich charakterystykami, a na
koniec powiedział, że na liście jest również Barack Obama
- obecny prezydent USA. Odniosłem wrażenie, że to jakiś
żart, zresztą w intonacji spikera też wyczuwało się nutę
powątpiewania.
O 11.05 To nie sensacja, to szok. Sam Obama przyznał, że "Nie czuję, bym zasłużył na Nobla". "Nie mniej zdumiony niż reszta świata!" - ten tytuł świetnie oddaje to co czuję i co można przeczytać na forach internetowych. Zresztą cały ten Nobel zmierza w złym kierunku. Noblistów zaczyna być bardzo wielu, w tym roku trzech z fizyki, troje z chemii i troje z medycyny. Z drugiej zaś strony, co chyba jest oczywiste,
wygrywają tematy związane z życiem. Jeśli chodzi o chemię
to wyróżniono za badania nad procesami biochemicznymi,
kluczowymi dla istnienia życia (badania nad strukturą i
funkcją rybosomu). A w fizjologii lub medycynie za
wyjasnienie w jaki sposób unikalne sekwencje DNA w
telomerach chronią chromosomy przed degradacją i za
odkrycie ważnego w tym procesie enzymu –
telomerazy.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.10.03 Niedziela |
Pierwszy weekend października to Maraton Pierszy w Puszczy Kampinoskiej. Idę jak zwykle pięćdziesiątkę dzienną. Zaczęło się od tego, że jakiś starszy Pan, gdy brakowało mi na bilet, dał mi w autobusie złotówkę. Potem na starcie był rejestracyjny kocioł - typowa dla nas nieumiejętność organizacyjna. Ale nic to jakoś wystartowaliśmy. Piotr szedł nieco w tyle, szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że w ogóle dojdzie. Wieczorna prognoza mówiła, że dzień będzie bez opadów. Pierwszą ciekawostkę odnotowałem po jakiejś godzinie. Zadzwoniłem do Piotra i okazało się, że od czasu do czasu mnie widzi, tempo zatem miał niezgorsze, pomyślałem jednak, że spuchnie w drugiej połówce. Ciekawostka druga, przy manipulacjach z kijkami, mapą i plecakiem wypadła mi z kieszeni komórka. W sumie to urządzenie drogie, ale jakoś nie było mi jej żal - główną emocją z tym związaną było to, że dopuściłem do tego, że mi zgninęła. Gubię wyjatkowo rzadko, zawsze panuję nad swym otoczeniem, sprawami i rzeczami. A tu masz babo placek! Po komórkę postanowiłem nie wracać. Rozważyłem dwa warianty: ktoś znajdzie i odda, to będę ją miał oraz ktoś znajdzie i nie odda lub nikt nie znajdzie - to nie będę jej miał. W sumie jakaś tam strata, ale zdrowie ważniejsze i nie ma co rozpaczać. Na półmetku poinformowałem organizatorów, że gdyby ktoś znalazł to,... Tempo miałem dość dobre około 6 km na godz. Pod koniec trasy w Sierakowie jadący z przeciwnego kierunku rowerzysta głośno rozmawiał przez komórkę: "Nożem, ... pchnięcie..." - usłyszałem. Za metrów sto lub sto pięćdziesiąt, pod wejściem do baru leżał facet trzymający się za brzuch, obok niego trzy kobiety, pięć metrów dalej wciśnięty twarzą w ziemię leżał inny facet. "Pomagał" mu w tym gość który przyciskał go kolanem i wykręcał boleśnie rękę. Dookoła trwała gorąca dyskusja okraszana "kurwami". Karetka przyjechała w dwadzieścia minut. Szczerze powiedziawszy dość niesamowita ciekawostka. Od razu sytuacja ta skojarzyła mi się z tą na Tahiti, tam też w jakimś barze ktoś pchnął drugiego w brzuch z tym tylko, że nie nożem, lecz małym harpunem. Nawet zabudowania wydały mi się podobne. W absolutnie różnych rejonach świata mamy do czynienia z tymi samymi zjawiskami. Faceci tną się nożami, a kobiety ich opatrują. Kobiety raczej się nie tną, a faceci raczej nie opatrują. Doszedłem w czasie 8 godzin 34 minuty. Średnią trudno policzyć, bo dystans był niedokładny: w komunikacie 50 km, a stary wyga mówił, że to 53 km i 200 metrów. Ale w sumie, czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Na mecie dowiedziałem się od jednego z uczestników, że jest firma medyczna (Orto-Rech), która skutecznie leczy achillesa dość ciekawą metodą: pobierają krew, dają ją na wirówkę i po odwirowaniu, coś co z niej wyekstrachowali wstrzykują w chore miejsce. Gościowi, który to mówił ponoć zupełnie wyleczyli achillesa. Czekałem na Piotra, doszedł po jakiejś godzinie. Naprawdę się ucieszyłem z jego wyniku - przecież wątpiłem czy w ogóle dojdzie! Gdy z budynku, w którym była meta wyszliśmy na powietrze już po przejściu dwóch metrów zaczęło mną telepać, dostałem czegoś więcej niż dreszczy, ręce i tułów poruszały się co prawda w niedużym zakresie lecz stosunkowo gwałtownie, a co najgorsze, że w sposób niekontrolowany. Wsiedliśmy do samochodu, uruchomiłem silnik i puściłem grzanie na cały regulator - zrobiło się ciepło dreszcze ustały. Jechał z nami starszy pan - Jan Niedzielski, zrobił setkę. To co mnie uderzyło, oprócz oczywiście sukcesu jakim jest przemaszerowanie w takim wieku 100 kilometrów w czasie około 21 godzin, było to jak mówił. Tak dobierał słowa, że jego myśli, nawet te proste, wrażone były pełniej i piękniej od tego jak robią to ludzie współcześni. Wymoczyłem się w gorącej wannie, piwko, Michał zrobił mi grzanki, i do wyrka - czułem się jak elektrownia, było mi gorąco (gorączka) i przyjemnie, sen... Aha, na mecie czekała na mnie komórka, nawet nie miałem jak podziekować. Ktoś ją znalazł (jakaś pani) i przyniósł na półmetek, a obsługa półmetka przywiozła na metę... Wielkie dzięki Internet pozwala na natychmiastowe sprawdzenie o co chodzi. Na stronie Ortorechu znalazłem wiecej informacji na ten temat:[http://www.klinikarehabilitacji.pl/artykul.php?id=art_14] Czynniki wzrostu opracował: lek. Piotr Chomicki-Bindas Od wielu lat medycyna poszukuje sposobów poprawy gojenia, skrócenia czasu potrzebnego do uzyskania zrostu kości czy zagojenia tkanek miękkich. Na początku lat 80-tych XX wieku w centrum zainteresowania badaczy zajmujących się tym zagadnieniem znalazły się płytki krwi – najmniejsze elementy morfotyczne obecne w naszym krwioobiegu. Ich szczególną cechą jest przyleganie do uszkodzonych miejsc w organizmie, gdzie hamują potencjalne krwawienie i zapoczątkowują procesy naprawcze. Wewnątrz płytek znajdują się tzw. ziarnistości alfa, czyli magazyny substancji białkowych zwanych „czynnikami wzrostu”. Co to są „czynniki wzrostu”? „Czynniki wzrostu” są białkami biorącymi udział w złożonych mechanizmach naprawy i regeneracji tkanek. Są zaangażowane w komunikację międzykomórkową, przekazują sygnały do odpowiednich komórek działając na receptory zawarte w ich błonach komórkowych. W ten sposób „czynniki wzrostu” są odpowiedzialne za aktywację takich mechanizmów biologicznych jak ukierunkowana migracja komórek (chemotkasja), jak również namnażanie się komórek i ich różnicowanie. Wszystko to są procesy odgrywające kluczową rolę w gojeniu tkanek. Mówiąc prostymi słowami, „czynniki wzrostu” są impulsem wzywającym i stymulującym „ekipy naprawcze” naszego organizmu. Jak je uzyskujemy? Pobierana jest niewielka porcja krwi pacjenta (w zależności od potrzeb najczęściej 30-50ml), co w zasadzie nie różni się od zwykłego pobrania krwi na badania. Krew jest następnie odwirowywana w specjalnych jałowych jednorazowych pojemnikach, których unikalna budowa pozwala na odseparowanie poszczególnych elementów krwi z zachowaniem pełnej sterylności. Z pobranej krwi uzyskujemy porcję kilku mililitrów koncentratu płytek krwi, w którym ich stężenie jest zwiększone co najmniej 8-9x w stosunku do normalnego stężenia w krwi pełnej. Tą właśnie część podajemy z powrotem do organizmu pacjenta, uzyskując zwielokrotnienie naturalnego bodźca do naprawy tkanek. Jak to działa? Podwyższone stężenia “czynników wzrostu” uzyskiwane tą metodą aktywują biologiczne procesy chemotaksji (przywoływania komórek), angiogenezy (tworzenia nowych naczyń), proliferacji (namnażania komórek), różnicowania, w ten sposób ujawniając swój potencjał terapeutyczny. Główne substancje zaangażowane w ten proces to PDGF (płytkowopochodny czynnik wzrostu), TGF-b (transformujący czynnik wzrostu beta), EGF (czynnik wzrostu nabłonków), VEGF (naczyniowo-śródbłonkowy czynnik wzrostu), IGF (insulinopodobny czynnik wzrostu), bFGF (czynnik wzrostu fibroblastów) i inne. Substancje te, raz pobudzone, powodują produkcję nowej tkanki kostnej czy naprawę tkanek miękkich w miejscu, gdzie zostały podane. Jak wygląda podanie? Czynniki wzrostu mogą być użyte zarówno w warunkach szpitalnych jak i ambulatoryjnych. W warunkach ambulatoryjnych są podawane w miejsca chore pod kontrolą obrazu USG, w ten sposób uzyskiwany jest efekt leczniczy dokładnie w miejscu, które tego potrzebuje. Podanie to po prostu zastrzyk w chore miejsce. Jakie są wskazania?
Podawane czynniki wzrostu są substancją w pełni naturalną, uzyskiwaną wyłącznie z krwi pacjenta i podawaną mu niezwłocznie po przygotowaniu. Proces przygotowania odbywa się w hermetycznych jałowych pojemnikach-separatorach, gdzie nie ma możliwości skażenia produktu. Muszą być zachowane zasady jałowości jak przy każdym zastrzyku czy pobieraniu krwi. Procedurę można uznać jako bezpieczną. Czy jest to skuteczne? „Czynniki wzrostu” nie są cudownym lekiem na każde schorzenie. Są natomiast bardzo skutecznym induktorem naturalnych procesów naprawczych organizmu. Warunkiem ich zadziałania jest obecność lub potencjał do zaistnienia reakcji naprawczej, która po podaniu może zostać zwielokrotniona. W mojej praktyce przy podawaniu do tkanek miękkich ważnym kryterium jest wstępna ocena USG, która wykrywa symptomy toczącego się procesu gojenia pod postacią zwiększonej ilości mikronaczyń w miejscu chorym. W przypadku ich braku, skuteczność leczenia może być gorsza i być może należy poszukać innych metod leczenia. Decyzja o podaniu powinna być każdorazowo poprzedzona wnikliwą diagnostyką i oceną szans powodzenia tej metody leczenia. Co się dzieje po podaniu? W zależności od leczonej choroby, stopnia uszkodzenia tkanek i miejsca podania może być konieczne czasowe unieruchomienie w odpowiednim stabilizatorze lub chodzenie o kulach. Pierwsze godziny lub nawet dni po podaniu mogą wiązać się z bólem, istnieje możliwość otrzymania w związku z tym zwolnienia z pracy. Należy dokładnie omówić z lekarzem przyjmowanie wszystkich leków w okresie po podaniu czynników wzrostu. Niektóre popularne środki przeciwzapalne i przeciwbólowe, w tym dostępne bez recepty mogą znacznie osłabiać efekt biologiczny czynników wzrostu. Dobór leków przeciwbólowych powinien być dokładnie omówiony z lekarzem.
Czy jest potrzebna rehabilitacja? I na koniec pewna ciekawostka na temat dziennikarzy: Gdy piłem sobie herbatkę w pomieszczeniach muzealnych Dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, moją uwagę przykuła gablotka, z której głośno krzyczał gazetowy tytuł: "Berlin zbombardowany", a pod nim tekst: Dziś rano 30 samolotów polskich ukazało się nad Berlinem i obrzuciło bombami obiekty wojskowe, wyrządzając ogromne szkody. Wszystkie samoloty wróciły bez strat. Teraz po 70 latach każdy wie, że było to wierutne kłamstwo, mające na celu podtrzymanie ducha narodu. Ktoś zlecił napisanie tej bredni, ktoś ją napisał i ktoś wydrukował. W tym temacie nic się nie zmieniło i chyba nie zmieni. Ktoś coś zleca (lub ktoś sobie coś wymyśla), ktoś to coś pisze i ktoś to coś drukuje - każdy przy tym realizuje swój interes, mając w głębokim poważaniu prawdę i szerokie skutki jakie to coś moze wywołać. Od razu przypomina się prawo Louisa de Funes: "Dziennikarz rozmawiając z tobą nie chce promować ciebie, lecz promuje siebie na twoim tle, a gdy nadarzy się stosowny moment od razu podłoży ci skórkę od banana".
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.10.02 Piątek |
Rano +4oC, bezchmurne niebo (wczoraj
lało)
Dziś podczas weryfikacji czwartego rozdziału natrafiłem na bardzo celne podsumowanie destruktora demokracji autorstwa, a jakże Alexandra Frasera Tytlera (1747-1813): A democracy is always temporary in nature; it simply cannot exist as a permanent form of government. A democracy will continue to exist up until the time that voters discover that they can vote themselves generous gifts from the public treasury. From that moment on, the majority always votes for the candidates who promise the most benefits from the public treasury, with the result that every democracy will finally collapse due to loose fiscal policy, which is always followed by a dictatorship. Demokracja nie jest systemem zmiennym, nie może istnieć jako stała forma rządów. Demokracja może istnieć do momentu aż głosujący odkryją, że na drodze głosowania mogą czerpać zasoby z dóbr publicznych. Od tego momentu większość będzie zawsze głosowała na kandydatów, którzy obiecają, że rozdadzą najwięcej. Wynikiem tego będzie zapaść gospodarcza (finansowa) co zawsze prowadzi do dyktatury.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.28 Poniedziałek |
Na onecie typowy artykuł o kolejnej organizacji
zasilanej zewnętrznie:
Kuriozalne wydatki NFZ; "to
nieodpowiedzialne" Narodowy Fundusz Zdrowia ma coraz większe problemy z terminowym regulowaniem świadczeń, bo setki milionów złotych rocznie urzędnicy NFZ wydają na zapewnienie sobie komfortu pracy. Choć budżet funduszu rośnie z roku na rok, wydatki na opiekę zdrowotną maleją. Tygodnik "Angora" i portal Onet.pl przyjrzały się w jaki sposób ta kontrowersyjna instytucja gopodaruje pieniędzmi pochodzącymi z podatków. Nasze spostrzeżenia nie napawają optymizmem. 45 000 złotych – taką kwotę 9 lipca 2009 roku Narodowy Fundusz Zdrowia zobowiązał się zapłacić spółce PHD sp. z o.o. w Warszawie. Spółka PHD to właściciel luksusowego hotelu SAS Radisson mieszczącego się przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie. Przedmiotem zamówienia było, jak czytamy: "Świadczenie usług hotelarskich i restauracyjnych w związku z organizacją konferencji w terminach 13 – 14 lipca 2009 r. realizowanej w ramach Programu: Program Operacyjny Kapitał Ludzki". Zgodnie z tą umową, NFZ w praktyce zafundował kilkudziesięciu swoim pracownikom z całej Polski imprezę i nocleg w luksusowym hotelu w stolicy. Komfort pracy ponad
wszystko Dodatkowe, horrendalne kwoty generuje również urządzanie tych luksusowych siedzib. W 2007 roku wydano na ten cel 915 738,33 zł. Rok później wydano nieco mniej niż 800 tys zł. Jaką kwotę wydadzą pracownicy NFZ na ten cel do końca tego roku? Trudno to przewidzieć. Aby poprawić standardy pracy swoich
urzędników, NFZ regularnie kupuje dla nich nowe telefony
komórkowe. Z początkiem 2007 roku pracownicy NFZ mieli do
swojej dyspozycji 577 "komórek" za których używanie
Fundusz zapłacił ponad 1,1 mln zł. Rok później służbowych
telefonów było o 11 więcej, a rachunki znów przekroczyły
1 milion złotych. Do końca czerwca 2009 roku, NFZ
dysponował już 692 służbowymi telefonami
komórkowymi. Drogie oprogramowania Rok później te same dwie spółki za konserwację i subskrypcję systemu informatycznego otrzymały z NFZ łącznie ponad 40 mln zł. Dlaczego cena wzrosła? Z dokumentów przysłanych nam przez Biuro Prasowe NFZ wynika, że w międzyczasie firmy informatyczne uzyskały "pozytywną opinię MSWiA". I w 2009 roku NFZ zapłacił za tą samą usługę już prawie... 45 mln zł. Dlaczego jednak na te zakupy na wielomilionowe kwoty nie przeprowadzono przetargu? Biuro Prasowe NFZ odpowiedziało nam w sposób wymijający. - Decyzję podejmowały odpowiedzialne za zakupy jednostki organizacyjne NFZ, kierując się uzasadnionymi przesłankami - stwierdzono. Leszek Szymowski NFZ to jedno wielkie
oszustwo. PrzeTARGI KTO SPRAWDZI, ILE KOSZTOWAAO
"PRZEMALOWANIE" KAS CHORYCH NA NFZ ZA RZADOW MILLERA I
LEWICY? Do kiedy NFZ jak i ZUS nie będą
miały konkurencji nie muszą nawet JA NA WIZYTĘ U LEKARZA MUSZE
TYLE CZEKAĆ Urzędnik państwowy nie wie skąd
się biorą pieniądze w budżecie! autorzy nie bardzo sie
orientuja w informatycznych tematach
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.22 Wtorek |
Temperatura rano ok. 6.00 14oC - bardzo
ciepło i pogodnie.
W nocy bardzo źle spałem. W zasadzie razem 4 godziny (ponoć była to normalna długość snu Margaret Thatcher). Tak o godzinie 01.00 włączyłem telewizor i obejrzałem fim Animal as us. A w nim kilka bardzo ważnych spostrzeżeń: O kulturze mówimy wtedy gdy dwie
grupy zwierząt żyjących w takich samych warunkach
zachowują się różnie, a zachowania tego uczą się od
siebie nawzajem. Orki aktywnie uczą swe
dzieci techniki polowania na foki chodzące po plaży i
sposobów wracania na głąbszą wodę z
mielizny. Kruki chowają zapasy na zimię i je odnajdują! Wrony są tak inteligentne jak
małpy.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.17 Czwartek |
Rano +11oC, brak wiatru, bez słońca,
lekka mgła. Wieczorem i w nocy ten dziwny smród co
kiedyś. W nieco mniejszym natężeniu ale odczuwalny.
Ciekawe czy to jakaś roślina, czy też ktoś coś
pali?
