Wygenerowano:
25.10.2019
11:46:48

Przejdź do listy słów kluczowych
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





inteligencja - grupa społeczna

Spis cytatów ze względu na słowo kluczowe

Cechy charakterystyczne grupy społecznej określanej mianem "inteligencja"
Treść Tytuł Autor(zy) Ident / Data wpisu
Jestem inteligentką. Niewielu inteligentów uciekło na Południe. Inteligent nie jest w stanie podjąć decyzji i nie umie przejść do działania. Może i chciałby wyjechać, lecz nie potrafi zmienić pragnienia w czyn. Uchodźcy z Korei Północnej, relacje świadków. Morillot, Juliette; Malovic, Dorian 9788374144247:39

06.12.2008
Ale jego siostra Ivy była gorsza. Ona naprawdę nie troszczyła się o dobra materialne. Dostawała tyle pieniędzy co my i paradowała w znoszonych butach na płaskim obcasie i zgrzebnych sukienkach, żeby tylko pokazać, jaka jest bezinteresowna. Była dyrektorem do spraw dystrybucji. To do niej należało zaspokajanie naszych potrzeb. Ona nas trzymała za gardła. Teoretycznie o podziale dóbr decydowało walne zgromadzenie – głos ludu. Kiedy jednak „ludem” jest sześć tysięcy wyjących gardeł, bez ładu i składu próbujących coś ustalić w grze pozbawionej reguł, w której można żądać wszystkiego, ale nie ma się prawa do niczego i każdy ma władzę nad wszystkimi z wyjątkiem siebie samego, „głos ludu” staje się głosem Ivy Starnes. Pod koniec drugiego roku zrezygnowaliśmy ze „zgromadzeń rodzinnych” – w imię „wydajności produkcji i oszczędności czasu”, bo jedno zgromadzenie trwało dziesięć dni – i wszystkie petycje o zasiłek wysyłano bezpośrednio do gabinetu Ivy Starnes. Nie, nie wysyłano. Trzeba je było przedstawić osobiście. Sporządzała potem listę podziału, którą odczytywała nam na trwającym trzy kwadranse zebraniu, a my je zatwierdzaliśmy. W programie przewidziano dziesięć minut na dyskusję i protesty, ale nie protestowaliśmy. Zdążyliśmy już zmądrzeć. Nikt nie może rozdzielić dochodów firmy pomiędzy tysiące ludzi, nie kierując się jakimś kryterium wartości człowieka. Kryterium panny Starnes było lizusostwo. Bezinteresowna? Jej ojciec [właściciel wolnorynkowej fabryki – przyp. J.F.] nie mógłby bezkarnie potraktować najnędzniejszego robotnika tak, jak ona traktowała najbardziej wartościowych pracowników i ich żony. Miała blade oczy, zimne, wyłupiaste i martwe. Gdyby chciała pani wiedzieć, jak wygląda czyste zło, wystarczyło zobaczyć, jak błyszczały na widok człowieka, który kiedyś jej napyskował, a teraz usłyszał swoje nazwisko na liście osób nie mających otrzymywać nic ponad pensję głodową [liszeńcy – przyp. J.F.]. Wyraz tych oczu zdradzał prawdziwe motywy postępowania każdego, kto kiedykolwiek wygłaszał slogan: „Od każdego według umiejętności, każdemu według potrzeb”. [Tu Ayn Rand popełniła wielki błąd, przedstawiając Ivę jako zimnego bezlitosnego gada, a nie różowiutkiego aniołka – uwaga J.F.]

