Fizyka Życia

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2020

Jak postrzegamy

Właśnie kilka dni temu opracowałem w słowniku dwa pojęcia: Postrzeganie i Schemat Postrzegania. I jakimś nieokreślonym zbiegiem okoliczności w internecie natrafiłem na świetną tego ilustrację. Niestety związaną z moją skromną osobą…

W rozmowie z Krzysztofem Karoniem na temat wychowywania młodych ludzi powiedziałem co następuje:

Od momentu gdy moje dzieci zaczęły już co nieco rozumieć mówiłem im tak: są trzy najważniejsze rzeczy w życiu: sport, języki obce i matematyka. Jak te trzy rzeczy będziecie robili na wysokim poziomie to z resztą sobie poradzicie albo się douczycie.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy zauważyłem w komentarzach, że niejaka "Hildegarda Minderbinder" odebrała to tak:

Reasumując, to 3 recepty pana Kubania na kulturowe wychowanie to:
   1: matematyka - no bo mamona, mamona i jeszcze raz mamona - trzeba umieć liczyć
   2: sport - tężyzna fizyczna jest niezbędna w przepychaniu się do globalnego żłobu
   3: języki obce - no bo multi kulti
Szczęka opada.

Mnie też opadła, że tak to można było odebrać, a w zasadzie, że ta Hildegarda widzi to tylko tak.

  1. matematyka - bo to królowa nauk, to ona jest kluczem do zrozumienia wszystkiego i oczywiście do liczenia pieniędzy też. Nie podejrzewam jednak, że Hildegarda nie liczy pieniędzy tylko je rozdaje na lewo i prawo.
  2. sport - bo uczy życia, bo w sporcie poznaje się od czego zależy sukces oraz jego ulotność. Sport oprócz bardzo wielu zalet dydaktycznych uczy w praktyce wielce teoretycznej matematycznej teorii gier.
  3. języki obce - nie multi kulti, ale poznawanie spojrzenia innych, dostęp do różnych definiensów tego samego definiendum.

 

Jak wychować alpinistę

Jak zwykle inspirujące spotkanie z Jackiem tryskającym optymizmem, realizmem i energią życiową. Można się tym nawet od niego zarazić :). Tak sobie rozmawialiśmy o wychowywaniu młodych ludzi i Jacek podał świetny przykład:

Pomagając komuś zostać alpinistą, zrobisz mu krzywdę wysadzajac go ze śmigłowca na szczycie Everestu. W ten sposób na pewno nie zostanie alpinistą, a na pewno zabije się w zejściu.

Pomoc musi być mądra. Czasami niektórym ludziom można pomóc… nie pomagając.

Więcej na ten temat w słowniku pod hasłem Życzliwe zaniedbanie

 

Szczepionki versus Twórcza destrukcja

Bardzo wyważone wypowiedzi naukowców na temat szczepionek. Nie są one w 100% bezpieczne. W ich opracowywaniu i stosowaniu mamy do czynienia z dwoma rodzajami dylematów:

  1. dylematem populacyjnym - Coś co pomaga dużej liczbie osobników, może być szkodliwe dla kilku. I powstaje pytanie czy to coś można stosować powszechnie, zakładając, że nie dysponujemy narzędziami, które pozwalaja określić komu to coś szkodzi, a komu nie.
  2. dylematem celów krótko- i długoterminowych - czy stosować coś co nam pomaga na krótką metę, a szkodzi na dłuższą?

Ponieważ, co jest zrozumiałe, robimy wszystko, stosując opiekę medyczną, by wyeliminować mechanizm Twórczej destrukcji to niestety koszty zwiazane z obsługą przeżywalności stale rosną. A gdy przekroczą poziom możliwy do ich ponoszenia, będziemy mieli do czynienia z ogromnym wzrostem śmiertelności i być może utratą, jak głosi Hipoteza S-Nastu naturalnej możliwości reprodukcji.

 

Straszenie jako metoda

Pierwsza lepsza grafika strasząca zmianami klimatu

Był początek lat 70-tych XX wieku. Uczyłem sie wtedy w zwykłej radzieckiej szkole podstawowej nr 213 w Moskwie - stolicy największego co od powierzchni kraju Świata Związku Radzieckiego. W 4 albo 5 klasie dowiedziałem się, że wybitni naukowcy uważają już niedługo, bo za około 20 lat wyczerpią się zapasy ropy naftowej…

Dramat. Jako dzieciaki byliśmy przygnębieni, ale… mieliśmy zaufanie do najwyższych władz Związku Radzieckiego, a moi rosyjscy rówieśnicy uważali te władze za władze prawie światowe, że sobie z tym problemem poradzą. Tacy przecież byli mądrzy i tak przecież troszczyli się o nasze dobro.

Upłynęło te 20 lat i zawalił się Związek Radziecki, runął nie z powodu zmian klimatycznych, lecz z powodu niekompetentnych rządów sprawowanych przez tych "mądrych i troszczących się o nasz dobro". Mieli pełnię władzy, deklarowali dobre chęci, ale Związek Radziecki rozsypał się jak domek z kart. Zresztą klika innych krajów też.