Rano (obudziłem się przed piątą) czytałem sobie trochę Społeczeństwa owadów E.O. Wilsona. Poznałem nowe pojęcia, takie jak:
Nadorganizm - każde społeczeństwo, takie jak kolonia właściwie społecznych gatunków owadów, mające cechy organizacji analogiczne do fizjologicznych właściwości pojedynczego organizmu. Tak na przykład kolonia owadów dzieli się na kasty reprodukcyjne (analogiczne do gonad) i kasty robotnic (odpowiadające tkance somatycznej); Moze występować wymiana pokarmu przez trofalaksję (analogicznie do zachodzącej w układzie krążenia) itd.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.15 Wtorek |
Dziś dwa kawałki na temat tego, że "państwo" i
państwo to zupełnie dwie różne sprawy:
Naprawdę szokujący raport NIK. Ile społeczeństwo ładuje w młodocianego przestępcę i co z tego ma. Po prostu szok! Kto tym zarządza? Tak zwane państwo poprzez zatrudnianych przez siebie ekspertów! Szok! NIK o zakładach
poprawczych System resocjalizacji nieletnich jest drogi i nieskuteczny – alarmuje NIK. Utrzymanie jednego nieletniego wynosi nawet 18,3 tys. zł miesięcznie. Mimo to prawie 60 proc. wychowanków wraca na drogę przestępstwa, a przebywający w zakładach są coraz bardziej brutalni. Winny jest brak spójnego systemu resocjalizacji, przepełnienie panujące w placówkach oraz nieprawidłowe wypełnianie zadań. Najwyższa Izba Kontroli zbadała 23 placówki (11 zakładów poprawczych, 7 schronisk dla nieletnich i 5 placówek łączących te dwie funkcje) w 10 województwach (66 proc. z działających w kraju). Kontrola obejmowała lata 2007 – I kwartał 2009. Przeprowadzono też badanie ankietowe wśród 632 wychowanków, którzy opuścili skontrolowane placówki. W tym czasie w 35 placówkach dla nieletnich w całym kraju przebywało ponad ok. 1.900 osób. Z budżetu państwa wydano na ich funkcjonowanie 90,2 mln zł w 2007 roku oraz 101 mln zł w 2008. Jedynie Zakład Poprawczy i Schronisko dla Nieletnich w Konstantynowie Aódzkim Izba oceniła pozytywnie. Pięciu ośrodkom (schroniskom dla nieletnich w Stawiszynie i Szczecinie oraz zakładom poprawczym w Poznaniu, Trzemesznie i Witkowie) kontrolerzy wystawili ocenę negatywną. Do pracy pozostałych 17 placówek (74 proc.) kontrolerzy mieli większe lub mniejsze zastrzeżenia. Wysokie nakłady oraz pobłażliwe traktowanie nieletnich nie przynoszą pożądanych efektów. Od połowy roku 2001 do końca 2008 większość nieletnich – 58 proc. – powróciła na drogę przestępstwa (recydywa wśród dorosłych wynosi w Polsce ok. 40 proc.). Spośród ankietowanych zaledwie połowa byłych wychowanków oświadczyła, że pobyt pomógł im w rozpoczęciu samodzielnego życia, a wśród nich tylko jedna trzecia zrozumiała niewłaściwość swego postępowania. W przypadku 6 proc. można mówić o całkowitej klęsce działań resocjalizacyjnych – pobyt w zakładzie wręcz zdemoralizował te osoby i wzmógł ich nienawiść do innych. Więcej jest brutalnych zachowań - ucieczki, próby samobójcze i pobicia zdarzają się prawie we wszystkich ośrodkach. Zakłady poprawcze i schroniska stworzyły nieletnim dobre warunki pobytu i nauki. Placówki są dobrze wyposażone w pomoce do nauki i zajęć pozalekcyjnych. W roku 2008 w ośrodkach całego kraju funkcjonowało 115 kół zainteresowań (informatyczne, techniczne, artystyczne, sportowe, turystyczno-krajoznawcze), w których uczestniczyło 928 osób. Biblioteki dysponowały ponad 93 tys. książek, 1 300 materiałami dydaktycznymi na kasetach audio i video, 381 komputerami z dostępem do Internetu. Do utrzymania kondycji fizycznej służyło 16 sal gimnastycznych i trzy baseny pływackie. Wszystko to generowało koszty - w roku 2007 utrzymanie jednego wychowanka wyniosło miesięcznie 6.880 zł, w 2008 roku wzrosło o 16 proc. do sumy 8.013 zł. Najdrożsi byli wychowankowie zakładów poprawczych w Nowem (18,3 tys. zł) i Trzemesznie (15,2 tys. zł) oraz schroniska w Dominowie (15,2 tys. zł). Warto zwrócić uwagę, że sumy te kilkakrotnie przewyższają koszty utrzymania dzieci w rodzinach zastępczych (średnio od 660 do 1.248 zł w roku 2007) czy w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych (2.681 zł w roku 2007 i 2.928 zł w roku 2008). Wychowankowie byli pobłażliwie traktowani przez personel placówek. Dyrektorzy zbyt rzadko stosowali środki przymusu w postaci umieszczania wychowanków naruszających regulamin w izbach izolacyjnych, nawet jeśli ich przewinienia były ewidentne i wymagały takich środków*. W zakładzie poprawczym w Zawierciu nie izolowano nieletniego mimo agresywnego zachowania wobec wychowawcy i kolegów. W zakładzie poprawczym w Poznaniu próby samookaleczenia według dyrekcji nie były powodem do izolacji. W tymże ośrodku natomiast wypłacono wychowankom wyższe kieszonkowe – w latach 2007-2008 o ponad 27 tys. zł; 13 wychowawców kupowało nieletnim wyroby tytoniowe! Nie izolowano też nieletnich w zakładzie i schronisku w Laskowcu, mimo czterech prób pobicia strażnika, trzech samookaleczeń oraz okaleczenia współwychowanka. W ocenie NIK decydująca była chęć ułatwienia sobie pracy przez dyrektorów tych placówek, gdyż izolacja wychowanków wymaga wdrożenia specjalnych procedur. Przypadki zawyżania wypłat kieszonkowego kontrolerzy stwierdzili także w Witkowie, a kupowania przez wychowawców tytoniu 19 nieletnim w Trzemesznie. Prawidłową resocjalizację utrudnia występujące w połowie placówek przepełnienie. Np. w 2007 roku o 20 proc. przekroczono limit miejsc w zakładzie poprawczym w Studzieńcu i o 18 proc. w Koszalinie. W 2008 roku sytuacja w tych ośrodkach poprawiła się - limity przekroczono o 11 i 7 proc. Dyrektorzy wszystkich skontrolowanych placówek nierzetelnie dokumentowali pobyt podopiecznych. Kontrolerzy wykryli przypadki nie odnotowywania nagród i sankcji, urlopów czy terminów opuszczenia placówki. Niektórzy nie informowali rodziców o hospitalizacji wychowanków, a prezesów sądów okręgowych i Ministerstwa Sprawiedliwości o takich wydarzeniach jak próby samobójcze czy ucieczki. Izba dostrzega konieczność zmian w systemie resocjalizacji, włącznie z prawnymi. Najważniejsze powinny zmierzać w kierunku zwiększenia skuteczności działań resocjalizacyjnych: usprawnienia indywidualnych programów resocjalizacji, pełniejszej współpracy z instytucjami, które mogłyby pomóc w usamodzielnianiu się wychowanków, monitorowania ich losów po opuszczeniu zakładu. Izba postuluje też wzmocnienie nadzoru pedagogicznego i Ministerstwa Sprawiedliwości nad ośrodkami dla nieletnich. Co mają powiedzieć ci co czekają po półtora roku na operację w państwowym szpitalu? Każda grupa społeczna, w tym i tak zwane państwo działa na swoją korzyść. Jeżeli nie podlega sprzezeniu zwrotnemu to nie utrzyma pożadanego kursu. Państwo czyli struktura, która ma przyczyniać się do harmonijnego rozwoju całego społeczeństwa, które ma pełnić rolę homeostatu tego rozwoju, bez ujemnego sprzężenia zwrotnego przeistacza się w pompę ssącą, a jego przedstawiciele stają się coraz "mądrzejsi", coraz lepiej mówią i jest ich coraz więcej, tyle tylko, że nic z tego nie wynika! Absolutnie nic! A cytowany raport jest tego dobitnym przykładem. Powtórzę raz jeszcze: szok! 18 tysięcy miesięcznie na jednego młodocianego bandziora! A jak się struktury rozrastają, to z czegoś trzeba żyć no i dlatego tzw. państwo ma takie pomysły jak opodatkowanie wszystkiego, nawet pomocy sąsiedzkiej... Warto również zwrócić uwagę na to ile państwo płaci za utrzymanie dziecka rodzinie zastępczej, a ile sobie! Dzieci w normalnych rodzinach i ich rodzice są po prostu dyskryminowani. Okazuje się "państwo" staje się coraz większym obiektem pasożytującym na państwie. Problem w tym, że tych dwóch pojęć nikt nie rozróżnia. Teorie powstania
państwa
Kolejny przykład "państwa": [http://www.eksportuj.pl/artykul/pokaz/id/8195/wydarzenia-dnia/gdzie-szukac-sprawiedliwosci] 14.09.2009 Przychodzi Polak z pozwem przeciwko
Niemcowi do krakowskiego sądu gospodarczego. Sąd okręgowy
pozew odrzuca, a rejonowy ściga nierzetelnego
obcokrajowca. ZBIGNIEW BARTUŚ Autor artykułu nie wspomniał, jeszcze o jednym
drobnym szczególe wymyślonym przez nasze "państwo":
Ustawa o VAT Ustawa o podatku dochodowym od
osób fizycznych Przedsiebiorca musi uiścić podatek "z chwilą wydania towaru lub wykonania usługi". Czyli pomimo tego, że nie otrzymał pieniędzy od nieuczciwego kontrahenta - musi zapłacić. Jeśli ktoś mu nie zapłacił 1220 zł to jest stratny właśnie o tę kwotę plus 220 zł, które musi odprowadzić z tytułu VAT oraz 190 zł z tytułu PIT. "Do tyłu" jest zatem 1630 zł. to w złotówkach, a przecież utracił również towar - włożoną weń pracę. Pozostańmy przy pieniądzach. Grabieży dokonały dwie strony: nieuczciwy kontrahent w wysokości 74.84% i "państwo" w wysokości 25.15%. Miałeś chamie złoty róg ostawili ci jeno sznur. Tak właśnie "państwo" rozwija przedsiębiorczość, czyli to co przyczynia się do bogactwa państwa.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.14 Poniedziałek |
Haracz od życzliwości Fiskus chce opodatkować osoby, które pomagają sobie w codziennych sprawach, takich jak opieka nad dzieckiem czy wyprowadzanie psa - czytamy w "Rzeczpospolitej". Katowicka Izba Skarbowa uznała bowiem, że każda darmowa przysługa jest realnym zyskiem dla tego, kto z niej skorzystał. Trzeba ją więc wycenić i zapłacić podatek. Katowicka Izba Skarbowa odpowiedziała na pytanie banku czasu, czyli grupy wzajemnie wspierających się osób. Z opodatkowania zwolniona jest tylko darmowa pomoc w rodzinie. Jerzy Bielawny z Instytutu Studiów Podatkowych jest oburzony interpretacją katowickiej Izby Skarbowej. Jego zdaniem, takie postępowanie sprowadzi do podziemia wszystkie cenne społecznie inicjatywy. Podobnego zdania jest Piotr Bielski, prowadzący grupę wzajemnie wspierających się osób w ździ. Podkreśla, że nie rozumie dlaczego za czyny społeczne trzeba płacić podatek. Dodaje, że to może zniechęcić osoby do pomagania innym. Nienażarty fiskus chciałby pewno opodatkować również obieranie przeze mnie ziemniaków, przecież samodzielne zrobienie zupy też jest realnym zyskiem! Niestety mają rację, ponieważ
to potencjalne pole do nadużyć na dużą skalę. Niestety mają rację, ponieważ
.... ...a kiedy przyjdą z urzędu
skarbowego nocą i do drzwi kolbami załomocą, Jaki podatek będę musiała
zapłacić, skoro Jaki podatek będę musiała
zapłacić, skoro Polska to taka wredna macocha z
mordą "skarbówki" !!!! I jak taką k ( pip ) ę
szanować i dbać o nią. szkoda życia za nią oddawać
! Chodzi o podatek dochodowy, jak
mniemam.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.12 Sobota |
Rano jest 15oC, dzień ładny.
Skończyłem czytać Dziesięć kawałków o
wojnie Arkadija Babczenki. Autor jako osiemnastolatek
trafił z poboru na pierwszą wojnę czeczeńską. Nie opisuje
walk frontowych lecz drugą linię. Nagminne bicie
młodszych stażem (tzw. fala), złodziejstwo, picie,
narkotyki. Ponoć mocny wpierdol (to częste słowo w tej
książce) dostawał codziennie, nawet po kilka razy. Oto
cytat z przypadkowo otworzonej strony: Specnazowcy, bo to oni się znęcali, bili dlatego, że udało im się sprzedać trochę broni (która trafi do ich przeciwników) i kupić za to alkohol i narkotyki, po czym... Najśmieszniejszy, według mnie, był przypis na końcu książki autorstwa "The Times" mający zachęcić potencjalnego czytelnika do przeczytania książki: Wszystkie wojny sa piekłem, ale niektóre piekła sa gorsze niz inne. jesli wierzyć Babczence, w całej chaotycznej i ciągnącej się w nieskończoność wojnie z Czeczenią rosyjscy żołnierze więcej wycierpieli z rąk swoich rodaków niż wrogów. A kim byli ci rodacy? Czyżby nie ich starszymi kolegami. Ta książka to książka nie o cierpieniu, lecz o rosyjskiej duszy - o głównym mechanizmie, na którym oparta jest Rosja. "Sprzedana wojna" ten zwrot czesto się tam pojawia. Oczywiście celem strategicznym była chęć panowania Moskwy nad Czeczenią, chęć tym większa, że jest to kawałek globu obfity w ropę (Odbudowano całkowicie jedynie przemysł naftowy, mający znaczenie dla metropolii - Moskwy znaczy się). Ale na poziomie taktycznym rosyjskie wojsko sprzedawało swoim przeciwnikom broń. Z książki wynika, że szeregowi handlowali karabinami, nabojami a nawet granatnikami, natomiast wyższa kadra wozami bojowymi. Handlowali wszyscy, kradli wszyscy, pili i byli bęzwzględnie bezlitośni - taki swoisty żołnierski honor. Bo prawdziwe honor i szlachetność giną tu pierwsze jak napisał autor. Babczence udało się wyrwać z opisywanego przez niego piekła. Pierwsza część książki niesie uniwersalne przesłanie antywojenne, bo czeczeńskich wrogów w niej nie ma - to po prostu piekło wewnętrzne, w pełni rosyjskie. Czytelnik nawet nie wie kto tu dobry, a kto zły. Wszyscy opisywani, to żołnierze - ludzie, którym warunki zewnetrzne wdrukowują w umysł zezwierzęcenie (choć to słowo jest złe, bo zwierzeta się tak nie zachowują - to raczej antyczłowiecze człowieczeństwo), wdrukowują bardzo skutecznie. Tak samo zresztą jak wychowywano żołnierzy w Niemczech, Japonii,... - przebrutalne traktowanie swoich, na granicy fizycznego wyniszczenia i danie odreagowania na przeciwniku. Jednym z powodów, dla których rekruci nie czuli żadnej skruchy, kiedy zabijali [bagnetem, bezbronnych przywiązanych do drzew przyp. JF] Chińczyków, była z pewnością brutalność ich własnego szkolenia. Ale ważną rolę odgrywał tu również inny czynnik – fakt, iż od najmłodszych lat uczono ich, że Chińczycy są gorsi od nich. „Od szkoły podstawowej mówiono nam – powiedział Kondo – że Chińczycy są nikczemni i że to rasa niższa [...]. A naród japoński – boski naród – to najlepsza rasa na świecie. A Chińczycy byli gorsi od świń. Taką mieliśmy mentalność”. Czy coś się w tym temacie zmieniło? Wojnę wdrukowano autorowi bardzo skutecznie. Po wyrwaniu się z piekła, sam do niego po roku powrócił! Dobrowolnie, sam się zgłosił. Tym razem nie był już młodym żołnierzem, który dostawał codziennie wpierdol od starszych, tym razem to on był starszy. W drugiej części nie spotkamy jednak opisów jak to on katował młodych. Może nie katował, a może po prostu o tym "zapomniał". Napisał natomiast jak przez niego zginęła ośmioletnia dziewczynka i starajacy się ją uchronić dziadek. Ale opis ten jest o wiele mniej emocjonalny niż opisy katowań, których sam doświadczył. Czy z młodego mężczyzny można zrobić żądnego krwi mierzawca? Można! Ta książka jest właśnie o tym, jak dziś robi się to w Rosji. A rosyjska dusza to zasłona dymna dla pożytecznych idiotów. Rosyjska dusza ma ciągle postać Iwana Groźnego. Po południu byłem na przedpremierowym pokazie filmu Marsz wyzwolicieli Grzegorza Browna. Film bardzo ciekawy wpisujący się w wdrukowywanie ludziom ich zachowań. Wdrukowywanie zachowań jest na tyle silne, że nie dochodzi do jakiegokolwiek myślenia logicznego. Znamiennym tego dowodem było wyznanie jednego z weteranów, który wiedział, że Przemyśl to polskie miasto, wiedział, że Hitler był szatanem, ale na pytanie co on prawy żołnierz radziecki robił w polskim mieście w 1939 roku odpowiedział, że wypełniał warunki umowy. Jakiej? No Stalina z Hitlerem. Film pokazuje również jak to wdrukowywanie się odbywa: pani nauczycielka pyta dziesięcioletnich uczniów i za poprawne odpowiedzi chwali: "Zuch Igor, tak, bardzo dobrze, my byliśmy do wojny nieprzygotowani, my pracowaliśmy pokojowo (mirno trudilis), a oni na nas zdradziecko napadli. Rosja wojny nie chce, Rosja walczy o pokój." Jedną z najbardziej skutecznych taktyk prowadzenia gry jest odkryte przez ojca matematycznej teorii gier, Johna Von Neumanna, nadoszustwo: oszukuj tak by przeciwnik był przekonany, że grasz zgodnie z regułami - wilku zawsze ubieraj się w jagnięcą skórę!
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.11 Piątek |
Rano jest 15oC, potem w ciagu dnia nawet
ponad 25oC. Wrzesień jest bardzo
ciepły.
rano pracowałem nad nazwą procesu, który
stworzył życie. Kilkanaście tygodni temu wymyśliłem
OEEMTG'izm (optymalizujące ewolucja i endodymbioza w
oparciu o matematyczną teorię gier). Jednak coś mnie
nurtowało, nie dawało spokoju - ewolucja i endosymbioza
to już efekty. No i wymyśłiłem coś takiego: Tak więc to nie obsesja, lecz zdrowy rozsądek każe zaproponować nowe definiendum. I tu pojawia się kolejny problem – „Jak powinno ono brzmieć?”. „Teoria gier” odpada, bo skoro większość z nas nie chce się zgodzić, że pochodzimy od małpy, to tym bardziej uzna za śmieszne, że stworzyła nas jakaś tam teoria, a jeśli dorzucimy do niej jeszcze słowo kojarzące się z pokerem lub piłką nożną to wyjdzie nadzwyczaj śmiesznie. A skoro śmiesznie to znaczy, że nie do zaakceptowania. Stworzyła nas reprodilucja – iteracyjny proces optymalizujący zjawisko RPD wygenerowany przez nie samo. Proces bazujący na matematycznej teorii gier doskonalący kolejne pokolenia struktur RPD w oparciu o konflikt i współpracę, do których dochodzi pomiędzy tymi strukturami w trakcie realizowania przez nie ich podstawowej strategii: „przyswajaj aż do podziału”. Wydaje się również, że będzie większych przeszkód by stopniowo zastąpić1 nim wysłużoną „ewolucję”: „W programie obchodów m. in.: nadanie doktoratu honoris causa prof. T., wybitnemu reprodilucjoniście węgierskiemu; wykłady poświęcone reprodilucji dla uczniów, nauczycieli i studentów;”. Natomiast my, konsekwentnie musimy zmienić postać II zasady fizyki życia, która od tej pory powinna brzmieć: „Dynamikę rozwoju obiektów żywych tłumaczy teoria reprodilucji”. Ciekawe jest jak na to wpadłem. Po długich namysłach stwierdziłem, że życie to nic innego jak ciągłe transformacje obiektów i towrzonych przez nie struktur, typu RPD. Kluczem życia jest Rekonstrukcja Po Podziale (Reconstructo Post Dividere), cała już reszta z tego wynika. Zamiast zatem „ewolucja” mówmy RPDlucja. Ale sekwencja liter jest jakaś głupia zrobiłem zatem eksperyment polegający na utworzeniu akronimu z dwóch liter i wyszło „repodilucja”. Jakoś tak trochę sztucznie no wpadłem, że gdyby dodać „r” to by wyszło „reprodilucja” co może się kojarzyć z reprodukcją (reprod~) lub cudownością (~prodi~) i dotychczasową ewolucją (~lucja)
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.10 Czwartek |
Od Sławka L. dostałem ciekawy fragment książki
Vladimir'a Volkoff'a:
- Powiedzial pan, ze trzeba naprzod
przygotowac opinie publiczna. W jaki sposob pan to
robi? - Sprobuje odtworzyc dla pana wyklad mojego nauczyciela z okresu stazu. Zalozmy, mowil, nastepujacy fakt historyczny: Iwanow przylapuje swoja zone w lozku z Pietrowem ... Pokaze wam, jakim operacjom mozna poddac ten fakt, jesli z powodow politycznych trzeba by go bylo naswietlic tendencyjnie. Pierwszy przypadek - nie bylo swiadkow, opinia publiczna nie moze w zaden sposob sprawdzic, jak bylo na prawde. Oznajmia sie wiec po prostu, ze to Pietrow przylapal zone w lozku z Iwanowem. Oto wlasnie nieprawda nie dajaca sie zweryfikowac. Drugi - byli swiadkowie. Piszecie, ze w malzenstwie Iwanowow nie brakowalo problemow i przyznajecie ,ze istotnie w sobote Iwanow zaskoczyl swa zone z Pietrowem. Prawda jest tez, dodajecie, ze przed tygodniem Iwanowa przylapala swego meza na goracym uczynku z Pietrowa. To jest mieszanka prawdy i falszu. Proporcje jednego i drugiego moga sie zmieniac. Chlopcy z intoksykacji, jesli chca uprawdopodobnic sprawe daja do 80% prawdy na 20% falszu, poniewaz z ich punktu widzenia wazne jest, by jakas bardzo konkretna falszywa informacje wzieto za dobra monete. My natomiast, zajmujacy sie dezinformacja i wywieraniem wplywu na przeciwnika, gramy raczej na ilosc i uwazamy inaczej niz oni, ze juz jeden jedyny fakt prawdziwy sluzy jako doskonaly przewodnik dla wielu klamstw. Teraz trzeci sposob - deformacja prawdy. Przyznajecie ze obywatelka Iwanowa znajdowala sie w sobote wieczorem u Pietrowa, ale ironizujecie na temat lozka. Coz maja wspolnego ze soba ruchomosci ? Najprawdopobodbniej iwanowa siedziala po prostu na krzesle czy w fotelu. Iwanow, ktory, jak wszyscy wiemy, tyle razy lezal pod stolem, ma w zwyczju rzucanie oszczerstw na swa nieszczesna zone. A co miala robic? Czy miala pozwolic, zeby maz pijak pobil ja znowu? Sadzila, ze powinna sie schronic u Pietrowa, gdzie najprawdopodobniej towarzyszyly jej dzieci, malenkie dzieci. Czyz mamy podstawy do oskarzenia jej o to, ze nie zostawila dzieci wydanych na pastwe tego brutala? Ponadto nie ma powodow by watpic, ze takze obywatelka Pietrowa brala udzial w spotkaniu Iwanowa-Pietrow. Jest to wrecz bardzo prawdopodobne, jako ze wszystko to wydarzylo sie w sypialni Pietrowow, w mieszkaniu zajmowanym przez nich wspolnie z Iwanowymi. Oto wlasnie deformacja prawdy. Cztery - modyfikacja kontekstu. Zgadza sie mowicie, Iwanow nakryl zone w lozku Pietrowa, ale przeciez wszyscy wiedza, jaki jest Pietrow. To prawdizwe monstrum lubieznosci. Nie da sie wykulczyc, ze ma za soba czternascie wyrokow za gwalt. Tego dnia natknal sie na Iwanowa w korytarzu, rzucil sie na nia, wciagnal ja do siebie i wlasnie rozpoczal proceder gwalcenia, gdy na szczescie, pelen godnosci obywatel Iwanow, wracajac z fabryki, gdzie po raz ktorys z rzedu osiagnal rekordowa liczbe trzech tysiecy nakretek utoczonych w w ciagu 2 godzin 25 minut, wywazyl drzwi i ocalil swa skromna malzonke od losu gorszego niz smierc. Najlepszy dowod, krzyczycie glosno, ze pierwotna informacja nie zawiera najmniejszej wzmianki na temat wyrzutow jakie Iwanow mialby wobec zony. Piate - zacieranie. Zalewacie wasz prawdziwy fakt wielka masa innych informacji. Pietrow mowicie to stachanowiec, swietnie gra na organkach i w warcaby, urodzil sie w Niznym Nowogrodzie, w czasie wojny byl artylerzysta, na szesdziesiate urodziny kupil swojej matce kanarka, ma kilka kochanek miedzy innymi Iwanowa, przepada za kielbasa z czosnkiem, dobrze plywa stylem grzbietowym, potrafi ugotowac syberyjskie plemnieni, i tak dalej. Istnieje tez wykret bedacy odwrotnoscia zacierania, mianowicie wybrane fakty. W sprawie, ktora macie zrelacjonowac przeprowadzacie selekcje szczegolow, prawdziwych lecz niepelnych. Opowiadacie ze Iwanow wszedl do pokoju Pietrowa bez pukania, Iwanowa az podskoczyla, taka jest nerwowa. Pietrow zachowywal sie tak, jakby byl zaszokowany zlymi manierami Iwanowa i wymieniwszy uwagi na temat powszechnego zepsucia obyczajow, bedacego jednym z przezytkow carskiej Rosji, malzonkowie Iwanowow wrocili do siebie. Szosta metoda - komentarz podtrzymywany. W niczym nie modyfikujecie faktu, lecz korzystacie z niego, by przeprowadzic dajmy, na to krytyke mieszkan dzielonych przez wielu lokatorow. Jest ich juz coraz mniej, lecz to w nich wlasnie incydenty w, ktorych mezowie zaskakuja kochankow, zdarzaja sie znacznie czesciej niz to przewiduje plan piecioletni. Nastepnie opisujecie nowoczesne osiedle, gdzie kazda para turkawek ma swoja garsoniere, w ktorej moze sobie gruchac do woli, i przedstawicie idylliczny obraz szczescia, jakie stanie sie tam udzialem Iwanowow. Siodmy chwyt to pewna odmiana szostego, to ilustracja w ktorej przechodzi sie od rzeczy ogolnych do szczegolowych, a nie od szczegolowych do ogolnych. Mozna tu rozwinac ten sam motyw. Sielanka par malzenskich w nowoczesnych osiedlach wzniesionych dzieki dobroczynnej wydajnosci wladz Rad, lecz zakonczenie bedzie inne: o, jaki to postep w stosunku do mieszkan w wielu lokatorach, gdzie zdarzaly sie pozalowania godne epizody, na przyklad wlasnie sytuacja Iwanowa, natrafiajacego na swoja zone u sasiada! Ósmą jest generalizacja. Z zachowania Iwanowej wyprowadzanie ogolne, pelne kofuzji wnioski na temat niewdziecznosci kobiet, ich niewiernosci, rozwiazlosci, natomiast pomijacie milczeniem wspoludzial Pietrowa. Lub tez, przeciwnie, obwiniacie Pietrowa-Casanowe, nikczemnego uwodziciela, uniewinniajac jednoczesnie nieszczesna przedstawicielke bezwstydnie eksploatowanej plci. Technike numer dziewiec nazywamy: nierowne czesci. Zwracacie sie do waszych czytelnikow i proponujecie im by sami ocenili ten incydent. Publikujecie nastepnie jeden list potepiajacy Iwanowa - nawet jezeli dostaliscie sto takich listow. Drukujecie tez dziesiec listow w jej obronie, nawet jesli nie przyszlo takich listow wiecej niz dziesiec. Wreszcie czesci rowne, dziesiata metoda. U profesora uniwersytetu, swietnego i lubianego przez czytelnikow polemisty, zamawiacie tekst pisany w obronie kochankow, majacy piedziesiat linijek, i rownoczesnie u jakiegos idioty ze wsi zamawiacie ich potepienie, tez na piedziesiat linijek. W ten sposob dowodzicie waszej bezstronnosci Oto, Aleksandrze Dmitryczu, krotki wyklad, by mogl pan wyrobic sobie zdanie, czym jest tenencyjna informacja i na czym polegaja cwiczenia, ktorymi zajmie sie pan podczas stazu. Wtedy, rzecz jasna, ich temat bedzie znacznie powazniejszy. I komentarz do tego znaleziony w