Oto cały sekret. Początkowo zastanawiałem się, jak to możliwe, żeby wykształceni kulturalni, sławni ludzie tego świata popełnili tak drastyczny błąd i wychwalali tę potworność jako cnotę, skoro wystarczyłoby wprowadzić to w czyn na pięć minut, by poznać skutki. Teraz już wiem, że nie był to błąd. Takich błędów nigdy nie popełnia się nieświadomie. Jeśli ludzie zaczynają nagle, bez wyraźnego powodu dążyć do jakiegoś straszliwego, niewykonalnego szaleństwa – to znaczy, że mają powód, tylko nie chcą go zdradzić. My też nie byliśmy bez winy, popierając plan na pierwszym zebraniu. Zrobiliśmy to nie dlatego, że wierzyliśmy w brednie, którymi nas karmiono. Był jeszcze inny powód, ale brednie pomogły nam to ukryć przed kolegami i przed sobą. Brednie dały nam możliwość zrobienia cnoty z czegoś, do czego w innym wypadku wstydzilibyśmy się przyznać. Nie było na zebraniu ani jednego człowieka, któremu nie przyszłoby do głowy, że pod przykrywką szlachetnego planu uda mu się położyć łapę na pieniądzach zarobionych przez lepszych od niego. Nikt nie był dość bogaty ani dość zdolny, żeby nie myśleć, że dzięki planowi zawładnie częścią umysłu i majątku kogoś bogatszego i zdolniejszego. Myśląc o niezasłużonych zyskach, które chciał czerpać z ludzi stojących wyżej od niego, zapomniał jednak o stojących niżej. Nie pomyślał, że oni także będą się chcieli obłowić jego kosztem. Robotnik, któremu przyszło do głowy, że jego potrzeba upoważnia go do posiadania limuzyny, skoro może ją mieć szef, zapomniał, że każdy darmozjad i żebrak będzie się domagał lodówki, skoro on ją ma. Takie były nasze prawdziwe intencje, gdy głosowaliśmy. Ale nie chcieliśmy o tym myśleć – a im mniej nam się to podobało, tym głośniej krzyczeliśmy o swojej miłości do dobra publicznego.

Sami tego chcieliśmy. Kiedy się zorientowaliśmy, że zupełnie nie o to nam chodziło, było już za późno. Byliśmy w pułapce.

Atlas zbuntowany Rand, Ayn 9788371509698:772

07.11.2009
“Okazało się – pisał badacz z nieukrywanym rozczarowaniem – że intelekt i osiągnięcia życiowe bynajmniej nie pozostają z sobą w ścisłej korelacji”. Poza schematem Gladwell, Malcolm 9788324011568:94

30.03.2010
Los robotników budził w nim równie mało współczucia jak los chłopów. W liście do przyjaciela z listopada 1920 roku, w którym narzekał na trudne życie intelektualisty, zauważył: „Moim zdaniem robotnicy w Chinach wcale nie żyją w ciężkich warunkach. Cierpią tylko ludzie wykształceni”. Mao Jung Chang 9788373594425:45

20.07.2010
Zawsze się znajdą inteligentni ludzie – przynajmniej oni sami za takich się uważają – którzy, jeśli w rachubę wchodzą takie decyzje, jakie podjąłem, wynajdą więcej przeszkód, aniżeli są w stanie wykrzesać z siebie entuzjazmu. Właśnie dlatego miało tak ogromne znaczenie to, iż trwałem niezłomnie przy podejmowanych decyzjach i realizowałem je z żelazną determinacją w obliczu wszelkiej opozycji. Wojna Hitlera Irving, David 9788371862007:111

01.12.2010
Taine wykazał niezbicie, że wykształcenie zawodowe bardziej rozwija inteligencję aniżeli wychowanie tak zwane klasyczne. Le Bon. Psychologia tłumu. Bon, Gustave Le 9788375752205:81

28.05.2012
Unikaliśmy w wyborze – wspominał Comte – tak zwanych inteligencików, bo ci chcieli dekować się w kancelariach i magazynach, a także miejskich cwaniaczków, bo ci z kolei myśleli tylko o przepustkach na miasto, w którym czuli się jak ryby w wodzie, jak polujący na płoteczki szczupak. Poza tym jedni i drudzy byli na ogół mało zdyscyplinowani. Wybierałem przede wszystkim żołnierzy pochodzenia chłopskiego, z zapadłych wsi, bo odznaczali się rzetelnością w służbie i wysokim zdyscyplinowaniem. Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej Koper, Sławomir 9788311116092:285

15.06.2012
Z transportu, którym przyjechałem do obozu pozostała przy życiu niespełna setka. Pozostałych zżarły choroby, głównie szkorbut, krwawa biegunka, malaria, ale przede wszystkim praca ponad siły. W pierwszej kolejności wykańczali się ludzie starsi i inteligencja, nie nawykła do takich nieludzkich warunków życia, mało odporna. Byłem żołnierzem generała Andersa Czerkawski, Tadeusz Mieczysław 9788374520249:83

15.04.2014