Szkoła uczy nas bezgranicznego zaufania do naukowców. Dowodem na to są ci, którym zawdzięczamy postęp, jak na przykład: Kopernik, Galileusz, Newton, Pasteur, Skłodowska, Mendelejew, Oppenheimer. Co by "naukowcy" nie powiedzieli musi być prawdziwe, bo przecież Kopernik, Galileusz, Newton… A przecież naukowcy to też ludzie i tylko niektórzy z nich pracują z zaangażowaniem i tylko nieliczni z tych zaangażowanych rzeczywiście przyczyniają się do postępu.

Na portalu wpolityce.pl ukazał się artykuł Aleksandry Rybińskiej z znamiennym tytule "Nie takimi katastrofami nas już straszono". Streszczę go, bo jest ponadczasowy, a za klika lat może zniknąć z tego portalu.

Ekologiczna histeria ma długą tradycję. […] Zanim nastała Greta Thunberg były demonstracje „Fridays for Future”, strajki klimatyczne i kolektyw „Extinction Rebellion”, była dziura ozonowa, przeludnienie, wyczerpanie surowców i umieranie lasów. W 2009 r. Al. Gore zapowiedział, że najpóźniej do 2016 r. zniknie biegun północny i został za to nagrodzony Nagrodą Nobla. Wcześniej miały zatonąć Malediwy. I co? I nic. My też wciąż jesteśmy, choć niemiecki brukowiec „Bild” w 2007 r. ostrzegał, że „mamy już tylko 13 lat by uratować ziemię” i zalecał Niemcom, by zamiast na Majorce spędzali urlop w kraju by zmniejszyć ślad węglowy. Eksperci straszyli nas przez ostatnie kilkadziesiąt lat zagładą, a to, że ich prognozy się nie spełniły jakoś nie zmniejszyło popytu na nie. Oto małe zestawienie, taka suma „wszystkich” strachów:

 

  1. Umieranie lasów:

    W latach 80 XX wieku los niemieckich lasów wydawał się przesądzony. Miał je zniszczyć kwaśny deszcz. „Pierwsze lasy umrą już w przeciągu najbliższych pięciu lat. Są nie do odratowania” – prognozował w 1981 r. prof. Bernhard Ulrich z Getyngi. „Die Zeit” przekonywało, że „chyba nikt nie może dziś wątpić w ogrom tej tragedii”. W „Spieglu” można było przeczytać, że Niemcy czeka „ekologiczna Hiroszima”. Dziesiątki tysięcy ludzi wychodziło dzień w dzień na ulice protestować pod hasłem: najpierw umierają lasy, potem ludzie.

    Upłynęło 20 lat i w 2003 r. minister rolnictwa z ramienia Zielonych Renate Künast ogłosiła, że „trend został odwrócony”, bo w Europie lasów jest coraz więcej a nie mniej. Ekolodzy uważają oczywiście, że histeria była uzasadniona, ale eksperci są innego zdania. Według nich lasy świetnie radzą sobie z kwaśną ziemią i w latach 80-tych „wymarło gdzieniegdzie najwyżej kilka procent nowego drzewostanu”.

  2. Wyczerpanie się surowców:

    W 1972 r. Klub Rzymski opublikował raport pod tytułem „Granice Wzrostu” (The Limits to Growth). W nim eksperci, naukowcy i intelektualiści (z Dennisem Meadowsem na czele) prognozowali koniec surowców na ziemi, a w konsekwencji masowe klęski głodu. Do 2072 r. wszystkie surowce miały się skończyć, a ludność wzrosnąć do 15 miliardów. Autorzy raportu prognozowali nawet ceny ropy za sto lat, lecz nie uwzględnili tego, że pojawią się nowe technologie zmniejszające zużycie enerii. Tak, jakby się zafiksowali na jednej stronie madalu [przyp. JF].

  3. Przeludnienie

    Paul Ehrlich opublikował w 1968 r. neo-maltuzjański bestseller pod tytułem „The Population Bomb” (Eksplozja Ludności) w której przekonywał, że połowa ludności umrze z głodu w najbliższych dekadach bo skończą się zasoby. W latach 70 był to obok wojny atomowej najpopularniejszy scenariusz rodem z horrorów, którym straszono dzieci. Prognozowano, że w Azji klęska głodu rozpocznie się już w latach 80 i potrwa do 2010 r. A „umrze tam co najmniej miliard ludzi”. Dennis Meadows z Klubu Rzymskiego wręcz twierdził, że „w Indiach i innych dotkniętych regionach będą odgrywały się dantejskie sceny”. Trup będzie się ścielił gęsto. Dziś ludność ziemi wynosi 7.7 mld a jej wzrost znacznie zwolnił, szczególnie na Zachodzie. Zamiast o przeludnieniu mówi się dziś o zatrzymaniu wzrostu ludności w 2050 r. – gdzieś w granicach 10 mld. W 2013 r. OZN wydał nawet raport z którego wynika, że problemem w przyszłości będzie nie przeludnienie ale zbyt duży spadek ludności.