internecie: PODSTAWOWE POJĘCIA W DEZINFORMACJI Klient Klient często płaci za operacje dezinformacyjne pieniędzmi zdobytymi na tych, których zamierza oszukać – dotyczy to nie tylko polityków, którzy dochodzą do władzy w wyniku dezinformacji, lecz również np. firm komercyjnych, które zwiększają sprzedaż w wyniku utrwalenia wśród konsumentów nieprawdziwych sądów dotyczących ich produktów. Agent Agencja dezinformacyjna używa agentów, których nazywa się agentami wpływu. Badanie rynku Po przeprowadzeniu badania rynku należy dokonać doboru odpowiednich wsporników, które ułatwią operację. Wsporniki Obecnie wspornikami coraz częściej są szokujące zdjęcia lub filmy. W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z serią zdjęć ukazujących sceny okrutnego traktowania irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Fotografie te zostały użyte do antyamerykańskiej kampanii, która od jakiegoś czasu trwa na całym świecie. Tymczasem każdy, kto przeczytał np. „Kamienie na szaniec”, szybko się zorientuje, że sceny irackiego więzienia miały mało wspólnego z prawdziwymi torturami, natomiast bardzo podobne obrazki z Parady Miłości w Berlinie od dawna przedstawiane są u nas jako przykłady europejskiej wolności i tolerancji. Przekaźniki Czasami pierwszym przekaźnikiem danej informacji jest mało popularna gazeta lub lokalna rozgłośnia radiowa. Następnie temat zostaje podchwycony przez główne media, a w wypadku niepowodzenia operacji cała wina spada na „mało doświadczonych dziennikarzy” z lokalnej prasy, którzy „wprowadzili w błąd” poważnych pracowników szanowanego tytułu. Temat przewodni Przykładowo przez cały okres III RP mieliśmy do czynienia z operacją dezinformacyjną, której tematem przewodnim były związki braci Kaczyńskich z aferą FOZZ-u. W jej wyniku przeciętny obywatel naszego kraju natychmiast kojarzy niesławny fundusz z środowiskiem byłego PC. Prowadzenie tematu Wszyscy pamiętamy słynny film pt. „Dramat w trzech aktach”, gdzie rozmaite typy bez ustanku powtarzały: „Kaczyńscy, FOZZ, Kaczyńscy, FOZZ” nie posługując się żadnymi argumentami. W tym samym czasie Olga Lipińska śpiewała w swoim kabarecie: „Jadą, jadą z forsą wory, a na nich Kaczory”. Pudła rezonansowe Warto tu zauważyć, że często pudłami rezonansowymi mogą być po prostu zwykli obywatele, którzy jeden za drugim powtarzają spreparowane wcześniej dezinformacje. Grupa docelowa Psychoza
METODY DEZINFORMACJI Volkoff podaje kilka głównych metod dezinformacji używając prostego przykładu: pan Dupont pobił panią Dupont. Zadaniem agenta wpływu jest obrona wizerunku pana Dupont. Może on posłużyć się następującymi metodami: Negacja faktów Odwrócenie faktów Obecnie metoda ta, podobnie jak negacja faktów, nie jest zbyt często stosowana, gdyż dziś o wiele trudniej ukryć niektóre fakty przed opinią publiczną, niż robiono to w systemach totalitarnych. Dlatego też o wiele częściej spotyka się kolejny sposób dezinformacji: Mieszanina prawdy i
kłamstwa Modyfikacja motywu Modyfikacja
okoliczności Dezinformacja tego typu często stosowana jest w czasie konfliktów zbrojnych, kiedy, w zależności od potrzeb, pomniejsza się lub powiększa zdolności bojowe jednej ze stron. Wystarczy bowiem wskazać na jeden z wielu czynników decydujących o potencjale armii, np. „społeczeństwo państwa X jest świetnie przygotowane do wojny: służbę wojskową ma za sobą każdy obywatel, w razie potrzeby władze mogą rozdać ludziom broń i przekształcić cywilów w oddziały paramilitarne lub w partyzantkę. Społeczeństwo państwa Y natomiast jest zupełnie do wojny nieprzywykłe, armia jest nieliczna i zawodowa, przeciętny obywatel nie ma żadnego pojęcia o konflikcie zbrojnym, a prawdziwą walkę zna wyłącznie z filmów klasy B”. Wówczas opinia publiczna nabiera przekonania o wyższości państwa X, nawet gdyby w rzeczywistości państwo Y dysponowało najnowszym sprzętem wojskowym, podczas gdy uzbrojenie państwa X opierało się głównie na kałasznikowach domowej roboty. Rozmycie Kamuflaż Interpretacja W danym przypadku agent wpływu, występując w tej sytuacji najczęściej w roli niezależnego eksperta, może stwierdzić, iż „impulsywna, lekko niezrównoważona i często głucha na argumenty” pani Dupont została pobita przez „znanego ze swego opanowania i zwykłej, ludzkiej wrażliwości” pana Dupont. Mąż staje się w tym momencie niemalże zmuszony, wbrew swej woli, do uspokojenia łatwo tracącej rozum żony. Określenia stosowane wobec konkretnych osób mogą niejako do nich „przylgnąć”. Często mamy do czynienia z sytuacją, gdy raz przyjęte określenie jest później powtarzane, zazwyczaj bezmyślnie, przez innych. Aatwo zauważyć, jakie nazwiska w polskiej polityce kojarzą się z „liberalizmem”, „moralnością”, „oszołomstwem” lub „wrażliwością społeczną”. Generalizacja W Polsce ten rodzaj dezinformacji często pojawia się, gdy ktoś zwraca uwagę na demoralizację młodzieży. Wskazuje się wówczas, że i tak u nas jest lepiej niż w Ameryce, gdzie uczniowie strzelają do siebie z pistoletów, że od zawsze mówiło się „ach, ta dzisiejsza młodzież” i że nawet jeden ze staroegipskich dokumentów zawiera podobne stwierdzenia. Ilustracja Ten sposób często używany jest dla usprawiedliwienia chuligaństwa i wandalizmu. Wiele razy widzieliśmy w mediach komentarze typu: „Niedzielne zamieszki były jedynie wybuchem społecznego niezadowolenia z rządów premiera X. Desperacja ludzi sięgnęła zenitu, lecz to, co stało się u nas to i tak nic w porównaniu z wydarzeniami w kraju Z, gdzie oprócz rabowania sklepów i demolowania samochodów dochodziło do wyjątkowo krwawych walk z policją, w czasie których ginęło znacznie więcej osób niż w ostatnią niedzielę”. Nierówna reprezentacja Ta metoda często używana jest w przypadku walki politycznej. Przeciwnikom ucina się wypowiedzi, streszcza się szerszy punkt widzenia w jednym zdaniu, przerywa w pół słowa. Przykładem stosowania metody nierównej interpretacji było zachowanie dziennikarza Piotra Gębarowskiego w czasie kampanii prezydenckiej w 2000 roku, kiedy brutalnie i po chamsku atakował Mariana Krzaklewskiego, podczas gdy innym kandydatom zadawał pytania w stylu: „Jak pan to robi, że jest pan mądry i uczciwy zarazem?”. Metoda nierównej interpretacji jest również często używana w różnych gazetach w rubryce „Listy od czytelników”, kiedy publikuje się jedną mało przekonującą wypowiedź przeciwko jakiejś tezie i dziesięć dobrze napisanych popierających ową tezę. Nie ma przy tym znaczenia, czy są to rzeczywiste wypowiedzi czytelników, czy też są pisane przez samych redaktorów, co jak wiadomo się zdarza. Równa reprezentacja * * * Przedstawione wyżej metody nie wyczerpują oczywiście całego arsenału środków dostępnych, szczególnie w obecnych czasach, dla profesjonalnej dezinformacji. Korzystałem z rumuńskiego przekładu książki Volkoffa – „Tratat de dezinformare. De la Calul Troian la Internet”, ed. Antet, BucureAYti 1999
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.07 Poniedziałek |
Znalezione w sieci:
Jeszcze nie było takiego bogactwa, co by go socjaliści nie zmarnowali i takiej nędzy, z której kapitaliści nie doszliby do dobrobytu. Szkoda tylko, że niewykształcone społeczeństwo, myślące nagłówkami gazet nie rozumie tych pojęć. (vandaal) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.09.01 Wtorek |
Dostałem w postaci PDF'a dokument opracowany przez
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego "Propaganda historyczna
Rosji w latach 2004-2009 " i w nim natknąłem się na
fragment: Kluczową rolę w propagandzie
historycznej – jak w każdego rodzaju propagandzie –
odgrywa dezinformacja. Stosowane są tutaj klasyczne
techniki, jak: intoksykacja (negowanie, odwracanie
faktów), manipulacja (prawdziwe tezy wykorzystywane są w
sposób, który prowadzi do wyciągnięcia fałszywych
wniosków), modyfikacja motywu lub okoliczności (wskazanie
motywu lub przyczyny określonego działania tak, aby były
korzystne tylko dla jednej ze stron) oraz interpretacja
(odpowiedni dobór słów, które wywołują pozytywne lub
negatywne skojarzenia odbiorcy). Natychmiast
wpuściłem w przeglądarkę łańcuch "techniki dezinformacji"
i wyskoczyło coś jeszcze ciekawszego: [http://www.eioba.pl/a85255/dezinformacja_czyli_manipulowanie_swiadomoscia] Zdaniem Kara-Murzy i Wołkowa obecne metody dezinformacji polegają na adaptacji technik reklamowych do polityki. Ich podstawą jest zjawisko asocjacji; konsument kupuje samochód, ponieważ podświadomie żywi nadzieję, że dostanie dodatkowo piękną dziewczynę, która go reklamuje. W ten sam sposób dezinformator „sprzedaje” idee, stara się przy tym oddziaływać na niskie instynkty „konsumenta”. Kandydata lub program rzuca się na rynek jak pachnące mydełko, przesłanie polityczne podaje się na przemian z neutralnym przesłaniem reklamowym, w ten sposób pierwsze nadaje powagi drugiemu. Wołkow wymienia siedem podstawowych technik manipulowania świadomością. Słowo Liczba Powtarzanie Hałas ClichA© Obraz Triki Media przestały być instrumentami informacji, lecz stały się narzędziami ideologii – podsumowuje Wołkow. Przekazują nie wiadomości, lecz idee, które wnikają do naszej świadomości wbrew naszej woli. Obrona Trzeba zachować przede wszystkim ostrożność przed powtarzaniem clichA©s. Gdy dziennikarz zamiast całego problemu przedstawia nam jedynie jego fragment, gdy zaczyna grać na uczuciach, powinna zapalać się nam w głowie czerwona lampka. Szczególnie niebezpieczny jest brak dialogu, ale też sztuczny okrągły stół z wyreżyserowaną spontanicznością. Klasycznym przykładem takiej operacji jest cotygodniowa „Puszka Paradowskiej” w Superstacji, gdzie reprezentanci prawicy mają zadanie ułatwiać propagandę kolegom z lewicy w otoczce sztucznego pluralizmu. Józef Darski
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.07.25 Sobota |
Przez przypadek wstąpiłem do Empiku i już
z niego wychodząc, zaczepiłem się o stanowisko z prasą
specjalistyczną. Otworzyłem "Góry" by zobaczyć o czym tam
teraz piszą. A tu - cholera - "Krzysztof Pankiewicz pro
memoria". Zginął w górach? Ale kiedyś był przecież mocno
poodmrażany, to chyba nie w górach wysokich. Po chwili
doczytuję się, że śmierć spowodował wypadek, po którym
Krzysiek był przez tydzień w śpiączce. Czytam wspomnienia
innych, i przed oczami zaczyna się przewijać film z
naszych spotkań: "Jeden z najszybciej ówcześnie
wspinających się", "Żelazna kondycja", "Uśmiech" i
"Zamiłowanie do trików słownych" - ogólnie facet, od
którego można się było sporo nauczyć a i przyjemnie było
przebywać w jego towarzystwie. Wielka szkoda!
Ale jak konkretnie to się stało? W prasie nic nie ma, w internecie też nie. Nie pzostaje nic innego jak zasięgnąć języka: Spadł z drzewa na beton, nawet nie
z wysoka, obcinał jakies gałęzie. Przypadek. -
Artur. Sucha informacja, tak odszedł. I znów pytanie czemu on, a nie na przykład... Krzysztof Pankiewicz nie żyje 6 maja 2009 w wyniku wypadku zmarł Krzysztof Pankiewicz, wybitny alpinista, wieloletni prezes i członek władz klubowych Aódzkiego Klubu Wysokogórskiego. Krzysztof Pankiewicz urodził się 29 września 1951 roku w ździ. Z wykształcenia był doktorem nauk farmaceutycznych, ostatnio prowadził działalność gospodarczą. Przygodę ze wspinaniem rozpoczął w 1971 roku i przez dwie dekady był w ścisłej czołówce krajowej, zaliczany do grona najwszechstronniejszych polskich alpinistów.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.07.08 Środa |
Rozmowa między trzema osobami, na marginesie
śmierci króla popu i szalejących z tego powodu
mediów.
Paweł: W ogóle obejrzenie
"pożegnania króla popu" (cytuję jak słyszałem)
było bardzo ciekawym doświadczeniem. Myślę, że w
najbliższym czasie będziemy świadkami podobnych
spekatkli, które spowodują, że jak "odejdzie" np. papież
BXVI, to ludzie machną reką mówiąc: kolejna gwiazda popu
zmarła. Sławek: No i na koniec John: Pana cytat o suwerenie popchnął
moje rozmyślania w pewnym kierunku: Przy okazji, swego czasu założyłem "Klub Leśnej Ścieżki" - idąc po Puszczy Kampinoskiej ma się dużo czasu na dyskusje. Klubowe sesje zwoływane są ad hoc (o 6-7 rano w soboty lub niedziele, wycieczka trwa ok 3-4 godzin). Dzięki temu klubowi przedyskutowałem już kilka bardzo ciekawych kwestii typu "ale to temat na inną dysksuję". Jeśli regulamin klubu Panu odpowiada zapraszam.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.07.08 Środa |
Rano +18oC i leje rzęsisty deszcz,
zachmurzenie pełne - dupówa totalna, jak to sie mawiało w
Moku. Tak, ten rok jest po prostu supermokry. Tak samo
było chyba i w 2001 (drugi rok budowy naszego domu) a i
1979 - pierwsze moje samodzielne wakacje pod namiotami w
Mikaszówce nad jeziorem Płaskim - przez trzy tygodnie był
chyba jeden dzień gdy nie padało.
Prasa dziś donosi: Komentarzy jak na razie nie ma dużo: "Kryzys" nie dał Wam nic do
myślenia? Państwowa po znajomosci z góry wiadomo kto sie
dostanie Z obserwacji moich znajomych
wiem, że I znowu przybedzie parę
tysiecy Cała sfera budżetowa ma
podwyżki państwowa posada RENOMOWANE UCZELNIE I TE NIE
ZWYKA Ciąg na stołki ... Od razu przypomniało mi się jak to ktoś kto był z 10 lat temu we Francji na jakims szkoleniu opowiadał, że gdy prowadzący zapytał kto chciałby założyć własna działalność gospodarczą, nie zgłosił się nikt. Parafrazując Freakonomię - Świat od podszewki "tym kiełkującym lordom przyjdzie się zderzyć z odwiecznym prawem rządzącym pracą: jeśli jest dużo ludzi chętnych do jakiejś pracy, zazwyczaj nie będzie się w niej dużo zarabiać. Z kolei jeśli popyt na pracę jest duży to zarabia się dużo, a to czy na daną pracę jest popyt zależy głównie od tego, czy wymaga ona wysokich, specjalistycznych kwalifikacji do jej wykonywania oraz od tego na ile jest... nieprzyjemna." Ludzie którzy zarabiają na tak zwanych "stanowiskach" dążą do tego by ich dzieci i znajomi również na nich pracowali, a z drugiej strony w sposób naturalny otwierają pole do działania rozszerzonego prawa Robin Hooda - "Można zabierać innym" (Podstawowe prawo Robin Hooda brzmi: "Można zabierać tym co kradną"). Czynią to poprzez stopniowe wprowadzanie, głównie mając na względzie siebie, gwarancji socjalnych, które łamią zasadę "Przedmiot jest własnością twórcy", która to zasada jest naczelną zasadą rozwijajacą społeczeństwo. Typowym przykładem trzymanych na smyczy urzędników wysokiej klasy specjalistów wykonujących (czasem) nieprzyjemną pracę (np. proctolog) są lekarze. W Stanach po studiach spędzają w szpitalach po 110-140 godzin tygodniowo. U nas jest podobnie. Jeszcze wracając do praw. Komuniści prztransformowali prawo Robin Hooda na "Grab zagrabione", które natychmiast implikuje cały łańcuch grabieży bo przecież "zagrabione zagrabione uprzednio" można dalej grabić bo zagrabione będąc już zagrabionym podwójnie jest tym samym również zagrabionym po prostu. W gruncie rzeczy powinny istnieć dwa fundamentalne prawa "Przedmiot jest własnością twórcy." i "Zagrabione należy oddać właścicielowi." Powstaje tylko jedno pytanie: "Kto ma być egzekutorem tych praw?". I co go będzie motywowało do rzetelnego wykonywania swego zawodu, skoro każdy z nas działa w zgodzie z Naturą Człowieka Uczciwego - "Więcej zysku za mniej nakładu".
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.07.01 Środa |
No i stuknęła połowa roku! Burza w nocy,
zachmurzenie i lekki deszcz rano ok. 7.00 w południe
31oC z wysokim wskazaniem na popołudniową
burzę.
Mail od Pawła mocno mnie rozbawił: Przykład manipulacji medialnej - pokazanie
rzeczywistości nie takiej jaką jest Jestem księdzem i oczywiście
spodziewam się ataków i odsądzania nas -
pasterzy Jestem ateistka, ale doceniam
chrzescijanstwo jako istotny element kultury Ale gratka Typowa medialna metoda fałszowania rzeczywistości
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.06.30 Wtorek |
Mamy w języku polskim określenie "myśli
nieuczesane" co znaczy mniej więcej "myśli
nieprzemyślane". Gdy szedłem sobie do pracy przyszła mi
do głowy myśl właśnie tego typu.
"Geniuszem był Heraklit z Efezu, bo kto wie czy
Darwin stwierdzeniem 'walka o byt', które szybko
przerobił na 'dobór naturalny' nie narobił wiecej złego
niż dobrego?" (dla przypomnienia myśl to
nieprzemyślana). "Konkurencja jest matką wszechrzeczy" - nawet współpracy. Konkurencja (którą Darwin nazwał doborem naturalnym) zaistnia i doskonali (słowo to należy pojmować w naszym ludzkim zakresie, bo kto wie czy doskonałością nie jest nicość, lub stan materii we wnętrzu czarnej dziury, ale akurat tego konkurencja nie doskonali). Na przykład: konkurencja rozwija i bogaci społeczeństwa, jej brak (socjalizm) sprowadza je do nędzy. Nie wiem czy Heraklit miał pojęcie o ewolucji biologicznej, ale zacytowane przed chwilą jego trzy aforyzmy o wiele lepiej oddają jej istotę niż (oczywiście jak najbardziej poprawne) darwinowskie 'walka o byt' i 'dobór naturalny'. Oba one sugerują bowiem stałość. Stałość walki i stałość doboru, a nic nie mówią (nawet nie sugerują) o tym co dzieje się gdy do walki lub doboru nie dochodzi. Dodajmy jeszcze jeden aforyzm Heraklita: "Wszystko się zmienia z wyjątkiem prawa zmiany." Niesamowite, w gruncie rzeczy, fizyka życia jest bliższa Heraklitowi niż Darwinowi. Darwin oczywiście pozostawił po sobie o wiele więcej spisanych i dobrze przemyślanych rozważań, ale wszystkiego do końca nie wytłumaczył (lub ujmujac to inaczej - nie wszystkich przekonał). Po Heraklicie nie zostało prawie nic, poza tymi kilkunastoma perłami (aforyzmami). Ale gdyby tak z Darwina wyciagnąć tyleżsamo (co do liczby) "pereł" co pozostawił po sobie Heraklit, to istotę życia zdecydowanie lepiej tłumaczyłyby perły Heraklita niż te wyciągnięte z kilkunastu tomów Darwina. Konkurencja zaistnia i doskonali, brak konkurencji degeneruje i anihiluje - czyż nie na tym bazuje ewolucja biologiczna? Czyż nie tą własnie zasadę ilustrują Widły Kossona? No i jak zwykle powraca moje odwieczne pytanie: "Jak w starożytności można było dojść do sformułowania tak głębokich myśli?". Aukasz jest przekonany, że na zasadzie ewolucyjnej: "Wszyscy coś tam pieprzyli, a my wybieramy to, co najbardziej odpowiada temu co wiemy obecnie". Ja z kolei mam odczucie (nie poparte żadnym rozsądnym argumentem), że albo byli geniuszami na niespotykaną skalę albo ktoś, kto doskonale o tym wiedział, im to powiedział. Ale to tylko takie wrażenie... "Tego świata, jednego i tego samego świata wszechrzeczy, nie stworzył ni żaden z bogów, ani żaden z ludzi, lecz był on, jest i będzie wiecznie żyjącym ogniem zapalającym się według miary i według miary gasnącym." - przecież to nic innego jak prawo powszechnej koncentracji! Manipulacja medialna: Tytuł na głównej stronie onetu: "Tylko co dwudziesty Polak uważa, że należy podnieść podatki". Zaintrygował mnie szyk tego zdania, bowiem pierwszym moim (subiektywnym) odczuciem było, że większość Polaków chce podwyżki podatków (negacja jest bardzo subtelna, a jeżeli ktoś przemknął przez pierwsze trzy słowa to pozostałe 6 oznajmia, że należy podnieść). Po jakiejś mikrosekundzie zorientowałem sie jednak, że chyba jest na odwrót i natychmiast zadałem sobie pytanie dlaczego nie sformułowano tego tytułu na przykład jako: "Osiemdziesiąt procent Polaków, uważa, że nie należy podnosić podatków." albo "Aż 80% procent Polaków zdecydowanie nie chce podwyżek podatków!". Typów manipulacji szykiem, stosowaniem znaków interpunkcyjnych, przymiotnikami jest bardzo wiele. Co więcej po pewnej chwili sam złapałem się, że nie chodzi o 20% (które nie wiadomo dlaczego wyszło mi z "jeden na dwudziestu") lecz o 5%! Zatem moje zdanie powinno brzmieć: "95% Polaków uważa podwyżkę podatków za zło!" Można by jeszcze długo dywagować na ten temat, ale jedno jest pewne oryginalny tytuł nie odzwierciedla rzeczywistości! Media rzeczywistość zniekształcają! No cóż nie od dziś to wiadomo, ale skoro tytuł
mnie zaintrygował no to klikam w niego
[http://podatki.onet.pl/1999471,1,0,wiadomosci.html] i
oczom mym ukazuje się: Budżet państwa nie powinien być ratowany przez podnoszenie podatków. 89 proc. badanych w sondażu "Rzeczpospolitej" twierdzi, że sytuacja gospodarcza nie uzasadnia większej łapczywości fiskusa. Co dwudziesty z respondentów (6 proc.) odpowiedział, że podatki trzeba podnieść. "Rzeczpospolita" zbadała nastroje
Polaków po zapowiedzi premiera Tuska, że od przyszłego
roku niektóre podatki mają być wyższe. Rząd tłumaczy, że
jest to konieczne, aby znaleźć pieniądze na wydatki
państwa, przede wszystkim na świadczenia socjalne. No i tu tak zwana kopara mi opadła. Albo to pisał nieuk i idiota, albo ktoś komu kazano stworzyć odpowiednie wrażenie: "Wicie towarzyszu, to ma być pierwszy z artykułów, na temat spontanicznego poparcia ludu w sprawie podwyżki podatków. Jak się dobrze sprawicie damy premię, a jak nie...". Skomentujmy ten dziennikarsko-sterowniczy
majstersztyk: Polacy nie chcą wyższych
podatków. Budżet państwa nie powinien być
ratowany przez podnoszenie podatków. 89 proc. badanych w
sondażu "Rzeczpospolitej" twierdzi, że sytuacja
gospodarcza nie uzasadnia większej łapczywości fiskusa.
Nic o samym sondażu, ile było osób, z
jakich grup społecznych, ile osób rzuciło słuchawką zanim
ankieter zapytał? Kto chętnie odpowiadał? itp. Ale to
generalnie zagadnienie ustawienia sondażu. Co
dwudziesty z respondentów (6 proc.) odpowiedział, że
podatki trzeba podnieść. Ciekawe co
wpłynęło na autora, że z jednej dwudziestej zrobił 6
procent. Do tej pory przecież to zawsze było 5%. No cóż
mała subtelna różnica. A jak w oryginale było "jeden na
24" i zostało zaokrąglone do jeden na dwudziestu, to też
chyba (według autora) nic się nie stało. Ok czepianie się
liczb na poziomie 1% można uważać za obsesję, problem w
tym, że nie chodzi o jeden procent lecz o
rzetelność! Medycy składają przysięgę Hipokratesa "Primo non nocere", to dziennikarze powinni ślubować wierność zasadzie "Po pierwsze nie kłamać!". Powinni też deklarować zgodę na dotkliwe konsekwencje gdyby ją złamali. Tylko z czego by wtedy żyli? Powyższy tekst, wysłałem jako komentarz do cytowanej strony około 9.00. Do 10.00 wisiała na niej informacja, że "oczekuje na publikację". Nie chcieli zamieścić, czy też zwlekali? Do 11.45 nie zamieścili. Wysłałem ponownie. Do 14.15 też nie zamieścili. Wysłałem do nich maila z pytaniem dlaczego, pewno nie odpowiedzą...
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.06.10 Środa |
Czas leci jak szalony, a ja łapię się, że już za
chwilę będzie połowa roku. Jeśli chodzi o pisanie to
udało mi się wpaść w swoisty rytm - sztampę. Codziennie
rano od 6.30 do 8.00 udaje mi się skoncentrować i
popracować. Coraz rzadziej znajduję wytłumaczenia, które
odrywają mnie od tworzenia FŻ.
Dziś natrafiłem na świetny cytat, potwierdzający, że ludzie (ludzie w sensie popsor - czyli upraszczając - nie wszyscy, lecz zdecydowana większość) mają małe pojęcie o tym czym są i jaką rolę powinny spełniać pieniadze. Szczególnie dotyczy to Homo etatikus: "Za udział w konkursie "Teraz Polska" urząd zapłacił 15 tys. złotych. - To nie są pieniądze ubezpieczonych. Mamy własny budżet - podkreśla Przemysław Przybylski. (...) ZUS planuje kolejne wydatki. Od Przemysława Przybylskiego usłyszeliśmy również: - Staramy sie o "Polską Nagrodę Jakości". Sprawdziliśmy. W przypadku instytucji publicznej - jaka jest ZUS - wszystkie opłaty związane z pozyskaniem PNJ mogą wynieść od 22.8 do 27, 6 tys złotych brutto." [Gazeta Pomorska]. ZUS "żyje" z pieniędzy pozyskanych od tzw. "Państwa" oraz opłat, które ubezpieczeni muszą ponieść. Natomiast według jednego z pracowników tej instytucji - a sądząc po tym, że udziela wywiadów musi piastować stanowisko co najmniej kierownicze - z jakiegoś "tajemniczego" budżetu. "Tajemniczego", no bo cóż go zasila, skoro czerpane z niego pieniądze nie pochodzą ani z dotacji państwowej, ani obowiazkowej składki ubezpieczonych, ani przymusowych opłat? Dla pana Przemysława, zresztą jak dla zdecydowanej wiekszości, jest to zapewne drukarnia pieniędzy albo skarbiec bez dna. Takie źródło samorodne, z którego mi się należy... Przy okazji prac nad ksiażką trafiłem na ciekawą recenzję III tomu książki Jack'a Cohen'a, Terry'ego Pratchett'a i Ian'a Stewart'a "Nauka Świata Dysku": Nie tędy droga...
(2009-03-30) W jednej kwestii się zgadzam: takie podejście do religii świadczy o tym, że ci Panowie nie pojmują do końca na czy polegają procesy ewolucyjne (a mówiąc sciślej oeemtegowe). Kolejny dowód na to, że ludzie nawet światli i zdolni mogą powtarzać bez namysłu cokolwiek. I tu nasuwa mi się na myśl Darwin - Darwinizm powinien być zarezerwowany w nauce jako definiendum do określenia rzetelnego, bezstronnego i wysoce taktownego podejścia do wyjaśniania tajemnic tego świata, takiego podejścia jakie znajdujemy we wszystkich pracach Darwina. Którego niestety wymienionym autorom, i na przykład mister Dawkinsowi i Dennetowi bardzo brakuje. Darwinizm, jak wzorzec metra w Sevres, powinien być wzorcem uczciwości naukowca. Dawkinsowi, który w swoim pięcsetstronicowym "Bogu urojonym" poświęcił Chrystusowi zaledwie kilka stron i podsumował: "Nie ulega też wątpliwości, że Chrystus, jeżeli istniał - lub ten, kto jest autorem Pisma, jeśli nie jest nim on - był jednym z największych etycznych myślicieli wszech czasów." oraz Danielowi Dennetowi, który z kolei niewierzącym przykleja etykietę światłych - (brajtów. W polskim wydaniu tej książki tłumacz by nie wyjść na idiotę całkiem słusznie użył słowa angielskiego, a nie jego polskiego odpowiednika. W naszym kręgu kulturowym, o czym wielu Polaków dobrze pamięta, jeszcze nie tak dawno "jaśnie oświeconymi" byli komuniści), tym samym bardzo sprytnie, bo nie wprost, przeznaczajac dla wierzących etykietę ciemniaków. Innym kwiatkiem z jego ogródka jest wytłuszczone boldem stwierdzenie, że społeczeństwa "prawdziwie nowoczesne" to te, w których religia odgrywa co najwyżej "rolę ceremonialną". Zresztą zdefinowanego przeze mnie Darwinizmu brakuje również cytowanemu recenzentowi. No bo proszę Pana tych którzy kwestionują teorię ewolucji nazwał Pan oszołomami. Dlaczego? Dlaczego jednego można nazwać oszołomem, a innego nie? Czy kiedykolwiek zastanawiał się Pan nad tym? Watpię. Proponuję również by rozważył Pan jeszcze jedną kwestię: czy ktokolwiek kwestionuje Drugą Zasadę Dynamiki Newtona? Prawda, że nikt! Zatem kolejne pytanie: dlaczego nikt tego nie kwestionuje? By Pana nie dręczyć odpowiem: bo ewolucja nie tłumaczy wystarczajaco dobrze powstania i rozwoju życia na Ziemi! Po prostu! W ewolucji jest sporo niewyjaśnionych luk, o które swą argumentację zaczepiają kreacjoniści. Luką fundamentalną jest, o ironio, sama definicja ewolucji, której... nie ma! A więc jak tak skomplikowane zagadnienie jak życie można tłumaczyć w oparciu pojęcie niejednoznaczne? Zobaczmy jakie pytania zadają: Niestety jest znacznie gorzej niż sądzono jeszcze niedawno. Jak twierdzi J.C. Sanford, genetyk, profesor Uniwersytetu Cornella, raz wprowadzona do genomu szkodliwa mutacja zostaje tam na zawsze. Z każdym kolejnym pokoleniem następuje kumulacja kolejnych uszkodzeń. W wyniku procesów, które rzekomo powodowały ewolucyjny postęp, następuje stała, nieuchronna degeneracja. Czas - ten cichy wspólnik ewolucji - może być odpowiedzialny za ginięcie gatunków, tak dobrze znane z zapisu kopalnego. Gatunki nie giną gwałtownie na naszych oczach dlatego, że utrwalane w genomie są tylko mutacje mało szkodliwe, lub korzystne, jeśli takowe w ogóle istnieją (niektórzy genetycy twierdzą, ze tzw. korzystne mutacje są tylko próbą naprawienia wcześniejszych mutacji szkodliwych). A więc badania założeń podstawowego aksjomatu biologii wykazały, że w przyrodzie zachodzi dewolucja, a nie ewolucja - powstające nowe odmiany organizmów są gorsze od form wyjściowych. [9770867036092, str 50]. Jeśli chodzi o ten cytat, to dostrzegam w nim wiele manipulacji językowych i generalnie uważam go za bardziej szkodliwy niż pożyteczny, ale proszę mi wskazać podręcznik do biologii, który tę kwestię tłumaczy? Problemem ewolucjonistów jest to, że klepią pewne wyświechtane formułki, a przecież nawet sam Darwin miał wiele zatrzeżeń i wątpliwości. Oczywiście z roku na rok coraz bardziej zbliżamy się do jednoznacznego i spójnego logicznie wytłumaczenia zagadki życia ale wpływ na to mają nie tylko i wyłącznie "oświeceni" i nieposiadający absolutnie żadnych wątpliwości ewolucjoniści, ale również "ciemni" i "zacofani", ale zadający pytania, przeciwnicy teorii ewolucji. Zarówno posród ewolucjonistów jaki pośród ich przeciwników znajdziemy prawdziwych naukowców oraz doktrynerów. Polecam w tym względzie zapoznanie się z tabelą "Różnice między naukowcami a doktrynerami" sporządzoną przez Mariana Mazura.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.06.07 Niedziela |
Kawałek o policjantach [] Makabryczne przeoczenie amerykańskiej policji Funkcjonariusze nowojorskiej
policji znaleźli w jednym z zaparkowanych samochodów
rozkładające się zwłoki mężczyzny. Za szybą jego
furgonetki widniało wiele mandatów wypisanych przez
stróżów prawa – informuje serwis BBC. cel policji = wlepić mandat!!
makabryczny przykład
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.06.03 Środa |
Kilka wycinków z pracy o okrucieństwie: [http://wiadomosci.onet.pl/1558970,1292,1,obrzydzenie_groza_szok,kioskart.html] W wydanej właśnie książce ("Extreme Formen von Gewalt in Bild und Text des Altertums", praca zbiorowa pod redakcją Martina Zimmermanna) historycy przedstawili wyniki swoich badań na temat stosowanych w starożytności form przemocy, która wywoływać miała "obrzydzenie, grozę, horror i szok". Ich wniosek brzmi: zwłaszcza na Wschodzie, gdzie bardzo wcześnie powstały wielkie państwa o niskiej liczbie zróżnicowanej etnicznie ludności, wykazywano dużą pomysłowość w używaniu tortur jako instrumentu sprawowania władzy. W ten sposób nakłaniano lud do posłuszeństwa. "Król Assurbanipal był najbardziej śmiercionośną ze wszystkich istot, sam decydował o liczbie ofiar – wyjaśnia asyriolog Andreas Fuchs. – Zdolność zabijania stanowiła prawdziwą, bardzo osobiście traktowaną podstawę monarszej władzy". Aura grozy przenikała wszystkie dziedziny życia. Oto cytat z listu dotyczącego kontrybucji: "Wiadomość królewska do gubernatora Kaleh. 700 snopów siana. Najpóźniej pierwszego dnia każdego miesiąca. Jeden dzień zwłoki i jesteś martwy". Władcy prowincji, którzy nie chcieli podporządkować się rozkazom, ginęli w wyniku straszliwych tortur. "Przemoc fizyczna stanowi uniwersalną cechę każdej kultury – czytamy w rzeczonej książce. – W dotychczasowej historii ludzkości nie stwierdzono w tym względzie żadnej poprawy". I jeszcze cytat z książki Sołonina: Ciekawe jakie kary grożą dziś za niepłacenie podatków?
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.05.30 Sobota |
A na blogu Korwina opisany mechanizm: Darmowy internet? Oszustwo! Pisałem już o tym parę tygodni temu – z okazji reklamy telewizyjnej, nie pozostawiającej wątpliwości, że "młodzież popiera ideę darmowego internetu". Teraz jeszcze raz kilka słów. Otóż wiele osób obawia się wolnego rynku – twierdząc, że gdyby Władzuchna „nie pilnowała przestrzegania reguł wolnej konkurencji” to zaraz jakiś gigant dałby cenę dumpingową, wyniszczył konkurencję – a gdyby już ją wyniszczył, to podyktowałby ceny ździercze, że hej! Co prawda jakoś nigdy i nigdzie coś takiego się na wolnym rynku nie zdarzyło – ale ludzie się boją Czarnego Luda. Tymczasem bezpłatny internet to jest właśnie dokładnie to! Spełnienie najgorszych obaw z tej kategorii! Bezpłatny internet giganta, jakim jest państwo, miasto czy inny Czerwony Ludź, zlikwiduje konkurencję, i... ...właśnie: i co dalej? Dalej zacznie się to samo, co z reżymową „służbą zdrowia” czy „bezpłatną oświatą”. Bezpłatna „służba informatyczna” będzie żądać więcej i więcej pieniędzy, świadcząc ludziom coraz to gorsze i gorsze usługi. No, bo trzeba będzie oszczędzać. Po jakimś czasie, gdy poziom usług spadnie poniżej poziomu wszelkiej krytyki, zacznie się mówić o konieczności wprowadzenia chociaż cząstkowych opłat (co wzbudzi żywiołowy protest internautów!!!) - co nic nie pomoże. Potem zezwoli się tytułem eksperymentu na działalność prywatnych providerów... W końcu prawie wszyscy poza emerytami przejdą do sfery prywatnej – ale... ... ale nadal funkcjonować będzie sieć publiczna, utrzymywana z podatków – bo przecież „nie można pozbawić ludzi pracy, a biednych emerytów bezpłatnego dostępu do Sieci!” I co więcej ta sieć bedzie protestować, strajkować - domagać się więcej. Mechanizm, o podstawach mocno osadzonych w Fizyce Życia. Jest na tyle powszechny (służba zdrowia, oświata, nauka, urzędy, ...), że aż zasługuje na swoje własne definiendum. Tylko jakie? Mechanizm ten jest jednym z elementów, który w etapie "Dążenie do poprawienia indywidualnego bilansu start i korzyści" cyklu Tytlera prowadzi do zubożenia resergetycznego społeczności jako całości. Jest on oczywiście destruktorem społeczności. Mechanizm ten należy do grupy biznesów, które nigdy nie podlegają pod kryterium konkurencyjne. I z tego względu jest resergochłonny. [20090531] A każdy biznes to nic innego jak forma strategii optymalnego pozyskania (czerpania) zasobu. Akurat w tym przypadku jest to metoda społeczna, która po wyodrębnieniu się grup społecznych bioracych w niej udział, sprowadza się do "spowodowania zgody". Metodę tę nazwałbym: "Pozyskanie zasobów na budżetowe rozwiązanie problemu społecznego". Trzeba ją będzie dokładniej przeanalizować w Fizyce Człowieka. A dlatego tam, a nie w Fizyce Życia bo wydaje się, że jest to metoda właściwa wyłącznie ludziom. Byliśmy na pikniku
naukowym. Przeznaczony nań obszar był o wiele większy niż
poprzednio (rok lub dwa lata temu). Na Rynku Nowego
Miasta panował ścisk, a Rynek spełniał głównie rolę areny
dla mediów do robienia swego PR. Sporo było
przedstawicieli z całej Europy - ciekawe komu wydawało
się, że właściwszym będzie zaproszenie Hiszpanów by
pokazali dokładnie to samo co może pokazać naukowiec z
Polski?
Z ciekawych obserwacji: prezenterzy dość niechętnie tłumaczyli na czym polegają ich pokazy. Z Hiszpana musiałem "wydusić" jakiego węzła użył do swojej sztuczki ze sznurkami i kurtką, a z dwójki Polaków, że ciało nienewtonowskie, które prezentowali to w gruncie rzeczy mąka kartoflana z wodą. Naprawdę, nie chcieli udostępnić wiedzy. Na podzamczu był większy obszar i większy luz. Tu już łatwiej można było zobaczyć o co chodzi. Bardzo ciekawe były stanowiska prezentacji etnograficznych. Na jednym z nich natrafiłem na "przedmiot mych odwiecznych mażeń" - koło garncarskie. A prezenter nawet zgodził się pokazać jak się na nim pracuje. Niestety gdy zaczął robić wgłębienie lunął rzęsisty deszcz i musiał przerwać, a wszyscy pochowali się w namiotach. Wieczorem wpadli do nas Karen i Piotr. Piotr pracuje na Uniwersytecie - prowadzi zajęcia o tematyce "Wellness" czyli jeden z elementów Fizyki Życia. On akurat specjalizuje się w sporcie i fizjologii. Piotr opowiedział kilka ciekawostek z Teksasu, w którym mieszkają: W państwowych szkołach podstawowych nie ma wf, zakazana jest również aktywność dzieci typu "gra w berka" - bo szkoły boją się pozwów i wysokich odszkodowań przyznawanych przez prawników "gdyby coś się stało". Innym kuriozum było zniesienie wokół lotniska tablic szczegółowo informujacych jakim odlot jest z jakiego terminala, bo jakaś starsza Pani zagapiła się na nie i spowodowała wypadek. Później zaskarżyła lotnisko i dostała wysokie odszkodowanie (ponoć milionowe). Oczywiście po tej nauczce lotnisko zlikwidowało tablice by w przyszłości nie być narażonym na tego typu procesy. Tak, tam prawnicy mocno trzymają społeczeństwo "za mordę" - interes jednej babki (i wspierających jej prawników) jest ważniejszy od inetersu ogółu. Wywalenie z pracy bumelującej, czarnej, samotnej matki jest również niemożliwe, bo łamie się przepisy rasowe, chroniące samotnie wychowujace matki i jeszcze parę innych. Piotr powiedział, że ma wrażenie, że ten kraj dąży do rozpadu. Opowiedziałem mu o cyklu Tytlera - i mam wrażenie, że zasiałem ziarno.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.05.29 Piątek |
Informacja z Onetu: [http://wiadomosci.onet.pl/1980099,441,item.html]
Nie komentuję bo brak słów...
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.05.26 Wtorek |
Czytam "Strzelby, zarazki, maszyny - losy
ludzkich społeczeństw." Jareda Diamonda - książka o
oeemtegizmie (użyłem słowa ewolucji ale po krótkiej
chwili poprawiłem na określenie po prostu precyzyjne:
oeemtegizm) społeczności. Nie można powiedzieć, że jest
to książka która wciąga, tym nie mniej ciekawa.
Kupiłem ją na aukcji inetrnetowej za 140 zł - suma spora. Książka na pierwszy rzut oka wydawała mi się "nieczytana", ale zauważyłem, że czytana była i ten kto ją czytał również sporo podkreślał - co zostało starannie wygumowane, jednak pozostałości zostały, szczególnie w dalszych częściach książki. Podkreślenia te sugerowały, że czytał myślący - co dodało mi otuchy. Jak zwykle ocytatowywałem ją, i w pewnym momencie natrafiłem na dość dobry przykład antropomorfizacji procesów naturalnych. Było to tak nieudaczne użycie języka przez autora, że aż postanowiłem wyrazić tę samą myśl innymi słowy, tak by u czytelnika nie powstało fałszywe wyobrażenie o "osobowej intencyjności" procesów oeemtegizmowych (ewolucyjnych), które de facto są procesami naturalnymi (zachodzą bo zachodzą, są takie jakie są bo takie po prostu są):
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.05.17 Niedziela |
Wczoraj prawie przez cały dzień padał deszcz.
Odwołaliśmy wyprawę do lasu na "fotołowy na owady". Pan
Jurek jest w tym mistrzem i dlatego też, wcale go nie
znając, wprosiłem się na wspólną z nim wyprawę, po to by
czegoś się od niego nauczyć, coś podejrzeć. Niestety jak
pada owady się chowają. Szkoda - przełożyliśmy na kiedy
indziej.
Czytam sobie "O naturze ludzkiej" Edwarda O. Wilsona. To jeden z tych, którch wrzucam do szufladki z etykietką "geniusze". Ta jego książka, podobnie zresztą jak "Socjobiologia", to czysta nauka i bardzo głębokie przemyślenia. Napisana dobrze i klarownie, tak że czytam ją z dużym zainteresowaniem. Teraz nieco o autorze: o ile Dawkins'a odbieram jako gościa ze wzlotami (odkrycie memów) i upadkami ("Bóg urojony"), to Wilson jest stabilny, przy czym całka (całość tego co wnosi) Wilsona jest o wiele większa niż całka Dawkinsa. Dawkins stanowi dla Fizyki Życia pewien fragment inicjatora, natomiast Wilson - który "dołączył później" - solidny kawał konstruktora. Zero oszołomstwa (jakie na przykład przytrafiło się Dawkins'owi w "Bogu urojonym") - czysta nauka. Autor wszystkie poruszane przez siebie kwestie traktuje z właściwym naukowym dystansem. Czytam go z równym zaciekawieniem (pasją?) jak Mariana Mazura. Klasę książki oceniam na podstawie kilku czynników:
Wiem, że to może zabrzmieć dość niestosownie, ale Edward O. Wilson uzupełnia Fizykę Życia. Zresztą "uzupełnia" to zbyt mało powiedziane - jego prace stanowią dość dużą jej część. [str. 150] "Jednakże Mundurucu nie stworzyli tych zasad wskutek zrozumienia ekologicznych prawidłowości ostrego współzawodnictwa, czynników „zależnych od zagęszczenia” oraz demografii zwierząt i człowieka. Wynaleźli prostszy i barwniejszy świat przyjaciół, wrogów, zwierzyny łownej i duchów lasu, który służył temu samemu celowi, co naukowe poznanie zasad ekologii." - zachowania kulturowe to wytwór ewolucji. Głębokie naukowe wnikanie leży poza zasiegiem ludów pierwotnych, ale akurat wymieniony zestaw czynników kulturowych zapewnia wzrost populacji, wzrost grupy. A przecież dla ewolucji to właśnie się liczy: jeśli akurat te zachowania się do tego przyczyniają, to są wzmacniane poprzez przenoszenie ich na kolejne pokolenia. [str. 150] "Poszczególne formy zorganizowanej przemocy nie
podlegają dziedziczeniu. Żadne geny nie wpływają na
różnice między torturą łamania kołem a wbijania na pal
czy palenia na stosie, między polowaniem na głowy, a
kanibalizmem, pojedynkami szermierzy a ludobójstwem.
Istnieje natomiast wrodzona predyspozycja do tworzenia
kulturowych form agresji w taki sposób, że świadoma część
umysłu zostaje odseparowana od surowych, zakodowanych w
genach procesów biologicznych. Kultura nadaje agresji
określoną formę i uświęca jej uniformistyczne
praktykowanie przez wszystkich członków
plemienia." - bardzo ważna kwestia na temat
zachowań zapisanych w genach. W projekcie nie są zapisane
konkretne zachowania lecz pewne profile takie jak męskie
"predyspozycja do tworzenia agresywnych form eliminowania
konkurentów", żeńskie: "nadopiekuńczość" i "predyspozycja
do tworzenia nieagresywnych form eliminacji konkurentek"
i grupowe: "predyspozycja do tworzenia kulturowych form
agresji mających na celu wzmocnienie dominacji grupy".
Przy czym okazuje się, że czynniki wpływające na rozwój
grupy mogą zdominować czynniki wpływające na rozwój
jednostki: W pewnym momencie natrafiłem na fragment, który mnie mocno zasępił [str. 132]: "Czysta wiedza jest największą wyzwolicielką. Zrównuje ludzi i państwa, podkopuje stanowiące zawadę archaiczne przesądy i obiecuje wzniesienie wzwyż trajektorii ewolucji kulturowej. Nie wierzę jednak, że potrafi zmienić podstawowe reguły zachowania się człowieka lub odmienić główny tor dającego się przewidzieć biegu historii. Poznanie samych siebie pozwoli odkryć te biologiczne elementy natury ludzkiej, z których rozwinęło się współczesne życie społeczne z wszystkimi jego dziwacznymi formami. Pozwoli z większą precyzją odróżnić te rodzaje przyszłych działań, które są bezpieczne, od tych, które kryją w sobie zagrożenie. Możemy mieć nadzieję, że będziemy potrafili rozsądniej decydować, które elementy natury ludzkiej należy kultywować, a które tępić, którymi cieszyć się bez ograniczeń, a z którymi obchodzić się ostrożnie. Jednakże dopóki w odległej przyszłości nasi potomkowie nie nauczą się zmieniać samych genów, dopóty nie zlikwidujemy opornej, biologicznej substruktury. Po sformułowaniu tej podstawowej tezy zapraszam do przyjrzenia się z perspektywy teorii socjobiologicznej czterem zasadniczym rodzajom zachowania się: agresji, zachowaniom seksualnym, altruizmowi i religii." A na koniec dowód na to, że Wilson czuje bilansowanie resergetyczne [str. 38]: "Ernst Mach, fizyk oraz zwiastun pozytywizmu logicznego, wyraził te ideę w następujący sposób: „Można uważać, że nauka to problem minimalizmu – jak najpełniejsza prezentacja faktów, przy możliwie jak najmniejszym wysiłku umysłowym.”." Ale to jeszcze nie koniec! Nie byłbym sobą gdybym nie zerknął do Wikipedii pod hasło Ernst Mach: "Mach (1838-1916) jako filozof jest zaliczany do empiriokrytycyzmu, zwanego też "drugim pozytywizmem". Domagał się usunięcia z nauki pojęć "metafizycznych", takich jak "atom", "siła" i "przyczyna", a także pojęć religijnych. Jego zdaniem prawa nauki są jedynie ekonomicznym opisem faktów. [Cholera, prościej tego nie mógł ująć! Genialne!] Podstawową regułą nauki powinna być "zasada ekonomii myślenia": najbardziej skrótowy opis zjawisk pozwala zaoszczędzić wysiłek wkładany w przedstawianiu faktów. Opis winien ograniczać się do odpowiadających wrażeniom "elementów" i ich trwalszych zespołów - "ciał". Ten punkt widzenia kwestionował tradycyjne wymaganie stawiane nauce, aby dostarczała absolutnej wiedzy, i wpłynął istotnie na rozwój logicznego pozytywizmu." - niesamowiete! Prekursor Fizyki Życia! No dobrze ale czym jest logiczny pozytywizm? I
znów klik do Wikipedii:
Jakbym sam siebie słyszał, choć nie, przecież do tej pory nie sformułowałem tego w tak prostej postaci! Chapeaux bas, messieurs! Jakżesz pasjonujace jest takie dociekanie! Z Wilsona do Macha, z Macha do logicznego pozytywizmu, a z niego z powrotem do domu - do Fizyki Życia. Po raz kolejny odnoszę wrażenie (a raczej "utwierdza to moje przekonanie"), że do Fizyki Życia wszystko należycie przystaje! (Fits, kak sliedujet :) ) W czwartek odebrałem od fachowca kij bilardowy - był wymieniany tip. Dzis rano tip odpadł. Kazał pan, zrobi sam. Spróbowałem i przykleiłem go, zobaczymy ile wytrzyma.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.05.14 Czwartek |
Wczoraj Andrzej P. wypowiedział fajną kwestię:
"Każdy chce być bogaty kosztem innych." Dokładnie
tak! Każdy woli przejąć zasoby niźli je wypracować! Taki
nasz grzech pierworodny.