  4. Wymieranie gatunków

    Lata 80-te były – obok histerii wokół lasów – także okresem straszenia wyginięciem gatunków. Flory i fauny. Połowa istniejących wówczas gatunków (ok. 2 mln) miała wymrzeć „najpóźniej do 2000 roku”. Inni mówili o 60 tys. gatunków rocznie. Zatrważający scenariusz, który nie nastąpił. Inaczej nie byłoby na ziemi już nic, ani jednego ssaka, owada ani rośliny. W mediach temat jest mimo tego wciąż obecny. A ekolodzy dalej zbijają na nim kapitał.

  5. Dziura ozonowa

    W 1974 r. amerykańscy fizycy Mario J. Molina i Frank Sherwood Rowland przedstawili w piśmie „Nature” wyniki swoich badań, z których wynikało że gromadzenie się trudno rozkładalnych freonów w atmosferze doprowadzi do znacznego spadku stężenia ozonu na całym świecie. Ozonu, który chroni nas przed promieniami UV. Rozpoczęło się coroczne badanie dziury ozonowej nad Antarktydą, a ta stawała się coraz większa. W gazetach można było więc przeczytać, że czeka nas epidemia suszy, raka skóry i chorób oczu. We „Frankfurter Allgemeine Zeitung” była nawet mowa o „milionach dodatkowych zgonów” (1992 r.). Dziś mało kto pamięta już o dziurze ozonowej, może dlatego, że jest ona dziś mniejsza niż kiedykolwiek.

  6. A teraz mamy klimat

    W latach 70-tych była mowa o ochłodzeniu, wręcz o nowej epoce lodowcowej. Badacz klimatu Stephen Schneider przewidywał wówczas, że zanieczyszczenie powietrza schłodzi temperatury na ziemi o 3 stopnie Celsjusza. W 1989 roku prognozowano, że do 2000 roku całe narody znikną z powierzchni ziemi. Tym razem z powodu ocieplenia. Tak się nie stało, w zimie wciąż jest zimno, a latem ciepło, ale mamy przecież nowe prognozy. Jedni mówią, że mamy jeszcze 10 lat, inni, że 15. Potem wszyscy zginiemy. A kto nie lubi się bać?

Naukowcy…, no właśnie, czy nasza w nich wiara nie jest przypadkiem na wyrost? Zasiadają w najróżniejszych komisjach, jeżdżą za darmo na różne bezwartościowe konferencje organizowane na rajskich wyspach i dostają mnóstwo nagród i premii. Ci ludzie mają zbyt wiele do stracenia, żeby pozwolić sobie na dociekanie do prawdy. A może nie chodzi o żadną prawdę, tylko o ubraną w „naukowy” kostium propagandę?

Popatrzmy na Al'a Gore'a, niczego nie przewidział, ale sporo zarobił. Naukowcy to też ludzie i zgodnie z Pierwszym Prawem Fizyki Życia robią to za co dostają pieniądze. A w obszarach, w których można zarobić więcej, starają się bardziej. Oprócz Skłodowskiej i Galileusza byli też Łysenko i Fleischmann, ale o nich dużo się nie mówi, może właśnie by nie podważać tezy o nieomylności naukowców.

W 1989 roku Martin Fleischmann i Stanley Pons ogłosili, że wynaleźli prostą metodę wykonania zimnej fuzji atomów deuteru. Opanowanie tej fuzji dałoby ludzkości nieograniczony i praktycznie bezkosztowy dostęp do energii - tak pisała prasa popularnonaukowa. Natychmiast pojawiły się entuzjastyczne recenzje, a kilka laboratoriów ogłosiło, że im też udało się takową fuzję przeprowadzić. Jednak po pewnym czasie okazało się że w kilkudziesięciu ośrodkach naukowych na świecie nie udało się zimnej fuzji powtórzyć. W końcu doniesienie uznano za mistyfikację [Źródło Wikipedia stan 2020.01.05].

Jednak my całe to zajście możemy potraktować w charakterze eksperymentu przeprowadzonego na naukowcach. "Pojawiło się kilka osrodków, które potwierdziły, że im też udało się przeprowadzić opisany przez Fleischmann'a i Pons'a eksperyment" - pracujący w nich naukowcy chcieli zapewne i sobie przypisać część splendoru. Całe szczęście, że można to było zweryfikować. No ale w przypadku prognoz zmian klimatu i demografii taka weryfikacja jest niemożliwa - można zatem pleść niestworzone androny. Jeśli jeszcze te androny podleje się sosem troski o przyszłe pokolenia, to na prawdę nie trudząc się zbytnio można wypichcić niezły medialny pasztet, pojeździć po świecie i jeszcze nieźle na tym zarobić.