Na onecie artykuł zatytułowany Etaty naukowców pod lupą "Metro": minister Barbara Kudrycka zaczęła kontrolować, na ilu etatach pracują naukowcy. Prywatne i państwowe uczelnie do 20 maja muszą przekazać Ministerstwu Nauki informacje o tym, gdzie są zatrudnieni pracownicy naukowi. Chodzi o to, że tzw pracownicy państwowi, pracują w bardzo wielu firmach na wielu etatach, a przecież etat to obietnica pracy przez określony czas (1 etat = 8 godzin). I mamy do czynienia z sytuacją jak za komuny - są tacy (naukowcy, lekarze, policjanci,... którym teoretycznie doby by nie wystarczył by świadczyć pracę na zadeklarowanych etatach. W środowisku akademickim krążyły legendy o doktorach i profesorach, którzy brali pieniądze za wykłady w ośmiu albo dziesięciu uczelniach, ale na połowie zajęć się nie pojawiali. Na takich "latających" między uczelniami profesorów studenci skarżyli się nieraz, również na łamach tej gazety. No i jak zwykle kilka "smaczków": Czy ministerswo nie może podnieść nakładów na naukę, tylko zajmuje się bzdurami? Profesorowie Wszyscy "Pracownicy Państwowi" to Homo etatikus przyssany do zewnętrzengo źródła zaosbów jakim jest budżet Państwa. No i cóż optymalizują dojenie. Ale jak się jest przyssanym do źródła to niestety jest się zależnym od tego kto stoi przy jego kurku.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.24 Piątek |
Kawałek informacji z portalu InfoPraca: Obecnie na rynku pracy przechodzimy różne transformacje. Po czasie, kiedy to mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika, dochodzimy do punktu, kiedy do głosu wracają pracodawcy. Jednakże tym razem, problem jest złożony. Nie tylko trudniej jest znaleźć nową pracę, ale niektórzy wręcz mają problem z utrzymaniem obecnej. Jak więc, w tak burzliwych czasach, kształtuje się nasza satysfakcja z obecnego miejsca pracy i pracodawcy. Czy jesteśmy zadowoleni, czy, tak jak i obecne czasy, jesteśmy pełni zwątpienia? Od razu nasunęło mi sie skojarzenie z "Atlasem Zbuntowanym" Ayn Rand: Ludzie dzielą się na pracobiorców i pracodawców, z kolei pracodawcy dzielę się na resergokreatorów (potrafią wyprodukować resergię) i resergoanihilatorów (pomimo, że pracują, konsumują resergię). A teraz uwaga wszystkie firmy państwowe prędzej czy później stają się resergoanihilatorami, czyli prędzej czy później zaczynają konsumować resergię. W praktyce są nimi od razu lub przechodzą do tego stanu w ciągu kilku lat. No i mamy sytuację z cytatu. Ayn Rand dobrze to pokazała w okolicach 650 strony "Atlasa Zbuntowanego" - nie można zarządzać ludźmi (pracobiorcami), których nic nie motywuje do pracy. A takich, którzy chcą sami coś z siebie zrobić jest naprawdę mało. Zdecydowana większość działa w oparciu o "model Człowieka Uczciwego" czyli mniej za więcej.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.21 Wtorek |
Idąc rano do pracy zobaczyłem rozlepione w
przejściu podziemnym do metra plakaty: "Kapitalizm nie
działa".
I tak od razu pomyślałem sobie o tym jak powinien wyglądać kontrplakat zatytułowany: "Tak sprawdzał się socjalizm":
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.18 Sobota |
Pogoda deszczowa, temp. rano
+10oC.
Tym, co inspiruje pracę geniusza, nie są nowe pomysły, lecz raczej obsesja, że wyjaśnienie nie jest wystarczające - Eugene Delacroix Piotr P. podrzucił mi artykuł o osach opublikowany w "FORUM" z (06.04-19.04.2009). Był to wywiad..., ale zacznijmy po kolei: Pokartkowałem sobie to czasopismo i natrafiłem na inny artykuł z dziedziny życia - wywiad z Simonem Conwayem Morrisem (1951-) brytyjskim paleobiologiem, profesorem na uniwersytecie w Cambridge, członkiem Royal Society. I po raz kolejny odniosłem wrażenie, że gość nie zadał sobie trudu zadawania prostych pytań i klepie to co wszyscy dookoła, a polscy tłumacze-"eksperci" jeszcze to potęgują dokładając swoje: A więc to
jednak przypadek zrządził, że powstał system, który
umożliwił powstanie życia?
To wygląda jak teoria sklecona z dwóch
nieprzystajacych części. najpierw o wszystkim miał
zadecydować przypadek, a potem wszystko potoczyło się
zgodnie z mechanizmami konwergentnej
ewolucji? Fizykom by się to stwierdzenie nie
spodobało. Wrócmy jednak do artykułu o osach. To też wywiad, jednak tym razem nie z "naukowcem" co siedzi na stolcu królewskich towarzystw lecz Hindusem, badaczem os - Raghavendra Gadagkar'em (1954-) (znany w świecie behawiorysta, bada zachowanie owadów w Indian Institute of Science w Bangalore). W odróżnieniu od tamtego, o tym już można mówić, że jest naukowcem. Wywiad prowadził Stefan Klein - biofizyk, autor kilku bestselerów popularyzujących naukę, między innymi "Formuła szczęścia" i "Czas. Przewodnik użytkownika": Co decyduje o wyborze
królowej? Perfekcyjne, socjalistyczne społeczeństwo
[Lewactwo jest głeboko zakorzenione wśród Homo
etatikus - popatrzcie jakie super zestawienie:
socjalizm to perfekcja!] - nawet rozmnażanie
się jest skolektywizowane. Pokolenie 1968 roku
uradowałoby się, obserwują pańskie osy. A więc królowa narkotykami
odurza i przywołuje do porządku swój dwór?
Można tak powiedzieć. Jednak kiedy jej płodność się
kończy, zostaje pozbawiona władzy na korzyść nowej
królowej [Piękny kamuflarz, a jak
zostaje tej władzy pozbawiona? Udaje się na zasłurzoną
emeryturę, a może jest po prostu zagryzana lub ginie z
głodu?]. Bo wszyscy zainteresowani na
tym korzystali. Ale jeśli ktoś na przykład
wierzy, że życie na naszej planecie powstało po tym, jak
spadł na nią deszcz nasion z kosmosu... Teoria ewolucji obchodzi w tym
roku 150 lat. Wielu ludzi wciąż jednak nie przyjęło jej
do wiadomości, stara się wręcz ją zwalczać. Według nich
teoria Darwina jest bluźniercza, pomija boski plan
stworzenia. Napisanie tego (bez korekty) zajęło mi cztery godziny: od piątej rano do dziewiątej, z lekkimi przerwami. dzięki ci Piotrze! Korekta dnia następnego jeszcze godzinę. Czasem zastanawiam się po jaki plaster ja to wszystko robię: wstaję rano, wypatruję gały w ekran, a potem Fizykę Życia w swoje łapy dostaną między innymi potencjalne Staliny i Hitlery, które zrobią z niej zły użytek lub Nowickie, które niczego nie pojmą. U mnie to pasja, choć z ewolucyjnego punktu widzenia, skoro zaczęliśmy dociekać, to nie ma możliwości byśmy nie dociekli - prędzej czy później powstanie jednolita i spójna Fizyka Życia. Nie ma od tego odwrotu! I jeszcze podpis pod zdjęciami szymopansa i ludzkiego dziecka: "Od szympansa różni nas zaledwie 0.6% aktywnj struktury DNA.". Czy na tej podstawie można domniemywać, że zapis projektów za pomocą kodu genetycznego jest "wysoce spakowany"? Inne źródła podają, że różnice te wynoszą ok. 4% - taka drobna pomyłka prawie o rząd wielkości. A na przykład kreacjoniści na swojej stronie [http://creationism.org.pl/nie_calkiem_szympans] jadą z takim tekstem: 98 procent szympansa? Zapomnij o tym Od 1964 do 2004 r. darwiniści wszem i wobec obwieszczali zaskoczonej reszcie ludzkości, że pod względem genetycznym ludzie i małpy są prawie identyczni. Mit 98,5-procentowego podobieństwa pomiędzy szympanasami a ludźmi robił tak mocne wrażenie, że wielu darwinistów zaczęło twierdzić, że ludzie to po prostu inny gatunek szympansa. A już twierdzenie, że ludzie mają jakikolwiek specjalny status w świecie przyrody, było dla nich ciężką herezją. Było już tak miło z umałpianiem człowieka, a tu taki nieprzyjemny zgrzyt. W 2005 badacze opublikowali pierwszy - szkicowy jeszcze - pełny odczyt szympansiego genomu. Precyzyjne zestawienie ludzkiego genomu z szympansim pokazuje, że 98,5-procentowe podobieństwo skurczyło się do... mniej niż 70 procent. Od 1964 do 2004 r. darwiniści wszem i wobec obwieszczali zaskoczonej reszcie ludzkości, że pod względem genetycznym ludzie i małpy są prawie identyczni. Mit 98,5-procentowego podobieństwa pomiędzy szympanasami a ludźmi robił tak mocne wrażenie, że wielu darwinistów zaczęło twierdzić, że ludzie to po prostu inny gatunek szympansa. Argumentowali oni, że wyniki te po raz kolejny podważają wizję jakiegokolwiek specjalnego statusu człowieka w świecie przyrody. Mniejsza grupa naukowców akceptowała inne spojrzenie. Argumentowali oni, że istnieją olbrzymie różnice pomiędzy człowiekiem a szympansem w sposobie zachowania się, kulturze, języku, intelekcie i moralnych zdolnościach. Jeśli więc dzielimy z szympansami prawie identyczny genom, znaczy to po prostu, że sekwencje DNA są kiepskim miejscem ma szukanie odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że ludzie są tak różni od małp. W tym ujęciu 98,5% podobieństwa nie podważa bynajmniej wyjątkowości człowieka, podważa za to dla odmiany znaczenie genetyki w określaniu przyczyn, dlaczego w tak wielu aspektach różnimy się od zwierząt. Na szczęście (i dla statusu genetyki i dla człowieka) wiemy obecnie, że liczba 98,5% genetycznego podobieństwa pomiędzy człowiekiem a szympansem to pomyłka. W 2005 badacze opublikowali pierwszy - szkicowy jeszcze - pełny odczyt szympansiego genomu. Jego precyzyjne zestawienie z ludzkim pokazało nieporównywalnie większe różnice, niż się spodziewano. [1] Aby porównać te dwa genomy, najpierw należy zestawić te części każdego genomu, które są podobne. Po tej analizie okazało się, że tylko 2400 z 3164,7 milionów nukleotydów ludzkiego genomu ma swoje odpowiedniki w szympansim, co daje 76% podobieństwa. Niektórzy darwiniści argumentowali wszakże, że pozostałe 24% ludzkiego genomu nie pasuje do szympansiego z tego prostego powodu, że jest to bezużyteczne "śmieciowe DNA". Wiemy jednak teraz, że ta część genomu zawiera ponad 600 genów kodujących oraz kod konieczny dla funkcjonalnych cząstek RNA. Ale to dopiero początek. Przyglądając się dokładnie częsci ludzkiego genomu podobnego do szympansiego - 76% - szybko się okazuje, że aby zmierzyć dokładny stopień podobieństwa, należy wprowadzać sztuczne luki w ludzkim lub szympansich sekwencjach DNA. Te luki dodają kolejne 3% różnicy, co sprawia, że ogólne podobieństwo pomiędzy dwoma genomami wynosi teraz 73%. W porządne zestawionych sekwencjach znajdziemy następnie kolejną różnicę, gdzie pojedynczy nukleotyd ("litera" w genomie) różni się pomiędzy ludzką a małpią sekwencją. To daje kolejne 1.23% różnicy, co sprawia, że ogólne podobieństwo wynosi teraz mniej niż 72%. Okazuje się również, że istnieją fragmenty, gdzie dwie nici ludzkiego genomu wiążą się tylko z jedną szympansiego lub odwrotnie. Ta "zmienność ilości kopii" skutkuje kolejną 2,7% różnicą pomiędzy dwoma gatunkami. A zatem całościowe genetyczne podobieństwo pomiędzy człowiekiem a szympansem spada poniżej 70%. Zaskoczony? A wszystkie te wyliczenia nie biorą pod uwagi systemu regulacji genomu, który w miarę kolejnych odkryć okazuje się kluczowy, choć jeszcze bardzo słabo poznany, w determinowaniu swoistości gatunków. To właśnie ten regulatorowy system (lub złożone interakcje kilku systemów) sprawiają, że na bazie wspólnej dla wszystkich gatunków genetycznej platformy powstają bardzo zróżnicowane fenotypy. Skąd w takim razie wzięła się idea 98-procentowego podobieństwa pomiędzy ludźmi a szympansami? W 1984 r. Charles Sibley i Jon Ahlquist przeprowadzili eksperyment hybrydyzacji DNA, gdzie DNA obydwu gatunków było podgrzewane w celu rozerwania podwójnej helisy, po czym indywidualne nici DNA ludzkiego i szympansiego były mieszane, co pozwalało na rekombinację między nimi. [2] Ludzkie DNA łączyło się z szympansim i vice versa. Stopień podobieństwa rekombinowanego małpio-ludzkiego DNA był następnie mierzony poprzez kolejne jego podgrzewanie i sprawdzanie w jakiej temperaturze połączone nici ulegną ponownemu podziałowi. Tak więc, na czysto termodynamicznym gruncie, Sibley i Ahlquist stwierdzili 1,63% różnicy pomiędzy dwoma gatunkami, a zatem 98.4% identyczności. Ale nawet wtedy sprawa nie była taka prosta. W latach gdy Sibley i Ahlquist przeprowadzali hybrydyzację DNA-DNA, naukowcy wierzyli, że genom szympansa jest około 10% dłuższy od ludzkiego. [3] A zatem gdy zestawia się genom ludzki z szympansim, 10% tego drugiego nie miałoby odpowiednika w ludzkim. Patrząc z tego punktu widzenia, początkowe doniesienia o podobieństwie obydwu genomów powinny dodawać owe 10% różnicy, czego z jakichś tajemniczych powodów nie robiły, a "w świat" poszedł news o "nagiej małpie", czyli nowoczesnej nazwie dla człowieka. Różnice w długości genomów obydwu gatunków prawie zniknęły. Obecne oszacowania dla długości ludzkiego i szympansiego genomu są znacznie bliższe sobie i podają około 3,1 miliarda nukleotydów dla genomu szympansa i około 3,2 miliarda nukleotydów dla ludzkiego. [4] Jeśli ludzie i szympansy wyglądają podobnie (choć, jak z powyższego widać, coraz mniej) na gruncie genetyki, to jak sprawa wygląda na gruncie morfologii? Rozważ następujące różnice:
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.17 Piątek |
Coś w "Onecie" na temat nadopiekuńczości: [http://wiadomosci.onet.pl/1953875,11,item.html] Choroba "troskliwych" matek, która zabija dzieci Nawet kilkaset dzieci rocznie pada
ofiarą tzw. zastępczego zespołu Munchausena. Troskliwe
matki same wywołują u dziecka objawy choroby, by potem
się nim dzielnie opiekować. Przeprowadzili eksperyment i zapowiedzieli matce, że po weekendzie dziecko zostanie wypisane ze szpitala. Następnego dnia stan dziewczynki gwałtownie się pogorszył. Z badań wyniknęło, że matka podała jej środki psychotropowe. W Europie Zachodniej działają przy szpitalach specjalne zespoły, które mają za zadanie wykrywać przypadki przemocy wobec dzieci. Składają się zwykle z pediatry i psychiatry współpracujących z opieką społeczną - czytamy w "Dzienniku". Opiekowanie się to jedna z właściwości kobiet, u niektórych jej stan jest zbyt duży.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.14 Wtorek |
Natrafiłem na artykuł który potwierdza moje
spostrzezenia zarządcze - dobrym szefem może być tylko
ten, kto ma rodzine i dzieci (no i się nimi zajmuje),
miedzy innymi dlatego, że jest w przymusie.
A oto urywek artykułu na ten temat: Zaskakujące badania o pracujących rodzicach Umiejętności zdobyte podczas wychowywania dzieci i opiekowania się rodziną okazują się bardzo przydatne w miejscu pracy - informują hiszpańscy naukowcy na łamach "Journal of Knowledge and Learning". "Rozwój społeczeństwa opartego na wiedzy nałożył nowe wymagania na pracowników. Muszą oni ciągle przyswajać nowe umiejętności, adaptując swoją wiedzę do zmieniających się potrzeb" - pisze współautorka badań, Eva Rimbau-Gilabert z Otwartego Uniwersytetu Katalonii w Barcelonie. Dlatego nauka trwająca całe życie staje się podstawową zasadą współczesnej edukacji. Jest to narzędzie, dzięki któremu można sprostać obecnym wyzwaniom społecznym i ekonomicznym - dodaje. Zdaniem naukowców, umiejętności zdobyte podczas zakładania rodziny i opieki nad nią są łatwe do przeniesienia na grunt zawodowy. Doświadczenia rodzinne i zawodowe nie muszą być w konflikcie - jak się je niekiedy postrzega, ale mogą się wzajemnie wzmacniać. Naukowcy przeanalizowali najnowszą literaturę badawczą dotyczącą zarządzania zasobami ludzkimi. Ich zdaniem, podstawowe umiejętności z obszaru rodziny, które można przenieść do miejsca pracy, to elastyczność i allocentryczność myślenia. Myślenie allocentryczne jest przeciwieństwem egocentrycznego - koncentruje się na potrzebach i punkcie widzenia innych osób. W życiu rodzinnym wykształcaniu się tych umiejętności towarzyszy wielozadaniowość działania, nacisk na relacje interpersonalne i zespołowe oraz dobrą organizację. Wszystko to może sprawdzić się w miejscu pracy - podkreślają naukowcy. Ale jak w robocie myślisz o tym
czy ci znowu dzieciaka nie ...
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.09 Czwartek |
Super cytat z Mariana Mazura - polskiego
cybernetyka, niestety niedocenionego polskiego
geniusza:
Różnice między naukowcami a doktrynerami
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.07 Wtorek |
Tym razem wykładowca był super - BCE. Jakby go
zestawić z tym wczorajszym to byłyby to dwie skrajności.
Wykład wartki, zrozumiały, z akcentami i najważniejsze
coś wnoszący. Wykładowca wie co mówi i to wie na dość
głebokim poziomie, nie jest repetytorem (bezmózgim) jak
tamten, lecz dobrym znawcą wykładanego tematu.
Rachunkowość zarządcza to jest to, co my mamy u nas w firmie. Jeśli system (firma) ma dobrze funkcjonować (dobre funkcjonowanie - cel), to każdy z elementów musi być dokładnie rozliczany pod kątem tego co dobrego ("dobrego" - składowa celu) dla tego systemu tworzy, w jakim stopniu dokłada się do realizacji celu przez system (w naszym przypadku dobrze funkcjonował). W przypadku firmy ludzie za wnoszony do niej przez siebie pozytywny wkład muszą być proporcjonalnie do niego wynagradzani. Ponieważ jednak nad każdym systemem złożonym z ludzi rozpięty jest "Duch komunizmu" (lub jak kto woli II zasada termodynamiki) oraz w niektórych przypadkach nie da się obliczyć tego jak działanie przekłada się na wynik końcowy, to należy nad elementami takich systemów (ludźmi, działami) rozpościerać cele indywidualne i ich z nich rozliczać. Wówczas ludzie wykorzystując wbudowaną w obiekty żywe pierwotną (bo wirusy też ją mają) skłonność do optymalizowania czerpania z zasobów (a mówiąc prostacko - pazerność) poprzez otymalizowanie tych celów indywidualnych dokładają się do realizacji celu systemu - firmy. Gdyby tych tych podsystemów motywowania nie było, wówczas wszystkie elementy firmy (ludzie) rozgrabiłyby ją w mgnieniu oka, no może trwało by to nieco dłużej. Wszystkie te controllingi, rachunkowości zarządcze, systemy motywowania, itp służą do jednego - do zaprzęgnięcia ludzkich metod optymalizacji czerpania z zasobów do produkcji. Do ukierunkowania indywidualnej pazerności w wytwórczość na rzecz społeczności! Pojawia się problem elementów destrukcyjnych w systemie, tych które dokładają się do wspólnego celu mniej niż inni lub wręcz przeszkadzają. Wszystkie systemy żywe, które są poddane skrajnie ostrym funkcjom selekcyjnym elementy takie eliminują wide apoptoza lub detronizacja poprez zagryzienie starej, a więc mało wydajnej królowej, u niektórych mrówek. Nad społecznością ludzi takiej funkcji nie ma toteż pasożyty mnożą się i mają na nią coraz większy wpływ, destrukcyjny niestety. No cóż, to nic innego jak opisany w Fizyce Życia cykl koniunkturalny społeczności. Zresztą również przedstawiony w sposób "humanistyczny" przez Ayn Rand w Atlasie Zbuntowanym.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.06 Poniedziałek |
Dziś byłem na pierwszym szkoleniu ze
sprawozdawczości zarządczej. Typowe szkolenie na zasadzie
"lecenia w chuja". Żadne to szkolenie, widzę musiałem
wyciagać z prelegenta niejako z gardła. Doktorek ekonomii
z Katowic, skoncentrowany na sobie i swoim "wielkim
wyczynie" jakim było przeplątanie się jako konsultant w
Telekomunikacji Polskiej S.A. Generalnie prelekcja
żałosna i skandaliczna, ale działa kilka
mechanizmów: - Polacy nie sa skorzy do mówienia, że czegoś nie pojmują. Niezrozumienie prelegenta wolą skryć za maską schematycznych i ogólnikowych pytań, nie wnikają w istotę. - Mechanizm drugi to to, że im to odpowiada! Etatowcy przyjeżdżają sobie do Warszawy, do hotelu koło Belwederu, przez dwa dni nie ma ich w pracy (z reguły nudnej, z której chcą się wyrwać) ale pensja leci plus dieta za wyjazd. To co mówi facet ma mniejsze znaczenie nikt tej wiedzy później nie sprawdzi ani od nich nie będzie wymagał. Zero pytań, żero wątpliwości, a przecież temat diablo skomplikowany bo nikt do końca go jeszcze dobrze nie opracował. Wszystko co jest związane ze sprawozdawczością zarządczą jest nowe i na poziomie rozważań akademickich. Facet skrócił wykład - zero protestów, przecież nikt z nich nie wyłożył tych 1500 zł za osobę, to i o co się pieklić? O jakość pretekstu zwalniającego z pracy i dającego dwa dni w stolicy? Każdy pretekst jest dobry, a im bardziej napuszony i im krótszy tym lepiej. Doktor - super! Krócej - jeszcze lepiej! I tak działa mechanizm zabawy za cudze! Przemysł wspiera naukę. Rzygać się chce! Mam po tym wszystkim chyba moralnego kaca jakiegoś.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.05 Niedziela |
Wieczorem gdy wracaliśmy z kościoła (Wielka Niedziela) rozmowa skręciła na WF Miśka. Już połowa jego klasy nie chodzi na basen, a ci co chodzą - tak jak Misiek - zstrasznie narzekają na trenera prowadzącego zajęcia. Kiedyś tam szkoła (jakis człowiek) zawarła następujacą umowę z jakims inwestorem: szkoła daje teren (boisko szkolne), na którym inwestro buduje basen, z którego za darmo bedą mogli korzytstać uczniowie szkoły. No i korzystają właśnie w ten sposób, a prtzy okazji nie mają gdzie pograć w piłkę bo boiska nie ma. Główny czynnik spajający męską częśc klasy gra w nogę nien istnieje. A trener na basenie robi wszystko by uprzykrzyć dzieciakom zajęcia - przcież to ci, którzy korzystają z basenu "za darmo". I jak widać dość skutecznie. "Szkoła" nie ma na "basen" żadnego przełożenia. "Miałeś chamie złoty róg, teraz ostał ci się jeno sznur" te słowa Wyspiańskiego idealnie tu pasują. Ciekawe czy temu kto podpisywał umowę z "basenem" (być może miał w tym korzyść większą - osobistą) przeszło na myśl, że do czegoś takiego jak skuteczne zniechęcanie dzieci przez personel basenu może dojść? I czy to w jakikolwiek sposób zostało uwzglednione? W umowie powinno być tak, że basen płaci szkole co miesiąc kwotę równą liczba uczniów razy cena "biletu normalnego", a szkoła... ale pewno wtedy by ktoś w szkole robił skok na tę kasę. Zaiste przepływy resergii dość mocno skomplikowane są. Ale jedno jest pewne szkoła bez boiska to nie szkoła! Szkoda dzieciaków i ich więzi społecznych na nich wykuwanych (podczas kopania piłki). Tak sobie od razu pomyślałem, że sytuacja jak ulał pasuje do naszego wejścia do Unii - już nam wydrenowali młodzież do roboty.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.03 Piątek |
Rano skończyłem "23 czerwca dzień 'M'" Sołonina.
Książka bardzo rzetelnie napisana. Gość jest absolwentem
awiacjonnego ucziliszcza i historykiem z pasji, a w
zasadzie pasjonatem wyjaśniania spraw tak jak ja, przy
czym jego główną tajemnicą była zagadka pierwszych dwóch
lat tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Ten okres dla
człowieka myślącego musiał stanowić zagadkę oficjalna
historiografia radziecka i obecnie rosyjska mocno to
zaciemniły i nie wytłumaczyły tego logicznie. Mnie też to
gryzło, ale nia na tyle mocno by tego dociekać. Ale
cieszę się, że się doczekałem. Używając sformułowań FŻ
inicjatorem procesu wyjaśnienia o co chodzi z tym atakiem
"hitlerowskich" Niemiec (niemiecko-faszistkogo zwieria)
na "zawsze pokój miłujacy" Zwiazek Radziecki był Wiktor
Suworow ze swoim "Lodomałaczem" i "Dniem M" - książek,
jak to u niego, napisanych dziarsko, językiem
"wciągajacym", doskonale tłumaczących, ale przez to
wnoszącym akcenty awanturniczy, który powoduje, że nawet
kretyńskie próby podważenia jego tez wydają się
prawdziwe. (świetnie wyjaśniajace porównanie można
podważyć za pomocą napołytajemnego języka nibynauki
zarzucjąc porównaniu prymitywizm: "O proszę niby to pogoń
lisa za myszą ma tłumaczyć skomplikowane relacje pomiędzy
obiektami żywymi. Eto że cziepucha to kakaja.") Okazuje
się jednak, że uruchomił on (tzn Suworow) wielu następców
- konstruktorów procesu wyjaśniania - w tym i
Sołonina.
Jego książki - bo jest ich chyba trzy, na polski przetłumaczono jeszcze "22 czerwca" - to zestawienia cyfr i porównania oraz wnioski z tego płynące, pisane językiem, który odebrałem jako monotonny, czasem aż do tego stopnia, że wręcz nie ma się ochoty tego czytać albo palce same przerzucają po kilka stron, by odciążyć mózg od ich analizy. Lecz pomimo to jest to niewątpliwie dzieło! Suworow podsumował to tak: "Pragnę wyrazić Markowi Sołoninowi wdzięczność, zdjąć czapkę i pokłonić mu się do ziemi... Kiedy czytałem jego książkę, rozumiałem uczucia Salieriego. [...] myslałem: dlaczego ja sam do tego nie doszedłem? [...] Mark Sołonin dokonał wielkiego naukowego osiągnięcia.". A Sołonin'owe krótkie podsumowanie całego tego stanu rzeczy jest po prostu genialne! Okazuje się, że bardzo niepopularnym w Rosji odbrązawianiem i nazywaniem rzeczy po imieniu zajmują się nie tylko oni, są też i inni - a w wiekszości są to ludzie spoza grupy etatowych naukowców państwowych, którzy z definicji powinni się tym zajmować. Chwała im za to bo idą pod prąd! Od ciepłej posadki, podklejenia i taniegom powielania "tego co wiedzą wszyscy" wolą żmudne i nieopłacane pensją dociekanie prawdy! (A w ogóle to bardzo ciekawe spostrzeżenie: naukowcy państwowi scientificus etaticus i naukowcy wolni scientificus libertas - wiem, że do tej mojej nieporawnej łaciny można się przyczepić, no cóż łatwuiej napisać tak niz szperać po słownikach. Nawet w internecie zajęło, by to kilka minut.)
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.04.01 Środa |
Korwin podał na swoim blogu taką informację: Homosie stanowią w różnych krajach od pół do jednego procenta męskiej populacji (wśród kobiet lesbijek jest dziesięć razy mniej!), a „gejów” - czyli tych, co się z homoseksualizmem otwarcie obnoszą - jest znacznie poniżej ułamka promille - w Polsce populacja ta liczy jakieś 70-80 sztuk (było więcej, ale wyjechali tam, gdzie nie ma „dyskryminacji”) Zastanawiam się jak dotrzeć do wiarygodnego źródła tych danych, które by potwierdziło, że homomężczyżn jest 1-1.5% a homokobiet 0.1-0.15%? |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03. |
Niesamowita sprawa. Przypadek, który jest "mocnym dowodem" na istnienie Boga:
22 marca w Montanie, na północy
USA, w wypadku lotniczym zginęło 14 osób. Na jaw wychodzą
niecodzienne okoliczności katastrofy, o których informuje
serwis Fronda.pl. Do tragedii doszło bowiem na katolickim
cmentarzu Św. Krzyża, niedaleko Grobu Nienarodzonego
Dziecka. A samolot należał do właściciela największej
sieci klinik aborcyjnych w Stanach Zjednoczonych. Zginęły
jego dzieci i wnuki. Irving Moore 'Bud' Feldkamp III kupił firmę Family Planning Associates już cztery lata temu. W należących do niego siedemnastu klinikach w samej Kalifornii zgłaszało się więcej kobiet niż we wszystkich pozostałych klinikach w stanie. Córki Feldkampa leciały tego dnia na wypoczynek. Jednosilnikowy Pilatus PC-12 rozbił się i stanął w płomieniach około 150 metrów od pasa startowego, gdy podchodził do lądowania w mieście Butte. Świadkowie widzieli, jak pikował prosto w ziemię. Maszyna wystartowała w Oroville w Kalifornii i miała lecieć do Bozeman w Montanie. Jednak pilot już w powietrzu zmienił plan lotu i skierował się do Butte. Samolot był nowy - wyprodukowano go w 2001 roku. Jeżeli szukamy tego typu przyczyn wypadków, to dlaczego zginęła Maja i jej ojciec? Na dodatek jeden z komentarzy, na temat rzetelności dziennikarskiej: ..."który zbił fortunę na sieci klinik aborcyjnych w USA". Gdyby zbił fortunę na wycinaniu wyrostków byłoby wszystko ok, co? Przypominam, że aborcja w USA jest legalna, a jeżeli do "siedemnastu klinikach w samej Kalifornii zgłaszało się więcej kobiet niż we wszystkich pozostałych klinikach w stanie", to znaczy, że pracował solidnie. Informacja jest tendencyjna,celowo zmanipulowana, w celu osiągnięcia określonego celu.Po prostu żenada.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.25 Środa |
[http://biznes.onet.pl/0,1940727,wiadomosci.html] Zapomnijcie o niekompetentnych finansistach, kiepskich przepisach i gigantycznych bonusach. Naukowcy twierdzą, że prawdziwą przyczyną obecnego kryzysu finansowego może być... "usterka" w ludzkim mózgu. Według najnowszych neurologicznych badań naukowców z Uniwersytetu w Atlancie profesjonalne porady finansowe sprawiają, że mózg się... wyłącza, wstrzymując normalny proces racjonalnego myślenia i podejmowania decyzji. - Wygląda to trochę tak, jakby mózg przestawał podejmować sam decyzje - tłumaczy CNN profesor Gregory Berns, który kierował badaniami. Zespół Bernsa przebadał dwudziestu czterech ochotników. Grali oni w grę, w której musieli wybrać między zagwarantowaną wypłatą a podjęciem ryzyka. Zmiany w aktywności mózgów graczy były monitorowane przez skanery rezonansu magnetycznego. Naukowcy zauważyli, że w momencie gdy graczom przedstawiana była porada finansowego eksperta, w niektórych częściach mózgu dochodziło do znaczącego spadku aktywności. - Normalnie podczas procesu wyboru między ryzykiem a nagrodą uaktywniają się konkretne regiony mózgu. Jednak w momencie gdy ekspert doradza jaką podjąć decyzję, aktywność w tych regionach znacząco maleje - opisuje profesor Berns. Rezultaty badań są odzwierciedleniem naturalnej tendencji do odwoływania się do zdania ekspertów, która zdaniem Bernsa jest skutkiem ewolucji człowieka jako istoty społecznej. - Mamy zakodowane by przejmować się tym co myślą inni ludzie, i często będziemy tłumić, a nawet zmieniać nasze osobiste zdanie, gdy ktoś, kogo uważamy za eksperta oferuje poradę, lub opinię. Nasz mózg po prostu uznaje, że inni ludzie wiedzą na ten temat więcej niż my, i lepiej się na tym znają - dodaje Berns. Rzeczywiście, badania pokazały, że badani gracze byli skłonni ufać "ekspertom", nawet w sytuacjach, gdy udzielane przez nich porady wcale nie gwarantowały najwyższego zysku. Zdaniem profesora Bernsa wyniki eksperymentu pokazują, że powinniśmy zwracać większą uwagę na jakość porad finansowych, a także na to, czym, w udzielaniu tych porad, kierują się rzekomi eksperci. Powinniśmy też bardziej sceptycznie podchodzić do oceny ich wiarygodności, zanim wcielimy ich porady w życie. Jakby na to nie patrzeć, konkluzje naukowców niewiele różnią się od wniosków, które w dobie obecnego globalnego kryzysu wyciągnęła większość ludzi – że należałoby sprawdzić, co tak naprawdę dzieje się w głowach prezesów banków. - Szczerze mówiąc, każdy kto pracuje w sektorze finansowym powinien zostać poddany skanowi mózgu - uważa Berns.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.25 Środa |
W "Najwyższym Czasie" powstał "kącik
kreacjonistyczny" - niejako zaprzeczający całemu
Korwinowi, który zapewne sam tego nie wie, ale jest
ewolucjonistą pełną gębą. (W sferze polityki jest
poniekąd Fizykiem Życia). Kącik ten był dla mnie, i
między innymi dla Przemka Sochy, wielkim zaskakującym
rozczarowaniem. W dzisiejszym numerze znalazłem coś
ciekawego o Dawkinsie:
Początek Roku Darwinowskiego w Wielkiej Brytanii zaznaczył się debatą na temat społecznego odbioru teorii ewolucji. Wyniki okazały się – delikatnie pisząc- zaskakujące. Najpierw jak grom z jasnego nieba gruchnęła wieść, że 29% ankietowanych nauczycieli przedmiotów przyrodniczych ze szkół podstawowych i średnich nie ma nic przeciwko nauczaniu kreacjonizmu na swoich lekcjach jako właściwej naukowej alternatywy dla teorii ewolucji. [W zasadzie czemuż by nie.] Oliwy do ognia dodał inny ogólny sondaż, zgodnie z którym 51% ankietowanych uznało za zdecydowanie prawdziwe lub najpewniej prawdziwe następujące stwierdzenie: „Sama ewolucja nie wystarczy dla wyjaśnienia złożonych struktur niektórych żywych form, a zatem w kluczowych momentach interwencja projektanta jest konieczna”. [Korwin i "Najwyższy Czas" walczą z sondażami i wykazują ich wielką rolę przy manipulowaniu społeczeństwem, a tu proszę bardzo "pecunia non olet" jak sondaż jest po naszej myśli to czemu by go nie przytoczyć. Problem w tym, że zdanie to można sformułować na wiele różnych sposobów, a i rozbieżność 51% do 49% jest jakoś mało przekonywająca, że niby co, prawda to czy fałsz? Ciekawe jak rozłożyły by się głosy osób, które brały udział w tym sondażu, gdyby zadać im jeszcze jedno pytanie: "Który odważnik spadnie szybciej 200 gramowy czy 200 kilogramowy?"? A w ogóle jak odpowiedzieliby ludzie gdyby nie podano odpowiedzi do wyboru?] Po generacjach wyrosłych na karmie darwinistycznej indoktrynacji w publicznym szkolnictwie połowa rodaków Darwina rozpoznaje projekt, a nie ewolucję, jako adekwatną przyczynę różnicowania się życia. [Rzeczywiście karmie, bo "O powstawaniu gatunków" w pełnej wersji trzeba po prostu przestudiować by zrozumieć głębię tego dzieła i ewentualnie dopiero wtedy stawiać zarzuty i poddawać w wątpliwość. Zresztą wątpliwości nie trzeba wcale daleko szukać, bo sam Darwin ich sporo we własnej książce ponawsadzał.] Rezultaty tych badań wywołały szeroką dyskusję w brytyjskich mediach. Oczywiście na wieść o wynikach sondażu szereg prominentnych darwinistów zaczęło miotać gromy w maluczkich, ośmielających się wątpić w prawdy ewolucji. Dla Steve'a Jonesa wyniki te okazały się „bardzo depresyjne”. [I słusznie, ale wniosków, które mogłyby wpłynąć na ten stan rzeczy nie wyciągnał. Świadczy to bowiem o tym, że naukowcy-etatowcy nie potrafią tego spopularyzować, no ale cóż jeśli do tej pory nie ma jednoznacznej i zrozumiałej definicji ewolucji (by się o tym przekonać wystarczy zerknąć do wikipedii i porównać definicje z różnych wersji językowych) to o czym tu gadać] - to narodowa hańba - pieklił się znany popularyzator ewolucjonizmu, Richard Dawkins, komentując wyniki sondażu wśród nauczycieli. - a większość publiki – dodał - o nauce to wie tyle co świnie. [Sformułowanie raczej deprecjonujące jego autora, ale myśl można zrozumieć - nauczyciele idą na łatwiznę wytłumaczenie zawiłe i skomplikowane wolą zastąpić wytłumaczeniem prostym, zamiast tłumaczyć 1000 stron, z których każda jest ważna i wymaga odpowiedniego IQ wystarczy zamienić je na trzy litery lub ewentualnie posłużyć się hasłem "Inteligentny projektant" i po sprawie!] Pogardzanie „ignoranckimi masami” nie przeszkadza oczywiście darwinistom korzystać z publicznych funduszy, zasilanych przez owe masy, a marnowanych na poszukiwanie nieistniejącej ewolucji i utrzymywanie ich ciepłych posad. [Zgadza się! O tym marzą nie tylko darwiniści, źródło pieniędzy, z którego można czerpać "popisując się mądrością bez ponoszenia odpowiedzialności" to cel bardzo wielu tak zwanych "inteligentnych ludzi", którzy wpadli na doskonały pomysł, że łatwiej jest zarabiać na tworzeniu kółek wzajemnej adoracji (vide globalne ocieplenie, a od wczoraj jest i nowa frakcja globalnego oziębienia) niż na oraniu, sianiu, obawach by nie przyszła szarańcza, żniwach, drżeniu przed złodziejami, urzędnikami i przemarszem wojsk oraz ciężkiej i nerwowej pracy przy sprzedaży plonów na wolnym rynku, gdy często okazuje się, że wynik tego całego trudu i znoju ktoś obok sprzedaje taniej! Fajnie jest być uważanym za mędrca, nawet gdy jest się idiotą, gdy "tę mądrość" tworzą i podkreślają inni idioci w podzięce za to, że kiedyś dla nich uczyniono dokładnie to samo!] Równie ciekawe okazały się dokładniejsze analizy profilu ludzi uznających projekt w przyrodzie. Okazuje się, że to najlepiej wykształcona i najmłodsza grupa społeczna. [A od kiedyż to najmłodsi są najlepiej wykształceni? A doświadczenie życiowe to pies? To zdanie to typowe kokietowanie przemądrzałych gówniarzy. Próba ugrania sobie ich ewentualnego poparcia.] Autorzy badań [Piszemy "badań" bo to każdemu kojarzy się z "obiektywnym badaniem naukowym", a więc z prawdą, a od kiedyż to narzędzie manipulacji jakim jest w swej naturze sondaż jest uważane za prawdę?] konkludują: „Pomimo słabnącej praktyki religijnej w Wielkiej Brytanii i ostatniej medialnej debaty na temat nauki i wiary, istnieje wciąż grupa ludzi wierzących w kreacjonizm młodej Ziemi. Co interesujące jednakże, to to, że najmłodsza generacja i najlepiej edukowani ludzie wykazują inklinację w kierunku wiary w teorię inteligentnego projektu. Czy to może być wskaźnik dominującego trendu jutra? Nie mamy nic przeciwko. Najwyraźniej darwiniści przegrywają bitwę o umysły. [Przegrywają bo temat jest diablo skomplikowany i mocno rozwlekły (wytłumaczcie w dwóch zdaniach coś co trwało 4 miliardy lat i cały czas się zmieniało), a wśród nich nie ma takiego, który by potrafił ewolucję rzeczowo wyjaśnić i spopularyzować (wystarczy poczytać fora internetowe by stwierdzić, że ludzie do tej pory nie wiedzą do końca czym ewolucja jest).] Jest to o tyle dziwne, że z pozoru powinno być odwrotnie. Ewolucjoniści mają wszystkie atuty: prawie całkowity monopol w publicznej edukacji, szeroki strumień pieniędzy podatników do dyspozycji, przychylność mass mediów głównego nurtu. Co się więc dzieje, że ewolucja dla szerokiej publiki wciąż pozostaje tak podejrzaną teorią? [Bo darwiniści "walczą z Bogiem" i zamiast wytłumaczyć czym jest Bóg piszą "Boga nie ma!". Wide Dawkins wypaca sześćeststronicową książkę "Bóg urojony", a zagadnieniu Chrystusa (celowo nie piszę Chrystusowi) poświęca zaledwie kilka stron. Czy tak może postąpić prawdziwy naukowiec? Bez względu na to kim (osobą, grupą autorów biblii) lub czym (zjawiskiem, czynnikiem) był Chrystus, nie wystarczy powiedzieć o nim, że "niewątpliwie był największym etykiem epoki" - powinnością naukowca (o ile Dawkins uważa się za naukowca, a nie dogmatyka) jest zrozumiałe i logiczne wytłumaczenie. A tego "wściekły bullterier Darwina", jak niektórzy nazywają Dawkinsa, nie potrafi. Ach chciało by się tak wygarnąć: "Panie Dawkins Boga nie ma, Chrystus nie istniał, to jak pan to wytłumaczysz, że jest on o wiele częściej cytowany niż pan? Czy chociażby ten fakt nie powinien łechtać pańskiej naukowej próżności? A czy przypadkiem nie przeszło panu kiedyś przez głowę, że Chrystusową "przypowieść o talentach" da się jak najbardziej wytłumaczyć w kategoriach ewolucyjnych? A może nawet, że Chrystus był "pierwszym" darwinistą, bo przecież przypowieść ta to nic innego jak opis mechanizmu selekcji!"] Przyczynę tego stanu rzeczy najlepiej chyba wyraził filozof i matematyk, sam zresztą agnostyk, David Berlinski. [Piękny przykład odwołania się do "autorytetu", imię i nazwisko sugeruje pochodzenie żydowskie, które kojarzy się z wielotysiącletnią mądrością tego narodu, berliński z niemiecką solidnością, trzeba było jeszcze dorzucić, że jest lub był profesorem jakiejś prestiżowej uczelni amerykańskiej, które obecnie są w Polsce super trendy i znacznie dodają splendoru (O mocy dodawania splendoru uczelni radzieckich, które były trendy trzydzieści lat temu już zapomniano. Teraz nie są trendy i zamiast dodawać splendoru to go ujmują) i mamy już autorytet jak ta lala! A co do autorytetów, to podejrzewam również, że na uczelniach amerykańskich można by również znaleźć profesora, który nie "wierzy" w prawo Ohma.] Jego zdaniem, podejrzane wobec ewolucjonizmu są dwa źródła. Raz - ta teoria ma niewiele sensu. [Dowód poproszę!] Dwa - nie ma wsparcia solidnego, empirycznego świadectwa. [A Darwina czytał? A próbował zrozumieć coś z tego? A jakie w szkole miał stopnie z chemii i fizyki?] Większość publiki może nie mieć głębszej biologicznej wiedzy, ale właściwie rozpoznaje, kiedy próbuje się jej wepchnąć podejrzany towar. [I to jest bomba! Atomowa! Co ja plotę - Wodorowa! "Najwyższy Czas" zaprzecza sam sobie i Korwinowi! Przecież Korwin co i raz to tryska tezą, że większość publiki nie ma głębszej wiedzy i w związku z tym nie podejmuje racjonalnych decyzji! Korwin brzydzi się demokracją (wyborem dokonanym przez większość), i to aż do tego stopnia, że nie wymawia tego słowa! "Kurwą" być może rzuci - sam mi mówił, że przekleństwo mu przejdzie przez gardło ale "demokracja" nigdy - zastępuję ją zatem zawsze d***kracją.] Michał Ostrowski A na koniec dwa pytania A i jeszcze wpadł mi w ręce cytat ze Św. Tomasza z
Akwinu: "Jeśli zdrowie całego ciała
wymaga usunięcia jednego z jego członków, ze wzgledu na
jego zepsucie lub zaraźliwy wpływ na inne członki, to
bedzie zarówno godnym pochwały, jak i korzystnym jego
odciecie. Ale każdą osobę można odnieść do całej
społeczności jako część całości. Dlatego jeśli jakis
człowiek jest niebezpieczny lub zaraźliwy dla
społeczności, z uwagi na swój grzech, godnym pochwały i
korzystnym będzie pozbawienie go życia, w celu ochrony
wspólnego dobra, gdyż odrobina kwasu całe ciało
zakwasza" |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.25 Środa |
Rankiem piękna pogoda zimowa.
Napadało około 10 cm świeżego śniegu. Temp.
-4oC.
No i nareszcie jakiś rozsądny artykuł o tzw. "globalnym ociepleniu" (najciekawszy jest ostatni akapit dotyczący mediów): Globalne ocieplenie zahamowane -
"to zła wiadomość dla Ala Gore'a" Część naukowców uważa, że trend globalnego ocieplenia został zahamowany lub nawet uległ odwróceniu. Mają o tym świadczyć ostatnio pozyskane dane - informuje serwis worldnetdaily.com. Według Roya Spencera, klimatologa pracującego wcześniej dla NASA, który przeanalizował dane z ostatnich pięciu lat, globalny poziom temperatur spada. - Globalne ocieplenie miało oznaczać więcej huraganów, tymczasem od roku 2005 Stany Zjednoczone zaatakował tylko jeden większy huragan - mówi. Tymczasem według badań, które przeprowadził Ryan Maue z Uniwersytetu Florydy, światowa aktywność obejmująca zarówno tajfuny, jak i huragany spadła do najniższego poziomu sprzed 30 lat. Naukowcy Instytutu Nauk Morskich Leibnitza i Instytutu Meteorologii Maxa Plancka z Niemiec oraz Uniwersytetu Wisconsin uważają, że proces globalnego ocieplenia ulegnie spowolnieniu, lub nawet odwróceniu, w okresie najbliższych 10-20 lat. Jeśli chodzi o wcześniejsze niepokojące dane dotyczące topnienia lodu w Arktyce, to okazało się, że procentowo pokrywa lodowa zwiększyła się znacząco po raz pierwszy od 1979 roku. W ostatniej dekadzie również populacja niedźwiedzi uległa zwiększeniu - był to wzrost o 25 procent. W Arktyce jest ich teraz 15 tysięcy, podczas gdy 10 lat temu było ich 3 tysiące mniej. - Ostatnia fala globalnego ocieplenia, która rozpoczęła się w 1977 roku jest zakończona, a Ziemia weszła w nową fazę globalnego ochłodzenia - mówi Don Easterbrook, profesor geologii z Uniwersytetu Zachodniego Waszyngtonu. - Nowe dane dotyczące aktywności solarnej wskazują na niezwykły brak plam na Słońcu i zmian w jego polu magnetycznym... Obecna fala procesu globalnego ochłodzenia może być ostrzejsza, aniżeli ta z lat 1945-1977 - dodaje. Klimatolog Joe D'Aleo z organizacji International Climate and Environmental Change Assessment Project, mówi, że nowe dane wskazują, że od 50-70 lat, globalna temperatura obniżyła się pomimo wzrostu emisji dwutlenku węgla. - Dane sugerują, że w przyszłości Ziemię czeka globalne ochłodzenie, a nie ocieplenie - dodaje. Jak komentuje serwis worldnetdaily.com, ostatnie doniesienia naukowców to "zła wiadomość dla Ala Gore'a", jako że były wiceprezydent USA utrzymuje, iż Ziemia jest zagrożona przez globalne ocieplenie; za swą działalność Gore otrzymał nawet Nagrodę Nobla. Magazyn "Whistleblower" ze swej strony przeanalizował doniesienia medialne na temat zmian pogodowych, które pojawiły się w ostatnim wieku. Jak wynika z analizy, media w różnych okresach donosiły na zmianę bądź o ochłodzeniu, bądź o ociepleniu. W 1895 roku wybuchła panika na punkcie globalnego ochłodzenia. W 1920 roku donoszono już o czymś zupełnie przeciwnym - o globalnym ociepleniu, którego medialna passa trwała do 1975 roku, gdy znów nadeszło globalne ochłodzenie. W 1981 roku rozpoczęły się z kolei czasy globalnego ocieplenia na "bezprecedensową skalę". Lecz wtenczas panowało takie
oślepienie,
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.22 Niedziela |
Szaro i ponuro, na zewnatrz temperatura
+2oC u mnie w gabinecie +15 i lekko się
podnosi, bo rozpaliłem w piecu. Taka typowa polska szara
ponurość. Aż zrobiłem jej zdjęcie.
Jak zwykle wstaje rano i piszę. Dziś pracuję nad hipotezą S-Nastu. Jest ona w jakiś tam sposób powiązana z II zasadą termodynamiki: Druga zasada termodynamiki
stwierdza, że w układzie termodynamicznie izolowanym,
istnieje funkcja stanu, zwana entropią S, której
zmiana deltaS w procesie adiabatycznym spełnia
nierówność deltaS?0, przy czym równość zachodzi
wtedy i tylko wtedy, gdy proces jest odwracalny. I muszę powiedzieć, że cała ta druga zasada mi nie pasuje. Na pierwszy ogień definicja entropii: Entropia – termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym. Jest wielkością ekstensywną [ogólnie rzecz biorąc dodawalną]. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, jeżeli układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego, bez udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze rośnie. Pojęcie entropii wprowadził niemiecki uczony Rudolf Clausius. Zresztą wielu naukowcom też to śmierdzi. Popatrzmy jak bez zrozumienia Wikipedia powiela oklepane frazesy: Frazes I: Według II zasady termodynamiki, każdy układ izolowany dąży do równowagi, w którym entropia osiąga maksimum. Zakładając, że Wszechświat jako całość jest układem zamkniętym, powinien on również dążyć do równowagi. Stwierdzenie tego faktu jest jednak stosunkowo trudne do zaobserwowania i dlatego prowadzi się liczne dyskusje czy Wszechświat jest, czy nie jest układem zamkniętym oraz czy rzeczywiście dąży jako całość do równowagi. Przeciwnicy tej koncepcji głoszą, że rozszerzającego się Wszechświata nie można traktować jako układu zamkniętego, gdyż nie można wyznaczyć obszaru, z którego nie wychodziłoby promieniowanie. Wiadomo jedynie, że entropia olbrzymiej większości znanych układów zamkniętych rośnie w kierunku, który nazywamy przyszłością. Tak więc, z tego punktu widzenia, termodynamika określa kierunek upływu czasu (tzw. termodynamiczna strzałka czasu). Według Boltzmanna aktualna entropia Wszechświata jest jeszcze bardzo niska, w porównaniu z wartością "docelową", na co dowodem miały być wysokie wartości fluktuacji statystycznych zjawisk obserwowanych w skali kosmosu – np. bardzo nierównomierne rozmieszczenie gwiazd w przestrzeni. Współcześnie taka interpretacja entropii jest jednak uważana za całkowicie nieuprawnioną z kosmologicznego punktu widzenia. Frazes II: W ogólnej teorii względności, aby opisać czarną dziurę wystarczy podać jej masę, moment pędu i ładunek elektryczny. Zgodnie z tą teorią czarna dziura nie zawiera żadnej informacji ponad te parametry. Żargonowo fizycy mówią, że czarna dziura "nie ma włosów". Jednak oznacza to, że entropia czarnej dziury jest równa 0. Do czarnej dziury wpada materia o niezerowej entropii, zatem przy wpadaniu entropia całego układu się zmniejsza. Wynika z tego, że ogólna teoria względności łamie drugą zasadę termodynamiki. Fizycy zaczęli więc poszukiwać uogólnienia teorii czarnych dziur, tak, żeby pozostawała w zgodzie z termodynamiką. Owocne okazało się rozważenie efektów kwantowych. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.21 Sobota |
Poranek słoneczny, temp +1oC
Piękny kwiatek z Korwina: Oto jak idea przytłacza logikę i rozum!
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.14 Sobota |
Powrót do domu.
Zatrzymaliśmy się w małym barze na śniadaniu i tam w oczekiwaniu na jedzenie przeczytałem w gazecie (chyba był to "Nasz Dziennik"), że "Prezydent Obama chce zreorganizować [a może zrewolucjonizować] system oświatowy w USA. Uważa on bowiem, że amerykańska oświata jest na tragicznie niskim poziomie. Remedium na to ma stanowić promowanie dobrych nauczycieli i zastępowanie [cokolwiek to znaczy] nauczycieli słabych.". No cóż, inaczej się przecież się nie da. dalej w tekście była informacja, że "Propozycje prezydenta spotkały się z niezadowoleniem środowiska... nauczycielskiego." No i oczywiście koniec kropka nikt dalej nie rozwija tematu. A przecież nie ma innej metody doskonalenia jak przez konkurencję. Ale kazdy woli być próżniakiem (optymalizacja czerpania z zasobów) i zdecydowana wiekszość chce by pracowali na nich inni - vide rzeczone środowisko nauczycielskie
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.03.01 Niedziela |
Turniej Warszawski.Polacy wypadli generalnie rzecz biorąc źle. Jedno trzecie miejsce i dwa piąte. W jednym z finałów walczył Ariel Zeevi (Izrael) z Zimmermanem (Niemcy), czyli przedstawiciel narodu który miał być zgładzony z przedstawicielem narodu, który tej eksterminacji chciał dokonać. Dało to do myślenia. Gdy podnoszone były flagi i grano hymn kraju, z którego pochodził zwycięzca, tak się zastanawiałem jak wielką wagę przyjązujemy do symboli i błędnych klasyfikacji. Walczył Żyd z Niemcem. Walka odbyła się zgodnie z regułami judo, jak to w finale była ciężka. Zeevi walczył bardzo ładnie, miękko jak kot. Wygrał przez ippon. Wszystko to podobało się publiczności, która go dopingowała. Po walce objęli się i poklepali po plecach doceniając wzajemny wysiłek - dokładnie tym właśnie powinien być sport.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.02.28 Sobota |
Dużo pracuję na FŻ. Wczoraj obejrzałem film
"Pasja Ayn Rand". I odczucia po nim miałem
dokładnie takie jak po obejrzeniu filmu o Edit Piaf -
zniechęcenie do głównej bohaterki.
Niby film powinien przybliżyć postać bohaterki (przybliżył) i przekazać widzowi, przynajmniej w zarysie, jej przesłanie (nie przekazał - nawet powiedziałbym, że w żadnym stopniu). Ale ciekawostką jest, że pokazano jak jakiś chłopak, który prosił ją o autograf na "Atlasie zbuntowanym" stwierdził, że książka ta odmieniła jego życie. Dokładnie to samo mówił G.Orwiński gdy starał się o pracę. Sam film ukazuje dość skomplikowany system Fizyko Życiowy. Oto bohaterowie:
Dwa studenckie kopciuszki Nathan i jego Basia, próbują poznać wielką Ayn. Ayn zgadza się i ich zaprasza do siebie. Nie wierzą we własne szczęście i sa oczarowani tym co mówi. A tyrzeba przyznać, że swe tezy głosi z patosem i zaangażowaniem. Nathan i Basia niby się kochają, ale tak do końca tego nie są pewni, tym nie mniej za namową Ayn pobierają się. Cała czwórka (+Frank) spotyka się dość często, dużo dyskutują, a Ayn i Nathan palą jak smoki. Nathan ze świeżo upieczoną żoną przeprowadza się z Kalifornii, gdzie dotychczas rozgrywała się akcja filmu, do Nowego Jorku. Ayn z mężem zostają,... ale po pewnym czasie Ayn postanawia też przeprowadzić się do Nowego Jorku - chyba brakowało jej dykusji z Nathanem. W Nowym Jorku prowadzą pełne pasji dyskusje i wkrótce okazuje się, że Ayn i młodszy od niej o 25 lat Nathan są w sobie "zakochani" - ale przecież każde z nich ma małżonka, którego też "kocha". Postanawiaja coś wymyśleć no i wymyślają. Na zebraniu całej czwórki przedstawiają propozycję: "Nie chcemy zrywać naszych związków, ale ja (Ayn) i on (Nathan) będziemy się spotykali raz w tygodniu. Czy się zgadzacie?". Swą propozycję polewają jak sosem frazesami o odpowiedzialności, miłości, itp. Basia i Frank są zszokowani lecz zupełnie zgaszeni. Spotykają się w jakims barze by omówić całą sprawę, no bo w teorii każde z nich powinno kopnąć w dupę swego dotychczasowego partnera, wziąść życie w swoje ręce (zresztą "branie życia w swoje ręce" to jedna z najsilniej głoszonych przez Ayn tez) i wystartować od nowa. Ale,... Frank kalkuluje: "Nie mam pracy (jest mocno po pięćdziesiątce i żyje pewno z pieniędzy Ayn) muszę przystać na ich propozycję.. Basia, w której mocno się gotuje, też jakoś nie może się w sobie zebrać i też się zgadza - podkleja się. Teraz następuje fragment filmu ukazujący proces twórczy: pracę Ayn nad jej książką życia, nad Atlasem Zbuntownym. Pokazane jest to za pomocą cyklicznego przeplatania scen pisania na maszynie, kopulacji w różnych pozycjach, palenia papierosów i krótkiej wymiany zdań na tematy "psycho-filozo". Kopulacji pani w okolicach pięćdziesiatki i młodszego od niej o 25 lat partnera. Czas płynie im w ten cykliczny sposób, aż w końcu książka się ukazuje i okazuje się być absolutnym hitem. Jest forsa, a dodatkowo można zarobić na wykładach i prelekcjach, z czego skwapliwie korzysta Nathan... ... który w pewnym momencie, "zakochuje" się w Dupci - chyba studentce. Basia zaczyna coś podejrzewać, a przy okazji, przez przypadek, poznaje Trębacza. Trębacz proponuje jej swoją "miłość". Tę kwestię Basia (jest lojalna) musi przedyskutować ze swym mężem - ciągle kopulującym z Ayn i dodatkowo współżyjącym z Dupcią. Nathan się nie zgadza! Mówi coś o nieuczciwości, moralnej odpowiedzialności itp. Basia nie decyduje się na propozycję Trębacza i "zostaje" z Nathanem (lub raczej "zostaje przy Nathanie"). Maż Ayn z hodowania kwiatków przerzucił się na malarstwo, nawet namalował swój portret. W zasadzie spełnia w filmie rolę wycieraczki do butów lub wazonu. Zresztą świetny przykład tego do czego ludzie dążą - próżniactwo na zabój. Po pewnym czasie zarówno Ayn jak i Basia zaczynają podejrzewać, że Nathan chyba kogoś jeszcze "kocha". Jego odmienne zachowanie sprawia, że "wywąchują" Dupcię. Basia dowiaduje się o tym. Ayn jak do tej pory nie ma na to dowodów ale, zachowanie Nathana też daje jej do myślenia i powoduje, że wyjątkowo (bo jest babą ze spiżu) popada w chwilową depresję. Załamana prosi Basię by ta jej pomogła (niezły tupet co?) w znalezieniu przyczyny ochłodzenia się wielkiej "miłości" Nathana do niej. Basia mówi Ayn o Dupci. Ayn bierze sprawy w swoje ręce i "wypierdziela Nathana na zbity pysk"! Jemu oczywiście jest przykro, bo przecież w swoim mniemaniu jest czysty jak łza. Basia próbuje ogarnąć swoją dobrocią chwilowo załamanego, siedzącegona schodach, Nathana, ale Dupcia w tym względzie jest lepsza. To ona go przechwyca. Basia wiąże się z Trębaczem, Nathan z Dupcią, a
Ayn zostaje z wazonem, o pardon, z Frankiem. Nathan
wykorzystuje kopiowalną resergię (czyli idee) stworzoną
przez Ayn i dalej już bez jej pomocy na tym zarabia, co
oczywiście Ayn przyparawa o wściekłość. Facet (to już
wiem z wikipedii) publikuje takie "dzieła" jak: Niezłe co? W filmie padło kilka fajnych stwierdzeń. Cytuję
je z pamięci:
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.02.18 Środa |
Nie daje mi spokoju książka "Strzelby, zarazki i maszyny", zacząlem więc szpreać w internecie no i natknąłem się na wywiad z jej autorem: Geografia
cywilizacji Marcin Szwed: - W książce
"Strzelby, zarazki i maszyny" stawia pan tezę, że losy
narodów były determinowane przez środowisko, a nie przez
wrodzone cechy biologiczne. - Wielu ludzi twierdzi lub
przynajmniej milcząco zakłada, że biała rasa zawładnęła
światem, gdyż dysponuje genami decydującymi o wyższej
inteligencji. - Czy na pana poglądy wpłynęły
wielokrotne wyprawy badawcze? - Dlaczego? - Może więc temu, że
Nowogwinejczycy - podobnie jak setki innych ludów -
zostali podbici, winne jest słońce? Może w ciepłych
krajach cywilizacja nie rozwija się, bo ludzie są leniwi,
nie muszą się przejmować jutrem? - Dlaczego więc biali mimo
wszystko zwyciężyli w wyścigu cywilizacyjnym? - Czemu zawdzięczamy "wczesny
start" naszej cywilizacji? - Jakie to ma
znaczenie? - Dlaczego rolnictwo i hodowla
były tak ważne? - Najwięcej dużych ssaków jest w
Afryce. Dlaczego świata nie podbili czarnoskórzy jeźdźcy
dosiadający zebr, pędzący przed sobą stada mlecznych
hipopotamów? - Jaką rolę w rozwoju
cywilizacji odegrały zarazki? - Dlaczego to rolnicy nie
zostali wytrzebieni przez zarazy? - Dlaczego to Indianie umierali
na choroby kolonizatorów, a nie odwrotnie? - Nad jaką książką pracuje pan
teraz?
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.02.15 Niedziela |
Na onecie fajny Kawałek o dziennikarzach: Tysiące stanowisk
dziennikarskich zagrożonych przez kryzys Ok. pięciu tysięcy dziennikarzy w Hiszpanii może stracić pracę do 2010 roku z powodu obecnego kryzysy gospodarczego - ostrzegło w sobotę Stowarzyszenie Dziennikarzy Madryckich (APM). Liczba ta stanowi ok. 20 proc. całkowitego zatrudnienia w tej branży. Należy uczynić wszystko, by uniknąć tej "katastrofy" - apelował szef APM Francisco Gonzales Urbaneja podczas manifestacji ok. 150 osób, zorganizowanej w Madrycie w obronie pracy dziennikarzy. Media hiszpańskie mocno odczuwają kryzys gospodarczy - szacuje się, że od początku br. wpływy z reklam spadły o 30 proc. Niektóre media, jak bezpłatny dziennik "Metro", zostały zamknięte, a inne ogłosiły znaczące redukcje zatrudnienia. Urbaneja powiedział w sobotę AFP, że od ubiegłego lata ok. 1600 dziennikarzy straciło pracę i że do 2010 liczba ta może wzrosnąć do 5 tys., jeśli nic się nie zrobi w celu zahamowania tej tendencji. Informacja jak informacja ale większość komentarzy w jednym duchu:
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.02.12 Czwartek |
Dziś dwusetne urodziny Darwina!
Rok Darwina w Wielkiej Brytanii Niemal w każdym punkcie Wielkiej Brytanii prędzej czy później odbędą się w jakiejś formie obchody rocznicy urodzin Karola Darwina. 12 lutego, w dniu dwusetnych urodzin wielkiego uczonego, będzie można uczestniczyć w różnego rodzaju wydarzeniach w Londynie, Newcastle, Bristolu, Edynburgu, Hull, Shrewsbury, Cardiff, Elgin, Cambridge, Bath, Bolton, Ipswich i w wielu innych miejscach. Londyńskie Natural History Museum odsłoni poświęcony Darwinowi fresk na suficie. Alma Mater Darwina – Christ”â„cs College w Cambridge – planuje zorganizowanie dobroczynnego przyjęcia, na które wstęp będzie kosztował 5 tys. funtów od osoby (ok. 26 tys. zł). Wezmą w nim udział między innymi książę Edynburga i sir David Attenborough. Dochód zostanie przeznaczony m. in. na badania na wyspach Galapagos, na których Darwin gromadził dane naukowe. W londyńskim Institute of Biology odbędzie się dyskusja pomiędzy Richardem Dawkinsem a lordem Herriesem, byłym biskupem Oxfordu – na wzór historycznej debaty nad darwinizmem pomiędzy biskupem Samuelem Wilberforce”â„cem a Thomasem Huxleyem. Brytyjska Poczta Królewska wyda także serię okolicznościowych znaczków. Wystawa poświęcona Darwinowi w Natural History Museum otwarta będzie do kwietnia. Później można zwiedzać różnego rodzaju wystawy organizowane przez British Library i National Portrait Gallery w Londynie. Specjalna ekspozycja zostanie także wystawiona w dawnym domu Darwina, w Down House w hrabstwie Kent. W Cambridge odbędzie się tygodniowy festiwal darwinowski, a fundacja Wellcome Trust wspólnie z Królewskimi Ogrodami Botanicznymi przygotowuje serię doświadczeń na temat teorii ewolucji, które mają się znaleźć na wyposażeniu każdej szkoły. Na ekrany kin wejdzie „Creation” – film biograficzny o Darwinie w którym wystąpią m. in. Paul Bettany i Jennifer Connelly. BBC kończy właśnie produkcję dziesięcioodcinkowego serialu „Life” („Życie”), w którym narratorem będzie sir David Attenborough, a BBC2 – trzyczęściowy film pt. „Darwin”â„cs Dangerous Idea” („Niebezpieczna idea Darwina”) z udziałem Andrew Marra. Szczegóły można znaleźć na stronie: www.darwin200.org 2009-03-12 Richard Gray Z nienawiści do niewolnictwa Choć teorie Karola Darwina bywają wykorzystywane jako argument przeciwko istnieniu Boga, najnowsze badania jego prac pokazują, że głównym dążeniem uczonego było oczyszczenie świata z niewolnictwa.
Prywatne notatki i listy wielkiego uczonego ukazują, że jego poglądy na kwestię niewolnictwa były znacznie ostrzejsze, niż dotąd sądzono. W notesach z zapiskami z podróży na statku Beagle – gdy Darwin zaczął formułować swoją teorię doboru naturalnego – można znaleźć pełne odrazy komentarze na temat niewolnictwa, którego przykłady widział on zwłaszcza w Ameryce Południowej. Historycy odkryli także listy napisane przez siostry Karola Darwina, kuzynów i ciotki – wynika z nich, że cała jego rodzina składała się z aktywnych abolicjonistów. Autorzy nowej książki o wielkim uczonym twierdzą, że podkreślał on fakt pochodzenia człowieka i małp od wspólnego przodka między innymi dlatego, aby ukazać, iż ludzie są równi niezależnie od rasy i koloru skóry. Chciał w ten sposób obalić pseudonaukowe teorie głoszące, że osoby czarnoskóre są „innym gatunkiem”, pozostającym na niższym poziomie rozwoju niż biali. Zdaniem naukowców dlatego właśnie Darwin zwracał uwagę na to, że ewolucja zachodziła na drodze doboru partnerów seksualnych, dzięki czemu kolejne pokolenia dziedziczyły cechy uważane za pożądane, choć nie zawsze rzeczywiście dające przewagę ewolucyjną, i w ten sposób powstały różnice pomiędzy rasami. Profesor Moore z wydziału historii nauki Open University – jedynego brytyjskiego uniwersytetu kształcącego na odległość – twierdzi, że Darwin początkowo nie chciał w swojej książce „O pochodzeniu gatunków” pisać o pochodzeniu człowieka, obawiając się kontrowersji, jakie mogłoby to wywołać. – Nie próbujemy całego dzieła Darwina sprowadzać wyłącznie do jego poglądów na kwestie niewolnictwa i emancypacji – tłumaczy naukowiec. – Twierdzimy natomiast, że to właśnie jego pasja i poglądy skłoniły go do zajęcia się tym kłopotliwym i trudnym tematem. To, że Darwin ostatecznie wypowiedział się także na temat pochodzenia człowieka, wynikało między innymi z rosnącej w drugiej połowie XIX wieku popularności teorii że poszczególne rasy ludzkie są różnymi gatunkami. Nowa książka, „Darwin”â„cs Sacred Cause” („Święta sprawa Darwina”) zawiera między innymi szczegółową analizę notatek uczonego z okresu podróży na Beagle. W jednym z notesów, w których szkicował pierwsze wizje teorii doboru naturalnego, napisał: „Czyż właściciele niewolników nie chcieliby, aby czarni należeli do innego gatunku??? Skoro pochodzimy od wspólnego przodka, wszyscy jesteśmy częścią jednej całości...”
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.02.09 Środa |
2009-02-05 Ewolucja
ewolucji [Świat nauki] W 200 rocznicę narodzin Darwina i 150 lat po publikacji „O pochodzeniu gatunków”, ewolucja ciągle jeszcze nie jest powszechnie akceptowanym faktem. Tymczasem rozwój nauki w ciągu ostatniego wieku dostarczył dodatkowych dowodów zwolennikom teorii doboru naturalnego. Coraz lepiej poznajemy prehistorię człowieka. Także w ludzkich ciałach znajdujemy coraz więcej śladów działania ewolucji. Weźmy na przykład czkawkę. Może trwać kilka minut, powodując jedynie rozdrażnienie, ale i całe lata, rujnując życie dotkniętym ją osobom. Przypadłość tę wywołuje gwałtowne kurczenie się mięśni gardła i klatki piersiowej. Charakterystyczny odgłos czkania powstaje, gdy niezależnie od naszej woli następują szybki wdech i jednoczesne zamknięcie nagłośni, chrzęstno-błoniastej struktury w krtani. Czkawki można się nabawić, jedząc zbyt szybko lub za dużo, jest ona także następstwem pewnych schorzeń, chociażby nowotworów w obrębie klatki piersiowej. Czkawka ujawnia niezwykle interesujące fakty z naszej historii, na przykład bardzo bliskie związki z rybami i płazami. Najważniejsze nerwy oddechowe odziedziczyliśmy po rybach. Nerwy przeponowe zaczynają się przy podstawie czaszki i zanim dotrą do przepony, przechodzą przez jamę klatki piersiowej. Tak długa droga stwarza problemy: jeśli tylko coś zakłóci ich funkcjonowanie, pojawiają się mniejsze lub większe trudności w oddychaniu, choćby czkawka. Logika nakazywałaby zaprojektować ciało człowieka tak, aby nerwy oddechowe nie biegły od szyi, tylko z miejsca położonego bliżej przepony, choćby z rdzenia kręgowego. Niestety, ryby mają skrzela tuż przy szyi, a układ nerwów oddechowych jest schedą właśnie po naszych rybich przodkach.
Warto sobie też uzmysłowić, że w zamierzchłych czasach środowiskiem naszego życia były oceany, małe potoki i sawanny, a nie biura, stoki narciarskie czy boiska piłkarskie. To właśnie ogromna różnica pomiędzy warunkami życia dawniej i dziś sprawia, że nasze ciała rozpadają się i to w sposób, który łatwo przewidzieć. Projekt najważniejszych kości w kolanie, kręgosłupie czy nadgarstku człowieka „powstał z myślą” o morskich stworzeniach. Czy może zatem dziwić, że dziś uszkadzamy sobie łąkotkę w kolanie i cierpimy na bóle kręgosłupa, chodząc na dwóch nogach, albo zapadamy na zespół cieśni nadgarstka, stukając godzinami w komputerową klawiaturę, robiąc na drutach lub ręcznie coś kaligrafując? Wszak nasi dalecy przodkowie – ryby i płazy – tym się nie zajmowali. Jakkolwiek poszukiwanie śladów bliższych i dalszych przodków naszego gatunku bez wątpienia jest interesujące, nie mniejszym wyzwaniem intelektualnym jest spojrzenie w jego przyszłość. Zgodnie z podstawowymi założeniami ewolucjonizmu, nie jesteśmy przecież idealni i niezmienni. Człowiek zmiennym jest Na pytanie o wygląd ludzi w przyszłości, można zazwyczaj usłyszeć dwie odpowiedzi. Jedni ulegają wizji rodem z literatury fantastycznonaukowej, zgodnie z którą przedstawiciele naszego gatunku będą odznaczali się wielkimi mózgami, wydatnymi czołami i dużą inteligencją. Drudzy natomiast twierdzą, że człowiek przestał już zmieniać się pod względem biologicznym, ponieważ rozwój techniczno-naukowy położył kres działaniu brutalnych sił doboru naturalnego, w związku z czym trwa wyłącznie ewolucja kulturowa. Koncepcja powiększającego się mózgu nie ma żadnych podstaw naukowych. Z badań kopalnych czaszek naszych przodków pochodzących z ostatnich kilku czy kilkunastu tysięcy pokoleń wynika, że czasy szybkiego wzrostu masy mózgu mamy już dawno za sobą. Większość naukowców jeszcze kilka lat temu podpisałaby się pod poglądem, że zakończyła się biologiczna ewolucja człowieka. Tymczasem rozwój metod analizy DNA, umożliwiających badanie zarówno współczesnych, jak i dawnych genomów, wywołał rewolucję – jest zupełnie inaczej, niż się dotąd wydawało. Już nie chodzi o to, że genom Homo sapiens się zmieniał – i to wcale nie marginalnie – od czasów, gdy ukształtował się nasz gatunek, ale że tempo ewolucji człowieka ostatnio wzrosło! Podobnie do innych gatunków, najbardziej radykalne zmiany budowy ciała przeszliśmy na początku, gdy nasz gatunek się wyodrębniał, natomiast nieustannie trwają zmiany w zakresie fizjologii i być może zachowań. [Jakież to robienie wody z mózgu! Tempo ewolucji wzrosło! Jako całości to rzeczywiście prawda, ale projekt genetyczny się degeneruje! Co z tego, że jesteśmy coraz bardziej mądrzy jak stajemy się coraz bardziej chorzy - de facto coraz mniej przystosowani do warunków nas otaczających. Ciekawe co zrobiłby Einstein (używam go jako symbolu najmądrzejszego człowieka na świecie, pomimo, że tak nie sądzę to takie jest powszechne mniemanie), gdyby go całe ciało niewyobrażalnie swędziało] Jeszcze do niedawna rasy ludzkie, zamieszkujące różne rejony świata, kontynuowały różnicowanie się. Nawet obecnie warunki życia mogą prowadzić do takich zmian w genach, które sterują cechami behawioralnymi Dzieje dawne i mniej dawne Śledzeniem ewolucji człowieka zajmowali się niegdyś wyłącznie paleontolodzy, którzy badali skamieniałe kości z pradawnych czasów. Początki rodziny, do której należy człowiek, czyli człowiekowatych (Hominidae), sięgają czasów sprzed 7 mln lat. Pojawił się wtedy mały praczłowiek, którego nazywamy Sahelanthropus tchadensis. Do dziś skład tej rodziny jest przedmiotem dyskusji, obecnie zaliczamy do niej co najmniej dziewięć różnych nowych gatunków, choć na pewno były jeszcze inne, nieodkryte z powodu niedostatku świadectw kopalnych. Szkielety wczesnych hominidów rzadko miały okazję skamienieć, ich doczesne szczątki padały bowiem na ogół łupem padlinożerców. Niemniej jednak co roku publikowane są doniesienia o kolejnych odkryciach lub powstaniu nowych interpretacji starych znalezisk. Nowy gatunek powstawał, gdy grupa praludzi w ten czy inny sposób oddzielała się na wiele pokoleń od większej populacji. Trafiała ona w nowe warunki środowiskowe, które powodowały rozwój innego zestawu cech przystosowawczych. Odcięta od pobratymców mała wspólnota szła własną drogą genetyczną, aż w końcu jej członkowie tracili zdolność płodnego kojarzenia się z osobnikami z populacji macierzystej. Z badania skamieniałości wynika, że najstarsi przedstawiciele naszego gatunku żyli 195 tys. lat temu na terenach dzisiejszej Etiopii. Stamtąd rozprzestrzenili się po całym świecie. Można by się spodziewać, że zasiedlenie całej Ziemi spowoduje zatrzymanie dalszej ewolucji. Okazuje się jednak, że wcale tak się nie stało. Około 7% ludzkich genów uległo zmianom ewolucyjnym nie dawniej niż 5 tys. lat temu. Większość z nich polegała na dostosowaniu się do warunków środowiska. I tak na przykład w Chinach i w Afryce tylko niewielki odsetek dorosłych potrafi trawić mleko, natomiast w Szwecji i w Danii – praktycznie wszyscy. Ta zdolność jest wynikiem przystosowywania się do hodowli bydła mlecznego. Naukowcy oceniają, że w przeciągu ostatnich 10 tys. lat ludzie ewoluowali około 100 razy szybciej niż w innych okresach od czasu oddzielenia się najwcześniejszych człowiekowatych od przodka współczesnych szympansów. Dobór nienaturalny W ubiegłym stuleciu warunki, w których żyje nasz gatunek, znów się bardzo zmieniły. Izolacja geograficzna różnych grup ludzi zmniejszyła się dzięki rozwojowi środków transportu oraz zniesieniu barier społecznych. Nigdy przedtem pule genetyczne poszczególnych populacji naszego gatunku nie mieszały się tak łatwo. Prawdopodobnie obecna ruchliwość ludzi doprowadzi do jego ujednolicenia. Jednocześnie dobór naturalny jest tłumiony przez kulturę i medycynę. Właśnie dlatego Steve Jones z University College London twierdzi, że ewolucja człowieka zatrzymała się. Istnieje też inny pogląd, zgodnie z którym ewolucja genetyczna trwa, ale odbywa się w przeciwnym kierunku. Pewne cechy współczesnego życia mogą sprzyjać zmianom powodującym, że wcale nie stajemy się lepiej przystosowani. Studenci college”â„ców zwracali uwagę na jedną z możliwości zachodzenia takiej „antyprzystosowawczej” ewolucji: ci, którzy się uczą, odkładają rodzicielstwo na później, a ich niestudiujący koledzy czy koleżanki nie muszą się w tej kwestii ograniczać. Skoro mniej zdolni rodzice mogą mieć więcej dzieci, to uzdolnienia i inteligencja są w dzisiejszym świecie czynnikami niesprzyjającymi w sensie darwinowskim. W rezultacie średnia inteligencja społeczeństwa spada. Tego typu argumenty wysuwano już dawno. Aby je odeprzeć, należy zwrócić uwagę, że na inteligencję człowieka składają się najróżniejsze uzdolnienia, kodowane za pomocą bardzo wielu genów. W związku z tym tego typu cechy są dziedziczone w niewielkim stopniu. [Ciekawe jakie ten co tak twierdzi ma podstawy naukowe?] Ewolucja sterowana Sterowaliśmy już ewolucją wielu gatunków roślin i zwierząt. Dlaczego by nie pokierować własną? Dla inżynierii genetycznej podstawową trudnością jest ogromna złożoność ludzkiego genomu. Pojedynczy gen pełni zwykle więcej niż jedną funkcję, a każdą z nich koduje więcej niż jeden gen. Z powodu tego właśnie zjawiska, manipulacje przy jednym genie mogą mieć nieprzewidywalne skutki uboczne. Po co więc podejmować ryzyko i w ogóle próbować? Nacisk na wprowadzanie zmian w materiale genetycznym będzie najprawdopodobniej wywierany głównie przez rodziców chcących uzyskać gwarancję posiadania dziecka wybranej płci, urodziwego, mądrego, utalentowanego muzycznie czy o miłym usposobieniu. Motywów jest wiele i są one bardzo silne. Trudno będzie zarówno sprzeciwić się rodzicom dążącym do „ulepszania” swoich dzieci, jak i nie ulec presji społecznej związanej z potrzebą zapobiegania starzeniu się. Jeśli uda się nam przezwyciężyć trudności praktyczne, będziemy prawdopodobnie mieli ogromny wpływ na przyszłą ewolucję ludzkości. Wyobraźmy sobie, że rodzice uzyskają możliwość zmieniania genów swojego jeszcze nienarodzonego potomstwa, aby zapewnić mu inteligencję, urodę i długowieczność. Jeśli będzie ono żyło, powiedzmy, 150 lat i miało iloraz inteligencji 150 – to będzie w stanie posiadać więcej własnych dzieci i zgromadzi większe bogactwa niż inni. W stronę cyborga Wyniki genetycznych kombinacji niełatwo przewidzieć, ale jeszcze trudniej odgadnąć skutki ludzkiej manipulacji maszynami albo ich– ludźmi. Czy przyszła ewolucja naszego gatunku będzie polegać na symbiozie z urządzeniami technicznymi – na zespoleniu człowieka z maszyną? Wielu pisarzy prorokowało, że dojdzie do połączenia naszych ciał z robotami lub też nauczymy się „ładować” nasz umysł do komputera. Prawdę mówiąc, już jesteśmy uzależnieni od różnych urządzeń. Wprawdzie budujemy je, aby zaspokajały nasze potrzeby, ale nasze życie i zachowania dostosowujemy do nich. Gdy staną się coraz bardziej złożone i zintegrowane ze sobą, będziemy zmuszeni się do nich przystosowywać. Quo vadis Homo futuris?
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.02.09 Poniedziałek |
I've attached two good quotes from my collection of
good quotes. Enjoy.
A democracy cannot exist as a permanent form of government. It can only exist until voters discover that they can vote themselves money from the public treasury. From that moment on the majority always votes for the candidates promising the most money from the public treasury, with the result that a democracy always collapses over loose fiscal policy followed by a dictatorship. The average age of the world's greatest civilizations has been two hundred years. These nations have progressed through the following sequence: from bondage to spiritual faith; from spiritual faith to great courage; from courage to liberty; from liberty to abundance; from abundance to selfishness; from selfishness to complacency; from complacency to apathy; from apathy to dependency; from dependency back to bondage. Scottish Philosopher Alexander Tytler Średni czas trwania największych cywilizacji światowych wynosił 200 lat. Cywilizacje te przechodziły przez proces złożony z następujących etapów: z niewoli do wiary duchowej (wiary w duchy); z wiary duchowej do wielkiej dzielności; z wielkiej dzielności do wolności; z wolności do dostatku; z dostatku do egoizmu; z egoizmu do samozadowolenia; z samozadowolenia do apatii; z apatii do uzależnienia; z uzależnienia napowrót do niewoli. Filozof Szkocki Alexander Tytler (1774-1813) The goal of the liberals as it emerges from the record of the past decades was to smuggle this country into welfare statism by means of single, concrete, specific measures, enlarging the power of the government a step at a time, never permitting these steps to be summed up into principles, never permitting their direction to be identified or the basic issue to be named. Thus, statism was to come, not by vote or by violence, but by slow rot by a long process of evasion and epistemological corruption, leading to a fait accompli. Ayn Rand Celem liberałów, jak wynika to z historii kilku ostatnich dekad, było "przeszmuglowanie" tego kraju w stan socjalizmu (dobrobytu) stosując pojedyncze, konkretne, specyficzne środki zwiekszające krok po kroku władzę rządu, jednocześnie nie pozwalając sobie na to by kroki te ułożyły się w jakąś regułę lub zasadę, którą możnaby zidentyfikować i nazwać. Statyzm, zatem nie pojawia się ani za sprawą głosowania ani przewrotu zbrojnego, lecz poprzez nałożenie się serii drobnych odstępstw i przekrętów, które w końcu prowadzą do faktu dokonanego. Ayn Rand (Alissa Zinowiewna Rosenbaum (1905-1982))
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.27 Worek |
Ciekawą stroną jest orwell.blog.pl, kotoś umieszcza
tam drobiazgowe analizy tego jak "różni" robią nam wodę z
mózgu. Nie jest ważny kto, czy Żydzi, czy Palestyńczycy,
czy Dziennikarze, czy media, czy urzędnicy.
Tym razem zamieszcono informacje z jakiegoś
niemieckiego dziennika telewizyjnego o pracy
europarlamentarzystów: Ci ludzie oszukują i za każdy taki dzień zwiększają swój dochód o 2.5%. To są ludzie, którzy rządzą innymi, którzy tworzą prawo czyli zbiór reguł, które powinny być przestrzegane dla wspólnego dobra. proszę w jakich warunkach sprawdza się "Model Człowieka Uczciwego"
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.25 Niedziela +3o |
Spałem źle. Obudziłem się o 4.00 i trochę czytałem.
Męczyło mnie sumienie.
Gdy wczoraj wychodziłem od mamy z urodzin, podszedł do mnie Człowiek. Mówił mieszanką rosyjskiego i polskiego. Było ciemno i w zasadzie mało jaki szczegól był widoczny, także postrzegać go mogłem jedynie przez odczucia. A te mówiły mi, że ma łzy w oczach i jest mocno zdesperowany. "...czy mam jakąś rabotionku". Nie mam bo niby skąd wziąść pracę dla kogoś kogo się spotyka późnym wieczorem. "Skąd Pan jest?", "Z Groznego", "Ruskij?", "Jaki ja tam ruskij, ruskie to mi..." - przerwał. Przecież są ośrodki dla uciekinierów - pomyślałem - "Gdzie Pan mieszka?", "Na Dworcu Centralnym", "Nie w ośrodku?", "Był na [tu podał nazwę ulicy], ale zamknęli." W gruncie rzeczy trudno jest oszacować czy facet nie kłamie i nie naciąga sposobem "na Czeczena". Dość intensywnie myślałem co by tu począć. zwykle próbuję wykombinować jakby tu facetowi robotę załatwić... Może ja Panu coś zrobię, samochód umyję?. Ani to miejsce ani sposobność, ani potrzeby takiej nie mam. "Na budowach Pan próbował?", "Próbowałem ale nie dają", rzeczywiście wokół zima i na dodatek załamanie rynku nieruchomości, budownictwo ostro hamuje. "Ja tu nawet dla jakiejś staruszki pracowałem, ale mnie oszukała, teraz to już nawet drzwi nie otwiera.". Tego typu wyznanie, które powinno wzbudzić litość jednak budzi uczucie niedowierzania i akcje tego kto to powiedział spadają w dół. Tym razem przerwa była dłuższa. "A czy nie mógłby mnie Pan wspomóc?" - jednak przekonanie, że mówi prawdę wzięło górę i dałem mu 50 złotych. Zaczął dziękować, "Niech Pan próbuje na małych budowach...", "Dziękuję Panu. Jak się Pan nazywa?", "Nieważne, na małych budowach jest większa szansa." Odszedł. Ja też łaziłem po ulicach Paryża i też we wrześniu 1981 roku szukałem pracy, ale... Ale nie mieszkałem na dworcu lecz w hotelu, jednym z najtańszych, lecz jednak w hotelu. Szukałem pracy bo w kraju był syf, lecz jednak mogłem do tego syfu wrócić, a on gdzie ma wracać? Facet miedzy 30-40 lat, chce żyć, chce pracować by żyć. Nikt nie jest przygotowany na tego typu spotkanie i rzadko kto wie jak w takiej chwili pomóc. No właśnie jak? Gdzie go wysłać? Pięćdziesiąt złotych to tylko wykupienie się z głupiej sytuacji. A przecież w takich sytuacjach trzeba jakoś pomóc! Trzeba, bo akurat to jest tragedia, tragedia, której on sam nie jest autorem. To jest taka sytuacja, w której nikt z nas nie chciałby się znaleźć, sytuacja przed którą każdy z nas się broni, i której się panicznie boi. Poszedł, nie do odnalezienia... No i coś z działki ewolucyjnej. Naukowcy odkryli Hipotezę SNastu: Naukowcy: ewolucja człowieka już
się skończyła Człowiek przyszłości pod względem biologii i anatomii nie będzie się różnił od człowieka współczesnego. Nasz gatunek stanął w miejscu. Nadchodzi kres ewolucji człowieka – uważa prof. Steve Jones z University College London. Podobnego zdania jest wielu innych naukowców - pisze "Wprost". Dlaczego tak się dzieje? Zgodnie z teorią Darwina, osobnik lepiej dostosowany do środowiska, odnoszący największy sukces, żyje dłużej i ma więcej dzieci. Skoro ma więcej dzieci, jego geny występują częściej w populacji. Z czasem prowadzi to do ewolucyjnych zmian. Dziś geny większości ludzi przechodzą do następnego pokolenia. Jeszcze 200 lat temu połowa dzieci umierała przed osiągnięciem wieku dojrzałego – najprawdopodobniej z powodu braku odporności na choroby. Obecnie w społeczeństwach zachodnich 98 proc. dzieci dożywa 25. roku. Stagnacja w ewolucji to efekt osłabienia selekcji naturalnej za sprawą postępu medycyny i higieny. Proces ewolucji wyhamował też z powodu zmian społecznych. Współczesny model rodziny silnie oddziałuje na naszą genetyczną przyszłość. I kilka komentarzy: Medycyna doprowadzi do
degeneracji ludzkiego gatunku Szczególnie ratowanie wcześniaków i dzieci z ciężkimi wadami metabolicznymi. Nie pozwalamy w imię humanitaryzmu na eliminację przez biologię szkodliwych genów. Możliwe, iż ewolucja już nie
dotyczy naszego gatunku. Problem polega na tym, że pan profesor myli się w jednej, zasadniczej kwestii: nasz gatunek wcale nie trwa w stagnacji, nasz gatunek się DEGENERUJE! Jeśli zabawiamy się w Pana Boga, leczymy większość schorzeń, które dręczą ludzi i drzewiej zabijały jednostki słabsze, pozwalamy rozmnażać się ludziom bezpłodnym (głównie in vitro), kobiety płodne rujnują swoje macice aborcjami, skazując się często na bezpłodność - to pewnego dnia przyjdzie nam zjeść tę żabę w postaci nawarstwiających się błędów w naszym własnym DNA. Wówczas nagle się okaże, że bez próbówki nie jesteśmy w stanie w ogóle się rozmnażać, bez leków w ogóle funkcjonować (choćby alergie, których jakoś nie znano jeszcze sto lat temu); będą nas coraz częściej dręczyły nowotwory i inne tego typu atrakcje - i obudzimy się z ręką w nocniku. Staniemy się zakładnikami własnej technologii, a przecież z naturą nie wygramy i po prostu wymrzemy - o ile nie wzbogacimy swojej puli genetycznej, np. poprzez związki z, dajmy na to, Murzynami z głębokiej dżungli, gdzie jeszcze nie dotarł "postęp". Smutne, ale prawdziwe.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.24 Sobota +4oC |
Od kilku dni kołacze mi się w głowie temat jak
pisać. PPU - student dziennikarstwa, też zadał mi to
pytanie. Widać na jego wydziale nie wisi gdzieś "dziesięć
przykazań super dziennikarza".
Jak zwykle należy podejść do tego zagadnienia zgodnie z procedurą, którą proponuje Fizyka Życia:
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01. |
Ciekawie sformułowana myśl na temat
kapitalizmu:
To żaden przypadek!. No cóż, a jak patrzę na to co wyprawia szkoła Miśka i co wyprawiali w szkole Marty to konstatuję, że nauczyciele to niestety (w swej masie) banda obiboków, którzy tylko szukają dobrego usprawiedliwienia dlaczego nie odbyły się lekcje. W tym tygodniu u Michała bo inne klasy mają ważny test, dwa tygodnie temu bo pani była na szkoleniu wcześniej jakieś święta lub przed świetami, zielona szkoła (czegóż oni tam mogą nauczyć). Myśl wyrażona prosto przez kogoś kto stawia kropki po wykrzykniku.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.12 Poniedziałek -4oC |
Piękna zimowa pogoda, rano -4oC. Ciągle
pracuję nad teorią systemów - niezły ugór, a świetną
ilustracją burdelu w definicjach jest bifurkacja. Temat
godny rozwinięcia, ale zrobię to może kiedy
indziej.
Wprowadzałem następujący cytat "Barros zaczął nawet uważać, że to goździki są największym źródłem zła w tym rejonie. "Chociaż stworzył je Bóg", napisał, "są kością niezgody i przyczyną większej liczby nieszczęść niż złoto."." i dało mi to do myślenia: Przyczyną zła jest koszt pozyskania resergii. Ludzie, którzy mają dostęp do "taniej resergii" koncentrują się na jej przechwytywaniu, zdobywaniu, siłowym przejęciu itp. generalnie na konkurowaniu o nią i wynikających z tego sprawach związanych z wojskowością. Przeciwstawna jej jest "resergia droga", którą pozyskuje się dużym nakładem co wymaga czasem daleko idącej współpracy. Boże jak to wszystko jedno do drugiego pasuje! Jak to się układa! - niesamowite.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.10 Sobota |
Jeszcze leży śnieg ale temperatura jest powyżej
0oC.
I ponownie cytat z blogu Korwina bo jest dobry: Bardzo - wbrew pozorom - ważne pytanie - a zadał je {~Kayin}: To jest wbrew pozorom sedno problemu naszej cywilizacji. Teoria śp.Wilfryda Pareto mówi o krążeniu elit. Elity powstają, dojrzewają – i ob'umierają. Po czym są (ewolucyjnie - lub rewolucyjnie, jeśli się zamkną) zastępowane przez nowe elity. Obecne elity są prawie już martwe. Tragedia naszych czasów polega na tym, że w normalnym ustroju degeneracji podlega elita – ale z L**u wyłaniają się jednostki, które ją zastępują. W d***kracji gniciu i demoralizacji podlega cały L*d! Jednak już tworzą się nowe elity.
Co poznaje się po tym, że jednostki do nich należące nie
obawiają się ryzykować swoim życiem Jednak są też członkowie elit – gotowi ryzykować. Znam i cenię człowieka, który ma majątek ogromny (acz bliżej nieokreślony, bo Urząd Skarbowy nie zna jego rachunków), który poszedł sobie na Mt.Everest – a potem chciał wydać (bagatela!) $20 mln, by polecieć na stację kosmiczną. A śp.Stefan Fossett? Bardzo zamożny – a ryzykował życiem. Większość dzieł literackich opowiada o feudaliźmie i arystokracji w okresie ich upadku – mało się pisze o ich powstawaniu i wieku dojrzałym. O ludziach, którzy z zadziwiającą pogardą dla śmierci rzucali się do walki – i często ginęli. I teraz kluczowe pytanie: czy dziś członkowie elity wychowują swoje dzieci bardziej jak król Atahualpa, każący synom odbywać służbę prostych żołnierzy a ponadto przechodzić inicjacyjne tortury znacznie dotkliwsze, niż u zwykłych żołnierzy i oficerów – czy bardziej jak dzisiejsza klasa próżniacza, rozpieszczająca synów i posyłająca dzieci na uczelnie, gdzie uczą się głównie pić, ćpać, pieprzyć z każdym i olewać naukę? Wybór jest indywidualny. A zasady mają konsekwencje: jedni będą rządzić – inni zdegenerują się ostatecznie... A jeśli {~Kayin} ma rację – i tych pierwszych będzie za mało, by przewodzić narodowi? Cóż: przyjdą muzułmanie, którzy nie boją się oddać życia. Zdaje się, że śp.Osama bin Laden trochę forsy miał – nieprawda-ż? Mógł żyć z czterema żonami, mieć jeszcze ze dwadzieścia nałożnic... A walczył. I zginął dla zasad, które wyznawał.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.09 Piątek |
Cholery można dostać z tymi definicjami. Chodziłem
po internecie, brodziłem w nim po uszy szukając definicji
stanu równowagi. No i dziś, przypadkowo wpadłem
poprzez Josiah Willard Gibbs'a -> mechanika
statystyczna -> Stan równowagi jest więc stanem, w
którym informacja o przeszłości układu nie jest
istotna. Zatem orbity nie są stanem równowagi.
A całe poszukiwania zaczęły się od Reguły Gibbsa czyli: "skłonności natury do psucia tego, co zorganizowane, i do niszczenia tego, co posiada jakiś sens."
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009.01.05 Poniedziałek |
Zaczął się 2009. 150 lat od wydania "O powstawaniu
gatunków" Darwina i 250 od "Teorii uczuć moralnych" Adama
Smitha. Ciekawe czy mi się uda wstrzelić w te okrągłe
dziewiątki. Romek Gołędowski w odpowiedzi na moje sms'owe
życzenia Szczęśliwego Nowego Roku, życzył mi by ten dla
mnie był przełomowy... oby.
No i mała perełka internauty na temat
urzędników: W Malutkim miasteczku - Urząd
Skarbowy - nowy pałac. Straż pożarna - budynek pałac ( na
miarę Nowego Yorku). Prokuratura - pałac, sąd - pałac,
Zakład karny - nówka
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2009 |
Zakupy:
Wszystkie towary dostępne są bez żadnych problemów w sklepach. Poniżej tabelka produktów kupionych w podpiaseczyńskim "Groszku" w dniu 2009.11.21:
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||